Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-10-2017, 09:19   #5
Kenshi
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11418 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
a miejsce dotarli kwadrans później. Wykonany w wiktoriańskim stylu, piętrowy dom znajdował się przy wąskiej, szutrowej dróżce niemal na skraju Devils Lake. Tereny wokół porastały lasy, a od najbliższego domostwa oddalony był o dwie mile. Panowała już delikatna szarówka, gdy oboje wysiedli z samochodu, wyciągając zakupy z bagażnika. Dom z bliska prezentował się dość tajemniczo i niepokojąco. Ciemne okna zdawały się patrzeć na nowych gości tego pogrążonego w przejmującej ciszy miejsca.


Elewacja nie była odnawiana od co najmniej kilkunastu lat, deski schodów na werandę wyglądały na zdradliwe, a wokół domu rosły nieprzycinane krzaki i trawa. Wschodnią ścianę wieżyczki porastał bluszcz, część okien wciąż nie została wymieniona na nowe i z framug odchodziła farba. Miejsce wyglądało na stare i zaniedbane.
- Ilekroć tu przyjeżdżam, zawsze czuję się dziwnie - powiedział Luke, zerkając po oknach.
- Daj spokój. Wiem, że dom wygląda posępnie, ale w środku jest przytulny. I nie jest nawiedzony. - Rylee uśmiechnęła się szeroko, odbierając torby z zakupami.
- Wcale bym się nie zdziwił, gdyby był - rzucił mężczyzna. - Mógłby zagrać główną rolę w którymś ze slasherów. Nadawałby się idealnie.
- Pewnie tak, ale poczekaj jeszcze z rok, będzie wyglądać zupełnie inaczej. Odkładam pieniądze na renowację ścian, po remoncie powinien być bardziej... radosny
- odparła.
- Uważam, że powinnaś go sprzedać i przenieść się do mnie.
- Sprzedać?
- Caprenter postawiła oczy. - Ten dom przechodził z dziada pradziada na kolejne pokolenia. Nie mogę go ot tak sprzedać. Jest częścią mnie, mam z nim związane fantastyczne wspomnienia. Poza tym, babcia by tego nie chciała.
- Ok, rozumiem... powinnaś też pomyśleć, żeby jednak zamontować tu jakiś alarm. Zwłaszcza po tym, co się ostatnio wydarzyło. - Luke skrzywił się.
- Wiem, że się o mnie martwisz, skarbie, ale wszystko będzie w porządku. - Pocałowała go delikatnie. - Nie mam alarmu, ale za to w domu czeka czterdziestka piątka i strzelba dziadka. To z pewnością odstraszy potencjalnych złodziei.
- O ile będziesz miała szansę ich tym postraszyć.
- Oj, już nie bądź fatalistą. Do tej pory wszystko było w porządku, nie rozumiem, dlaczego miałoby się coś zmienić. Żyjemy w małym miasteczku, gdzie każdy każdego zna. Nie sądzę, by ktoś chciał włamywać się do domu mojej babki, bo tutaj tak naprawdę nie ma cennych rzeczy. - Rylee wzruszyła ramionami.
- Ok, skoro tak mówisz. - Luke wzruszył ramionami. - Ale i tak przez najbliższy czas będę u ciebie nocować.
- Bardzo mi z tego powodu miło.
- Uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę.
- Zbereźnik. - Harmon się roześmiał.
- Zbereźnik? Przecież nawet nic nie powiedziałam.
- Nie musiałaś. Wystarczy, że przygryzłaś wargę
- odrzekł mężczyzna, rechocząc. - Chodźmy, bo wieje po skarpetkach.

Zabrali zakupy i weszli po trzeszczących deskach werandy. Luke miał nawet wrażenie, że za chwilę któraś się złamie i wpadnie razem z nią w dziurę, jednak na szczęście nic takiego się nie stało. Rylee wygrzebała z kieszeni kurtki pęk dużych, starych kluczy i przez chwilę szukała odpowiedniego. W końcu wrzuciła klucz do zamka, przekręciła a drzwi otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem. Ze środka wylał się gęsty mrok, z którego wyskoczył niewielki zwierzak o białym futerku i przenikliwie niebieskich oczach. Miauknął, otarł się o nogi Rylee i Luke'a, po czym czmychnął gdzieś w krzaki.
- Cześć, Ganges, pa, Ganges - powiedziała wesoło Rylee.
- Zamknęłaś go na cały dzień? - Zapytał rozbawiony Luke.
- Pewnie przez przypadek, dzisiaj się spieszyłam, bo zaspałam. Zwykle wychodzi okienkiem w piwnicy, ale pewnie drzwi miał zamknięte.
- Biedak, trzymać siku przez cały dzień, nie zazdroszczę.
- Zaśmiał się Luke.
- Cholera, oby tylko nie narobił nigdzie w domu, wiesz jak ciężko wywabić zapach kociej uryny?
- Nie wiem, bo nigdy nie mieliśmy kota. Tylko psy, kochana, tylko psy
. - Harmon się wyszczerzył. - Sądząc jednak po tym, jak szybko się zmył, to chyba mimo wszystko nie narobił nigdzie, tylko jak kulturalny kociak poszedł się wylać w krzaki. I pewnie nie tylko.
- Oby tak było, bo nie będę biegać po całym domu i obwąchiwać wszystkich kątów
- rzuciła Rylee, a Luke parsknął śmiechem.

Carpenter pstryknęła włącznikiem przy drzwiach i po korytarzu rozlało się przyjemne, żółte światło z wiszącego pośrodku sufitu żyrandola. Rzuciła klucze na szafkę pod ścianą i wraz z Luke'em przeszli do przestronnej, zadbanej kuchni utrzymanej w tradycyjnym stylu.


Wypakowanie zakupów zajęło im dłuższą chwilę, a w tym czasie za oknem zrobiło się jeszcze mroczniej i z nieba lunął deszcz, bębniąc głośno o szyby. Ganges z pewnością nie czuł się zbyt komfortowo w takich warunkach, zwłaszcza, gdy nie miał jak wrócić do domu.
- To jakie plany na wieczór? - Zapytał Luke, wstawiając wodę na herbatę.

 
__________________
[i]Don't take life too seriously, nobody gets out alive anyway.[/i]
Kenshi jest offline