Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-05-2018, 14:51   #8
Prince_Iktorn
 
Prince_Iktorn's Avatar
 
Reputacja: 3465 Prince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputacjęPrince_Iktorn ma wspaniałą reputację

Karawanseraje na podgrodziu wrzały tumultem przekrzykujących się ludzi.
- Kup pan papugę! Bardzo ładna papuga, nawet mówi! Zna wszystkie wersety świętej księgi Fahima…
- Gaaarnki, świeżo wypalane gaaarnki…
- Konie, konie wierzchowe i juczne, pierwszoroczniaki, jakie tylko chcecie, z najlepszych stad wokół Yarakanu…
- Papugę, kup pan papugę!

- Ja tylko pytam, czy nie znacie przypadkiem wędrownego handlarza, Ahmeda Alhazreda?
- Oj panie, nie pamiętam, tylu tu ludzi handluje...

Wyciągnięta w stronę relhada ręka drgnęła lekko. Egil z cichym westchnieniem położył kolejne monety na wyciągniętej dłoni kupca. Ten uniósł je pod światło, uważnie obejrzał jeden z miedziaków, ugryzł go, po czym wyrzucił pod sąsiednią zagrodę, gdzie trzymano stado wielbłądów.
- Ten był fałszywy. Wyrzuciłem go, bo jak straż cię złapie, to za fałszywe monety ręce ucinają. – dodał z błyskiem w oku.

Egil zmiął w ustach przekleństwo.
- To jak, znasz Ahmeda?
- Od kiedy tu jestem, to jest od ośmiu dni, nikogo takiego nie widziałem, ani o nikim takim nie słyszałem. – kupiec odparł ze śmiechem.
Egil poczerwieniał ze złości, a ręka mimowolnie opadła na rękojeść miecza. Na ten widok kupiec cofnął się lekko i spuścił z tonu.
- Spokojnie, spokojnie, przybyszu. Rozumiem, że to dla ciebie ważne, inaczej byś nie płacił. Mogę ci obiecać, że popytam o niego.
- Tak zrób. Za kilka dni powinienem tu wrócić, wtedy porozmawiamy. – Egil uspokoił się nieco, w czym pomógł widok pół tuzina strażników sułtana. Wojownicy w swoich lśniących łuskowych pancerzach, spiczastych hełmach osłoniętych chroniącymi przed słońcem zawojami, uzbrojeni, zwracali uwagę na wszystkie zalążki kłopotów. Relhad zawinął się szczelniej zawojem, po czym ruszył dalej, w głąb podgrodzia.

***

Poszukiwania nic nie dały, a sakiewka była już prawie pusta. Najwyżej jedna noc. Na tyle stać go w Yarakanie. A co najgorsze, nigdzie go nie chcieli. Czy oni zmuszają ludzi do rozboju? Różne myśli przebiegały przez głowę Egila. Na szczęście pojawiła się owa tajemnicza Sabiha. Co dla Sternika było podejrzane, to to, że nie widział ani kawałka jej ciała. Pod tymi szatami mógł się skrywać każdy. Miejsce i czas spotkania także sporo mówiły. Pałac brata szejka, po zmroku. Relhadzkie rodziny trzymały się razem, to był niemal warunek ich przetrwania na surowej północy, ale i tam zdarzały się zdrady. Te, które wywoływały największe tragedie. Czego mógł chcieć od niego ktoś tak wysoko postawiony, a czego nie mógłby załatwić dostępnymi mu środkami?
Egil siedział w wynajętym namiocie, ostrząc broń. Relhadzki miecz przeszedł z nim drugą drogę, do tego za pas sztylet i topór. Sternik nie miał zamiaru wchodzić w nieznane. Pozostałą mu część dnia chciał poświęcić na obejście okolicy Pałacu Jajira ibn Raula, poznanie uliczek dokoła niego, odległości od bram miejskich. Chciał także popytać miejscowych, czy nie znają tej Sabihy, i co sądzą o bracie szejka.
Nie wypływa się w rejs bez przygotowania, prawda?

***

Gdy nastał wieczór, zgodnie ze słowami kobiety, Egil znalazł się pod bramą pałacu brata szejka Yarakanu. Jego ciało osłaniała opończa, odznaczając się na ramieniu, przez które przewieszona była tarcza. Relhad trzymał dłoń na rękojeści miecza, mając jednak nadzieję, że nie będzie musiał go użyć.
 
__________________
-To, że 99% ludzi jest innego zdania niż Ty, wcale nie znaczy, że to oni mają rację.
Powoli wdrażam się na LI, po długiej nieobecności.
Prince_Iktorn jest offline