Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-05-2018, 14:29   #5
Flamedancer
The Spacewalker
 
Flamedancer's Avatar
 
Reputacja: 8482 Flamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputacjęFlamedancer ma wspaniałą reputację
Święto Targu! Yastra nie mogła się go już doczekać. Tyle fajnych rzeczy handlarze z wielkiego świata zwozili do tak małej osady, jaką było Phaendar, że aż szkoda było nie wydawać na nie pieniędzy. W końcu w tym roku taka okazja się więcej nie powtórzy! Te figureczki! Wisiorki! Bransoletki! Nawet co roku przyjeżdża ktoś sprzedający perfumy! Ale najlepsze z tego wszystkiego były czerwone winogrona z nie-tak-dalekiego południa oraz wyrabiane z nich doskonałe wino. Choć Aubrin poprosiła ją, by pilnowała porządku i nie dopuściła, by coś się stało, nie zamierzało jej to przeszkodzić w tym, by się świetnie bawić. No i to obiecane piwo! Co prawda nie przepadała za nim jakoś specjalnie, ale jeśli będzie się dało je na coś wymienić…
Słodko się uśmiechnie do Jet… Może zatrzepocze do kogoś rzęsami. Na pewno się uda!
W rezultacie, zaraz po krótkiej modlitwie do Powabnego Żądła, już przed świtem była gotowa na ten wspaniale zapowiadający się dzień. Siedząc na swoim ulubionym miejscu na dachu katedry, przyprawiając tym samym starego Noelana o ból głowy, akompaniowała wschodzącemu słońcu nieco melancholijną grą na dość specyficznie wyglądającym flecie, obserwując wybudzające się ze snu miasto. Czy było to spowodowane promieniami słonecznymi, czy dziwnymi dźwiękami z zewnątrz, nie miało to dla niej znaczenia.
W końcu im szybciej się zacznie Targ, tym lepiej!




Nieco później już spacerowała pośród tłumu, dużymi, migdałowatymi oczami o kolorze świeżej trawy uważnie obserwując przechodniów… i jeszcze uważniej sprzedawane dobra. Zdecydowanie się wyróżniała na tle całego targu. Jej raczej skąpy, czarno-żółty ubiór kojarzący się z barwami osy bardziej odkrywał niż zakrywał jej idealne elfie ciało - i nie czuła się tym ani trochę zażenowana - wręcz przeciwnie. Chodziła z lekko i z gracją, kołysząc zmysłowo biodrami. Z paska przy spódniczce wisiał sobie swobodnie wisiorek z żelaznym symbolem trzech skierowanych na zewnątrz sztyletów na kształt litery Y na tle koła. Jedwabiste, zadbane włosy w kolorze ognia skrywające spiczaste uszy spływały jej na ramiona. Miała delikatne usta, mały nosek i trójkątną, bardzo ładną twarz o łagodnych rysach, na której często gościł szelmowski uśmiech, a wokół niej unosił się zapach przyjemnych dla nosa kwiatowych perfum. Do tego była wysoka - mierzyła sobie jakieś pięć i dwie trzecie stopy. Jej niespotykane piękno przyciągało mnóstwo pożądliwych spojrzeń, o czym doskonale wiedziała - i dokładnie o to jej chodziło - ale zainteresowanych jej walorami odstraszały jej daisho oraz reputacja całkiem utalentowanej magini, która już zgłębiła tajniki metamagii.
Wyglądało na to, że była równie piękna, co zabójcza.
A choć wyglądała na całkowicie dojrzałą, była bardzo młoda na elfie standardy. W ich społeczeństwie byłaby jeszcze dzieckiem. Na rachubę ludzką… mogła być nieco młodsza od Jet. Ale kto by to wiedział, skoro ona nie zmieniła się ani trochę, kiedy innym mieszkańcom Phaendar zdążyły się porobić już zmarszczki na twarzy?

Po jakimś czasie swoją podręczną torbę miała już zapełnioną różnymi bibelotami, mając w planie nieco przyozdobić swój niewielki domeczek stojący nieopodal świątyni oraz dołożyć kolejną butelkę czerwonego wina do swojej małej, mającej już kilka lat kolekcji. Teraz, nie mając już wystarczająco dużo złota na kupno nowych interesujących ją rzeczy, bardziej obserwowała przechodniów, zastanawiając się czy wydarzy się cokolwiek ciekawego poza incydentem z “wsiurem”, któremu w swej złośliwości za obrazę jej oraz innych narysowała na czole przy użyciu zaklęcia bardzo niecenzuralną męską część ciała, mając przy tym ubaw do łez (oczywiście nie informując go o jednodniowym czasie trwania zaklęcia, jaka by w tym była zabawa?). No bo Targ sam w sobie jest miłą odmianą, ale ileż można? Z roku na rok to samo! I to samo! I to samo! Te same twarze, te same procedury… Jak co roku na początku przepełniała ją ekscytacja, a teraz nie było nawet południa, a już zaczynała się nudzić. A konieczność pilnowania tego motłochu wcale nie była fajna. Ale to i tak było lepsze niż phaendarska codzienność. Bo co ona zazwyczaj robiła? Szlifowała własne umiejętności walki samotnie bądź z śmiałkami, którzy zdecydowali się przyjąć jej wyzwanie, pomagała Rhynie zajmować się świątynią oraz należącymi do niej terenami bądź wraz z Jet siedziała w gospodzie, wyręczając ją w części jej zadań lub wzbogacając jej występy artystyczne tańcem, grą na shakuhachi albo wspierając jako drugi głos. I tak dzień w dzień od kilku lat.
Nic nowego.
Wdzięczna była mieszkańcom Phaendar za ocalenie życia i możliwość zamieszkania wraz z nimi, lecz zaczynało ją to już męczyć. Czasami więc znikała bez słowa na kilka dni, udając się w poszukiwanie mocnych wrażeń, jakie szły za przebywaniem w nieujarzmionej dziczy. W uszach wciąż dźwięczały jej opowieści przejezdnych o wielkich miastach na południu i północnym-zachodzie… Może to była pora na opuszczenie sennego miasteczka, by odkryć świat poza Nimrathas? Było ono zaledwie kroplą w wielkim oceanie, jakim był sam Avistan, a co dopiero Golarion.
A może tak wypłynąć na morze?
Jeszcze kupując kilka brzoskwiń, zastanawiała się, rozglądając się po twarzach przyjezdnych… Może znajdzie sobie jakiegoś przystojnego towarzysza na wieczór?
I gdzie jest Emraeal? Pojawiała się w Phaendar co roku na Święto Targu, a teraz jej… nie ma. Może elfy zatrzymały ją na dłużej w Kyonin?
Któż wiedział? Oby nic się jej nie stało.

Gdy Rathan się odezwał, zastanawiała się czy przypadkiem nie czytał jej w myślach. A może po prostu czuł tak samo? Phaendar było nieco… klaustrofobiczne. A on był podróżnikiem! Doświadczył już trochę świata i musiał już wiele widzieć! Jeśli miałaby z kimś wyruszyć w świat, byłby on rozsądnym wyborem.
Również nie zdziwiła się takim zainteresowaniem Jace’a. Osada i los wcale nie były dla niego łaskawe. Być może znajdzie trochę więcej szczęścia za granicą? Już dawno powinien opuścić tą mieścinę. Tylko się w niej marnował. A życie jest pełne wspaniałości i przyjemności! W dodatku był całkiem przystojny… Na pewno by się odnalazł.
Tylko jak łucznika nie była w stanie podejrzewać o zdolności telepatyczne, tak lepiej żeby on trzymał się z dala od jej głowy… Chyba że chciał usłyszeć naprawdę dziwne rzeczy.
- Och, więc nawiedzony Jace w końcu zdecydował się pójść w świat, ale nie wie gdzie “świat” jest. Jak smutno. Może mapę? - powiedziała nieco złośliwie, kładąc dłoń na biodrze i odchylając je nieco w bok.
W rzeczywistości ona nic do niego nie miała. Jako jedna z niewielu, jeśli nie jedyna, traktowała go jak całkowicie normalnego człowieka, nie kierując się pomówieniami innych. Pewnie gdyby nie był “nawiedzony”, to znalazłaby mu zupełnie inny epitet.
- Jak słyszę tamtych grajków z rynku, to mi uszy więdną. Jeszcze rok, a chyba skoczę z dachu świątyni, by mieć już spokój - odpowiedziała im elfka, chichocząc uroczo pod nosem - W Phaendar jest nudno, a kupcy, z którymi rozmawiałam, wspominali o wspaniałych wieżach i wielkich budynkach Korvosy. Wyobraźcie sobie jak fajnie tam musi być! A dalej są jeszcze Magnimar i Riddleport. Mowili, że to na północny-zachód stąd. Ja to bym tam poszła! - bardzo modulowała głosem, przyjemnie drażniąc ucho i nie tylko.
- Swoją drogą… niezły cios, Rathanie. Aż się powstrzymam od naznaczenia go - stwierdziła z łobuzerskim uśmiechem, gdy po jej lewej dłoni przeszło nieco magicznej energii. A może to było tylko złudzenie? Znając ją - raczej nie.
 
__________________
[FONT="Verdana"][I][SIZE="1"]W planach: [Starfinder RPG] ASF Vanguard: Tam gdzie oczy poniosą.[/SIZE][/I][/FONT]
Flamedancer jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem