Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 14-06-2018, 23:17   #24
Gladin
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 1 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację
Moja propozycja dołączenia poniżej.
Dymitr Rawłyk, posłaniec

Dymitr od najmłodszych lat przejawiał ponadprzeciętny spryt, którym kompensował wątłość ciała. Potrafił wioskowych osiłków naszczuć przeciwko sobie, żeby się nim nie zainteresowali. Zawsze jakoś udało mu się dostać robotę lżejszą od innych, a tam, gdzie nie udało się dostać nic łatwego, zawsze potrafił znaleźć taki sposób na jej wykonanie, że nie zostawał w tyle za silniejszymi chłopakami. Z czasem zaczął być wykorzystywany głównie jako chłopak od dostarczania przesyłek i wiadomości. Początkowo biegał po wsi, albo od wsi do wsi. Miał 13 wiosen, gdy przez wioskę przechodził oddział carskich kozaków. Dowódca potrzebował pilnie wysłać wiadomość do grodu, a nie mógł poświęcić do tego zadania żadnego ze swoich ludzi, bo i tak miał ich za mało, aby domknąć obławę na poszukiwanych zbiegów z armii. Starszy wioski polecił mu Dymitra. Gdy okazało się, że chłopak umie jako tako jeździć konno, oficer kazał wyposażyć chłopaka w wierzchowca i pchnął go w drogę. Dymitr szczęśliwie gnał przed siebie, gdy w środku drogi, na ścieżce przez las stanęło przed nim dwóch drabów. Odziani w dziwaczną mieszankę ubrań trzymali groźnie wyglądające sękate drągi, a jeden dodatkowo wyszczerbiony krótki miecz. Kazali młodemu zejść z konia. Ten szybko ocenił swoje szanse. Nie był uzbrojony (nie licząc noża), a nie zdążyłby odjechać, zanim nie sięgnęliby go kijem.
- Nu, spokojnie - odezwał się drżącym głosem. - Już złażu, ino nie dźgajta mnie tymi ło - wskazał na trzymaną przez nich broń. Odczekał, aż zbliżą się na niewielką odległość, po czym niezgrabnie ześlizgnął z konia tak, aby ten oddzielał go od zbójców.
- Chodźże tu - warknął jeden z nich, ale Dymitr już wdrożył w życie swój plan. Prześlizgnął się pod brzuchem konia wydobywając nóż. Sięgnął ręką i wbił go szybko od tyłu w kolano rozbójnika, wyszarpnął go i od razu drugą ręką szarpnął za kij, wyrywając mu go z dłoni. Zanim tamten porządnie krzyknął i upadł, kopniakiem w głowę odsunął go od siebie. Obrócił się szybko dookoła trzymając mocno kij i uderzył nim nacierającego napastnika z mieczem. Powalił go na ziemię i natychmiast uderzył w nadgarstek ręki dzierżącej oręż. Zbój krzyknął i odturlał się, ale miecza nie wypuścił. Z tyłu zarżał koń spłoszony walką. Dymitr zerknął przez ramię - wierzchowiec szykował się by uciec! Skoczył więc w jego stronę i wspiął się na wierzch. Z trudem go opanował i pognał do biegu. Napastnik z mieczem zagrodził mu drogę. Chłopak cisnął w niego kijem, przytulił się do końskiej szyi i pognał zwierzę. Poczuł uderzenie i ból w plecach, który wyrwał z niego okrzyk bólu.
Do Horodenki dotarł półprzytomny z utraty krwi. Dał radę jeszcze zdać meldunek, zanim stracił przytomność. Budził się później gdzieś i kiedyś, widział twarze i słyszał głosy, ale czy to byli ludzie czy zjawy, nigdy nie wiedział. Gdy już doszedł do siebie poznał Miszę, który zajął się nim gdy był umierający. Misza był posłańcem. Poczuł sympatię do młodego chłopaka, wykurował, a potem wdrożył w swój zawód, zresztą jemu samemu wiek coraz częściej dawał się we znaki i niechętnie wyruszał w długie trasy.
Lata szybko mijały, Dymitr doskonalił się w swoich fachu. Nadal pozostał szczupły i nadal sprytem wymykał się niebezpieczeństwu. Niestety, jak to się mawia, przyszła kryska na matyska. Mówią, że w tym fachu najgroźniejszym przeciwnikiem jest odbiorca złych wieści. Kiedy dostarcza się gubernatorowi wiadomość, że jego córka uciekła z przygodnie poznanym kozackim grajkiem… kończy się na ciężkich robotach w kopalni… żaden spryt nie pomógł Dymitrowi oszukać przeznaczenia...
Praca w kopalni była ciężka. Chłopak - właściwie już młody mężczyzna, jakim się stał, nie dawał sobie zbyt wielu dni. Mógł się łudzić, że przy pracy nabierze siły i masy, ale do tego potrzebna była żywność, której skąpili. Dlatego skupił się na wykorzystaniu swojego atutu - intelektu. Obserwował współwięźniów i strażników. Jednej nocy wydarzyła się awantura, w czasie której więźniowie zabili nadzorcę. Dymitr spodziewał się takiego wyniku i nie wdał się w walkę wraz z pozostałymi. Od razu pobiegł do magazynów, by zdobyć żywność, ubranie i uzbrojenie na drogę. Zapakował zdobycz w sakwę i właśnie wychodził, gdy z bocznego budynku wyszedł drugi strażnik. Nie zauważył wychodzącego chyłkiem Dymitra, ale od razu zauważył zamieszanie na dziedzińcu. Było oczywiste, że jeszcze chwila i podniesie alarm, a wtedy z ucieczki nici. Posłaniec w trzech susach doskoczył do niego, trzymanym nożem pchnął go w gardło, drugą ręką zatknął gardło ofiary. Ta szarpała się, ale była bez szans. Trzymał ją, aż zwiotczała mu w rękach. Zabicie człowieka okazało się łatwiejsze, niż podejrzewał. Przynajmniej w tym momencie… pozostali nawet nie zorientowali się w tym, co się stało i już wymykali się na zewnątrz. Pobiegł na zewnątrz i ruszył razem w noc...


 
Gladin jest offline