Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-07-2018, 14:42   #4
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Czy Tula w ogóle go słuchała? Wydawało się, że jest zajęta przede wszystkim oglądaniem jego muskulatury, jakby był rumakiem wystawionym na targu, albo... innym... jeszcze gorszym zwierzęciem. Jej wzrok pełzał po jego ciele, oceniał go, przyglądał się każde bliźnie, każdej niedoskonałości. Trwało to dość długo, aż zniecierpliwiona Asarah szturchnęła Księcia Dworu Ziemi. Ten podszedł krok bliżej. Jego wzrok - wzrok stalowych tęczówek również przykleił się teraz do bękarta. Znać w nim jednak było irytację, a nie zainteresowanie. Leith wizualizował sobie wspomnienia obserwacji zwierząt. Czasem gdy dwa koty walczyły myszy udawało się uciec. Jednak równie często to właśnie mysz była rozrywana w trakcie takiej walki...
- Nie wiemy kto jest jego ojcem. On też nie wie. Nawet pod działaniem kręgu prawdy. Jego moc jest za mała, by ustalić do którego dworu mógł należeć - powiedział.
Na niego Tula spojrzała, odrywając szponiaste palce od nagiej skóry Leitha.
Co chyba było dobrym obrotem spraw bo Leithowi już całkiem zaschło w gardle. Z drugiej strony dotyk kobiety działał dziwnie pobudzająco. To oczywiście musiała być jakaś pokrętna magia...
- Nic dziwnego, inaczej cały dwór ojca by na niego polował. I tak dziwne, że dali mu odrosnąć od ziemi. I jeszcze tak się rozrosnąć. Niemniej konfrontacja z tatusiem mogłaby być ciekawa...
Znów ten wilczy uśmiech. I spojrzenie na bękarta.
- Znasz pewnie renomę mego dworu - powiedziała, jakby w ogóle nie przerywała wątku w rozmowie z Leithem - Bardzo cenię swoich gości, dlatego staram się zapewnić im różnego rodzaju rozrywki. Od muzyki, tańca po walki gladiatorów. Z tym ostatnim będziemy mieć teraz pewnie problem, dlatego potrzebuję... rekrutów. Powiedzmy więc, że twoją rolę można by nazwać zatem rozrywkową. Jedyne, co musisz zrobić, to wykonywać rozkazy i starać się. Czyli zupełnie jak w wojsku. Przy czym, jeśli się wykażesz, podejrzewam, że może być to bardzo przyjemne wojsko dla cie...
- Przecież on zabił Gweira! - nie wytrzymała i weszła jej w słowo jasnowłosa Asarah. Opanowany dotychczas Byron aż syknął i złapał partnerkę za rękę. Byli co prawda na własnych ziemiach, ale wiele mogło ich kosztować obrażenie prawdopodobnie najpotężniejszej - i to zarówno jeśli chodzi o moc, jak i wpływy - księżnej.
- I pewnie wielu innych - odparła zdawkowo Tula, jednak coś w jej zachowaniu przypominało teraz przyczajoną żmiję, gdy patrzyła na partnerkę Księcia Ziemi - Chcesz byśmy rozliczali się za krzywdy z czasów wojen? - zapytała pozornie niewinnie. Zapadła kłopotliwa cisza.
- Mam zabijać kiedy ty patrzysz? - Leith chciał się upewnić, że rozumie koncept “walki gladiatorów” tak samo jak Tula i jej krewniacy. To nie było tak, że propozycja Skrzydlatej księżnej oferowała większe szanse na przetrwanie niż praca w kopalni. Jednak jakby nie patrzeć, była to propozycja, którą mógł przyjąć lub odrzucić, a takich opcji Leith zazwyczaj nie miewał. Inna sprawa, że Skrzydlaci myśleli szybciej niż Ludzie więc to co planowała Tula, dojdzie do głów Ludzkich książąt i władyków nieco później… ale dojdzie. Leith miał wszelkie powody przypuszczać, że ci nie dadzą mu już żadnego wyboru.

Księżna Dworu Wiatru zaśmiała się dźwięcznie.
- Biedne bękarcie stworzenie... - powiedziała z udawanym żalem - Naprawdę myślisz, że cokolwiek masz mi do pokazania? To urocze. Obawiam się jednak, że cena zainteresowania mnie wykracza poza twoją wypłacalność. Mówiłam o gościach mego dworu, słuchaj uważnie. Słuchaj, zapamiętuj i wykonuj polecenia przełożonych. Tylko tyle. Kiedy powiedzą ci zabij, zabijaj, gdy każą ci zerżnąc ludzką księżniczkę, rżnij.
Leith poczuł jak krew napływa mu do policzków. Zganił szybko się w myślach za swoją głupotę, Tula była potworem, jak wszyscy inni mieszkańcy tego świata i mężczyzna nigdy nie powinien o tym zapominać.
Jakby jej słowa były za mało prowokacyjne dla trzech tuzinów byłych niewolników, którzy stali na placu, Tula odwróciła się do nich wszystkich plecami i spojrzała z uśmiechem na Byrona. Ten jednak stał ponury jak zawsze. Mała, czarnowłosa Skrzydlata, ignorując dodatkowo gromy, jakie leciały w jej stronę z oczu Asarah, zbliżyła się do Księcia Dworu Ziemi i gestem przywołała, aby zniżył się nieco.
Kiedy szeptała mu coś spoufale do ucha, Leith także usłyszał czyjś szept za plecami.
- Dla nas jesteś martwy, kurojebco.
“Kurojebca”. Wojskowi nigdy nie cechowali się specjalną finezją w zakresie słownictwa. By wyrażać się obraźliwie o Skrzydlatych, nazywali ich kurami. Na co tamci zupełnie nie zwracali uwagi.
Tym razem bękart uśmiechnął się płytko pod nosem. Trzy tuziny weteranów i jedyne obelgi na jakie mogą się zdobyć są zawsze szeptane. Mężczyzna odwrócił bardzo powoli głowę by spojrzeć w każdą jedną parę oczu… jeśli jakaś była gotowa na spotkanie.
Tymczasem Byron wysłuchał Tuli i skinął głową.
- Jeśli się zgodzi. - powiedział spokojnie.
Znów wszyscy Skrzydlaci spojrzeli na Leitha, który pod naporem tej uwagi znów przekręcił wzrok, z powrotem na Tulę. Mężczyzna zrobił rachunek sumienia i podpisał cyrograf z diabłem:
- Skoro wojna się skończyła to zwyczajnie nie mam pracy a ty jesteś pierwszym potencjalnym pracodawcą. Kiedy mogę zacząć?

I znów go zignorowała. Księżna Dworu Wiatru tylko spojrzała na Byrona wzrokiem pod tytułem “A nie mówiłam”. Żegnając się z gospodarzami krainy w sposób pozornie serdeczny, Leith usłyszał, jak szepcze do ucha Asarahy:
- Nie martw się, pozwolę ci z niego skorzystać, gdy będzie gotowy.
Szept nie był jednak na tyle cichy, by nie doleciał też do uszu Księcia Dworu Ziemi. Ten skrzywił się nieznacznie, ale nic nie powiedział.

Tula tymczasem zakręciła palcem w powietrzu i nad ich głowami pojawił się portal.

[media]https://i.ytimg.com/vi/KTGKHNIdSSk/maxresdefault.jpg[/media]

Leith od razu zorientował się, że może mieć pewien problem z przekroczeniem go, gdyż magiczne przejście znajdowało się jakieś 5-6 metrów nad głowami zgromadzonych na placu.
Mężczyzna jednak wyszedł z założenia, że skoro Tula i wszyscy Skrzydlaci są tacy mądrzy to na pewno mają wszystko “pod kontrolą” przecież nie spodziewają się chyba, że nagle Leith sam uniesie się o własnych skrzydłach… Mężczyzna westchnął, jeśli to miało być preludium do kolejnego żartu jego kosztem, oby skończyło się to szybko. Dowcipy z nielotów były tak samo zabawne jak ze ślepych czy kulawych: śmieszne lub okrutne raz czy dwa razy pod rząd ale po kilkudziesięciu latach… po prostu nudne.

Nie mylił się, bez ostrzeżenia w pewnym momencie zaczęła go unosić do góry powoli siła magiczna. Na twarzy Tuli nie pojawił się nawet grymas wysiłku, choć nie odrywała teraz wzroku od Leitha, który jednak nie wyglądał w tym stanie zbyt majestatycznie. To nie był nawet pozór latania. Przerośnięty mężczyzna, ciągnięty był ku górze ak kocie, które matka unosi w zębach za kark. A jednak w pewnym sensie to on był teraz górą. Patrzył z tej perspektywy na swoich współwięźniów i strażników.
Przeżycie było dla mężczyzny zbyt duże by zaprzątać sobie uwagę czymś takim jak nienawistne i kpiące spojrzenia. Jeżeli już Leith patrzył na Ludzi, to tylko po to by na własne oczy zobaczyć jak odsłonięta jest taka formacja dla kogoś kto może latać.
Jednak to sam akt lewitacji najbardziej go zajmował, to był zupełnie nowy niezbadany poziom traumy, z której jeszcze nawet nie zdawał sobie sprawy. To było chyba trochę tak, jakby kogoś kto nie może chodzić pierwszy raz wynieść w nosidle na powietrze. Z jednej strony cieszy się widokiem, z drugiej… z drugiej zazdrości swojemu opiekunowi jego nóg, nienawidzi za to, nienawidzi za swoją zależność, nienawidzi swojego ułomnego ciała.
Gdy Leith znalazł się na wysokości portalu, Tula wymieniwszy jeszcze skinienia głowami z Byronem, wzbiła się bez trudu w powietrze i... podmuchem wiatru dosłownie rzuciła bękartem przez portal magiczny. Świat zawirował. Przez kilka ułamków sekundy Leith stracił zupełnie orientację gdzie góra, gdzie dół, gdzie noga, gdzie ręka... wszystko było mętlikiem... by po chwili wrócić do normy. Jedyne, co się zmieniło, to otoczenie. Pół-Skrzydlaty aż zachłysnął się na widok legendarnej budowli Dworu Wiatru, który widział przed sobą.


U stóp przedziwnej budowli o kolistym kształcie, która zdawała się zaprzeczać prawom ciążenia znajdowało się miasto - Veritass. Miasto inne niż wszystkie - jego srebrzyste kopuły i dachy połyskiwały w świetle dnia rażąc nieprzyzwyczajone oczy. Na ile bękart orientował się, miasto było zasilane właśnie poprzez te dachy. Ich zadaniem było ściganie mocy Słońca i korzystanie z niej na przykład do podgrzewania wody, oświetlenia domów i ulic, wprawienia w ruch przedziwnych mechanizmów... czysta magia!

Do Dworu i miasta wciąż pozostawało jednak kilkanaście kilometrów. Czyżby Tuli zamarzył się spacer po własnych ziemiach? Odpowiedź na to pytanie kryła się pomiędzy drzewami. Stał tam nieduży, ale bardzo ładny, piętrowy budynek, wyglądający na tawernę, gdyby nie... czerwony szyld. Leith wiedział, co on oznacza. Czerwonym szyldem posługiwano się zarówno w krainach Ludzi jak i Skrzydlatych - jego znaczenie funkcjonowało ponad wszelkimi podziałami. Zamtuz. Od kiedy księżne krain chodziły w takie miejsca?!

Jakby słysząc jego pytanie, Tula odezwała się, idąc w stronę budynku.

- Wszystkie burdele w Krainie Wiatru należą do władcy. Dzięki temu właściciele nie skaczą sobie do oczu, a klient ma pewność, że dziewczyny są czyste. Co prawda, biznes trochę podupadł, gdy musiałam... zwolnić ludzkie niewolnice, ale wciąż są tu nisko urodzone Skrzydlate, którym Ojciec Dzień nie poskąpił urody. Zresztą sam się przekonasz...

Pierwszą jednak osobą, którą bękart zobaczył, był stojący przed budynkiem, piękny do bólu, złotowłosy mężczyzna o ogromnych, szarawych skrzydłach - zupełnie przeciwieństwo Leitha.


Na widok Tuli mężczyzna pochylił głowę w pełnym szacunku ukłonie.

- To jest Rhysand - przedstawiła go Księżna, która wciąż nie zadała sobie trudu, by zapytać swojego nowego pracownika o imię - Będzie twoim nauczycielem.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 27-07-2018 o 14:47.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem