Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-08-2018, 12:15   #6
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Pokojówka poprowadziła ją bocznymi, wąskimi schodami na pierwsze piętro. Tam chwilę szły korytarzem, ozdobionym gobelinami i obrazami, by zatrzymać się przy jednych z drzwi. Przez całą drogę Laura nie odezwała się słowem. Tu zresztą także nic nie powiedziała, po prostu zapraszającym gestem otworzyła drzwi.
Ola zaczynała mieć obawy czy dziewczyna w ogóle jest w stanie mówić. Skorzystała jednak z czasu na poukładanie myśli, a przede wszystkim na zadanie sobie poważnego pytania: Co jeśli to nie jest sen? Spaliła jakąś nastolatkę w parku, jest w zamku wypełnionym obcymi ludźmi, z których część uważa siebie za wampiry. O dziwo jeszcze żyje… nieprzyjemne ciarki przeszły jej po plecach ale, nie chciały przejść. Skrzyżowała ręce na piersi starając się jakoś zapanować nad drżeniem dłoni i w ciszy podążała za pokojówką.
- Nie powinnam raczej nikomu mówić, że tu jestem, prawda? - Obejrzała się na dziewczynę wchodząc do pokoju.
Ognistowłosa spojrzała na nią jakby z litością, po czym skinęła głową.
Gdy weszły do pokoju oczom Mokki ukazała się komnata żywcem wyjęta z jakiegoś filmu o królach i księżniczkach. Każdy mebel był tu dziełem sztuki, a do tego to łóżko, które wyglądało mega-wygodnie!


Służąca otworzyła kolejno dwie pary innych drzwi, znajdujących się w pomieszczeniu. Za pierwszymi kryła się garderoba - częściowo pełna, za drugimi zaś łazienka, skąd uszu Oli doszedł odgłos lejącej się wody. Jakby na to nie spojrzeć Laura fizycznie nie miała możliwości zająć się kąpielą. Kto więc za tym stał? A może zachowanie Aleksandry było tak przewidywalne, że samozwańcze wampiry przewidywały jej zachcianki?
- Czy.. mogłabym dostać coś do picia? - Spytała ostrożnie rozglądając się po pomieszczeniu. Naprawdę nie było możliwości by ludziom tutaj jej pobyt mógł się opłacać. To wszystko.. ten “pokój gościnny” było większe niż jej wynajmowane mieszkanko.
Pokojówka skinęła głową i rozsunęła przesuwne drzwiczki, ukazując całkiem nieźle zaopatrzony barek. Połowy z tych butelek nie rozpoznawała, wydawało się jednak, że większość to alkohole. Była jednak także cola i woda niegazowana. Laura ujęła w dłoń szklankę i czekała na instrukcję, co ma nalać Oli. Przez cały czas nie odezwała się ani słowem.
- Colę… mogę sobie sama nalać, nie przejmuj się. W ogóle myślę, że już sobie poradzę. - Szepnęła cicho. - Ktoś mnie odwiezie rano… jeśli dobrze zrozumiałam?
Laura nalała jej jednak napój i postawiła na tacce. Przy okazji okazało się, że w szafce pod barkiem jest kostkarka do lodu. Służąca wskazała jeszcze srebrny dzwoneczek koło łóżka, potem na siebie, ukłoniła się i wyszła, znów pozwalając sobie na ten ironiczny uśmieszek. Ola została sama.
Mokka rozejrzała się jeszcze raz po pokoju. Kusiło ją by rzucić się na łóżko i wypłakać, ale… jeśli zamierzała się potem w nim zdrzemnąć, musiała z siebie zmyć ten zapach. Pytanie czy zaśnie? Zakręciła wodę i podeszła do szafy by wybrać sobie coś co mogłaby założyć po kąpieli. Z zainteresowaniem przyjrzała się co ciekawego wybrali jej gospodarze. Ubrania, podobnie jak meble zdawały się być koszmarnie drogie, a na dodatek większość z nich stanowiły wydekoltowane sukienki. Ola pomału przesuwała palcami po drogich tkaninach, czując jak z każdą zobaczoną metką jest coraz mniej chętna do przebieranek. Nigdy nie była jakąś specjalistką ale nawet ona rozpoznawała takie marki jak versace, dior… chanel. Koronki, klejnociki i atłasowe tkaniny sprawiały, że zaczęła myśleć o tym czy byłaby wstanie zapłacić choć za jedno z tych ubrań na wypadek gdyby je zniszczyła. Poważnie rozważała pozostanie w obecnym ubraniu, ale jego zapach mocno ją zniechęcił. Po chwili walki z sobą wybrała coś od chanel, co wyglądało na tyle wytrzymałe, że nie będzie w stanie go zniszczyć. Wolała nawet nie rozważać jak będzie wyglądać w tak głębokim dekolcie.

Zgarnęła sukienkę i nim udało się do łazienki zamknęła drzwi do pokoju na klucz. Przez chwilę zastanawiała się czy zamknąć drzwi do łazienki, ale w końcu uznała, że woli wiedzieć gdy ktoś będzie się do niej dobijał. Odłożyła ostrożnie sukienkę na znajdujący się w łazience blat i zabrała się za rozbieranie. Szybko zdała sobie sprawę, że robi to może nazbyt entuzjastycznie. Była w obcym miejscu, z obcymi ludźmi i teraz nagle była też zupełnie naga.
- Co by powiedziała babcia… - Szepnęła do siebie, patrząc na swoje odrobinę zakurzone op potyczce ciało. Na pewno cofnęłaby jej kieszonkowe i szybko przekonała rodziców by zrobili to samo, a co za tym idzie musiałaby wprowadzić się z powrotem do niej.

Powoli weszła do wanny i zanurzyła się w pachnącej jakimś olejkiem wodzie po samą brodę. Może… może gdyby… gdyby też mogła ich żywić. Ola poczuła jak nagle oblał ją zimny pot. Szybko zanurzyła się więc razem z głową i zabrała za rozczesywanie mokrych włosów. Wynurzyła się dopiero gdy zabrakło jej oddechu, a ciało przyjemnie się ogrzało. Gdyby się zgodzili, mogłaby dorobić, mogłaby tu spać, a w dzień… przygotowywać się na uczelnię. Przygryzła wargę i zabrała się za szorowanie swojego ciała. Jeśli byli wampirami… jeśli rzeczywiście płacili… Karol miał drogi samochód. Może coś było na rzeczy. Wyjęła korek, pozwalając wodzie spłynąć i obserwowała jak jej szczupłe ciało wyłania się spod piany. Nie była nikim szczególnym. Trafiła do nich przypadkiem i…. chyba karmienie kogoś nie było przyzwoite. Tyle, że ona nie była pewna czy właśnie taka chce być.

Opłukała się świeżą wodą i wyszła z wanny. Owinęła się dokładnie ręcznikiem i podeszła do lustra z pułeczką wypełnioną słoiczkami, fiolkami i jakimiś tubkami. Przyjrzała się stercie zbyt drogich jak na jej kieszeń kosmetyków i wybrała jakąś odżywkę by była w stanie jakoś rozczesać swoje włosy. Przeczesując pasma palcami, przeglądała zgromadzone, szminki, tusze… perfumy.

Wypróbowała jedne z nich i niestety musiała przyznać, że pachniały wspaniale. Nie mogąc tego dłużej odwlekać, podeszła do przygotowanej sukienki i się w nią wcisnęła, zakładając pod spód jedynie jakieś znalezione w szafie, koronkowe majtki.


Ubrana w dziwną sukienkę, która wyglądała by pewnie znacznie lepiej gdyby dekolt wypełniało ją coś większego, podeszła do lustra. Po chwili walki z sobą wybrała jakąś delikatna szminkę i tusz do rzęs. Było odrobinę lepiej ale to ewidentnie nie był strój w jej guście. Czując, że prędko nie zaśnie zaczęła się kręcić po pokoju.

Musiała przyznać… że ci dziwni ludzie zachowywali się nieco jak wampiry. Musiała tu dotrzeć w nocy. Pewnie dlatego, że nie wychodzili w dzień… więc nie dziwota, że wszyscy byli tacy bladzi. To tego to gadanie o krwi i… specyficzne uzębienie. Ole przeszył mocniejszy dreszcz na wspomnienie dziwnego zachowania gospodarza. Nie było szansy, że zaśnie!

Spojrzała na drzwi. Nie powinna wychodzić. Była tu tylko gościem… ale chyba nie oczekiwali, że będzie spędzać noce w pokoju? Czysto teoretycznie mogła zawołać Laurę, ale dziewczyna miała pewnie na głowie więcej obowiązków niż jej niańczenie. Może… może nic się nie stanie jak się nieco rozejrzy? Podeszła do drzwi i otworzyła zamek. Ostrożnie wyjrzała na korytarz, gdzie nie było nikogo. Nie tylko żywej duszy, ale nawet martwej - o ile wampiry w ogóle dusze posiadały. Ola wynurzyła się z pokoju i idąc na bosaka ruszyła w kierunku mijanych wcześniej z Laurą obrazów. Nie miały one jednego motywu. Zdawały się pochodzić z różnych czasów i miejsc, reprezentować różne techniki od malarstwa tradycyjnego po ekspresjonizm czy wręcz kubizm. Ola utknęła przy obrazach na dłuższy czas, zapominając w końcu o tym w co jest ubrana i jak bardzo nie powinna tu być. Przyglądała się dziełom z uwagą ciekawa czy rozpozna w nich twórczość jakiegoś znanego sobie artysty. Kilka znanych nazwisk kołatało jej się po głowie, ale... to przecież nie mogła być prawda!
- Lubisz obrazy? - usłyszała tuż obok siebie pytanie. Jakby spod ziemi koło niej pojawił się wysoki mężczyzna w dredach. Uśmiechnął się do dziewczyny lekko.
- Oczywiście, jeśli chcesz je oglądać sama, nie będę ci przeszkadzał…
Ola prawie podskoczyła. Czuła jak jej serce wali chcąc wyrwać się z klatki piersiowej.
- Ja… tak lubię. Nie przeszkadza… przeszkadza Pan. - Spróbowała się uśmiechnąć. Ciekawe czy ten mężczyzna, też uważa siebie za wampira. - Chcę startować na ASP i… muszę przyznać, że niektóre wydają mi się być znajome, tylko… - Obróciła się ponownie w stronę zawieszonych na ścianie płócien. - … aż ciężko uwierzyć by oryginały mogły być tutaj.
Mężczyzna znów się uśmiechnął, co znacznie łagodziło przytłaczające wrażenie jakie sprawiał jego wzrost i obca uroda.
- Masz rację. Większość to repliki namalowane przez Marię. Może ją zauważyłaś? Była na dole, zawsze na czarno ubrana, trzymała się jak zwykle raczej w cieniu. - wyjaśnił, a Ola faktycznie nie umiała sobie przypomnieć takiej osoby - I żaden ze mnie pan. Moje imię jest dość trudne do wymówienia, dlatego nazywają mnie Łamacz. Ty też możesz tak do mnie mówić.
- Nie… nie widziałam. - Wyszeptała Ola. - Ma niesamowity talent. - Po chwili zreflektowała się, że wypada raz na jakiś czas chociaż zerknąć na swojego rozmówcę. Obróciła się i natrafiła spojrzeniem na tors. Powoli zadarła głowę, przypominając sobie przy tym ruchu co ma na sobie. Policzki momentalnie zaczęły piec. - Bardzo tu… cicho.
- Grube mury... - zaczął mówić Łamacz, lecz ktoś wszedł mu w słowo. Tym kimś okazał się boski, uśmiechnięty łobuzerski Ares, który właśnie szedł do nich.
- Mury jak mury. Czego się spodziewać po żywych trupach? - zachichotał, a wyższy mężczyzna zgromił go wzrokiem - No co? Oj... przecież to żarty. Cieszę się, że z nami zostałaś Olu. - powiedział i mrugnął do dziewczyny konspiracyjnie.
Mokka nie była pewna czy się cieszy, szczególnie po wzmiance o żywych trupach.
- Dziękuję za gościnę. - Dygnęła lekko tak jak nauczyła ją babcia. - Czy… czy dużo osób tu mieszka?
- W sumie ciężko powiedzieć... - zastanowił się Ares, a tym razem to Łamacz wszedł mu w słowo:
- Niektórzy są tu wiecznymi gośćmi. - stwierdził z rozbawieniem, które jednak szybko uleciało.
Zapadła krępująca cisza.
- Taaa... to na co byś miała ochotę, Olu? - piękny mężczyzna objął delikatnie jej ramiona ręką - Wbrew pozorom dysponujemy tu też współczesnymi rozrywkami. Jest telewizja, komputer... nawet mamy konsolę do gier.
Ola poczuła jak jej twarz oblewa rumieniec. Może w innym stroju te gest byłyby miłe ale teraz…. Mokka ścisnęła uda i opuściła wzrok.
- Nie mogłam zasnąć i myślałam… że trochę pozwiedzam. Tylko… nie wiem czy mogę. - Wyszeptała cicho starając się powstrzymać drżenie rąk.
- Jasne, że możesz! - pospieszył z zapewnieniem entuzjastycznie Ares - Jesteś dla nas taka odświeżająca... chodź gdzie tylko chcesz!
- No może poza naszymi sypialniami... chyba, że ktoś cię zaprosi - Łamacz spojrzał odruchowo chyba na przystojnego towarzysza i westchnął.
- Czas na mnie. Mam trochę pracy. Panienka wybaczy - ukłonił się Oli.
Mokka poczuła jak rumieniec rozlewa się dalej. Jak to ktoś miałby ją zaprosić do sypialni? Po… po co? Chyba nie… rumieniec się pogłębił, zjeżdżając w stronę szyi. Musiała szybko zmienić temat.
- C.co znaczy, że niektórzy są to “wieczymi” gośćmi? - Odezwała się cicho, niepewnie zerkając na stojącego obok Aresa.
Ten jednak nie patrzył na nią a na Łamacza, który odchodząc zmarszczył jeszcze brwi, jakby przed czymś ostrzegał towarzysza.
- Ojej, a czemu ty taka gorąca się zrobiłaś? Masz gorączkę? - piękny mężczyzna zaniepokoił się i podszedł bliżej, kładąc dziewczynie swoją zimną dłoń na czole. Faktycznie w porównaniu z nim Ola była niczym piec.
- Źle się czujesz? - zapytał zatroskany, a jedyne co dzieliło ich ciała to materiały ich ubrań.
- Wybacz… nie jestem przyzwyczajona, że ktoś obcy jest tak blisko. - Ola niepewnie zerkała to na Aresa, to w dół na swoje nogi. Za każdym razem przypominając sobie co ma na sobie. - Czuję się dobrze.
Mężczyzna odstąpił od razu i roześmiał się zażenowany.
- To ja przepraszam! Zupełnie nie pomyślałem, że to może być krępujące. No i to, co przeżyłaś... - spojrzał na nią ze współczuciem - Pewnie się mnie obawiasz. Możesz mi jednak wierzyć, że nie głód mnie do ciebie przyciąga a twoje ciepło, zapach i... jest coś w tobie, Olu... Coś, czego chyba sama nie jesteś jeszcze świadoma.
Znów przysunął się o krok i popatrzył dziewczynie głęboko w oczy.
- Ja… myślę, że jestem całkowicie normalna… w sensie… nie ma we mnie nic. - Wyszeptała spuszczając wzrok. Cała ta sytuacja robiła się coraz bardziej krępująca. - Czy może… chciałbyś.. miałbyś czas… pokazać mi zamek?
Ares uśmiechnął się szeroko.
- Obawiam się, że pokazanie ci całego zamku to plan na więcej niż jeden wieczór, ale z przyjemnością się tego podejmę.
Podsunął po dżentelmeńsku ramię Oli, gdy nagle tuż obok rozległ się głos:
- Więc oto i nasza wyzwolicielka. Wybacz, że się nie kłaniam...
Każde słowo zdawało się być przesycone jadem.
Niedaleko w nawie ktoś stał - początkowo ciężko było dostrzec coś więcej, bo kontury postaci były jakby rozmyte z powodu falujących wokół niej czarnych tkanin.


- Maria... - szepnął z trwogą w głosie przystojniak.
Mokka spróbowała skupić wzrok na kobiecie. W końcu jednak ograniczyła się do grzecznego dygnięcia.
- Jeśli… jeśli dobrze zrozumiałam, jestem raczej kłopotem niż wyzwolicielką. - Wyprostowała się, jednak pozostała obok Aresa. Zachowanie kobiety wydawało się jej być odrobinę nieprzyjemne… Szkoda bo była bardzo ciekawa osoby, która namalowała te obrazy.
- Jesteś więc durna.
- Mario... - w głosie Aresa słychać było błaganie. Kobieta jednak zdawała się mieć je za nic.
- Spytaj go. Spytaj Łamacza czemu sam nie odprowadzi cię do domu. Spytaj Lesława czemu nie ruszy na polowanie. Zapytaj Aresa dlaczego okazuje zainteresowanie tak nieciekawej dziewczynie, której nawet dziwkarska kiecka Livii nie pomogła nabrać szyku. Koniecznie ich zapytaj o klątwę Janaela.

Czarne materiały wokół malarki zaczęły trzepotać, zasłaniając ją, a następnie blednąc... aż nic nie zostało. Ares stał jak zaklęty i ze strachem wpatrywał się w to miejsce.
Mokka odetchnęła i spojrzała na swój strój. Dziwkarska kiecka… Tak. Chyba można było ten strój pod to podciągnąć.
- To nie jest… zbyt uprzejma osoba. - Wyszeptała podnosząc wzrok na Aresa. - O to chodzi z wiecznymi gośćmi? Jesteście tu uwięzieni? Kim właściwie jest Maria?
Ten złapał się za głowę, po czym w jego oczach pojawiła się jakaś dzikość. Nagle przypadł do Olgi i przycisnął ją do ściany. Mówił szeptem, a jego tęczówki błyszczały złotem.
- Powiem ile mogę, ale najlepiej żeby to Lesław z tobą pogadał. Tylko... mam prośbę. Nie mów, że to Maria ci powiedziała, dobrze? Powiedz, że się wypaplałem czy coś, ale nie że ona. Proszę... dość już mają z Lesławem na pieńku. Ok? Obiecasz mi to?
Zniknął gdzieś playboy, lew salonowy. Ares zachowywał się nerwowo. On... się bał?
- D...dobrze. - Ola przyglądała mu się z obawą. Choć ku własnemu zaskoczeniu czuła dziwną potrzebę uspokojenia go. - Postaram się ale… jeśli tak będzie lepiej… mogę pójść do Lesława… ktokolwiek to jest.
Ares odsunął się. Dłonią zaczesał do tyłu grzywkę i... wrócił jego nonszalancki urok.
- Rozmawiałaś z Lesławem tam na dole. On cię zaprosił. To nasz... - zawahał się - lider. On decyduje ile ci powie o nas, więc najlepiej żebyś to z nim rozmawiała.
- T...to może później. - Mokka zawahała się słysząc, z kim przyjdzie jej porozmawiać. - Przejdziemy się?
- To zależy czy chcesz zwiedzać, czy wyciągać ze mnie informacje. Jeśli to drugie, proponuję swoją komnatę. - mrugnął do niej spoufale.
- Zwiedzać… - Ola opuściła wzrok. - obiecałam, że wypytam Lesława.

Tak też uczynili, a około 4 nad ranem Ola - choć miała wątpliwości czy zaśnie w ogromnej komnacie w pełnym wampirów domu - po prostu padła. Zasnęła w ciągu minuty, a ostatnią jej myślą było: “Czy na pewno powinna tu jutro przyjeżdżać?”
 
Aiko jest offline