Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-11-2018, 19:35   #1
waydack
 
waydack's Avatar
 
Reputacja: 16751 waydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputację
[Horror 18+] Zdarzenie

ROZDZIAŁ PIERWSZY

31 sierpnia, 1985 roku w Breadhouse zapowiadał się wyjątkowo emocjonująco. Tego dnia w miasteczku pojawić się miał Diabeł. A właściwie “El Diablo” największy diabelski młyn jaki widziała Ameryka. Przynajmniej tak reklamowano go na plakatach porozwieszanych na słupach w całym mieście. Pikanterii dodawał fakt, że wstęp na tą żelazną bestię mieli tylko szczęśliwcy, którzy ukończyli szesnasty rok życia. Dla niektórych dzieciaków była to więc sprawa honorowa. Komu uda dostać się na „El Diablo” zdobędzie podziw i szacunek kolegów a jego imię powtarzane będzie na szkolnych korytarzach przez cały tydzień.
To nie był jednak koniec atrakcji, wieczorem, w parku Washingtona równolegle odbywał się festyn i potańcówka, z okazji ostatniego dnia wakacji. Wszyscy mieszkańcy miasta spotykali się w jednym miejscu, żeby napić się piwa, zjeść hot doga, poplotkować i potańczyć. Dla niektórych starszych już chłopaków była to też świetna okazja, by pomacać dziewczyny i dać nielubianemu koledze w mordę. Czasy się zmieniały, jednak festyny w Breadhouse wyglądały zawsze tak samo.
Ci, którym diabelskie młyny i prowincjonalne imprezy były w niesmak, mogli spędzić ten wieczór wpatrując się w gwiazdy. Jeśli wierzyć temu co pisano w gazetach, tej nocy na niebie miał pojawić się meteoryt. Niektórzy straszyli nawet końcem świata i wieszczyli ludzkości los dinozaurów, naukowcy uspokajali jednak, że kosmiczny kamień jest nie większy od psiej budy i rozpadnie się w atmosferze zanim dotknie ziemi. Tak czy inaczej teleskopy i lornetki w sklepie pana Wonga wyprzedały się na pniu. Najlepszym punktem widokowym zaś miał być według znawców tematu silos przy młynie Wrexlera.

Hisako, Heather, James i Marti siedzieli na ganku popijając lemoniadę, którą przyniosła im przed chwilą pani Barker. Mimo, że za chwilę zaczynał się wrzesień, niebo było bezchmurne a słońce grzało jak na początku lata. Z werandy mieli dobry widok na ulicę i widzieli jak bliźniacy Todd i Tad wybiegli właśnie z domu żeby potrenować rzuty. Dwóch rudzielców przebranych w koszulki i spodenki Red Soxów było nie do odróżnienia, jedyną różnicą było to, że jeden miał rękawicę baseballową a drugi trzymał piłkę. Bliźniaki ustawili się na pozycjach i zaczęli trening. W tym samym momencie przyjaciele usłyszeli za żywopłotem zawodzenie psa.
- Stul mordę głupia suko!
Zwierzę zapiszczało żałośnie jakby zostało czymś uderzone lub kopnięte. Ochrypły głos należał do Alberta Hausera, sąsiada Barkerów. Mężczyzna był bohaterem wielu upiornych opowieści, którymi siostra Martiego i jej głupie koleżanki próbowały go nastraszyć. Kilka lat temu żona staruszka zaginęła i od tej pory Hauser zaczął świrować. Przestał się myć, gadał sam do siebie a gdy jakaś piłka wleciała na jego posesję już nigdy nie wracała do właściciela. Ukochanego owczarka żony, który wcześniej spał z nimi w łóżku, wypędził z domu zamknął w budzie na łańcuchu. Dona twierdziła, że żona Hausera tak naprawdę wcale nie zaginęła a jej zwłoki staruch trzyma w zamrażarce. Potem ta wersja się zmieniała i sąsiad raz stawał się kanibalem, raz seryjnym mordercą a raz nazistowskim zbrodniarzem ukrywającym się pod przybranym nazwiskiem.
Po chwili usłyszeli jak drzwi do starego buicka otwierają się i zamykają z trzaskiem. Hauser odpalił silnik, który zaczął się krztusić, z rury wydechowej strzeliło i samochód ruszył z posesji. Wjeżdżając na ulicę zatrąbił nerwowo parę razy przepędzając bliźniaków, którzy zajęci wciąż byli trenowaniem rzutów. Todd i Tad zeszli na chodnik a buick odjechał w kierunku Lane Street.
- Hej Thompson! – zawołał jeden z bliźniaków w kierunku werandy – Olej tych frajerów i chodź porzucać!
Pies za żywopłotem wciąż przeraźliwie skowyczał.
 
waydack jest offline