Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-02-2019, 11:17   #554
Avitto
Rozmowy przy kawce
 
Reputacja: 35562 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Szczurołap był jej ostatnią szansą. Ona jednak nie zdawała sobie z tego sprawy. Jej świat runął i nie było żadnej nadziei w jego zgliszczach.
- Chodź, wstawaj - szeptał Svein uspokajająco podnosząc ją do pionu a ona niemo poddawała się pomocy.
- Idziem w pizdu - dodał. A mógł się zamknąć.

Na zewnątrz nie naszła go żadna refleksja - nawet ta o mnogości zniszczeń, jakie dokonała klątwa Siewcy w ciągu raptem kilku dni w uroczej, handlowej osadzie. Szczurołap był zwyczajnie zły, zastanawiał się, czy aby nie jest przeklęty. Kolejny raz opuszczał miejsce, które nazywał jakiś czas domem by nigdy do niego nie wrócić.
- Pomóż mi, lewa, prawa, lewa...

Za zaułkiem skręcili w lewo i ponownie w lewo. W tym miejscu stała szopa Mouserów. Wysoki budynek zewsząd otaczały leżące truchła. Svein zmusił Ernę do wdrapania się na strop, Kroka schował do torby a na ramię zarzucił sobie zwój liny wiszący na kołku przy wrotach. Na górze panował względny spokój, żadna mysz nie skrobała w górach siana składowanych pod dachem. Z zewnątrz dochodziło jednak zawodzenie wyznawców Siewcy.
Svein rozgrzebał poszycie ponad łatą na wysokości pasa tworząc dziurę w dachu. Do palisady sięgał ręką, a za nią kilka metrów niżej znajdowała się piaskowa, nadbrzeżna łacha. Z wyuczoną sprawnością wyjrzał, ocenił wysokość i w odpowiednich miejscach na sznurze umieścił węzły. Jeden koniec liny zawiązał na stropie, a na drugim spuścił swobodnie na drugą stronę swój dobytek. Dla ułatwienia deskę leżącą na stropie rzucił z dachu na palisadę i zablokował widłami.
Najtrudniejsze okazało się nakłonienie Erny do współpracy przy zejściu na dół. Zachowywała się jak pozbawiona duszy. Patrzyła się na szczurołapa oślim wzrokiem stojąc na desce i trzymając linę. Nie chciała lub nie mogła ruszyć dalej. Svein Próbował długo, prośbami i miłym tonem nakłonić ją do zejścia po linie na dół. W końcu jednak dał za wygraną i posunął się do groźby. Wyjął krzesiwo i nóż.
- Złaź, mówię. Spalę to miejsce.

Z oddali sytuację oceniał wojskowy obserwator. Armia rozstawiła posterunki wszędzie dookoła Fortenhaf. Małe grupy jeźdźców krążyły w ramach patroli w znacznej odległości od miasta. Zwiadowca z tej odległości musiał się wysilić. Dostrzegł już niesionych przez rzekę ludzi. Już niedługo mógł dostrzec kolejny pożar. Ostatecznie kto spodziewał się dwójki ludzi na szczycie palisady?

- Szybciej - warknął Svein, gdy Erna przełożyła nogę przez umocnienie. Wszystko miał przygotowane, na farmie gdzie mieszkał znajdował się dół z jedzeniem. Wiele jednak mogło się zmienić odkąd zawarto miejskie wrota. Mając zapasy z „Czerwonego koguta” szczurołap nie chciał ryzykować. Marzył o oddaleniu się od osady jak najszybciej.
Dopiero teraz skojarzył, że zamiast marnować czas na szopę Mouserów mogli użyć wyjścia na dach kapliczki. Splunął.
Po chwili ślina parowała, gdy płomienie zbliżały się doń obejmując deskę na stropie, po której ściekała niżej.
 
Avitto jest offline