Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 24-03-2019, 20:40   #22
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16585 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Orion nie ucieszył się na zaproszenie. Widać i on musiał mieć z lady Mirandą na pieńku. Mimo to jednak poszedł, a Leith mógł zażyć dawki zasłużonego snu.

Mężczyzna zastanawiał się nawet, czy aby nie wykorzystać nadarzającej się okazji na zabicie Oriona. Wystarczyłoby tylko nie powiedzieć o prośbie Mileny. Śmierć przez ciszę - Wspaniałe! Potwierdzała się też teza Bękarta na temat większej możliwości zabijania skrzydlatych poprzez kontakty z ich szlachtą. Od Mileny Leith dostał nie tylko możliwość wykończenia Oriona, którego przecież kiedyś przyjdzie mu zabić, Bękart dostał też nowy sztylet. O ile Leith zdecydował iż powie opiekunowi o wezwaniu Milady, gdyż to w jakiś sposób mogłoby wrócić do niego, ze sztyletu na pewno skorzysta już niebawem.

Choć zwykle panował nad nocnymi marami, tym razem pojawiło się coś nowego w jego wizjach - położona na szczycie góry budowla z czerwonym dachem wyglądała na prastarą, a jednak świetnie zachowaną. Nie zwróciłby może na ten obraz wielkie uwagi, gdyby nie rozlegający się ze środka głos. Te sam, który słyszał nim zemdlał, gdy pozbawiano go skrzydeł.

- Nie pozwól, by gniew tobą zawładnął. Nie jesteś sam. On czuwa nad tobą. On jest...

Wizja urwała się wraz z gwałtowny otwarciem drzwi do pokoju Bękarta.
- Na kolana! - zażądał jeden z dwóch gwardzistów, którzy wtargnęli do jego samotni. Za ich plecami Leith dostrzegł drobną sylwetkę Księżnej (zobaczył ją tylko dlatego, że stała w oddaleniu) oraz jej kochanka - Ulva, który z miną malkontenta przyglądał się placowi ćwiczeń.
Leith wykonał polecenie, które z racji iż wymagało udziału aż czterech skrzydlatych w tym księżnej wydawało się całkiem rozsądne.
Kiedy posłusznie ukląkł, do pomieszczenia weszła Tula.

[MEDIA]https://s5.ifotos.pl/img/096572c1d_qwaxaex.png[/MEDIA]

Ona i jej przydupas jak zwykle byli ubrani na czarno, co w jej przypadku szczególnie podkreślało jasność oczu. Poza tym od Księżnej promieniowała taka siła, że mimo wyraźnej różnicy wzrostu, to ona zdawała się przytłaczać swoją wielkością wszystkich wokół.
- I jak ci się podoba na moim dworze, Bękarcie? - zagadnęła wesoło, niewinnie. Nie trzeba było mieć rozbudowanej empatii, by czuć w tej niewinności podstęp.
- Żyję, dobrze mnie karmią, nie mam powodów do zmartwień, Pani. - odpowiedział zgodnie z prawdą Leith. Mógłby wspomnieć, że naprawiono go poprzez amputację nielotnych skrzydeł, dzięki czemu wygląda jak człowiek, ale nie chciał dać do zrozumienia, że winien jest komuś jakąś przysługę.
- Lady Milena powiedziała, że jesteś gotów na spotkanie z moją córką. Też tak uważasz? - zapytała Tula, przyglądając się przenikliwie Bękartowi.

Nagle przed oczami stanęły mu wizje wczorajszego bólu i pragnienia zemsty. Choć wcale tego nie chciał, do jego głowy powracały najbardziej zajadłe obietnice pomsty jakie składał, nienawiści, jaką odczuwał do Skrzydlatych. Ty wszystko przepływało przez niego. Dokąd?
- Ja zawsze jestem gotowy, Pani. - odpowiedział. Nigdy nie było lepszej czy gorszej pory na nieoczekiwane, nieprawdaż?
Księżna jednak wydawała się go nie słuchać. Zamiast tego spojrzała na stojącego na korytarzu Ulva. Przystojniak z markotną miną bawił się srebrną spinką od mankietu.
- I co? - zapytała go Tula.
- Mówiłem ci, pani. Poziom byka. Rozrodczego. - Odparł ciemnowłosy piękniś. - Skoro Aurory nie kręci finezja może nadać się idealnie.
Księżna Dworu Wiatru uśmiechnęła się półgębkiem, wychodząc z pomieszczenia, jakby w ogóle zapomniała o istnieniu Leitha.
- Wciąż masz żal o to, że odrzuciła twoje umizgi.
- Bynajmniej, pani. - Ulv odpowiedział jej wilczym uśmiechem i ruszył za Skrzydlatą. - Po prostu śmiem twierdzić, że księżniczka nie ma pojęcia jaki skarb odrzuciła...
Perlisty śmiech Tuli był ostatnim co słyszał z tej rozmowy Bękart. Strażnicy również bez słowa opuścili jego pokój. Został sam. Na kolanach, bo nikt przecież nie powiedział, że może wstać. Mógł właściwie robić co chciał teraz. Orion wszak zjawi się dopiero po śniadaniu. Śniadanie zaś, o dziwo, mógł odebrać, kiedy tylko miał ochotę począwszy od świtu do czwartej części zegara (9.00). Nie musiał o nie walczyć, nie musiał zjawiać się dokładnie na czas. Po prostu przychodził, gdy był głodny do kuchni i po chwili wychodził z jakimś żarciem. Względem poprzedniego stylu życia - to była prawdziwa magia.

Leith zwlókł się z podłogi i przekalkulował swoją sytuację:
a) nie spał i nie chciało mu się już spać
b) nie miał w zasadzie nic do roboty, czytaj: nikt mu nie kazał nic robić.
Jedyną logiczną czynnością wydawało się więc odebrać śniadanie…
Bękart ruszył w stronę kuchni bawiąc się w palcach nożem od Mileny.
 
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem