Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-06-2019, 19:32   #4
Zormar
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 25469 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
rzez moment Ivor miał wrażenie, że chyba jednak nie wydobrzał, gdyż cała rzeczywistość jak gdyby zatrzymała się niby zatopiona w bursztynie. Nim dane mu było sprawdzić czy to nie kolejny sen dziwny jegomość ocknął się z marazmu. Zwęził brwi i wydął usta. Głowę zaś zbliżył znów do nich pochylając się do przodu. Parę razy przemknął wzrokiem od jednego do drugiego.
TAK! – zaczął niemal krzycząc, ale błyskawicznie powrócił na mniej bolesne rejestry. – Kryształowa siostra! Wasza? Wasza! TAK! Ale i moja! Siostra w zwyczajach! Bratnia dusza! Lasu sługa! Jako ja! Ona kryształowy człe… – zatrzymał się w pół słowa i odginając palce począł szeptać do siebie różne słowa, z których można było wyłapać nazwy najróżniejszych ras zamieszkujących świat, przy czym część nie brzmiała nazbyt przekonująco. Kiedy skończył monologował dalej, jak gdyby nigdy nic. – elwczłek! Jak i wy z mocą kryształu. Znalazłem ja ciebie i ciebie, i ją! W starym kręgu zawitaliście i jelenia mi SPŁOSZYLIŚCIE! Ale wyczułem, że ona z mego rodzaju, a wy z nią. Spleceni krwistymi kamieniami. Słabi byliście, a ona słabsza jeszcze bardziej, ALEM POMÓGŁ! Bo jak nie pomagać swoim? Rany głębokie, tak… ale na UMYŚLE! Na ciele też… ale na umyśle WIĘKSZE! Mieliście szczęście żem polował. Wy zdrowi! – Zmierzył ich krytycznym okiem. – Prawie zdrowi. – stwierdził po chwili. – Ale z siostrą źle… źle źle źle… ŹLE! Ale żyje… Chyba. Spotkanie będzie, ale potem. Teraz jeść! JEŚĆ!

Jak rzekł tak też zrobił i dołożył sobie strawy. W ustach dwóch czaromiotów owa potrawka, gulasz czy cokolwiek to było smak miała mętny i nijaki. Wyczuwali w niej gorzkawe zioła, jakieś łykowate mięsiwo oraz coś co chyba było grzybami… przynajmniej mieli nadzieję, że to grzyby. Wówczas ze swym pytaniem wyszedł Xhapion. Dziwny mężczyzna podniósł na niego mętny wzrok znad strawy. Przez chwilę mag mógłby przysiąc, że pomimo oblegających je szarości oczy starca widziały bardzo dobrze.
Gdzie? GDZIE?! – powtórzył za nim raz i drugi, po czym zrobił zamyśloną minę oraz mlasnął raz i drugi. Małym kawałkiem kości pogrzebał w zębach i wówczas dopiero kontynuował. – Na skraju za Skrajem! Tu Pan Drzew czuwa i Lodową Sukę leje i jej Strasznego Pana też! Tu gdzie słońca mało, a panowanie mroku długie. TU! Na kopców polu a Knieja Wielkiej Srebrnej Pani na horyzoncie gdzie słońce się objawia!

Kiedy wydawało się, że skończył za czymś co wyglądało na kotarę wykonaną z futer rozległ się trzask, a potem następny i następny. Towarzyszył im trzepot skrzydeł oraz skrzekliwy jazgot. Mężczyzna z zaskoczeniem oraz lekkim niezadowoleniem zerwał się i ruszył do zasłony. Kiedy tylko za nią chwycił do pomieszczenia wpadło coś czarnego rozrzucając wszędzie czarne pióra. Jegomość spróbował się na to rzucić, lecz tamto było za szybkie i z głuchym hukiem padł na twarz obok ich posłań. Zmemłał jakieś słowa pod nosem i zaczął się podnosić. W tym samym czasie czarna istota usiadła na jednym z wyrastających ze ścian pędzie, a następnie wydała z siebie donośne, chociaż wyraźnie zmęczone oraz chrapliwe Nevermoreee!. Tym czymś był kruk, brudny, zmęczony i nieźle poturbowany, ale jednak kruk i to nie byle jaki kruk. Zwierzę skupiło swe oko na Xhapionie, a ten wówczas zdał sobie sprawę, że wyczuwa w swoim umyśle więź łączącą go z tym ptakiem. Kiedy odwzajemnił spojrzenie na moment zatracił się w czarnym oku zwierzęcia i dostrzegł podróż, długą i trudną, a wszystko to powodowane pragnieniem spotkania.

Cudowną chwilę przerwało dyszenie starca, który trochę się już pozbierał i wstał na równe nogi. Wzrok wbił w ptaszysko, a twarz wykrzywiało mu niezadowolenie.
Nagrabiłeś sobie ty… Ty… Sroczy syny!
Ivor już widział to jak ten się rzuca na kruka, lecz to się nie stało. Zatrzymał się on w pół kroku, po czym szybkimi ruchami głowy skakał od maga do zwierzęcia i z powrotem. Na koniec odwrócił się do zaklinacza pozbawiony wcześniejszej agresji.
Com przegapił? – zapytał jak gdyby nigdy nic.

 
Zormar jest offline