Wątek: Scavengers
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-06-2021, 13:25   #10
Fiath
 
Fiath's Avatar
 
30.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia
Środek łagodnej zimy: ciepły dzień
Jest chłodno, pada lekki śnieg. Alkohol jest zimny, a jedzenie się nie psuje

Avitus, Trosco i Gkero wrócili do swojego obozu z wczorajszej nocy. Odpoczęli chwilę, następnie złożyli namioty, zabrali swoje rzeczy i jedzenie, po czym Trosco i Avitus postanowili wrócić do miasta. Chcieli zabrać ze sobą Gkero, jaszczurka miała jednak misję. Misję łowiecką. Misji łowieckiej się nie przerywa. Wobec tego wzruszyli ramionami i rozeszli się.

Gkero teraz wiedział, gdzie się znajduje w odniesieniu do miasta, obozu drwali, oraz pobliskiej wsi. Dzięki temu mógł skierować się mniej-więcej w tą część lasu, w którą udawali się drwale. W dalszym ciągu polegał znacznie bardziej na szczęściu niż zdolnościach tropicielskich, w końcu nie wiedział nawet, gdzie kot zaginął w pierwszej kolejności, poza tym, że było to gdzieś w lesie. Możliwe jednak, że szczęście się do niego uśmiechnęło.

Łowca znalazł ślady i to nie jednej istoty. Po pierwsze, natknął się na sporych rozmiarów ślady przypominające kota. Po drugie, zobaczył stertę mniejszych śladów sugerujące, że grupa zwierząt o małych łapkach bawiła się razem. Trzecią grupą śladów były cięcia na drzewach. Wszystkie ze znaków prowadziły w innym kierunku.
Gkero miał nie lada problem do rozgryzienia. Musiał bowiem zdecydować, czy ruszy śladami wielkiego kota, czy małych kotów. Z jednej strony uznał, że być może duży kot porwał poszukiwanego psa lub ten bawił się z małymi kotami. Jaszczurka uznała, że jeśli opcja druga była prawdziwa to psu nic nie grozi i łowca zdąży go znaleźć. Dlatego najpierw ruszył tropem wielkiego kota. Jeśli bowiem psu groziło niebezpieczeństwo to musiał go uratować!

Idąc po śladach przez leśną gęstwinę, Gkero doszedł do niewielkiego, zamarzniętego jeziora. Za nim, między skałami znajdowało się wejście do jaskini, z której wnętrza wystawały dwa duże, błyszczące punkty. Przyglądając się swojemu otoczeniu Gkero stwierdził, że lód wygląda na niezłomny. Mógłby po nim nawet skakać. W otoczeniu nie wydawało się znajdować nic wartego uwagi, a sama jaskinia wygląda na naturalną.



Gkero był doświadczonym łowcą, ale popełniał błędy. Często uświadamiał sobie o nich w trakcie wykonywania takich czynności, jak np. wejście na środek zamarzniętego jeziora na odsłoniętym terenie. Jaszczurka zwyczajnie uznała, że w ten sposób będzie jej łatwiej zbliżyć się do jaskini. Mózg Gkero wydedukował bowiem, że śnieg skrzypi pod stopami, a lód nie. Lepiej zatem skradać się po lodzie! I tak skradając się po nietypowej powierzchni, zaczął zbliżać się do wejścia jaskini, skupiając się na błyszczących punktach.

Widząc skradającą się po lodzie istotę, cień postanowił wynurzyć się z jaskini. Zrobił to bardzo powoli, krok po kroku wyłaniając swoje ciało.
Oczom Gkero pokazała się podłużna, kocia twarz o lśniących oczach, okryta czarnym płaszczem nocy, który falował jak ogniste płomienie. Był to Cieniostwór, na którego grzbiecie, z nieposłusznymi oczyma i wystawionym radośnie językiem, spoczywał pies o kocim ogonie.


Gkero przyszedł ocalić psa. I zobaczył psa na grzbiecie cieniostwora. Cienostwora, który zabił mu rodziców. Z pewnością zatem zabije i psa. Jaszczurka nie była pewna, czy pokona istotę, ale chodziło o samo ocalenie mniejszego zwierzęcia. Nie musi zatem zatem wygrać, aby zwyciężyć. Po prostu nie może przegrać, a to duża różnica - łowcy zawsze powinni o tym pamiętać.
Gkero powoli przykucnął i wyciągnął jedną rację z plecaka, cały czas obserwując przeciwnika. Nie wykonywał żadnych, gwałtownych ruchów i czekał na reakcję istoty.

Cieniostwór gwałtownie wypuścił powietrze z nozdrzy. Następnie spojrzał za siebie i dotknął lekko zwierzę na swoich plecach. Psot ześlizgnął się po ciele bestii, aż upadł z łomotem na plecach. Chwilę poruszał nogami w powietrzu, aż wreszcie Cieniostwór go obrócił lekkim kopnięciem. Małe stworzenie wykonało kilka kroków w stronę Gkero, po czym spojrzało za siebie. Zezujące oczy psota niemal zeszły się razem, patrząc na inspirujący połysk w oczach Cieniostwora. Małemu stworzeniu brakowało wiary w siebie, wierzyło ono jednak w Cieniostwora, który wierzył w nie. Odwracając twarz — oraz częściowo wzrok — w stronę Gkero, psot podniósł się, rozstawiając nogi w lekkim rozkroku i jeżąc sierść. Wyglądało na to, że tym razem przeciwnikiem Gkero będzie właśnie ta mała bestia.
- Mrauf. - Zaszczemiałczył psot.
Gkero rozłożył rzeczy dookoła siebie. Załadowaną kuszę postawił na ziemi w zasięgu swojej ręki, ale nie tak, aby zwierzęta odczuły to - nie miał broni w dłoniach, nie groził nią nikomu. Była jedynie w pobliżu, gotowa do użycia. Wyciągnął również skórę maciory, którą położył przed sobą, a na drugim boku położył jedzenie. Tak rozstawiony przykucnął w słowiańskim przykucu i spojrzał w oczy cieniostwora, starając się wyczytać intencje bestii.
Jeśli nie zamierzała go zaatakować, Gkero skierowałby wzrok na psota, a następnie wyciągnąłby rękę przed siebie, a palce dłoni zginąłby do środka, zapraszając swojego “przeciwnika” do tańca. Równocześnie gwizdając, jak do psa, którego chciałby przywołać do siebie.

Psot napuszył się, podniósł zad w górę, po czym wskoczył na lodowe jezioro z warknięciem - MRAUF! - które zabrzmiało bardzo uroczo. Gdy tylko wylądował na lodzie, zaczął szarżować na Gkero żądny krwi i chwały!

Cytat:
Psot intymidacja (ciało) = 1d4-1 = 0
Gkero czekał w swojej pozycji. Skoncentrowany niczym koncentrat pomidorowy, skupiony niczym szakal na stepie. Zgrał się z zimną taflą jeziora, zsynchronizował zmysły z ośnieżonym lasem. Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że zasnął, ale on po prostu czekał. Czekał aż psot skoczy.
Wtedy Gkero planował płynnym ruchem poderwać skórę maciory i złapać w nią, niczym w siatkę, małego psota. Oczami wyobraźni widział zwierzaka, niczym pstrąga wyskakującego z wody, a siebie, jako małego Gkero, który z rodzicami łowił ryby wiele lat temu. Obecność cieniostwora pobudzała tęskne nuty w łowcy, a ten wykorzystał je, jako paliwo do swoich działań. Był zdeterminowany, aby uratować istotę.

Waleczny psot biegł na łowcę ile sił w łapkach, aż te poślizgnęły się na zamarzniętej tafli jeziora. Zwierzę mimowolnie przyjęło pozycję spłaszczonej rozgwiazdy i zaczęło kręcić się w stronę Gkero z zawrotną prędkością, z każdą sekundą przybierając na sile.

Cytat:
Psot bieganie po lodzie (ciało) = 1d4-1 = 0
Widząc rozwój wydarzeń, Gkero stanął w lekkim rozkroku i ustawił skórę maciory tak, aby psot wpadł w nią. Spodziewał się, że siła impetu może zwalić go z nóg, ale był gotów zaryzykować. Kiedy zwierzę znajdzie się w jego improwizowanej siatce, zamierzał przytulić je do siebie - spodziewał się szamotania i szarpania lub ewentualnej walki. Gkero wierzył, że psot przez skórę się nie przebije, a do tego ta odpowiednio wszystko zamortyzuje oraz ograniczy jego zdolność ruchu.
Kot nabierał tempa, jednocześnie próbując wstać wszystkimi czterema łapkami na raz. Ostatecznie zawocowało to jego wybiciem się w przestworza, gdzie wyleciał w stronę twarzy przykucniętego łowcy, jak futrzasty shuriken. Gkero był gotów go złapać, okazał się jednak zbyt słabym, aby znieść impet uderzenia. Głowa łowcy wygięła się w tył, a za nią reszta ciała, posyłając jaszczura tragicznie ku lodowatemu podłożu, które szczęśliwie wytrzymało trzaśnięcie jaszczurki z psotem na twarzy. Para poleciała jeszcze nieco do tyłu, ślizgając się na lodzie, szybko jednak stanęli w miejscu. Leżący na twarzy Gkero psot, którego oczy odbijały się teraz w każdym kierunku, zwycięsko uniósł jedną łapkę w górę.

Cytat:
Gkero łapanie psota-pocisku (siła), DC4: 1d6 = 2, fail
Gkero +1 Stresu
Psot +1 Stresu
Gkero w tym czasie wystrzelił ręką niczym jadowita kobra z ukrycia. Skierował ją na kark psota, próbując złapać niesfornego szczeniaka i podnieść go do góry. Z nauk wiedział, że w ten sposób obezwładnia się małe zwierzaki. Nie mogły bowiem sięgnąć do niczego, a do tego ich instynkt działał mimowolnie - w ten sposób matki trzymały w pyskach swoje dzieci za kark. Gkero liczył, że w tym przypadku zadziała to podobnie, a poza tym chciał mieć psota jak najdalej od swojej twarzy.
Nie widząc zwierzęcia i będąc rozkojarzonym od łupnięcia głową w lód, Gkero przypadkiem złapał psota za przednią łapę, a nie kark. Mimo tego nie spotkał się ze sprzeciwem i z łatwością się podniósł. Zwierzę zwisało z dumą wypisaną na twarzy, jak bokser którego rękę podnosi się, aby obwieścić wygraną. Stojący w oddali cieniostwór prychnął nosem i powolnym krokiem wrócił do swojej jamy.

Cytat:
Gkero paraliżujący chwyt karku (precyzja) DC6: 1d20 = 1
Gkero był zaskoczony. Zaskoczyła go reakcja psota tak samo, jak reakcja cieniostwora. Przeniósł uchwyt z dłoni na kark zwierzęcia, ale czule-opiekuńczo. Następnie przytulił je do swego ciała i dał pod pysk kawałek racji. Jaszczurka obserwowała zachowanie zwierzęcia. Jeśli te wyrywałoby się i szamotało, planował umieścić je w prowizorycznej siatce. W innym wypadku planował odciąć linę z hakiem tak, aby przerobić ją na równie prowizoryczną obrożę ze smyczą. Nawet gdyby psot zachowywałby się potulnie, Gkero nie mógł pozwolić sobie, aby zwierzak uciekł.

Psot zachował się potulnie. Zawzięcie machał ogonem, gdy jadł racje, niemal odrywając swój tył od ziemi. Przyjął też prowizoryczną obrożę bez protestu, po czym wyrwał się do przodu, chcąc prowadzić Gkero jak na samca alfa przystało. Nie wiedział jednak, gdzie ma iść, więc kręcił się w miejscu, okazjonalnie zerkając na łowcę, szukając jakiegoś sygnału.
Gkero niby przypadkiem wskazywał mu palcem kierunek w którym mieli się udać. Prowadził ich ku Bramom, a raczej pozwolił, by psot ich prowadził.


30.1.20
Rano, dzień, wieczór, noc, przełom dnia

Gkero skierował się z psotem do bramy, gdzie zapytał strażników, dokąd właściwie ma zwierzę odprowadzić. Ci zerwali dla niego jeden z plakatów, sugerując, żeby poszukał Kazika w obozie drwali.
Tam łowca trafił bez problemów, ponieważ mieszkał na jego obrzeżach. Pytając się sąsiadów, w końcu dostał kierunek do chaty wysuniętej najbardziej w głąb lasu, gdzie krasnolud Kazik miał się znajdować.
Gkero zastał drwala odpoczywającego przy kamieniu. Miał on bujną siwą brodę, duże i silne dłonie, oraz wyraźną nadwagę. Nosił na sobie jednoczęściowy strój bobra.
- MRAUF! MRAUF! MRAUF! - Psot zaczął skakać z boku na bok na widok drwala.
Uśmiechając się, Kazik zapytał Gkero - Czy to mój Musk?
Gkero przytaknął i rzekł -To Twój pies, więc gdzie moja nagroda? - mówiąc to, uśmiechnął się, ale jeszcze nie przekazał smyczy psota drwalowi.
- Już, już. - drwal odrzucił siekierę na bok i sięgnął do sakwy. Wyjął z niej kilka większych monet i wyciągnął dłoń do Gkero. Znajdowało się na niej sto pięćdziesiąt kolibrów. - Skoro nawet nie potrzebowałeś mojej pomocy, to zasługujesz na co nieco ekstra. - stwierdził drwal.
Gdy krasnolud się zbliżył, Musk obniżył się, jednocześnie podnosząc do góry zad, po czym skoczył na jego stopę, nieudolnie atakując ją puszystymi łapkami.
- Humm...zmężniał. - zadziwił się drwal. - Byłem druidem na starej Fantazji. Za mało tu magii, aby porozumieć się z naturą, więc przynajmniej przygarnąłem tego małego, bo był spłoszony i nieśmiały. Chciałem pomóc mu odkryć bestię w sobie. Widać ostatecznie nie potrzebował mojej pomocy… - mężczyzna zaczynał ględzić pod nosem, szybko zapominając o łowcy.
Gkero rzekł całkiem poważnie -Znalazł bestię w lesie, która pomogła mu znaleźć bestię w sobie - po czym wziął monety i pogłaskał psota na pożegnanie. Zanim jednak odszedł, przystanął na chwilę i zapytał, jakby wbrew sobie - W czymś jeszcze Ci pomóc?
Gdy Gkero pochylił się po monety, psot wspiął się na niego, uciskając łapkami plecy łowcy. Był jednak zbyt mały i słaby aby wymusić reakcję na ciele Gkero, przez co spadł, gdy ten się wyprostował.
- Nie, na ten moment nic nie potrzebuję. - stwierdził krasnolud, głaszcząc się po brodzie. - Powiedz mi jednak, gdzie mieszka ta cała bestia. - poprosił.
Gkero pokazał kierunek i powiedział, że znajduje się tam jeziorko z pieczarą, w której znalazł cieniostwora. Dodał, że bestia go nie zaatakowała i ewidentnie troszczyła się o psota, ale łowca by się do niej nie zbliżał. Była groźna. Jeśli drwal nie miał nic więcej do dodania, to Gkero planował wrócić do miasta i poszukać towarzyszy.


Tymczasem

Trosco i Avitus postanowili wejść do miasta razem. Co prawda przechodzenie przed strażnikami bramy mogło wyglądać podejrzliwie, jeżeli jednak coś się stanie — przynajmniej mogą sobie pomóc.
Sprzyjało im jednak szczęście. Przy bramie znajdowała się jedna strażniczka: dobrze zbudowana, ale zgarbiona i niedbała faunica, rozmawiająca z bardzo sfrustrowaną wielkanocną:


- No weźźź! Jesteś jedyną osobą w straży jaką znam! - ubłagiwała wielkanocna kobieta
- Nie musisz nikogo znać, żeby złożyć skargę w strażnicy.
- Oni nas nękają od dobrego tygodnia!
- Spoza miasta, spoza obszaru, za który mi płacą. - faunica nie miała ochoty na udzielanie pomocy. - Zresztą, ich nawet kobiety nie kręcą. Jestem całkiem pewna, że lecą tylko na ryby. Próbują cię wnerwić dla żartu i się im dajesz.
- No weź, nastrasz ich albo skop trochę tyłki to ci zapłacę.
Trosco gdy usłyszał w jednym zdaniu słowa "skopać tyłki" i "zapłacę" od razu się zainteresował. Niosąc na barku łeb maciory przemówił do wielkanocnej
-Mogłabyś opowiedzieć mi trochę więcej o swoim problemie? Jestem w s-s-s-stanie tobie pomóc.-

Avitus zgrabnie wskoczył przed Trosco i ukłonił się wielkanocnej. - Witam piękną panią, ja i mój kompan z przyjemnością pomożemy z zaistniałym problemem, najlepiej jak tylko możemy. -

- To nasza kultura, Sill. Chcesz atakować naszą kulturę? Trochę tolerancji. - zaczęła droczyć się z nią koleżanka.
- O! Teraz się odzywasz! Jesteś tylko leniwym trollem! - satyrzyca wzruszyła ramionami. Króliczousza dziewczyna opanowała się i zawróciła do Trosco. - Banda akwarian drażni mnie z oceanu! Wrzucają mi śmieci przez okno i drą mordy całą noc! - poskarżyła się. - Zróbcie coś, żeby się odwalili, to dam wam dwa kolibry od głowy, którą przepędzicie. Skoro ocean jest tak bardzo poza prawem, możecie to zrobić, jakkolwiek się wam podoba. - łypnęła znów wzrokiem na swoją koleżankę, która jeszcze raz wzruszyła ramionami.
- tsk tsk - wtrącił Avitus - 2 kolibry od głowy to troszkę mało. No chyba, że praca będzie wyjątkowo łatwa i krótka.
- Ile może dwóm rosłym facetom zabrać przepędzenie kilku gówniarzy? - spytała wielkanocna.
- To zależy czy chcesz by problem zniknął permanentnie czy n-n-n-nie. - Trosco spoglądał na Sill świecącym na niebiesko okiem, zdając sobie sprawę co przed chwilą powiedział.
- Wybacz miałem n-n-na myśli czy mam… - Trosco spojrzał na strażniczkę.
- P-p-p-omożemy ci, ale najpierw chciałbym zabrać ten łeb do garbarza. Trochę się zmęczyliśmy by to zabić, a chcę to uwiecznić. - Robot uniósł głowę będąc dumnym z tego faktu.
- Jeśli zechcesz nam towarzyszyć możesz mi powiedzieć trochę więcej o twoim problemie. - Robot wskazał ręką na wejście do miasta.

- Wyluzuj żołnierzu, to poza miastem. - strażniczka uspokoiła Trosco.
Sill z kolei była skonfundowana. - Po co mielibyście ich przepędzać na jedną noc? Żeby mi zaraz znów hałasowali? Macie ich porządnie nastraszyć. Ile chcecie?
- Swoją drogą… - odezwała się kozica, patrząc na Avitusa. - Ty jesteś tym kozłem, co wyruchał czarnozębnego jak swoją dziwkę? - spytała.
- Czemu pytasz? - zapytał Avitus.
- Bo mi się wydaje, że jesteś. - stwierdziła kozica, opuszczając włócznię na ziemię i prostując się lekko. - masz w końcu tak straszliwego robota, że zabił największą maciorę jaką w życiu widziałam. Spójrz na ten łeb. - uśmiechnęła się. - Co, ziomeczki? Chyba jesteście tą straszliwą parą, której kilku rybich gnoi nie grozi?
Avitus uśmiechnął się szeroko i poklepał robota po ramieniu. - Widzę, że nasza sława nas wyprzedza. - zaśmiał się kozioł - W sumie to, co tu wiele mówić, chyba już najwyższa pora, żeby ktoś Czarnozębnemu utarł nosa. -
- Byle nie p-p-próbował niczego. Już dość mieliśmy problemów… Cóż Avitus miał. - Trosco spoglądał na satyra. - Może na razie nie oddalaj s-s-się zbytnio ode mnie. -

Kozica przerzuciła ramię przez szyję swojej koleżanki:
- To może zrobimy małą wymianę? Pomóżcie jej za darmo, to ja stwierdzę, że was nie widziałam.
- Nie próbowałabyś mnie sz-sz-sz-sz ASDFADG annnnnnnnnnnnn. Tażować? - Oko Trosco od razu zapłonęło czerwienią, nie podobało mu się ani trochę co tutaj próbowała ugrać satyrka.
- Byłem gotów to zrobić za bezcen… A-A-Ale zmieniłem zdanie. -

- Spokojnie, nie ma powodu do nerwów. - Avitus podniósł ręce, próbując załagodzić sytuację. - Może pójdźmy na kompromis i zostańmy przy pierwszej propozycji, dwa kolibry za głowę. Twoja koleżanka się nie wykosztuje, a my dostaniemy parę monet za fatygę. - zaproponował.
- Aaaah, niech wam będzie, ale zróbcie to porządnie. Jak jutro usłyszę, że Sill dalej ma problemy, to listy gończe będą miały dużo więcej szczegółów. - obiecała satyrzyca.
Oko robota ponownie świeciło na niebiesko.
- Brzmi r-r-rozsądnie. - Przytaknął robot - Chodźmy zatem. -

Avitus ukłonił się strażniczce, po czym zwrócił się do Sill - Idziesz z nami? - zapytał.
Mimo sukcesu swojej koleżanki Wielkanocna dziewczyna była wyraźnie przestraszona całym zajściem. - To dopiero nocą. - wyjaśniła. - przyjdźcie po zmroku, dom na prawym krańcu doku. Łatwo znajdziecie. - poprosiła.
Avitus przytaknął głową. - W takim razie widzimy się wieczorem. -

***

Następnie para postanowiła udać się do rzeźnika, a później grabarza, aby wykorzystać łup ze świni. Przed sklepem rzeźnika, Trosco i Avitus natknęli się na Kin w towarzystwie Nyxa.
- Oh, hej. Dalej jesteście w mieście. - zdziwiła się akwarianka.
- Hej, miło was widzieć. Właśnie wracamy z polowania i zamierzamy sprzedać łup z bestii którą udało nam się uśmiercić. - przywitał się Avitus i dumnie wskazał na łeb maciory na ramieniu Trosco.
- Udało wam się ustalić czym b-b-b-było to gadające pudełko? - Zapytał Trosco widząc satyra i akwariankę. Pamiętał, że to właśnie ten przedmiot sobie przywłaszczyli.

Kin wzruszyła ramionami. - Gernon zamknął się z nim w pokoju. Zdążyłam zapomnieć, że je wziął.
- Był z niego baaardzo zadowolony. - obiecał Nyx. - Jak będziecie szukać roboty, jestem pewien, że chętnie wam coś da… Byleby nikt was nie widział przy naszej chałupie, gdy są wszędzie listy gończe.
- Jak nie macie gdzie się schować, możecie w sumie wpaść do mnie. - zaproponowała Kin. - Gwardziści nie wchodzą na tereny Akwarian, bo są poza lądem. - wyjaśniła.
- Macie coś poza łbem? Pomagam Kin w zakupach. - wyjaśnił. - Akwarianie nie jedzą niczego z wody, więc łazimy po rzeźnikach.
- To w sumie świetnie się składa. - uśmiechnął się Avitus. - Mamy świeżutkie mięso z maciory, a jako że jesteście naszymi przyjaciółmi, to możemy wam odpalić parę porcji za darmo. - tu puścił oczko w stronę Kin. - A jak już uporamy się z resztą łupów, to z chęcią do ciebie wpadniemy, przyda nam się trochę poukrywać. No i przy okazji mogłabyś opowiedzieć nam o robocie którą ma do zaoferowania Gernon. - dodał.
- Co chcesz zdziałać A-a-avitus darowiznami? Zauważyłem też gest “puszczenia oczka”. - Robot spojrzał to na Kin to na Avitusa. - To by było w sumie bardzo interesujące. Tak-tak-tak. - Robot był słyszalnie podekscytowany. Był niesamowicie ciekaw, jakby wyglądała hybryda satyrów i akwarian, o ile jest to możliwe.
- Kin, dostaliśmy zadanie które obejmuje grupę akwarian chuliganów niepokojących pewną wielkanocną. Prosiła nas b-b-byśmy ich przekonali by dali jej spokój. Może prędzej wysłuchają kogoś z ich rasy? - Trosco zaproponował takie rozwiązanie, gdyż Kin mogłaby krzywo patrzeć na to, jak ich robot zmagluje, bo nie oczekiwał, że go po prostu posłuchają i pójdą, a przemoc jest na tyle uniwersalnym językiem, że rozumie go każda żywa istota.

- Zdecydowanie. - odpowiedziała Trosco dziewczyna, patrząc na robota, a wyciągając ręce do Avitusa. - Mogę się gdzieś tam z wami przejść. Dzisiaj mam wolne u Gernona.
- Ja się tylko obijam na swojej zmianie. Jak mi zabierzecie Kin, to muszę wracać do zamiatania. - zaśmiał się Nyx.
Avitus wyciągnął z plecaka dwie porcje dziczego mięsa i wręczył je Kin.
- Pojawiają się podobno wieczorem więc i t-t-tak musimy poczekać do tego czasu. A teraz proszę mi wybaczyć. - Trosco udał się prosto do garbarza, zostawiając trójkę na moment.
Kin przytuliła jedzenie z uśmiechem. - Dzięki! Nawet fauni się do czegoś przydają! - uradowała się.
- Wspominałeś, że jakbyśmy szukali roboty to Gernon mógłby nam coś zaoferować. - Avitus zwrócił się do Nyxa. - Jesteś w stanie powiedzieć coś więcej, czy po szczegóły musimy udać się do niego? -
- Coś ustalał z goblinką. - wzruszyła ramionami Kin. - Chyba szuka więcej ludzkich pozostałości.
- W sumie chyba tą od Trosco? - zastanowił się Nyx. - Jeżeli dzisiaj macie co robić, to wpadnijcie do niego jutro.
Avitus przytaknął głową. - Dzięki, tak najprawdopodobniej zrobimy. -
 
__________________
Also known as Boomy
Recollectors - Ongoing, Gracze: Zajcu, Deadziu, Eleishar
Fiath jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem