Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-09-2007, 05:28   #5
Midnight
Konto usunięte
 
Midnight's Avatar
 
Drawelin pewnie przekroczyl prog namiotu tuz za mloda blondynka, ktora najwyrazniej miala im towarzyszyc. Jego pamiec podpowiadala, ze chyba pare razy mignela juz mu w trakcie wykopalisk, lecz pewnosci nie mial. Henry zazwyczaj staral sie aby mieli co robic, a nie stac i podziwiac kraiobrazy. Kobieta byla dosc ladna. Jej obecnosc sprawila iz przez chwile przypomniala mu sie siostra. Odrzucil jednak szybko owe sentymentalne mrzonki i uwaznie zlustrowal osoby bedace juz w namiocie. Henrego znal od jakiegos czasu, a dokladniej mowiac od chwili kiedy spotkal go w muzeum. Skinal mu wiec glowa jak zwykle przy powitaniu i przeniosl wzrok na reszte. Czesc z nich kojazyl gdyz przeplatywali sie w trakcie pracy lecz z imienia raczej nie mogl wymienic. Calkiem ciekawa grupka nam sie zebrala - skomentowal w myslach. Jego uwage przyciagnal nieznajomy w drogim ubraniu siedzacy obok Henrego. Thomas watpil aby ten czlowiek mial byc czlonkiem wyprawy w glab swiatyni. W takim zas razie byl to zapewne jeden z politykow lub dziennikarzy, ktorzy niczym muchy zlecialy sie w ciagu tych trzech dni.
Powolnym krokiem zblizyl sie do stolu i odsunal krzeslo mlodej damie. Odczekal, az usiadzie, a nastepnie sam zajal swoje miejsce usmiechnawszy sie wczesniej do kobiety. Henry nabral tchu co niewatpliwie wrozylo dluzsza przemowe.

- Panie Davis, oto ludzie, którzy razem ze mną wejdą i poznają tajemnice skrywane przez te dziwne miejsce. Każdy z nich wyraził swą chęć do uczestniczenia w tej wyprawie. Dwoje z nich jest narodowości angielskiej. Dokładnie to ta urocza młoda dama Natile Mistle oraz Thomas Drawelin.

Nawet nie zdziwilo go bardzo iz najpierw zwrocil sie do nieznajomego. Chociaz czy mozna go juz nazwac nieznajomym skoro znalo sie jego imie?
Natile. To piekne i dosc niezwykle imie calkiem pasowalo do tej kobiety. Ciekawilo go co sprawilo iz zajela sie archeologia. Cokolwiek by to nie bylo, ta kobieta musiala posiadac silna wole aby spelnic swoje marzenia na przekor konwenansom i opini publicznej. Szkoda, ze nie dane im bylo poznac sie w innych nieco mniej publicznych warunkach.

- Was również witam. Pan Davis jest angielskim ambasadorem, a zarazem jednym ze sponsorów naszego przedsięwzięcia.


Thomas w jednym momencie zapomnial o pieknej towarzyszce skupiajac uwage na Davisie. Czy ten rozpoznal jego nazwisko? Czy mogl skojazyc je z tamtym morderstwem? Dlon odruchowo powendrowala do kabury przy pasie gdzie spoczywal rewolwer. Oczy uwaznie wpatrywaly sie w ambasadora pragnac za wczasu dostrzec ewentualny blysk mowiacy iz tak wlasnie sie stalo. Na ustach blakal sie obojetny usmiech. Diabli go tu nadali, a Walker powinien byc madrzejszy i nie zapraszac go tu jak wiedzial kogo bedzie mial za goscia.
Henry najwyrazniej jednak nieswiadom burzy szalejacej we wnetrzu jednego z czlonkow swojej ekspedycji lub tez ignorujac to zupelni, przemawial dalej.

- Bardzo mu zależało aby zobaczyć co też wyniesiemy stamtąd. Pewnie jesteście głodni.


Po tych słowach weszło paru Egipcjan niosąc na tacach pieczone prosie, napoje oraz przystawki. Mezczyzna nawet na nich nie spojzal. Nie byl glodny mimo iz nie jadl jeszcze sniadania. Kac po wczorajszym swietowaniu i obecnosc ambasadora jakos nie nastarajaly do podziwiania walorow smakowych swin.

- Po obiedzie omówimy szczegóły naszej wyprawy. Teraz proszę jedzcie i pijcie. W końcu nie dokonuje się historycznych odkryć z pustym brzuchem. Ach, byłbym zapomniał. Wypada mi abym was przedstawił, lecz chyba wy zrobicie to najlepiej sami.


Niemal natychmiast po jego slowach glos zabral Masaj:

- Jestem Kogar Kojaba. Przyjaciele mówią mi Remington. Jeśli potrzebujecie ochrony lub trochę mięsa, wystarczy mi powiedzieć. Jak wiecie lubię siłować się na rękę , a w obozie nie ma lepszego strzelca ode mnie.

Thomas na chwile oderwal wzrok od ambasadora aby dokladniej przyjzec sie Kogarowi. Nie spodobal mu sie wzrok jakim zmierzyl kobiete. Bedzie musial uwazac na tego kolesia.
Nastepnie glos zabral, sadzac po wygladzie, egipcjanin.

- Ahlan wa-sahlan, moje imie to Ahmed Sharif. Znam ten kraj jak własną.... - zamikł na chwilę szukając słowa - jak własną tasche. Nie pierwsza to moja wyprawa.

Ahmed juz nieco bardziej przypadl do gustu Thomasowi. Ten zdecydowanie nie bedzie sprawial mu zbytnich klopotow.
Nastepny w kolejce znajdowal sie wysoki blondyn.

- Witam wszystkich. Miło was poznać. Jestem Peter Stormage z Ameryki. Zajmuję się głównie pirotechniką oraz hmm... Powiązanymi z nią sprawami.

Hmmm ciekawe do czego moze sie im przydac pirotechnik w starozytnej swiatyni.... Coz, najwyrazniej jakies zastosowanie sie znajdzie skoro go Henry bierze.
Zapadla cisza. Thomas przez chwile zastanawial sie czy nie poczekac az wszyscy sie wypowiedza. W koncu jednak zabral glos.

- Thomas Drawelin, lowca skarbow.

Jedno zdanie. Drawelin uznal jednak iz w zupelnosci powinno ono wystarczyc. Rozsiadl sie wygodniej i mimo braku apetytu zabral za jedzenie obserwujac jednoczesnie reszte biesiadnikow i oczekujac az pozostali sie wypowiedza. Mial nadzieje, ze jego zoladek wytrzyma chociaz do konca narady.
 
__________________
[B]poza tym minął już jakiś czas, odkąd ludzie wierzyli w Diabła na tyle mocno, by mu zaprzedawać dusze[/B]
Midnight jest offline