Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-08-2023, 08:28   #1
Mike
 
Reputacja: 1 Mike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputacjęMike ma wspaniałą reputację
Tajemnicza wyspa [Dungeon world]

Szum fal kołysał do snu. Poranne słońce miło grzało, a gdzieś z daleka dochodziło nienachalne skrzeczenie mew. Barbarzyńca odwrócił się na bok czując jak smukła dłoń syreny sunie mu nogawką. Czuł muśnięcia paznokci na kolanie… udzie…

*

Ale nie zacznijmy od początku.
Dwa tygodnie wcześniej stali przy burcie obserwując płomienie trawiące miasto. Czarne sylwetki demonów przemykały wśród płonących budynków polując na nielicznych pechowców, jacy do tej pory przeżyli.
Ich statek nie był jedynym, który wyruszył w morze z tym co w krótkim czasie udało się załadować. Większość zapewne nie miała nawet zapasów. “Słoneczny promień” szczęśliwie miał trochę zapasów, z naciskiem na trochę. Przy standartowej załodze pewnie starczyło by do najbliżeszego porty… ale poza załaogą na pokładzie znajdowali się uchodźcy. Kapitan Lewis zabrał każdego kto zdążył dostać się na pokład, choć pierwszy oficer doradzał wcześniejsze odbicie. A skoro jesteśmy przy pierwszym oficerze… cóż był on przedsiębiorczym człowiekiem. Nawet w tak niekomfortowej sytuacji znalazł dobre strony. Zdecydował się na awans. Rankiem dnia kolejnego okazało się, iż kapitan zaginął, podobnie jak grupa marynarzy. Funkcje zaginionego przejął pierwszy oficer Mendoza. Rzecz jasna tak nagły awans spowodował olbrzymie koszty do pokrycie których zobowiązał uchodźców z wcale niemałym dobytkiem. Za jednym zamachem postanowiono też rozwiązać problem zbyt skromnych zapasów. Uwolnieni od bogactw uchodźcy mieli popłynąć wpław w dalszą drogę. I tu niestety ambicje nowego kapitana zderzyły się z jego możliwościami. Nie wszyscy uchodźcy postanowili potulnie oddać dobytek i zażyć kąpieli. Piątka z nich dokonała reasumpcji głosowania w sprawie kapitanowania.
Wiwatom i radości nie było końca… przez jakiś dzień. Po tym okazało się, iż żaden z obecnych na statku nie miał najmniejszego epizodu marynistycznego w swym życiu. Kierowanie statkiem okazało się trudniejsze niż powożenie furą z sianem. Przez prawie dwa tygodnie płynęli zdani na łaskę wiatru i prądów morskich. Aż ktoś w końcu powiedział:
- Mamy szczęście że nie ma burzy…

*

- JEAHAEAAAAAA!!!!
Nieludzki ryk odbił się echem na całej plaży płosząc mewy.
Leżący jeszcze chwilę temu bez sił na piasku zerwali się na równe nogi szukając odruchowo broni. Ich oczom ukazał się niecodzienny widok, straszliwy barbarzyńca skakał na jednej nodze i podrygiwał drugą usiłując coś wytrząsnąć z nogawki. W końcu wypadło i potoczyło się po piasku. Pomachawszy chwilę odnóżami mały krab stanął na nogach. Na jednej ze szczypiec połyskiwała krew, zdawał się patrzeć wyzywająco na rosłego osobnika.

Poza mierzącymi się wzrokiem barbarzyńcą i małym krabem pozostali dostrzegli, iż znajdują się na piaszczystej plaży, od linii wody do pierwszych zarośli mieli jakieś dwadzieścia metrów. Ponad zarośla wystawały palmy. Najprawdziwsze plamy, co nie było dużym zaskoczeniem, widać zniosło ich bardziej na południe niż się spodziewali. Ponad palmami górowała skalna ściana, wysoka na jakieś pięćdziesiąt metrów, ciągnęła się w prawo i w lewo tak daleko jak sięgali wzrokiem.
Z lewej strony mieli rzut kamieniem do kupy skał ciągnących się z lasku aż do wody, pryzma odłamków skalnych była na tyle wysoka, że nie widzieli co było za nią. Z prawej strony zaś plaża ciągnęła się spory kawał, aż zniknęła łukiem za drzewami.

Wokoło leżały kawałki wraku, parę skrzynek, jakieś przemoczone worki…


Dziwnym trafem z leżących tu resztek skompletujecie sprzęt, który macie w kartach

a tu ręcznie robiona mapka
https://docs.google.com/drawings/d/1...it?usp=sharing
Te szare kropki to Wy, krab był zbyt mały wiec zrobiłem mu zooma


 
Mike jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem