| Merlisa stała przez chwilę wpatrzona w to maleńkie martwe dziecko. Nagle wstrząsnął nią gwałtowny odruch wymiotny. Na szczęście udało jej się to powstrzymać. Wzięła trzy głębokie wdechy i na nogach jak z waty podeszła do dziecka. Uklękła... nie. Upadła przy nim i drżącą ręką sprawdziła puls. Nie było po co. Po prostu miała nadzieję... Ale to już nie ważne. Zamknęła małemu oczka i podniosła się.
- Co... To jest? - jej głos wyraźnie drżał i to nie z radości. - Bardzo wam to dziecko zagrażało? A może chciało was zaatakować drewnianym mieczykiem? Uznaliście to za takie zagrożenie, że... - urwała. Spojrzała po ich twarzach. Gdy ujrzała w nich zdumienie, pomyślała, że coś się tu musiało stać. Coś, co się skończyło, gdy przyszła.
- Co dokładnie tu się stało? - zapytała zmienionym głosem. Trochę spokojniejszym, ale nadal zszokowanym.
__________________ Eh... Z powodu zbliżającego się drugiego etapu z olimpiady informatycznej i języka polskiego na razie zapewne będę wyłączona z życia LI. Od czasu do czasu postaram się coś napisać, ale nie będzie to wiele. Strasznie przepraszam - wiem, że ostatnio takie zastoje mam coraz częściej... |