"No proszę, jeszcze nikt tak bezpośrednio nie ładował mi się do wyrka. " Mirela uśmiechnęła się na tę myśl. Pewnie dwa dni temu stanęłaby jak wryta na takie pytanie, czy raczej: oświadczenie lokatorki. Przez te dwa dni jednak bardzo dużo się wydarzyło. W jej życiu i w jej głowie.
Nagle papieros w ustach zaczął mieć cudowny smak z reklamy i przynosić ukojenie nerwom, a znajome kąty mieszkania przestały świecić pustkami. Wszystko wokół obudziło się do życia, jakby nastała wiosna.
„PRAWIE jak sielanka... gdyby nie to gówno za ścianą.”
- Spoko, rano przeniesiemy twoje bety do mnie, a teraz wskakuj pod pierzynkę... mała. Trzeba sie wyspać, jutro sporo roboty nas czeka.
Kiedy leżały już obie w łóżku, cisza wokół zdawała się być przytłaczająca, jakby posiadała jakąś wagę. Mimo woli nasłuchiwało się czy zaraz, dosłownie za moment, nie dojdzie uszu obcy dźwięk. Ba! Wręcz czekało się na niego. A tu tylko cisza. I hulający za oknem wiatr...
- Chyba tak nie zasnę. Popadam w stany lękowe, gdy za dużo myślę... – wyznała wreszcie
Mira podnosząc się z łóżka –
Włączę muzę... cicho. Tak tylko, żeby coś bzyczało.... Albo lepiej, teledyski. Będzie na czym wzrok skupić.
Przygryzła wargę. Nie lubiła się tłumaczyć, a jeszcze bardziej nie lubiła okazywać słabości. Czuła jednak, że
Kornelia tego nie wykorzysta, że ona być może zrozumie. Aż się łezka w oku zakręciła. Dobrze, że była odwrócona tyłem do współlokatorki.
-
O, tu mam zestaw, którego jeszcze nie przejrzałam. Niech leci. – to rzekłszy, włączyła play i zanurkowała do łóżka.
-
Kornelia... – szepnęła w którymś momencie -
Myślisz, że pozbędziemy się tego świństwa? Boję się trochę...