Wątek: Inkwizycja
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-05-2008, 19:08   #5
mjl
 
mjl's Avatar
 
Elf szedł poprzez leśne ostępy natury. Był w szlaku od dłuższego czasu, sam nie wiedział przed kim uciekał. Ośmielił się zaatakować i zabić najemników którzy zrobiliby to samo, więc jego współczucie było dość ograniczone. Ten elf tak się zmienił… Niegdyś chaotyczny, ale i dobry, dziś bezwzględny i wredny.

Sama postać miała długie srebrne włosy, jej sylwetka była bardziej szczupła, ale i umięśniona, a swe ciało ukrywała pod ciężkim, zielonym podróżnym płaszczem. Był to dziwny elf, walczył dwoma broniami, las służył mu kiedyś jako dom, a sam deklarował się mianem ‘Leśnego Ducha’.



Elf szedł i szedł, a w oddali ujrzał widok miasta…


*******


Metropolia sama w sobie była piękna. Miała w swym majestacie urok pewnego tajemniczego, być może piekielnego piękna. Elf dobrze znał typ ludzi którzy tam mieszkali. Kierowali się wyższymi ideałami, które często wyblakłe i wątłe przeistaczały się w coś zupełnie innego. Dla wiary zabijano, dla czystości palono, a dla spokoju… Nie było spokoju..

Zamyślony elf przemierzał śmierdzące smrodem spalonych ciał uliczki. Coś przyciągnęło go do tego miasta, sam nie wiedział co. Trzymał broń blisko siebie, gotową do ewentualnej walki i bystrym wzrokiem rozglądał się po okolicy. Nigdy nie wiadomo, gdzie dorwie cię złodziej.
Przechodząc koło szyldu handlarza ujrzał sylwetkę inkwizytora. Ten szedł, najwyraźniej w jego kierunku. Gdy ich ciała zrównały się tamten przemówił:
-Elfie, czy wierzysz ty?
Dziwne wydało się to pytanie dla elfa. Mieszkając w lesie życie było tak proste, bez religii, ograniczeń, określonych reguł.
-Wiara, to coś dziwnego dla mnie. – odrzekł z ironią.
-Ja wierzę temu! – ciągnął wskazując na swą broń.
A broń miał wykonaną wspaniale. Sejmitar i katana w wirze walki niezwykle skutecznie radziły sobie z jego wszystkimi problemami.
-Nie bluźnij, nie wart jesteś łaski jaką Bóg na ciebie zsyła! – krzyknął tamten.
-Być może…
-Staw się jutro niedaleko katedry rankiem. Jest robota, dla takich jak ty. – rzekł inkwizytor.
-Ale czy dobrze płatna?! – odrzekł z ironią elf.
-Jak śmiesz!
Inkwizytor spojrzał na blisko stojących strażników, ci jakby na rozkaz napięli swe ciała i czekali tylko na sygnał. Tamten jednak nie wykonał żadnego gestu. Jego wściekła mina powoli zmieniła się na pogodny uśmiech i mówca odrzekł:
-Niech Bóg ma cię w swej opiece.
Elf nie chciał już prowokował swego rozmówcy. Skinął głową i odrzekł:
-Będę tam.
Cały dzień włóczył się bez celu. W końcu dotarł do karczmy, gdzie zamówił solidny posiłek i wygodny pokoik. Podczas jedzenia wypytywał się karczmarza o sytuację w mieście i o te wszystkie śmieszne, ludzkie problemy. Potem udał się na spoczynek.


******


Rano stawił się na umówionym miejscu. Po chwili nadeszła reszta jego towarzyszy. Każdemu wręczono po 100 sztuk złota i powiedziano wytyczne zadania. Po odejściu zleceniodawców, elf powiedział:
-100 sztuk złota to wystarczająca ilość złota, by zabić nie jednego, lecz paru mieszkańców tej dziury. Skoro tyle płacą, to na pewno będzie można wybulić od nich jeszcze więcej.. Ciekawe, czy zostawiają gdzieś zrabowane dobra magów? – rzekł rozglądając się po ruinach.
-Przydałoby mi się parę drobiazgów. – mówił.
Na wcześniejsze propozycje drużyny odrzekł:
-Nie jestem stąd, ale postaram się pomóc naszemu dzielnemu krasnalowi szukać tropów.
Przechodząc koło niego, mruknął:
-Zostaw elfom, co elfie.
Zmierzył wszystkich spojrzeniem i wszedł w zgliszcza.
 
__________________
Idzie basista przez ulicę, patrzy a tam mur przed nim. Stoi przed nim i stoi, a wkrótce mur się rozwala...
Jaki z tego morał?
"Albo basista jest głupi albo niedorozwinięty."
mjl jest offline