Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 26-06-2008, 19:36   #48
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Sztillle NAHT

-Stawaj do walki Filonku!! - Rozniósł się przenikliwy bełkot po całej stodole, Filonek nie wiedząc czemu jeszcze zanim wszedł do stodoły czuł że to pułapka, więc spytacie pewnie czemuż to zrobił? Ano żółwie to mało rozgarnięte i spostrzegawcze stworzenia, a w dodatku ten okaz jak zwykle zapewne cierpiał na kaca i to zmniejszyło jego zmysły percepcji. Zanim bohater zorientował się co w ogóle się dzieje, już Jeździec Apokalipsy powalił go na ziemię, siedział mu na klacie i ciągnął za poliki w iście morderczym szale, tocząc pianę z pyska.
-Maciek? Maciuś Lubicz z Klanu? - Zagaił Filonek który przeżywał szok spotkania 3ciego stopnia z Maciusiem z Klanu.
-Maciusia już nie ma... - Odpowiedział opamiętując się choć na moment, otarł z pewną dozą nonszalancji pot i pianę z pyska - Maciusia nie ma odkąd tatuś zabrał na izbę wytrzeźwień. TERAZ JEST JEŹDZIEC APOKALIPSY!!


** W tym samym czasie: Orbita planety Mango: Battlestar Elektronik (Wcześniej Pegazus):Sala Tronowa Wielkiego Elektronika (Wcześniej mostek dowodzenia) **

Sala tronowa, wzniesiona ku chwale patrona okrętu będąca hołdem jego nieskończonej mądrości, jak i miejscem jego pobytu, to właśnie stąd Wielki Elektronik kierował wszystkie swoje knowania oraz zasięga porad u swoich dowódców.
W tej chwili na tronie spoczywał we własne osobie Wielki Elektronik, głowa oparta o dłoń jasno mówiła że wódz jest strasznie zmęczony, co rusz mrużąc oczka i walcząc ze snem starał się zapanować nad ciężkimi powiekami, nużyła go tak audiencja dyplomaty Cylonów, którzy oferowali pakt o nieagresji oraz pokojowy



-Moja rasa proponuje Twojemu imperium o Najwyższy, sojusz wojskowy zakrojony na międzygalaktyczną skalę, ponadto w zamian za neutralność i wymianę handlową oddajemy wam ten o to trybut w postaci 100 ton złota i trzy wsie w Warmińsko-Mazurskim - odpowiedział beznamiętnie przybysz Cyloński, dając do rąk Pana Soczewki list uwierzytelniający od dowództwa Cylonów. Pan Soczewka w podskokach pokonał schody prowadzące pod tron, przed obliczem Elektronika padł na kolana, głowa skulona w dół nie mogąc sobie pozwolić na taką bezczelność jaka byłaby spojrzenie swojemu Imperatorowi w oczy, wyciągnął do góry dłonie z owym listem.
Wielki Elektronik obcesowo ziewnął, podrapał się po główce i leniwie podniósł świstek papieru, zręcznym gestem dłoni rozwinął kartkę, wyciągnął z ręki binokular i zanurzył się w lekturze. Zarówno Dyplomata Cylonów jak i Pan soczewka nerwowo przydreptywali, oczekując w pełnym skupieniu na słowa Wielkiego Elektronika, ten czytając w dalszym ciągu list, niemrawo drapał raz zaropiałe oczęta, a dwa po plecach, pół szeptem parsknął coś pod nosem gestem i podniósł leniwie prawy półdupek, podłożył pod siebie traktat pokojowy, głośno i z gracją pierdnął na niego, na samym końcu podarł na malutkie kawałeczki rozsypując je przed sobą. Cylonowi z miejsca zapaliły się czerwone diodki i złapał się za swój łeb w kształcie posrebrzanego czajnika
-Cóż żeś uczynił?! Miesiące starań przekonywania radykałów spełzły na niczym! To skończy się wojną! - Oburzył się Cylon
-Mówiąc krótko Otóż nasze Imperium od zawsze wierne było podstawowym wartościom. Wartości to Prorok Adama, honor i ojczyzna. Te wartości są fundamentem naszego istnienia, na tej ideologicznej opoce zbudowaliśmy wszystko, co mamy.
I tych właśnie wartości nie widzimy w Waszej propozycji. Brakuje mi w proponowanej przez Was strukturze miejsca dla duszpasterzy, jedynie wojna i pieniądze... a gdzie nieśmiertelne dusze? - bezradnie rozpostarł ramiona Wielki Elektronik
- Gdzie wiara, godność i chwała w Proroka? - Kontynuował - Już odpowiadam... nigdzie. - Skończył swój męczący wywód, pstrykając palcami przywołał dwóch żołnierzy ubranych w ssmańskie mundury z maskami teletubisiów, uzbrojonych w długie halabardy
-Straż zabrać go i przerobić na płyty DVD! Skończyły mi się, a nowe Hentaje są w sieci a nie chce mi się ruszyć dupy do sklepu - podsumował dyplomatyczną wizytę.

-Panie... - rozpoczął rozmowę niepewnie Pan Soczewka zostając sam na sam z niepodzielnym Imperatorem planety Mango - Nasi agenci donieśli mi o Klexie... zbiera w okół siebie drużynę, nazywają siebie Ligą Sprawiedliwych.
- Klex?! - odparł poruszony Wielki Elektronik, wybudziwszy się momentalnie na samo brzmienie jego imienia - Jak to?! Czy on nie zginął podczas ostatniego nalotów bombowych tydzień temu? Tak chcesz się bawić Klex... ok. Soczewka! Sprowadź mi agenta Żwirka i agenta Muchomorka!

- Konana boleć główka... - zdołał wydobyć ze swojej przećpanej krtani Konan, lekko podnosząc swą niewinną główkę z twardej poduszki.
Leżał na karimacie okryty jakimś starym, zawszonym płaszczu, czuł jak dreszcze mimowolnie przechodzą jego mocarne ciało, ale jednak zatęsknił za Ibizą
-Konan nie czuć już Ibizy, ale Konan mieć piękny sen, Konan być tam król i mieć dużo pięknych kobieta - I nad sobą na suficie zobaczył plakat nagiej pieknej dziewczyny, z zajączkiem playboya na majteczkach, Konan z szaleńczym pożądaniem wyciągnął rączki do niej, odkrywając z siebie stary płaszcz, którym był przykryty:
-Konan chcieć tam wrócić - zaczął markotać pod nosem...

-Bajtek? - Zdziwił się na widok blaszaka Wałęsa - Mordo Ty moja! - i wpadli sobie w ramiona, obściskując się przy tym i witając się w iście radzieckim stylu, wszakże nie ma nic bardziej dumnego niż kwiecisty męski pocałunek na przywitanie.
-Przysłała nas Madam Webb - Skrócił ceremonie przywitania Leonidas
-A tak zbliżcie się i słuchajcie, chodźcie, chwyćmy się za dłonie i stańmy w kółeczku - zaczął Bajtek raźnie mrugając antenkami, merdając niczym pies ogonem
-Do rzeczy Towarzyszu - Klepnął w ramię Robociego towarzysza elektryk, a z zamiłowania prezydent.
-RoboMarlin nie może przyjść, matka go w domu trzyma, i uczy się do matury z angielskiego; ale zanim dostał szlaban kazał mi przekazać przepowiednię, którą miał wam przekazać.
-Jaka przepowiednia? - Spytał zaciekawiony Leonidas
-Przepowiednia o początku końca... przepowiednia o kimś kto zmieni oblicze tego świata... On nie tańczy do muzyki... to muzyka jest grana pod jego taniec:

"Ten, którego zaraza ani miecz nie zgładzą,
Umrze na szczycie wzgórza, uderzony z nieba.
Opat umrze, gdy ujrzy ruiny narodu,
Na wraku statku, próbującego wytrwać na rafie.

Przed bitwą wielki człowiek padnie, wielki dla śmierci.
Śmierci zbyt nagłej i opłakiwanej.
Zrodzon ułomnym, przebędzie przez większą część drogi;
Przy rzece krwi ziemia jest splamiona."


-O boże... to straszne! - Wydarł się Wałęsa
-Ale to nie wszystko! Towarzyszu Bolek! Dowiedzieli się! Dorwali się do mojego dysku twardego! - Zaczął łamiącym syntezatorem mowy robot człekoidentyczny
-Co? Jak? Kiedy? - z przerażeniem w oczach Towarzysz Lech Wałęsa zaczął trząść za łachmany Bajtka
- To było latem, szedłem sobie spokojnie przez park, aż tu nagle znikąd wyskoczyli na mnie w kominiarach, założyli torbę na łeb, i spadły razy na mój monitor, upadłem bałem się podnieść... - padł na kolana i wtulił się w sparaliżowane ciało Elektryka
-Kto to był?...- spytał się poważnie Lech Wałęsa, zdejmując swój mocarny kask
-To oni... to te świnie z IPNU! - Wydarł się Bajtek - Jak leżałem, to oni mnie kopali, powiedzieli że mnie na mikrofalówkę przerobią jak komuś powiem...
- I co zrobili?
-Podłączyli się pod USB, i zaczęli kopiować dane, ale Lechu, mój przyjacielu nie zdążyli wszystkiego skopiować, nie wiedzą że masz 5cioro nieślubnych dzieci
-Widzisz Bajtek, tyleżeśma lat strajkowali w stoczni, tyleżeśma, ale to już koniec-
Wyjął zza pazuchy pistolecik, malutki, będąc jednocześnie bardzo figlarny, w sam raz pasował do spasionej raczki Lecha
-Nie... proszę, nikomu więcej nie powiedziałem, przyrzekam...
-Ile dostałeś?... - Ponurym głosem kontynuował Lech
-Boże, nie kupili mnie... przysięgam! - Bajtek zaczął coraz to krok po kroczku oddalać się od swojego towarzysza, nagle rozległ się huk, powietrze zostało rozdarte przez świst kuli przeszywającej miedziane pudło, jakim było ciało Bajtka
-2 patole...- wyjęknął Bajtek, trzymając swoją mechaniczną łapką przedziurawione ramię, na kształt rury od odkurzacza
-Za 2 patole... nie ma dla Ciebie litości - Mafijnie spojrzał nań, i założył z powrotem swój kask elektronika, wymierzył prosto w metalowy monitor robota
-Bezpieka Cię dorwie i tak, nie masz dokąd uciec! PRL powróci, i zemszczą się na Tobie! - Wywód przerwał strzał prewencyjny, rozbryzgując HDD i niebieskie diody w obrębie dwóch metrów od jednostki centralnej
-Nie chcem ale muszem... Dobrzę, a Ty coś słyszałęś dobry człowieku? Nię mam nic przęciwko Tobię, alę wiesz, częrwona pajęczyna oplonta wszystkich - Oświadczył Lech celując w Leonidasa ze swojego pistoleciku
-Ja? Nie nic nie słyszałem - Odparł beznamiętnie Leonidas, wzruszając ramionami, kopiąc w stronę Lecha, odstrzelony kineskop zastrzelonego konfidenta
-No to dobrze, porachuje wszystkim kości kto ośmieli się mnie nazwać ponownie Bolkiem!- Oznajmił Wałęsa
-A nie ładniej by brzmiało, zamiast porachuje, już czas panowie? - Odparł Leonidas?

Filonek i Maciuś na krańcu stali świata, i zło zmierzyło się raz jeszcze z siłami dobra, przepowiednie mówiły, że stanie do walki dwóch, przeżyje tylko jeden, piekło i niebo starły się w decydującej bitwie o los ludzkości, walczyli tak, jakby nic innego się nie liczyło, liczyła się tylko ta chwila, ten moment... ops, nie ten cytat;

Maciuś siedział na klacie Filonka i wyrywał mu włosy z główki...
-Tata mnie kocha trzy razy dziennie! Dopóki nie miał kuku w samochodzie, teraz ja go kocham!
Filonek czuł, że sytuacja wymyka się spod kontroli, czuł jak każdy jego oddech robi się coraz bardziej płytki, a siła Maciusia, przerosła jego wszelkie oczekiwanie
Wnet, znikąd zjawił się on...
-Ciii Maciusiu... Ciii - Wydobyło się zza pleców nieszczęśliwego demona uwieziona w ciele downa, Chomicza ręka zakryła usta Jeźdźca apokalipsy, wbijając kosę w plecy, powolutku rozdzierając jego delikatną skórę, sprawiając iż każda sekunda cierpienia była dla niego kakofonią, a do uszu napływać zaczęła niemiecka pieśń

- Stille Nacht! Heilige Nacht!
Alles schläft; einsam wacht
Nur das traute hochheilige Paar.
Holder Knabe im lockigen Haar,
Schlaf' in himmlischer Ruh'!
Schlaf' in himmlischer Ruh'!

Maciuś upadł martwy, na Filonka, bryzgając krwią z ust, a z jego pleców wystawała przyczyna śmierci niedoszłego zabójcy, wetknięta kosa Bartłomieja.
-Co to było? - Zaciekawił się Filonek
-Oglądałem szeregowca Ryana i tam była taka scena! A teraz idziemy do mojego kur... kures...
-Królestwa... - dokończył Filonek
-O właśnie! No to idziemy
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 26-06-2008 o 23:22.
Extremal jest offline