| O nie, nie, nie. Wcale się nie zgadzam. Zaraz dojdziemy do wniosków, że nie warto wogóle robić ekranizacji czegokolwiek bo z dobrej fabuły zostają tylko efekty specjalne. Takie mamy czasy! Kino ewoluowało. Kiedyś skupiano się na historii, odzwierciedlaniu fabuły, grze aktorskiej itp itd. A teraz? Teraz też byśmy psiozyli, że w erze Gwiezdnych Wojen, Władcy Pierścieni tudzież innych filmów naładowanych "elektroniką" film ukazuje wszystko to co było w książce, ukazując w zamian walki czy też mityczne postacie jako kukiełki albo pokazy sztucznych ogni (jak to było w "Wiedźminie" - ale nie - ekranizacja tej cudnej sagi nie miała nic wspólnego z książką, za to aktorzy jakoś się starali. Tak czy siak w tym filmie, czy też serialu, właśnie widać co robi skupienie się na fabule a olewanie efektów).
Wniosek mego zagmatwanego wywodu? Dzisiaj nie ma filmów ,gdzie ukazują się mityczne moce, bohaterowie i jakiekolwiek efekty działań sił nadprzyrodzonych bez określenia ich mianem "przesadzonych efekciarstw".
__________________ "You bringin' weapons?"
"No."
"Then you ain't changin' nothin'." |