Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-12-2008, 18:24   #1
Arsene
 
Arsene's Avatar
 
Reputacja: 261 Arsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie cośArsene ma w sobie coś
[Autorski] Lotr:Ithilien

Minas Tirith, rynek

Zbyslav

Dzień był upalny lecz mimo to na rynku panował zwyczajowy ruch. Na drewnianym podeście w centrum tego placu stał herold ze swoją zbrojną świtą i czytał głośno:
„Każdy, kto posiada doświadczenie w bojach oraz działania w lasach, szczególnie w Ithilien winien zgłosić się do koszar i zostać przygotowanym do wcielenia do nowych oddziałów Rangerów Faramira, syna namiestnika Denethora.”
Minas Tirith, uliczka
-Łap go! – krzyknął jeden z rycerzy do swojego ziomka który ruszył galopem za uciekającym mężczyzną w czarnym płaszczu. Pędzili konno wąskimi uliczkami, to tu, to tam przeskakując skrzynki czy też rozpędzając idących ludzi. W końcu rycerz dogonił uciekającego mężczyznę i celnym kopniakiem strącił go z konia.
-Mam cię … wreszcie – powiedział jeden z nich i odetchnął. Mężczyzną leżącym na ziemi był jeden z okolicznych wędrowców którego nie było stać na pobyt w gospodzie i musiał uciekać.
-Tu jesteś ! – krzyknął drugi rycerz wyjeżdżający zza rogu na brązowym koniu.
- Mamy zabrać go do koszar, tak ? – zapytał ten który złapał uciekiniera. Drugi kiwnął głową i odjechali prowadząc więźnia między sobą. Po kilkunastu minutach dojechali do koszar. Rycerze zeszli z koni i wprowadzili mężczyznę do środka. Tam usiedli za stołem naprzeciw stojącego więźnia i rozpoczęli przesłuchanie.
-A więc, co sprowadza cię do miasta ? – zapytał przesadnym tonem pierwszy
-Słyszałem, że Ithilien jest zagrożone, chciałem się przyłączyć do drużyny która miała tam wyruszyć. Mieszkam tam, zwą mnie Zbyslav.

Minas Thirit, karczma

Cathalan

-Przyniosłem panu śniadanie. – powiedział karczmarz i wyszedł z pokoju. Siedział tam młodzieniec o czarnych włosach. Przysunął do siebie tackę i zaczął jeść. Gdy już miał wstawać do pokoju wbiegł zdyszany mężczyzna i zaczął mówić szybko i niewyraźnie
-Odkryli naszą kryjówkę, wiedzą kim jesteśmy, złapali już prawie wszystkich, jadą tu !! Musisz uciekać …
-Co?! Mów wszystko, po kolei - odpowiedział mu zaskoczony młodzieniec i wysłuchał opowieści jak strażnicy rozgromili grupę złodziei za miastem, jak ktoś z ocalałych wydał wszystkich jej członków i o tym, że teraz jadą po niego. Gdy tylko przybysz skończył mówić młodzieniec wypadł z pokoju i wybiegł z karczmy rzucając karczmarzowi kilka złotych monet na blat. Biegł tak szybko jak potrafił. Od czasu do czasu chował się przed rycerzami jadącymi przez miasto. Gdy dotarł do rynku próbował znaleźć kogoś ze swoich przyjaciół gdyż nie miał gdzie się ukryć. Jednak nie dostrzegł nikogo. Dosłyszał za to wypowiedź herolda. W chwilę po tym na rynek wjechali zbrojni przeszukując tłum. Nie mając chwili do stracenia pośpieszył w paszczę lwa – w stronę koszar. Wbiegł do nich i udając zainteresowanego słuchał co mówił do niego kapitan. Gdy ucichł odgłos koni i szczęku stali miał już wyjść lecz coś go tchnęło. Odwrócił się i podszedł do kapitana.
-Jak cię zwą ?
-Jestem Cathalan , nazywany też przez niektórych „Wrzód” .
Kapitan stłumił śmiech i zapisał go na listę.

Minas Tirith, koszary

Khanirus

Na tyłach koszar znajdowały się kwatery Rangerów. Tam też na strzelnicy szkolili Się kandydaci do służby w tych oddziałach. Dziś wyjątkowo odbywały się tu dodatkowe szkolenia dla kandydatów do misji w Ithilien.
-Świetny strzał – pochwalił jednego z uczniów dowódca Rangerów – Myślę, że nadawał byś się do tego, a wiesz, że każdy Ranger jest dziś na wagę złota. Jesteś jednym z najlepszych. Mam dla ciebię propozycję. Wiesz zapewne, że każdy Ranger dopiero po latach treningów musi przejść test. Ja mogę ci zaproponować go już dziś. Jeżeli powrócisz cało z misji do której Faramir szuka ludzi, zostaniesz Rangerem. – dokończył i odszedł.

Chwilę później

-Kapitanie, kapitanie ! – wołał do swojego nauczyciela ten sam wysoki młodzieniec który odbywał swój trening – Zdecydowałem się. Wezmę udział w tej misji.
-Świetnie. Idź do głównego holu w koszarach, tam zapisz się u kapitana Kithana.
Po tych słowach młodzieniec odszedł szybkim krokiem do holu w koszarach. Było tam kilka osób stojących w kolejce przed kapitanem. Stanął w kolejce a gdy przyszła jego kolej kapitan powiedział:
-Ach tak, mówiono mi, że przyjdziesz Khanirusie …

Minas Tirith, koszary

Lared

Na placu ćwiczebnym ćwiczyło kilkunastu młodych mężczyzn którzy mieli zostać wkrótce rycerzami. Jednemu z nich szło wyjątkowo dobrze. Nauczyciel, który od pewnego momentu obserwował go uważnie podszedł do niego i odprowadził od reszty.
-Jesteś dobry, ale musisz widzieć, że teraz nie zostaniesz rycerzem. Zbliża się wojna. Możesz zostać jedynie piechurem walczącym o Osgiliath lub broniący muru miasta. Jednak w tedy się zmarnujesz. Mogę postarać się wprowadzić cię do oddziałów Rangerów którzy potrzebują teraz zdolnych ludzi. Co ty na to ?
-Naprawdę ? Nie będę mógł dołączyć do rycerzy Białego Miasta ? No cóż … trudno. Może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja … dobrze.
-Więc idź do koszar. Polecę im ciebie.
I młodzieniec odszedł w stronę głównego holu w koszarach. Po kilku minutach, gdy już tam dotarł zobaczył kolejkę ludzi różnego pokroju. Byli tam osiłkowie, ale i mali drobni ludzie. Wszyscy stali przed rycerzem siedzącym za ławą i spisującym nazwiska. Gdy nadeszła jego kolej przedstawił się :
-Lared
-Tak, mówiono mi o tobie. Wpiszę cię na listę.

***

Minas Tirith, koszary
Wokół podłużnego stołu stało piętnastu mężczyzn. Byli różnie ubrani. Jedni w lekkie zbroje, inni w łachmany. Rozmawiając szeptem między sobą zdawali się być lekko zdenerwowani. Gdy drzwi do sali się otworzyły wszyscy umilkli. Weszło dwóch ludzi. Jeden w lekkiej skórzanej zbroi i zielonym płaszczu, a drugi w dostojnym srebrnym pancerzu.
-Jestem Mathiew i będę dowodził waszą akcją – powiedział mężczyzna w zielonym płaszczu.
-Ja zaś jestem Kapitan Jan i zajmę się waszym uzbrojeniem. Chodźcie za mną. – odrzekł chwilę po tym drugi z nich i wszyscy wyszli. Szli przez koszary do zbrojowni. Było to obszerne, kamienne pomieszczenie z blatem ciągnącym się w połowie. Miał on oddzielać rozdających broń od rycerzy.
-Ustawcie się w kolejce. Każdy z was otrzyma tu broń oraz resztę potrzebnych wam rzeczy – powiedział kapitan i odszedł na bok.
Ludzie ustawili się w kolejce i podchodzili do pierwszego z kowali. Wydawał on miecze, łuki i kołczany ze strzałami w zależności od tego jaki sobie kto wybrał. Większość wybierała zwykłe krótkie miecze jednak nie wszyscy. Cathalan dostał długi sztylet i kilka noży do rzucania, Zbyslav długi miecz, a Lared i Khanirus poprosili dodatkowo o małe toporki które mogli by trzymać w drugim ręku. Drugi kowal rozdawał ubranie i zbroję. W skład tego zestawu wchodziły skórzane buty, brązowe spodnie z materiału, lekka skórzana zbroja, pas, zielony płaszcz z kapturem oraz długie rękawice. Trzeci z nich rozdawał wodę, jedzenie i kilka potrzebnych rzeczy. W ten zestaw wchodziły między innymi lina, krzesiwo, kilka suchych drewienek na podpałkę i kilka innych drobiazgów. Gdy wszyscy odebrali swój ekwipunek przemówił kapitan.
-Dziesięciu moich ludzi odwiezie was na skraj Ithilien w czterech wozach. W dalszą część planu wtajemniczy was Mathiew. Teraz zaś chodźcie z nami i wsiadajcie do wozów.
Po tych słowach wszyscy wyszli. Przed koszarami stały cztery wozy. Na każdym znajdowali się dwaj rycerze. Jeden powoził, a drugi dzierżył łuk. Oprócz nich było tam też dwóch konnych. Wsiadali do wozów po czterech. W każdym powozie znaleźć się miało dwóch doświadczonych Rangerów i dwóch nowych. Do pierwszego wozu wsiedli Cathalan, Zbyslav i dwóch nie znanych im ludzi. Do drugiego Khanirus, Lared, Mathiew i jakiś niski człowiek. Do pozostałych dwóch wsiadła reszta Rangerów. Gdy już wszyscy wsiedli wozy ruszyły i szybko pojechały do bramy miasta. Tam zatrzymały się na chwilę aż brama została otwarta i ruszyli w stronę Ithilien przez trakt.
 

Ostatnio edytowane przez Arsene : 19-12-2008 o 18:56.
Arsene jest offline