Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-04-2010, 13:11   #8
Amanea
Konto usunięte
 
Amanea's Avatar
 
Siedząc w "Sztandarze chwały", Nyarla myślała o Gabrielu. A raczej myślała o nim wtedy, kiedy akurat udało jej się skupić na tym uwagę i nie być rozpraszaną przez - nie dające spokoju - wspomnienie snu. Zaczynało ją to irytować. Miała nadzieję, że wszystko uda się szybko załatwić i będzie mogła w śnie wrócić nad ocean.
Tak jak się obawiała, choć mężczyzna niesamowicie ją urzekł, okazał się zimny i nieprzystępny. Nie wiedziała, co uczyniło go takim, ale nie zdziwiłaby się, gdyby było to związane z bliznami na plecach i życiem wojownika. Swym postępowaniem przypominał jej nieco Nathazala na początku ich znajomości.
~ Oj nie, Nathazal był gorszy... - przeszło jej przez myśl.
I rzeczywiście, chyba był, bo poza chłodem i patrzeniem na wszystkich z góry, był złośliwy i dokuczliwy. Ale świadomość, że mag jest teraz jednym z jej najbliższych przyjaciół dawała nadzieję, że i z Gabrielem da się normalnie porozmawiać. Choć zapewne wymagałoby to czasu. Czasu, którego nie miała.
~ Po powrocie... - obiecała sobie w duchu.

Demon zdawał się podzielać irytację swojej opiekunki. Ochota na psoty całkiem mu przeszła i siedział grzecznie na kolanach zaklinaczki. Spojrzała na podchodzącego gospodarza pytająco. Gdy wchodziła do pomieszczenia, nie umknął jej sposób, w jaki ją oglądał. Miała poczucie własnej wartości i najbardziej nie lubiła, gdy ktoś patrzył na nią jak na zwykły towar. Na wieść o niejakim Tristanie zupełnie nie zareagowała, co najwyraźniej zniechęciło mężczyznę do dalszej rozmowy. Choć miała ochotę roześmiać się serdecznie, gdy próbowała wyobrazić sobie ojca jako wojownika w ciężkiej zbroi. Taki widok naprawdę mógłby być zabawny.

W końcu zjawił się Gabriel. Sama nie wiedziała, czy bardziej imponująco wyglądał wtedy na Arenie, czy może teraz w kolczudze, gotów do drogi. Na krasnoludy nie zwróciła większej uwagi. Kiedy elf zapytał o wierzchowca, uniosła tylko lekko brwi. Domostwo Iana miało znajdować się tylko milę za miastem, spodziewała się raczej spaceru. Choć może rzeczywiście lepiej by było dotrzeć tam jak najszybciej - lepiej zarówno dla mieszkańców, jak i dla jej własnej sprawy. W jednym musiała się z Gabrielem zgodzić - szkoda było czasu.
Posłusznie zaczekała, aż elf wyprowadził konia i przyjęła jego pomoc w dostaniu się na siodło. Jakby nie było w długiej szacie i z kotem na ramieniu, jeździło się niezbyt wygodnie. W duchu zaś cieszyła się, że przywykła do sukni z rozcięciami sięgającymi tak wysoko. Mogła swobodnie przerzucić nogę nad zadem konia i w miarę wygodnie usadowić się za elfem.
~ To tylko mila, jakoś wytrzymam... - pomyślała czując jak nagie udo oparło się o szorstką skórę siodła. Lewą ręką przycisnęła do siebie kota, a prawą objęła w pasie Gabriela. Przytuliła się do jego pleców, gdy tylko ruszyli. Wiatr przeczesujący jej włosy i pieszczący skórę sprawił, że natychmiast zapomniała o niewygodach takiej jazdy. Myślami znów była na klifie...

Nawet nie zauważyła, gdy dojechali na miejsce. Jeszcze tylko krótki bieg i już byli w środku.
- Tak, Oswald... - zdołała tylko wykrztusić, łapiąc oddech. Zdecydowanie przywykła do innych form aktywności fizycznej niż biegi. Na informację o dwóch tuzinach robactwa, prawie się zakrztusiła. Skoro krążą wokół domu, to zaatakowane, rzucą się rojem.
Spojrzała na Gabriela, zdziwiona, że w ogóle zapytał ją tym razem o zdanie. Szybko przemyślała, ilu żądlakom byłaby w stanie jakkolwiek zaszkodzić zaklęciami. Wniosek był prosty - większość roboty spoczęłaby na elfie.
- My dwoje na dwa tuziny? Raczej tego nie widzę... - spojrzała na Iana - Jaskinia. Skoro do tej pory rzadko docierały tutaj w takiej ilości, to może coś je stamtąd przegoniło? Albo coś zwabiło...
Zmrużyła lekko oczy i odwróciła się z powrotem ku Gabrielowi.
- Proponuję udać się do tej jaskini. Wątpliwe, by poleciały za nami jeśli istotnie coś się tam stało. Nie wiem czy one w ogóle są inteligentne, ale na pewno jakiś instynkt mają. - westchnęła cicho - Możesz mi powiedzieć, Ianie, w którą stronę ta jaskinia?
 
Amanea jest offline