Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-10-2010, 01:07   #10
Gryf
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 7046 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację
Odprawa minęła szybko i sprawnie. Strepsils mimo swej wrodzonej prostoty wydawał się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Cohen oglądał kolejne makabryczne zdjęcia i czuł... w zasadzie niewiele. Nie widział dzieci - widział tropy. Widział kształty ran, miejsca gdzie potencjalnie mogą znaleźć odciski sprawcy, znaki szczególne do identyfikacji. Ci, których rolą było opłakać te dzieciaki, zapewne już zgłosili zaginięcie, ale jeszcze nie spodziewali się najgorszego.
Chłodny dystans pękł jak mydlana bańka, gdy na rzutniku wylądowało zdjęcie Natashy. Z trudnością zdołał to ukryć. Zdradzenie się przed przełożonym z osobistym zaangażowaniem nie mogło przynieść nic dobrego. W szpitalu - co było to było, był w szoku i odcięty od świata. Teraz musiał działać rozważnie. Zajmie się tym gdy tylko...

- A teraz przydziały: Cohen i Kingston – zajmiecie się identyfikacją ofiar

... No właśnie. Bułka z masłem. Miał sporo szczęścia z przydziałem partnera - Jess sporo już wiedziała i czuł, że jest gotowa, by dowiedzieć się więcej. Jeśli.... kiedy sprawa zacznie ocierać się o demony i Metropolis, nie będzie musiał lawirować i układać racjonalnie brzmiących bajek przynajmniej przed własną partnerką. Gorzej z przełożonym. Cholerne Red Hook - Cohen sam chętnie by się dowiedział co tam właściwie zaszło.

Ich dwuosobowy podzespół wymaszerował z sali narad, machinalnie kartkując otrzymane raporty.

– Prosektorium? – spytała krótko Jessica. Od momentu, gdy na wyświetlaczu wylądowały zdjęcia martwej dziewczynki była blada jak ściana. Przysiągłby, że w czasie odprawy, odwróciła wzrok od kolejnych makabrycznych zdjęć i zaczęła się wpatrywać w jakiś nieokreślony punkt w kącie sali. Nie umiał się tak angażować, ale nie dziwił jej się. Dziecko... naprawdę paskudna sprawa.

– Tak, chciałbym rzucić okiem na ciała. – skinął głową i nie odrywając wzroku od lektury raportu Walentow, ruszył w stronę windy.

– Ciało. Mamy na razie jedną ofiarę. – poprawiła mechanicznie Jess. Myślami zdawała się być gdzie indziej. Przy czymś, co czaiło się w ciemnym kącie sali odpraw, gdzieś za plecami Strepsilsa.

– Mamy trzy ofiary. – rzekł z posępną miną spoglądając na stronę raportu z listą profili DNA – Ciało to dwie dziewczynki, oczy należą do jakiegoś chłopca.


– Co napiszesz w raporcie? – spytała Jess gdy tylko weszli do windy i znaleźli się przez chwilę sami. Domyślał się, że nie chodzi o raport z sekcji zwłok.

– Myślę, że prawdę.

– A jaka ona jest? – jej cierpliwość była najwyraźniej na wyczerpaniu – wisisz mi wyjaśnienia z Red Hook. Wolałabym jednak pracować z Tobą tutaj, niż odwiedzać Cię w psychiatryku kiedy napiszesz że upadły anioł się wkurzył i wysadził pół wyspy. Bo taka jest prawda!

– Na potrzeby raportu proponuję opisać wszystko tak jak to widziałaś... może z pominięciem demonów. Padły strzały, coś zaczęło się dziać z Ashwoodem, uciekliśmy, wybuchło. Wiemy tyle co oni.

Jess nie wydawała się szczególnie uspokojona.

– Myślisz ze to znowu on, czy ktoś kto się próbuje pod niego podszyć?

– Myślę że to znowu on.

– Chciałabym wiedzieć to co wiesz Ty.

– Nie wiem tego na pewno, na razie to przeczucie, choć dość mocne.

– Ja o ingerencji demonów dowiedziałam się praktycznie godzine przed
wybuchem.

– Wypad na kawę po zidentyfikowaniu ciał?

– Chętnie. – rzekła wysiadając z windy – Trzeba będzie sprawdzić wszystkie rejestry zaginionych, ale wydaje mi się ze tym razem pójdzie innym torem. Sobowtóry byłyby zbyt oczywiste.

– Mamy trzy profile DNA, dość materiału żeby zacząć kopać. Jeśli nie trafimy na same dzieci, to może ktoś z ich rodziców czy rodzeństwa będzie notowany. Witaj Teddy, co i gdzie mamy podpisać. – ostatnie zdanie skierował już do technika laboratoryjnego, który podsunął im formularze i skierował do odpowiedniej sali prosektoryjnej.

***

Znajome, lodowate światło jarzeniówek oświetlało dwójkę detektywów w białych, jednorazowych kitlach narzuconych na cywilne ciuchy, ich twarze przekrywały chirurgiczne maski. Długa, koścista dłoń jednej z postaci wyciągnęła się w stronę białej płachty przywykającej to co znajdowało się na stole prosektoryjnym.

Jessica spojrzała Cohenowi w oczy.

– Mogę Ci dokładnie powiedzieć gdzie miała rany w chwili śmierci.

Patrick podtrzymał spojrzenie i pytająco uniósł brew. Jess rozejrzała się i wyłączyła mikrofon.

– Podejrzewam, że zginęła dwudziestego... – powiedziała szeptem. Cohen już miał otworzyć usta, by wygłosić jakąś ironiczną uwagę, na temat czytania raportów medycznych ze zrozumieniem, gdy Kingston dodała – ... bo wtedy pierwszy raz sie pojawiła w moim pokoju. Wiem że Tobie mogę to powiedzieć, musiałam komuś powiedzieć, ale wiem że Ty to zrozumiesz

Przez chwilę patrzył w milczeniu po czym skinął głową.

– Nie rozumiem, ale wierzę.

– Ja też nie rozumiem.

– Na kawie. – uciął temat Patrick – obiecuję, że wyjaśnię ci wszystko, co będę w stanie.

Włączył ponownie nagrywanie i odsłonił białą płachtę przekrywającą ciało. Dopiero teraz zobaczył co NAPRAWDĘ się stało. Spokojny profesjonalizm z jakim oglądał zdjęcia uleciał bezpowrotnie. Oboje słyszeli o stanie ciała ofiary... ofiar... o młodym wieku, widzieli ich zdjęcia. Jess widywała dziewczynkę od paru dni w swoich wizjach, a Cohen spędził życie przy sekcjach zwłok... nic jednak nie przygotowało ich na to co zobaczyli.
Tylko ten kto naprawdę miał okazję zobaczyć to, co mieli teraz przed oczami może w pełni zrozumieć koszmar jaki krył się w suchym określeniu:
"poćwiartowane ciało siedmioletniej dziewczynki"


***

Ponownie w biurze.

Patrick czuł się, jakby właśnie przerzucił tonę węgla. Postanowił jak najszybciej spisać raport i chociaż na chwilę wyrzucić z głowy to co widział w prosektorium. Z niezadowoleniem stwierdził, że jego poczciwego stacjonarnego PCta zastąpiono niewielkim laptopem. Odruchowo odwrócił się do biurka po lewej.

– Vilain, do cholery! Ile razy prosiłem... – przerwało mu zdziwione spojrzenie czarnoskórego detektywa. Billy Snipes, facet od analizy plam krwi, w końcu dostał własne biurko na wydziale. Marlon Vilain, nie żył. Od dawna. Zabity przez demony lub alkoholizm. Kurwa mać.
– wybacz Snipes. - bąknął zmieszany Patrick.

Znany głównie z widzenia murzyn wymruczał jakiś współczujący frazes, który jakoś nie przebił się do świadomości Cohena, po czym wrócił do pracy. Patolog poszedł w jego ślady. Po chwili szło mu już całkiem dobrze. Do małej, płaskiej klawiatury laptopa musiał się przyzwyczaić tak samo jak do powracających falami napadów migreny, nocnych podróży do Metropolis, i Wydziału Specjalnego bez Mac Nammary, Vilaina, Granta i Alvaro.
Palce zaczęły stukać w klawisze pomału znajdując rytm. W zmęczonych, czarnych oczach odbijały się kolejne rzędy cyfr i liter, składających się w zdania, akapity, diagramy, schematy.


***
Cytat:
RAPORT WEWNĘTRZNY NR: 1/23.02.2012
W SPRAWIE: "Tarociarz – luty2012" .
NA TEMAT: Analiza raportów medycznych i wstępne oględziny ciał.

1. OFIARA:

W paczce przesłanej do detektywa McDovella znaleziono części ciała pochodzące z 3 różnych dzieci. Wstępne ustalenia na temat poszczególnych ofiar:

1.1. "DZIEWCZYNKA A"
[szczegółowa lista znalezionych części ciała w załączeniu]
posiadane informacje:
- profil DNA (w zał.)
- rysy twarzy
- odciski palców (lewa dłoń)
- wzrost: 130-140cm
- wiek:7 lat
- karnacja: jasna
- przyczyna i czas zgonu: wykrwawienie, 21 lutego, 6:00AM
- informacje dodatkowe: charakterystyczne znamię na lewym przedramieniu. (fot. w załączeniu).


1.2. "DZIEWCZYNKA B"
[szczegółowa lista znalezionych części ciała w załączeniu]
posiadane informacje:
- profil DNA (w zał.)
- odciski palców (prawa dłoń)
- wzrost: 130-140cm
- wiek: 7,5 roku
- karnacja: jasna
- przyczyna i czas zgonu: wykrwawienie, 21 lutego, 8:00AM
- informacje dodatkowe: charakterystyczna blizna prawd. po operacji wyrostka robaczkowego (patrz zdjęcia)

1.3. "CHŁOPIEC A"
[gałki oczne]
- profil DNA (w zał.)
- kolor oczu: niebieskie
- wiek: 6-8
- rasa: biała
- czas zgonu: 48 h temu (21 lutego, 10:00AM)
- informacje dodatkowe: astmatyk, ofiara nie nosiła okularów, ani szkieł kontaktowych.

1.4. UWAGI DODATKOWE:
- u żadnej z ofiar nie stwierdzono śladów torturowania i przemocy seksualnej
- w organizmach ofiar znaleziono środek znieczulający Aisthesis Heron (dwuketoxypozalina)
- wyraźne ślady odwodnienia i głodzenia dziewczynek na krótko przed śmiercią.
- ciała zostały starannie umyte, były też zamrożone (technika podobna do tej zastosowanej we wrześniu)
- Obu dziewczynkom zrobiono tatuaż – „owal przypominający jajko z kiełkującą rośliną w środku” por. sprawa z września

2. NARZĘDZIA ZBRODNI:

Igły, dreny, zastaw narzędzi chirurgicznych przypominający ten zastosowany we wrześniu. Należy jak najszybciej ustalić dokładny kształt i czy to dokładnie te same narzędzia.

3.SPRAWCA:

3.1. WNIOSKI Z SEKCJI
Wszystkich cięć dokonała jedna i ta sama osoba: Mężczyzna, 180-185 cm, praworęczny, duża siła fizyczna. Utalentowany chirurg z dostępem do profesjonalnych narzędzi i środków znieczulających.

Jestem niemal absolutnie pewien, że mamy do czynienia z tym samym sprawcą.

3.2 Dodatkowe dane o mordercy ustalone w toku poprzedniego śledztwa:
waga 80-83 kg, Nr buta 44

udział w sprawie z września:
- Bezpośredni sprawca śmierci wszystkich czterech ofiar,
- Osobiście poćwiartował wszystkie ofiary (Materiał dowodowy jest w tej kwestii jednoznaczny: każde z cięć jest autorstwa jednej i tej samej osoby)
- Obecny na wszystkich czterech miejscach porzucenia ciał
- Autor krwawych rysunków spiral na ścianach.

(za: Form. RW-12 klauz. C
sprawa no 04092011.466NYPD-S.
dt. P. Cohen)
***


Czyli byli dokładnie w punkcie wyjścia. Cohen rzucił okiem na dokumentację, obejmującą czas zamykania śledztwa. Po tym jak wylądowali w szpitalu, sprawą zajmował się głównie obecny na odprawie Mike Falkow. Śledztwo prowadzone było raczej pod kątem domknięcia bałaganu, niż poszukiwań sprawcy. Ludzie przestali ginąć, więc na górze uznali, że Tarociarz zginął w wybuchu.
Niemniej jednak Mike sumiennie przepytał wszystkich świadków, sprawdził każde alibi i podomykał, wszystko co było do domknięcia.
Szóstka pasujących do profilu chirurgów miała niezłe alibi na czas wrześniowego morderstwa. Gideon Brown - pasujący do profilu i umoczony w sprawę po uszy ksiądz - w noc morderstwa najpierw odprawiał mszę, potem udzielał ostatniej posługi przy licznych świadkach. Nash Taroth był na jakimś publicznym bankiecie u burmistrza NY, czym zresztą nie omieszkał się pochwalić Cohenowi jeszcze we wrześniu.

Swoją drogą trzeba by sprawdzić, czy skurwiel przeżył....

Tak na prawdę, biorąc pod uwagę możliwość, że morderca jest demonem i posiada dar przebywania w kilku miejscach na raz nie pozwalał Cohenowi wykluczyć kogokolwiek z tej listy. O ile to prawda, w końcu Astaroth nie był szczególnie wiarygodnym źródłem informacji. Będzie musiał podpytać Meggie przy najbliższej okazji.
Tyle jeśli chodzi o starą listę podejrzanych.
Wątki poboczne nie wyglądały lepiej.

Alina Techkovantachy - lekarz rodzinny dwójki ofiar, którą umiejscowiono na jednym z miejsc zbrodni w czasie podkładania ciała Groundbauer - zatrzymana na 48 h i zwolniona ze względu na zbyt mało dowodów. Zeznała, że była na imprezie w "Pojutrze" i bardzo możliwe że ten papieros został wyrzucony z popielniczki przez sprzątacza - był tam przecież śmietnik. Jej obecność w klubie potwierdziło kilka osób.
Naciągane, ale z braku dowodów...

Numer telefonu, który miał należeć do Tarociarza, a który Cohen dostał od Natashy, okazał się numerem komórki Waltera Mac Dovella. Kandydat na Tarociarza bardziej niż wątpliwy - pomijając wszystko inne, w czasie podrzucania ostatniego ciała, on właśnie zajmował się analizą pierwszego.

Numer był ślepym zaułkiem. Tylko... Patrick mógłby przysiąc, że gdy zostawiał kartkę specjalistom od telekomunikacji, numer wyglądał zupełnie inaczej.

Pożegnalny prezent od "sługi moich braci" Quatermayera... a może nadal mieli w Wydziale kreta? Będzie musiał to zbadać.

A skoro mowa o Quatermayerze, staruszku, bazy danych czekają na przekopanie, a ty wciąż nie masz raportu...

Jego kościste palce znów zafurkotały po płaskiej, małej i nieergonomicznej klawiaturze laptopa.

***
Cytat:
RAPORT WEWNĘTRZNY NR: 2/23.02.2012
W SPRAWIE: "Tarociarz – wrzesień 2011"
NA TEMAT: Zajście na Red Hook, 8 września 2011 r.
Do wyłącznej wiadomości por. Johna Strepsilsa

Na obszar Red Hook przybyłem w okolicach godziny 8:30 PM, wraz z moim bezpośrednim przełożonym, por. Alfredem Quatermayerem. Na miejscu zastaliśmy teren wstępnie zabezpieczony przez stosowne służby. W martwej strefie znajdowały się już dwa unieruchomione (przypuszczalnie przez snajpera) radiowozy. W pobliżu magazynu można było dostrzec jakieś przemieszczające się sylwetki. Słyszałem strzały, jednak nie umiałem ustalić ich dokładnego źródła. Dostrzegliśmy też dt. Jessikę Kingston, starającą się wydostać z zagrożonego obszaru.
Otrzymałem od por. Quatermayera ustne polecenie dołączenia do dt. Kingston i wspólnej próby podjęcia mediacji z terrorystami. Zostały mi przy tym wydane niezbędne narzędzia i standardowe instrukcje na temat zastosowanej procedury i słów-kluczy. Przebywszy dystans dzielący mnie od dt. Kingston przekazałem jej polecenie i wspólnie dotarliśmy w strefę dobrej słyszalności w celu nawiązania kontaktu z podejrzanymi. Wciąż było słychać strzały a także jakieś krzyki dochodzące z magazynu. Z jego wnętrza wydobywało się niezidentyfikowane światło – z pewnością nie ogień i nie typowe oświetlenie elektryczne hali.
Na wezwanie (wg proc. 32) terroryści odpowiedzieli zaproszeniem do wnętrza magazynu. Kontakt werbalny był mocno utrudniony przez strzały, nasilające się krzyki i inne dźwięki, których źródła nie umiem zidentyfikować. Głos zapraszającego zidentyfikowałem jako należący do podejrzanego w sprawie Nasha Tarotha (nazwisko prawd. fałszywe).
W tym momencie wydarzyły się dwie rzeczy: 1.do obszaru zbliżył się śmigłowiec S.W.A.T. 2.dołączył do nas por. Alfred Quatermayer. Ktokolwiek koordynował w tym czasie akcję (wysuwam przypuszczenie, że nikt), najwyraźniej nie został doinformowany na temat trwających negocjacji, bo śmigłowiec zbliżył się do magazynu najprawdopodobniej w celu dokonania ataku. Gdy tylko jednak zbliżył się do zagrożonej strefy nastąpiła jego eksplozja. W reakcji na to zdarzenie por. Quatermayer uniósł się zza osłony i został raniony przez snajpera w gardło.
Dzięki naszej szybkiej interwencji udało się ustabilizować funkcje życiowe porucznika. Następnie skomunikowałem się z oddziałem i nakazałem wstrzymanie jakichkolwiek działań do zakończenia negocjacji. Wnioskując na podstawie światła z magazynu, nieznanej mi przyczyny eksplozji helikoptera, jak również niepokojących objawów towarzyszących wcześniej osobie Andiego Ashwooda (patrz "uwagi"), założyłem zastosowanie broni niekonwencjonalnej i nakazałem ewakuację cywili z całego sektora, a także wezwanie wsparcia medycznego (treść całego komunikatu zapewne do odtworzenia z archiwum S.W.A.T.).

Następnie ponownie nawiązaliśmy kontakt z podejrzanymi i poinformowaliśmy, że wchodzimy do środka. Wewnątrz magazynu zastaliśmy Nasha Tarotha i Andiego Ashwooda – dwóch podejrzanych w sprawie Tarociarza. Ostatni leżał na ziemi w stanie, którego zdiagnozowanie wykracza poza moją wiedzę medyczną. Objawy: dreszcze, dym lub para unoszące się ze skóry, niekontrolowane skórcze mięśni, samoczynne, spontaniczne przemieszczenia kości w okolicach łopatek, luminacja z okolic oczu i ust. Na moją propozycję pomocy poszkodowanemu podejrzany Nash Taroth poinformował, że medycyna mu nie pomoże. Zasugerował też, że proces jest niebezpieczny i ustabilizować go może kontakt Andiego z Malcolmem Brookiem (zbiegły podejrzany, kolejny "sobowtór" ze sprawy Tarociarza)
Z krótkiej rozmowy wynikło też, że tak jak przewidzieliśmy, w rejonie jest aktywna więcej niż jedna grupa terrorystyczna, prawdopodobnie wrogo nastawiona wobec podejrzanych z magazynu. Twierdzenia podejrzanego uznałem za prawdopodobne z powodu wymiany ognia trwającej mimo wycofania jednostek S.W.A.T. na pozycje defensywne.
Podjęliśmy z nim dalsze negocjacje, wskutek których pozwolił zabrać służbom medycznym wszystkich rannych. W czasie rozmowy niespodziewanie z wnętrza hali padły strzały. Domniemuję, że strzelec musiał się w jakiś sposób przedostać do magazynu od strony zatoki. Celem ostrzału był Andy Ashwood. Zginął na miejscu. A z jego ciała zaczął wypływać płyn, który początkowo błędnie uznałem za krew, a który niespodziewanie zaczął płonąć. Widząc to Nash Taroth najprawdopodobniej na skutek szoku i paniki rzucił się na strzelca z gołymi rękami. Podejrzewając, że zjawisko wokół Ashwooda straciło stabilność i może eskalować – wybiegliśmy z magazynu.
Następne co pamiętam to przebudzenie w szpitalu.

UWAGI:
W toku śledztwa dowiedzieliśmy się, że na Andym Ashwoodzie i pozostałych sobowtórach przeprowadzano jakiegoś rodzaju eksperyment. Andy już wcześniej zdradzał niepokojące tendencje (szczegóły we wrześniowych raportach medycznych i bezpieczeństwa). Wiemy na pewno, że w noc morderstwa (3-4 września) pobrano całej czwórce ogromne ilości krwi (ok 1,5l każdemu z podejrzanych). Nie posiadam dość danych i kompetencji by dywagować na czym polegała istota tego eksperymentu, jednak jego efekt wydawał się niestabilny i skrajnie niebezpieczny.
Pół godziny później oba jego raporty leżały wydrukowane, podpisane i podbite na biurku Strepsilsa. Kingston chyba też już skończyła, bo właśnie prowadziła jakiś ożywiony dialog z jednym z informatyków. Mieli już sporo informacji wyjściowych, została im jeszcze żmudna praca przy bazach danych. A później... cóż, zapewne zależy od tego co uda im się znaleźć. Korzystając z chwili czasu, odszukał jeszcze w aktach i spisał domowy adres Nataszy - miał zamiar się tam przejechać i rozejrzeć, gdy tylko uporają się z bieżącą robotą.
 
__________________
Show must go on!

Ostatnio edytowane przez Gryf : 20-10-2010 o 09:39. Powód: literówki
Gryf jest offline