Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-12-2010, 12:06   #1
Drusilla Morwinyon
 
Drusilla Morwinyon's Avatar
 
Reputacja: 1 Drusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwuDrusilla Morwinyon jest godny podziwu
(Autorski) Tenebris +18

T E N E B R I S


Deth

Risha mijała pola bitew, spalone wioski, rozgrabione włości dawnych władców bez słowa. Miękkie poduszki jej łap naznaczone były oparzeniami i skaleczeniami mimo to nie zatrzymywała się. Jej bursztynowe oczy z niepokojem przesuwały się poz znanych jej niegdyś terenach, gdy przemykała chyłkiem pośród drzew. Zbyt późno wróciła ze swego zwiadu - wojna zdążyła zebrać już swoje żniwo a z jej niedawnych towarzyszy zostało ledwie parę strzępów.
Nie miała po co wracać na równiny - Od kiedy zaginęła Królowa nie czekał tam na nią nikt, kto powitałby z otwartymi ramionami jednego z jej dawnych żołnierzy.
Z ta myślą wcisnęła się w jedną z licznych w tych okolicach szczelin w skałach i zasnęła.
Kilka godzin później obudziło ją dziwne przeczucie, parę mil dalej, w miejscu, o którym jedynie słyszała ciemność nocy rozświetlał dziwny, zimny blask.
Zmiennokształtna z cichym pomrukiem ruszyła w tamta stronę...
Nim wreszcie dotarła na miejsce księżyce zdążyły zajść już za linie gór, a jedynym źródłem światła pozostawała wypełnione kłębiącą się mgłą dolina.
Przechylając łep w bok dziewczyna przywarowała w cieniu drzew strzygąc niespokojnie uszami, gdy co jakiś czas cichy szmer wydobywający się z mgły przerywany był przeraźliwym krzykiem, czy opętańczym śmiechem.
Ku swemu zdziwieniu po kilkunastu minutach z mgły zaczął formować się jakiś kształt - jeszcze przez chwilę przywodzące na myśl odbity w lodowcu blask oświetlał sylwetkę wysokiego mężczyzny.



Deth nie pamiętał dokładnie co się stało, napad na wioskę, czarownik, śmierć jego towarzyszy... to wszystko wydawało się nierealne niczym sen, kiedy jednak otworzył oczy, a jego twarz oświetlił blask wschodzącego słońca ujrzał przed sobą całkowicie nieznany mu krajobraz.
Na środku doliny, w której się znajdował spośród mgły wyłaniał się co jakiś czas monumentalny kamienny łuk, zaś mgła niczym pajęczyna zdawała się oblepiać jego stopy, jakby chciała wciągnąć go spowrotem w swe odmęty.
Rosnące na obrzeżach doliny drzewa poruszały się lekko w rytm podmuchów wiatru, podkreślając jedynie swa żywotnością jałowość malujących się w oddali górskich zboczy, choć jednak okolica obfitowała w roślinność nie widać było w pobliżu żadnych zwierząt, nawet ptaki zdawały się trzymać z dala od tego miejsca.


Uruf:


W tym roku zima nadciągała nadspodziewanie szybko, jakby sama natura zwróciła się przeciw zamieszkującym krainę istotom. Choć od równonocy minęło zaledwie kilka dni w powietrzu wirowały już płatki pierwszego w tym roku śniegu osiadając na ramionach i głowach wieśniaków próbujących zebrać z pól resztki nie stratowanego przez wojska zboża.
Zachodzące słońce barwiło ziemię czerwienią, tak, iż nawet nie tknięte wojną zakątki zdawały się skąpane w krwi.

Stado wędrowało już od tygodni, choć wojna skończyła się już jakiś czas temu spłoszona zwierzyna wciąż uciekała w trudno dostępne okolice.
Gdy więc wreszcie natrafili na ślad starego jelenia bez wahania pognali za nim - choć jednak gonitwa trwała wiele godzin, a wiele wyczerpanych zwierząt zostało w tyle wreszcie udało im się powalić starego samca. Nasyciwszy pierwszy głód wilki wspólnymi siłami zawlokły truchło w stronę znajdującej się w pobliżu kępy drzew, zmęczone, za to po raz pierwszy od kilku dni syte drapieżniki zamknęły ślepia przeczekując szalejącą nad ich głowami zamieć...

Opuściwszy stado zaledwie tydzień wcześniej Uruf minął już liczę zgliszcza - ślady po dopiero co zakończonej wojennej zawierusze, nie raz widywał grupki dawnych żołnierzy, którym pozostała jedynie zdolność grabieży - tacy nie wahali się napadać na wioski, by zdobyć choć te resztki żywności jakie zostały ocalałym.
Polowanie przychodziło mu z trudem - zwierzyna wypłoszona z okolicy kręcącymi się w pobliżu bandami trafiała mu się rzadko, a i to z reguły wychudzony zając musiał mu starczać za cały posiłek , mimo to młody wilkołak parł na zachód, coraz bardziej oddalając się od swej puszczy i kierując w stronę gór, których z tej odległości nie był w stanie nawet dojrzeć...


Tej nocy księżyc przysłonięty był chmurami, jeszcze przed zachodem słońca nieco było nimi pokryte niemal całkowicie, teraz, gdy jego promienie nie ogrzewały powierzchni temperatura wyraźnie spadła. Kiedy rozpoczęła się zawierucha z trudem mężczyźnie udało się znaleźć niewielki zagajnik, w którym mógłby schronić się przed chłostającym ciało zmieszanym ze śniegiem deszczem i porywistym wichrem, do ostatniej chwili wiejący w jego stronę wiatr nie dał mu wyczuć zagrożenia, dopiero, gdy wszedł między drzewa dosłyszał ciche warknięcie.
Parę kroków od niego wilcze stado zaczęło podnosić się powarkując i jeżąc sierść.
Ich srebrzyste futra były tak jasne, że zdawały się wręcz lśnić w nocnym mroku, a złote oczy wpatrywały się nieufnie w intruza, nim ten zdołał zareagować spośród stada wyłoniła się sylwetka większą od reszty, ogromna wilczyca o śnieżnobiałej sierści i krwistoczerwonych ślepiach na sztywnych łapach zaczęła krok po kroku zbliżać się w jego stronę...
 
__________________
Co? Zwiesz dekadentami nas i takoż nasza nację?
Przyjacielu, ciężko myślisz, w innych czasach miałbyś rację.
Czyżbyś sądził, żeśmy tylko tępo w siebie zapatrzeni?
Nie wiesz, lecz to się nazywa ironia i doświadczenie.

Ostatnio edytowane przez Drusilla Morwinyon : 17-12-2010 o 12:20.
Drusilla Morwinyon jest offline