Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 18-04-2011, 22:25   #8
Ajas
 
Ajas's Avatar
 
Reputacja: 187 Ajas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie cośAjas ma w sobie coś
Wieczór dzień ucieczki z portu.

Johnatan wyszedł z dolnego pokładu na świeże morskie powietrze. Bryza owiała mu brodę, poruszając delikatnie bokobrodami. Gruby John zaciągnął się skrętem i wypuścił smugę gęstego tytoniowego oparu, która otoczyła jego głowę niczym nieco cuchnąca aureola.
Wtedy też dopadł do niego młody Jim!
Majtek którego znał chyba każdy, a to z tego powodu iż młody chciał wiedzieć wszystko, o wszystkich. Ciekawski jak mało kto a skoczny jak pchła, mały żywy huragan na pokładzie rozkoszy. John odbył z nim krótką rozmowę, lecz na dłuższa pogawędkę czasu nie było, bowiem działowy miał do załatwienia kilka spraw.

Śmierdzący Joh idąc w stronę nawigatora majstrował kolejnego skręta, wciąż pełen żalu o zmarnowane cygaro. To iż John się zbliża trudne do zauważenia nie było, a raczej do wyczucia, bowiem zapach przez niego roztaczany był bardzo charakterystyczny. Odpalając papierosa Iceburg zwrócił się do Nawigatora obok którego stanął.
- Jak tam sytuacja Marco, wyciągniesz nas stąd? Bo jakoś bym niechciał by nam jeszcze bardziej Rozkosz ostrzelali, znowu będzie trzeba dziury dechami zabijać.-rzekł swym potężnym głosem, wypuszczając kłęb dymu z ust.
- Raczej tak, jesteśmy na forewindzie niemal. Gdyby nie Rafy Piaszczystej Skały oraz Mielizna Przylądkowa, na pewno by nas nie dorwali, a tak musimy je ominąć - bowiem na pełne morze, wiedzieli to obydwaj, prowadziły dwie drogi: jedna, nieco bardziej okrężna, która obecnie płynęli oraz druga bezpośrednio pod murami fortu. Ta jednak była dla nich zamknięta. nie istnieje bryg, który niósłby działa zdolne rozbić forteczne mury, za to trafiony strzał tamtych mógłby ostro ich pokiereszować.
Johnatan zaciągnął się dymem myśląc chwile.- Dogonią nas? -zapytał po chwili namysłu.- I czy jakieś rozkazy były, wiesz Marco w ładowni ciężko coś usłyszeć.- wypuścił dym nosem i wyjął z ust skręta.- Chcesz sobie zapalić jednego?
- Mają jakąś szansę - stwierdził krzywiąc się nielekko Marco – ale nie będzie im łatwo. Mają prawdopodobnie na północnym wschodzie szkuner. Bocianie gniazdo przygnało informując, że widać trzy maszty. Ponadto może gdzieś na kotwicowisku stoi tutaj jakiś szybki okręt. Wprawdzie koło nas nie było nic widać, ale sam wiesz. Wiesz, że nie palę, a zawsze chcesz mnie poczęstować tym śmierdziuchem. Rozkazy zaś, no cóż, kapitan polecił płynąć na wschód, czyli mijamy od południa Barbados oraz pędzimy na ocean. Widocznie chce przechwycić jakiś statek.
- Cóż kto wie czy nie zacząłeś!- powiedział głośno wsadzając do ust skręta by po chwili dym nosem wypuścić.- Kapitan wie, że łajbę zobaczyli? - zapyta nawigatora po czym dodał jeszcze.- Prawa burta oberwała, ale to pewnie żeś poczuł na szczęście nasze nie ma jakiś poważnych uszkodzeń, potem to jakoś połatam.-kolejna smuga dymu wypłynęła z jego nozdrzy.- Tak lubiłem ten port... a szybko to my już tu nie wrócimy.
Skinął odpowiadając Johnatanowi.
- Sądzę, ze szkunerowi zwiejemy, ale dalej, cóż, zobaczymy co będzie dalej.
Johnatan poklepał Nawigatora po ramieniu i zaśmiał się głośno - Dobra to tym nas tu ładnie kieruj ja idę tę dziurę obejrzeć.
A po słowach tych ruszył w stronę kajuty Kapitańskiej by u wielkiemu zawodowi Jima minąć ją i ruszyć na prawą burtę.

Śmierdzący Joh gdy już doszedł do swego celu wychylił się przez burtę by obejrzeć dziurę po kuli armatniej. Na szczęście dostali ponad poziomem wody ale i tak będzie trzeba to załatać. Ciemno już było, więc dokładną ocenę szkód było trzeba odstawić do rana.
Iceburg się wyprostował i spojrzał w stronę fortu, który wciąż posyłał w ich stronę kule. Odwrócił się zaciągając się mocno skrętem i już chciał na dolny pokład wracać, kiedy to coraz głośniejszy świst oznajmił zbliżanie się kuli. Doświadczenie kazało Johnemu szczupakiem rzucić się przed siebie, co też mężczyzna uczynił.
Kula armatnia uderzyła po raz drugi w prawa burtę, posyłając do wody kawałeczki statku.
Gruby John poderwał się z pokładu poprawiając bandanę, nie ucierpiał bowiem na czas rzucił się przed siebie ale zgubił skręta!
Wściekły podszedł do burty, postawił na niej jedną stopę i zaczął drzeć się w stronę fortu.
- Psie syny, jeszcze się spotkamy! Nie dość że pierwej mi Jimy cygaro wywalił to teraz wy! I jeszcze nasza Rozkosz kaleczyć będziecie! No chodźcie tu jak macie odwagę, czekam tu na was cały ja, no dalej!- ku uciesze pobliskich korsarzy Johny darł się jeszcze chwilę, ba oddał nawet kilka strzałów ze swych pistoletów w ciemność. Kiedy skończył już swoją tyradę i kolejnego papierosa począł skręcać, załoga obecna przy scenie nagrodziła go brawami.
- Bo widzicie chłopcy. – powiedział wesoło do ryczących śmiechem piratów John, odpalając skręta- Z tymi przeklętymi angielskimi żołnierzami to trzeba ostro! Widzicie jak to działa! Żaden mi tu nie płynie! – rzekł i ryknął głośnym śmiechem.

Noc


Cisze nocy przerwał męski krzyk. Po okrzyku zaś pojawiły się głośne przekleństwa.
- Psia mać, przeklęty młotek, nic tu nie widać do stu czartów! Smoła nie da się jaśniej świecić?! I jeszcze mi te przeklęte gwoździe wypadły! –tu na chwilę głośny wywód został przerwany bowiem John solidnie pociągnął z butli z grogiem. – Ha przynajmniej pić już można! Dobra wciągajcie chłopcy, rano się tym zajmę!

Poranek. Dzień bieżący


Przez huk młotków uderzających w gwoździe przebił się w pewnej chwili głos, który do jednej tylko osoby mógł należeć.
- John! Gdzieś jest do stu diabłów?!
- Mam randkę z ta paskudną dziurą! -wrzasnął Gruby John ze strony prawej burty.- Jak to wczoraj w nocy próbowałem załatać to sem tak palucha obił, że do stu diabłów z tym! - po tych słowach nastąpiło kilka uderzeń młotkiem. - Teraz to przynajmniej coś widać, ale nie powiem bym taki widok z rana preferował!
- Rzuć to w cholerę albo komuś przekaż i działa zacznij szykować bo się tu zaraz gorąco zrobi jak na samym dnie piekła. Do tego sztorm czarci nadali... Cholera by to jasna wzięła... - splunął w bok.
- A co nam znowu za cholera na karku siedzi?! -ryknął John do bosmana, po czym wydarł się głośniej.- Smoła, Ryży wciągajcie no mnie już!!- po tych słowach zaś dwójka chłopaków z niemałym trudem zaczęła wciągać do góry ławeczkę na której to usadowił się Gruby John. Kiedy to już stanął ze pokładzie ze swym nieodłącznym skrętem w ustach zwrócił się do bosmana.- Jak tak dalej pójdzie to ja tych dziur nie zdarzę zabijać na czas.
- Ty przestań gadać tylko rób co kapitan kazał. Królowa Anna nam na ogonie siedzi, a to nie byle przeciwnik. Jak im w porę nie zwiejemy to nie będziesz miał co łatać, chyba że czartom w piekle łódeczki.
- Aj aj bosmanie .- odpowiedział działowy przykładając dwa palce do czoła niczym do salutu.- To się na nas chyba sam diabeł uwziął jak Anna za nami gna.- Johnatan odwrócił się do swoich kanonierów. - Smoła, Ryży pod pokład i zająć mi się działami jak by od tego zależało wasze życie! - po tych słowach kanonierzy ile sił w nogach pod pokład pognali a John jeszcze do bosmana się zwrócił. - Podeślij mi tam kogoś na dół, bo jak Anna na nas płynie to ze Smołą i Ryżym się tam zarobimy, jeszcze z trzech by się przydało. - po tych słowach zaczął w stronę klapy się kierować czekając na odpowiedź Bosmana.
- Tak to jest jak się baby na pokład zabiera. - Rahl splunął po raz kolejny po czym kontynuował – Zaraz ci tam chłopaków podeślę.
- Baby gdzie się pojawią to problemy przynoszą. - zarechotał brodaty ogniomistrz otwierając klapę prowadząca na dolny pokład.- Ale bez nich życie by nie było tak przyjemne. -dodał jeszcze i zniknął w ciemności ładowni.
Gruby John słyszał schodząc schodami w dół jak to bosman klnie na świat jako taki, po czym wydziera się wołając Merrego, Georga i Tifa. To dobre i pracowite chłopaki na dole przydadzą się na pewno.

Kiedy Śmierdzący Joh zszedł na dół Smoła i Ryży właśnie przysuwali do luftu armatę którą to Johny nazywał "Srebrną Królową”. Było to jego ulubione działo, zawsze czyściło się je przyjemniej niż inne, a ile przez całe swe życie nim trafień zaliczył, nie był wstanie zliczyć.


Kiedy kanonierzy biegali po całym dolnym pokładzie John skierował się do swego zakątka. Działowy bowiem kajuty jako takiej nie posiadał, mieszkał tu na dole w ładowni, ale nie miał co narzekać bowiem nieźle sobie to przez te wszystkie lata urządził.
Hamak przyczepiony do ściany i jednego z licznych słupów kiwał się miarowo w rytm fal. Była to wytrzymała konstrukcja która działowemu służyła już przez wiele lat. Na wyciągnięcie ręki od hamaku do ściany przybita była półka na której stały książki. Były one chronione przez przypinany do drewna łańcuch, aby nie spadały w czasie kołysania. Odpięcie zaś owego łańcucha trudne nie było, a taka półeczka na książki wygodna była. Po drugiej stronie hamaka wbity był gwóźdź coby móc sobie oliwną lampę powiesić.
Na ziemi pod ścianą stała stara skrzynia towarowa, oraz pokaźny kufer. W kufrze Johnatan trzymał takie rzeczy jak ubrania, swoje notatki, oraz pamiątki z całego swego długiego życia. Były tam wisiorki nawet z samego Budapesztu. W skrzyni zaś znajdowało się coś równie cennego, a mianowicie grog i rum! Butle stały przy sobie, owinięte pergaminem i ułożone jak najbezpieczniej to możliwe, właśnie do tej skrzyni zmierzał ogniomistrz.
No i nie można jeszcze zapomnieć o jednym luksusie w tym miejscu. Przy małym okienku wychodzącym na morze, przybite było krzesło. Na siedzisku wycięta była okrągła dziura, zaś pod spodem umieszczona była konstrukcja w której umieszczało się wiaderko w wiadomych celach. Był tu nawet parawan, aktualnie zwinięty który pozwalał na prywatność w tych chwilach, kiedy to John siedział na owym krzesełku z książką w rękach. Ponadto koło okna leżała długa lina, coby od razu po wyrzuceniu zawartości wiadra przez okno można było nabrać doń wody i wymyć porządnie. Oj tak, wiele przemyśleń John w tym miejscu przeżył, obserwując wodę za okienkiem i zrzucając z siebie zbędny balast. Chociaż ostatnio miał tym zrzucaniem jakiś problem, będzie musiał się zwrócić do Earla po coś co mu w tym pomoże, ale na to teraz czasu nie było.

Johnatan wydobył ze skrzyni pokaźną butlę grogu wsuwając ją sobie za pasek, druga zaś chwycił w dłoń. Żwawo ruszył w stronę gdzie biegali chłopcy.
- Nooo chłopaki chodźcie mi no tu! Trza wam rozkazy jakieś dać! –ryknął a pięciu chłopa w mik się zatrzymało i stanęło przed swym aktualnym przełożonym. John odpalając nowego skręta zwrócił się do wszystkich buchając dymem w ich twarze.
- Dobra chłopaki nie jest kolorowo, na ogonie siedzi nam sama Królowa Anna, a nie powiem by mi się to podobało. – zaczął swoją przemową, zaś kanonierzy zaczęli szeptać między sobą niepewnie. John jednak gestem uciszył wszystkich. – Ich statek jest większy, mają więcej armat i ludzi pewnie też. – zaczął wyliczać na palcach na co młodym miny zrzedły. – Ale do stu czortów! Nie mają tak dobrych kanonierów jak wy! No i najważniejsze nie mają starego Johna! A wy macie go po swojej stronie! –ryknął i ustawił głośno butelkę grogu na skrzyni. – Więc pokażmy Angolą gdzie ich miejsce! Butla grogu dla tego z was kto będzie uwijał się najszybciej! –rzekł uśmiechając się zbójecko, unosząc do góry rękę. – Pokażmy im chłopcy kto rządzi na morzach! –krzyknął i walnął piąchą o pobliską beczkę. Odpowiedział mu krzyk piątki młodych kanonierów którzy do pracy ze zdwojoną siłą ruszyli.
Mogą sobie Mieć Annę, ale nic tak nie zmotywuje ludzi jak darmowy grog.”- pomyślał John uśmiechając się do siebie w duchu. Po czym zakładając rękawice zaczął wykrzykiwać refren piosenki, którą jego podkomendni od razu podchwycili.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=QaY78tAUVHk[/MEDIA]

I znów abordaż, znowu, hej,
Anglików lej po łbie!
Choć Angol setkę armat ma,
My nie boimy się!
Więc szpadą tnij, nie przejmuj się,
Niech spada łeb po łbie!
Dalej, hej, a nie obejrzysz się,
A on będzie już na dnie!



Johnatan chwycił ubijaczkę do prochu i rzucił się w wir przygotowań wraz ze swymi ludźmi. Bowiem nie było powiedziane, że on wygrać butli grogu nie może, a jaka może być lepsza motywacja? W obłokach tytoniowego dymu, przemierzał dolny pokład ładując do dział kule i ubijając proch. Co jakiś czas wydawał stosowny rozkaz jednym z chłopaków i wracał do śpiewania piosenki. Bo jak wiadomo nic nie pomaga w pracy tak jak pieśń, no i nic tak nie zapala do walki!
 
__________________
It's so easy when you are evil.

Ostatnio edytowane przez Ajas : 18-04-2011 o 22:28.
Ajas jest offline