Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-05-2012, 16:06   #9
Aegon
 
Reputacja: 197 Aegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie cośAegon ma w sobie coś
Arizair płynął. Unosił się w nieznanej mu szarej pustce - wydawało mu się, że jakaś obca siła popycha go w konkretnym kierunku, jednak mogło to być tylko złudzenie. Nie miał absolutnie żadnego punktu odniesienia w przestrzeni, więc nie wiedział.

Wiedział natomiast, że coś go rozdziela od Mazaritha. Elfowi coraz ciężej było utrzymać barda za fraki, aż w końcu ubiór barda rozerwał się i jego kawałek został w dłoni wojownika. Sam półelf niemal natychmiast zniknął mu z oczu. No pięknie...

Po chwili Arizair wylądował twarzą na kamiennej posadzce. Wszystko dookoła niego było czarne lub szare, nawet niebo w którym kłębiły się niekończące warstwy ponurych chmur. Elf chyba złamał sobie nos lądując na bruku, a dodatkowo w ustach czuł krew.

Był na kamiennej ścieżce, która po obu swoich stronach miała posadzone okazjonalne drzewa. Jednak były to rośliny dziwne, gdyż z góry na dół były całe czarne - kora, gałęzie, liście...

Na samej drodze stał równie czarny, drewniany wóz. Tutaj Arizair mógł podziwiać inny kolor, dzięki któremu wiedział, że nie zachorował nagle na daltonizm, bowiem wóz płonął w jak najbardziej kolorowy sposób.

Nie miał jednak nawet okazji wstać, gdyż natychmiast w jego stronę poleciało kilka strzał. Tylko jedna trafiła go w lewe ramię.

Rozejrzał się - zobaczył trzy wyjątkowo paskudne kobiety o ptasich skrzydłach, które stały na gałęziach drzew i ładowały właśnie kolejne strzały na swoje łuki. Wszystko w szarych barwach.

Arizair nie tracił czasu na zastanawianie się nad tym, co stało się z bardem, ani co powinien począć. Czym prędzej pobiegł do najbliższego drzewa dającego osłonę, aby ukryć się przed strzałami potworów. Zanim Arizair zdołał się schować za drzewem, stwory wypuściły jeszcze po jednej strzale. Szczęśliwie jednak, strzelanie do ruchomego celu nie było już takie łatwe i wszystkie pociski chybiły.

Elf czym prędzej wyciągnął krótki łuk i kołczan dwudziestu strzał z sakiewki przytroczonej do pasa. Sakiewka na pierwszy rzut oka nie mogła tego pomieścić, ale cóż, wygląd bywa mylący. Przeciwniczki zaś wzbiły się w powietrze.

- Teraz jest nasz, zabijcie go siostry! - powiedziała jedna z nich we wspólnym. Głos miała skrzeczący i nieprzyjemny dla elfich uszu Arizaira.

Kiedy tylko pierwsza z nich pojawiła się w zasięgu wzroku wojownika, salwa trzech strzał pofrunęła w jej stronę bezbłędnie trafiając w witalne punkty. Stwór zakaszlał i zakołysał się ciężko w powietrzu, po czym runął na ziemię.

Dwie pozostałe kobiety, widząc jak ich towarzyszka zginęła prawie natychmiast, rzuciły się do ucieczki drogą powietrzną, jak najdalej od elfa. Ten zaś odbył krótką medytację, aby przygotować się do możliwych kolejnych starć.

Po przygotowaniu się, elf zabrał się do bardziej standardowych poczynań. Po pierwsze umieścił łuk i kołczan gdzieś między połami płaszcza, a także zabrał się do przeszukania ciała powalonego straszydła. Niestety, znalazł jedynie krótki łuk, kołczan z nieco koślawie wykonanymi strzałami, oraz dwie niewielkie sakiewki, których zawartość elf uznał za śmieci. W jednej z nich znajdowało się kilka wysuszonych kostek nieznanego pochodzenia, a w drugiej kawałek szkła, rozbite lusterko i błyszczący kawałek metalu.

Arizair pozostawił te rzeczy na swoim miejscu, po czym zaczął się rozglądać w obie strony ścieżki, aby zdecydować, w którą stronę iść. Z jednej strony widać było, jak ścieżka tonie w lesie równie ponurych i szarych drzew jak te przy drodze. Z drugiej strony nie wiadomo było dokąd droga zmierza, bo bardzo długo szła przez otwarty teren. Po pewnej odległości jednak kończyły się drzewa przy niej rosnące.

Elf zdecydował się na wyruszenie w kierunku lasu, aby uniknąć kolejnych latających stworów. Las okazał się być bliżej niż elf przypuszczał. Po kilkunastu minutach szybkiego marszu stał już na jego skraju, jednak drzewa nie wyglądały ani trochę zachęcająco. Prezentowały się jak żywcem wyciągnięte z sennego koszmaru. Ponadto nie widział zbyt daleko wewnątrz lasu - nawet jego wyostrzony, elfi wzrok zawodził w tak głębokich ciemnościach.

Las był cichy i zmuszał elfa do ciągłego stanu najwyższej gotowości, a także pobudzał wyobraźnię. Na początku na różne leśne odgłosy reagował nerwowym wzrokiem i odwracaniem się w kierunku hałasu, jednak nie dostrzegał nigdzie żadnego ruchu. Tylko odgłosy. Było bardzo ciemno.

Mimo jego szkolenia, jego wyobraźnia szybko zaczęła brać górę i reagował coraz bardziej impulsywnie. Nagle przypomniał sobie wszystkie opowieści jakie słyszał o nieuważnych wędrowcach w środku lasu, zwłaszcza z udziałem zdradliwych i śmiercionośnych gnilników. Oblał go zimny pot i co chwila wyciągał swoje bronie będąc pewien, że coś zamierza się zaraz na niego rzucić. Ciemność nie pomagała.

Doszedłszy do wniosku, że przeprawa przez las nie jest najlepszym pomysłem, Arizair postanowił zawrócić. Był zmęczony od samego chodzenia po ścieżce w lesie - był oblany zimnym potem, jego oczy nerwowo szukały jakiegokolwiek zagrożenia między drzewami, w gardle czuł ścisk i nadzwyczajną suchość. Nie był przyzwyczajony do ciemności, w której nawet oczy elfa niczego nie widzą.

Nim jednak zdołał wyjść z lasu, znów coś usłyszał. Tym razem jednak był pewien, że nie wydawało mu się. Walka. Odgłosy bójki rozpoznałby zawsze i wszędzie. W miarę jak szedł ścieżką, hałasy były coraz głośniejsze, aż nagle z lasu na drogę wypadł ork upadając na twarz. Typowy przedstawiciel zielonoskórej rasy, tyle że cały szary, jak wszystko w tym miejscu. I cały zakrwawiony.

Stwór nie zdążył jednak wstać, bo z lasu wypadł egzotycznie wyglądający mężczyzna.


Człowiek wyciągnął zza pasa podłużny przedmiot z drewna i metalu. Trzymał go jak małą kuszę samopowtarzalną, jednak to było zdecydowanie coś innego. Mierzył nim w próbującego wstać orka, zaś kiedy nacisnął spust, rozległ się straszny huk i stwór padł z powrotem na ziemię, prawdopodobnie martwy.
Dopiero wtedy mężczyzna dostrzegł Arizaira. Stanął do niego przodem i zamachnął swoim mieczem strzepując z niego krew na ścieżkę.

- Ktoś ty?! - Zakrzyknął.
- Podróżnik. - Stwierdził elf rozkładając ręce, aby wskazać, że nie ma złych zamiarów.
- Gadać umi, tyle dobrze. - Odpowiedział wojownik. Splunął na bok i spojrzał na elfa jeszcze raz. Wskazał mieczem na jego twarz. - Co ci z uszami?
Elf pomacał się po uszach, nie wydawało mu się, żeby zaszła w nich jakaś zmiana.
- Wydają się takie, jak zwykle. - Rzekł po chwili.
- Jakie zwykłe! Zwykłe nie są spiczaste! - Oburzył się wymachując mieczem. Po chwili zaśmiał się. - Ha, widzę żeś czart, jak ten którego właśnie zabiłem! I skończysz tak samo, plugawy pomiocie!

Po tych słowach wystartował biegiem w kierunku elfa trzymając swoje ostrze oburącz. Arizair w międzyczasie wyciągnął swoje bliźniacze kukri i odbył chwilę medytacji, zaś gdy wojownik do niego dobiegł, elf nie dał mu czasu do ataku. Niczym tańcząca mangusta, elf wyprowadził serię szybkich ciosów, które trudno było zliczyć. W szale wywołanym zapachem krwi nie zdążył się opamiętać. Człowiek wkrótce leżał martwy. Nie zdążył zadać nawet jednego ciosu.

Elf uspokoił się ponownie poprzez medytację i zabrał się do sprzątania po całym tym zamieszaniu. Przy wojowniku znalazł miecz, który ten wcześniej trzymał, a także drugi, krótszy przy pasie, oraz dziwną broń którą wcześniej zabił orka. Na szyi miał amulet symbolizujący coś, czego elf nie znał - okrąg z dwoma wężami układającymi się w krzyż.

Elf schował duże ostrze w pochwie w poły płaszcza, gdyż wyglądało na mistrzowską robotę. Po przyglądnięciu się dziwnej broni, Arizairowi udało się zrozumieć zasadę działania. Miał mieszane uczucia co do tego typu wynalazków, ale mogło się to okazać przydatne. Tą broń również schował i zabrał się do przeszukiwania orka, co nie trwało zbyt długo i nie było zbyt owocne, gdyż ork miał przy sobie jedynie to, co można się spodziewać po jego rasie - poszarpaną zbroję, poszczerbiony topór, kilka krótkich oszczepów i małą torbę śmierdzącą od zepsutego mięsa.

Mając to już za sobą, elf pozostawił ciało orka obok ścieżki, a sam zajął się zbieraniem kamieni i kopaniem mogiły dla wojownika. Przynajmniej jemu należał się godny pogrzeb. Zajęło to jednak ponad godzinę. Potem elf otrzepał się z kurzu i ruszył w tym samym kierunku, w którym szedł, zanim napotkał orka i człowieka.
 

Ostatnio edytowane przez Aegon : 06-05-2012 o 16:14.
Aegon jest offline