Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-01-2014, 09:31   #13
Narib
 
- Kłamiesz, pchlarzu. Gadaj natychmiast, skąd ten znak. Może to wy żeście go tak urządzili, co? A może nieborak się chciał tym znakiem przed wami chronić? - chwycił mocniej zakończoną metalowymi obiciami lagę. - Nie macie żadnego interesu, by nam pomagać, a jeśli ci się zdaje, że zagwiżdżemy w ten wasz psi gwizdek, to wybacz, ale wąpirzy honor nas przed tym powstrzyma. Zresztą, i tak wiem, że przybędziecie tylko po to, by pomóc naszym wrogom nas rozszarpać - Giacomo splunął ze złością która groteskowo wykrzywiała jego delikatne rysy.
-Giacomo, mój drogi- Girardino gwałtownie obrócił się do grupki, przerywając rozmyślanie i nie dając dojść do głosu wilkołakowi -Pytasz niewłaściwą osobę.- poświęcił jeszcze chwilę na ponowne przyjrzenie się znakowi w ręku wykładowcy. -To run ochronny, to powszechna wiedza. To, co jest w nim ciekawe, to że ten na wisielcu był prawdziwy. Mający faktyczną moc. I wymagający nie lada wiedzy. To są fakty. Natomiast jedynie przypuszczeniem mojej skromnej osoby jest to że śmierć tych nieszczęśników to efekty obławy na naszych pobratymców. Może nawet nie przypadkowymi, patrząc na taki glif. Może dopadli kogoś parającego się magią. Jeżeli tak, zagrożenie jest poważne. Ale też nie wycelowane wyłącznie w nas.-
Wilkołak nie skomentował wybuchu Giacomo. Słuchał w spokoju słów Girardino, a gdy ten skończył.
- Obelgi nic ci nie pomogą, krwiopijco. Ofertę znacie, a co z nią zrobicie wasza rzecz. - odparł oschle.
***
PRZED BRAMAMI MODENY


-Niedługo powinno świtać. Zatrzymanie się jak przystało na statecznych obywateli wydaje się mniej rzucać w oczy niż skakanie przez fosę i wysokie mury- rzucił do współtowarzyszy.- zaczął Girardino.
- To niezbyt rozsądne wjeżdżać do miasta godzinę przed świtem. Cofnijmy się do innego miasta (Bolonia albo Parma, oba są blisko Modeny), albo po prostu poczekajmy tutaj i wjedźmy do Modeny następnego dnia, tuż przed zamknięciem bram - rzekł Charles.
- Nie możemy się cofać. Jesteśmy już za daleko, teraz wystarczy tylko razem z resztą kupców niepostrzeżenie wślizgnąć się do bram miasta i poszukać czym prędzej schronienia. Znam ja pewną kamienicę - bardzo starą, a obłudny lud boi się koło niego kręcić - niektóre wampiry również, więc sądzę że bez problemu schronimy się tam na dzień. Ewentualnie możemy wybrać burdel Fiore Delizioso. - zawiesił głos, jakby chciał sobie coś przypomnieć - Wjedźmy wraz z innymi podróżnymi, po czym jak najprędzej jedźmy ku schronieniu - mamy sporo do wyboru. Nie ma co ryzykować z przekupywaniem patroli. - Odezwał się Giacomo
- I będziesz szukał kryjówki w dzień? Poczekajmy do południa i wjedźmy do miasta tak jak proponował Wszegniew, abyśmy sami mieli całą noc na szukanie schronienia, a nie zdawali się na tego ghula. Co do kamienicy, to jakbym był łowcą wampirów to bym zaczął szukać właśnie w takich miejscach. A w burdelu mieszkała Toreadorka i jako że jej zamtuz to ośrodek życia nocnego to na pewno ktoś z łowców tam jest i obserwuje. Chcesz się bić z nimi w towarzystwie promieni słońca? - ofuknął gimnastyka.
-Jeżeli Emily pomogłaby Remigiusowi, nikt nie będzie nas niepokoił naszej arki aż do zmroku. Odstawią ją do stajni wewnątrz miasta. Zabezpieczą. Mało osób uwierzyłoby że można zaryzykować coś tak wbrew naturze. I to może być nasza szansa- odwrócił głowę do Giacomo -A o ile byłbym zachwycony mogąc znów razem odwiedzić naszą znajomą, to doprowadzenie kawałka podziemi do używalnego stanu będzie bezpieczniejsze. Ale ani o niej nie zapomniałem, ani nie odpuszczę okazji sprawdzenia jej losu.-dodał Girardino
- Emily jak najbardziej może pomóc Remigiuszowi. Wciąż jednak jestem za tym aby poczekać parę godzin - Toreador ciągle obstawiał przy swoim.
 
Narib jest offline