Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-03-2014, 22:40   #4
Gerappa92
 
Gerappa92's Avatar
 
- Erilyda, tak? - zapytała obserwując uważnie niziołkę.
- We własnej osobie. - Odpowiedziała bez wahania a na jej policzku pojawił się dołek wywołany cwaniackim uśmiechem. - Mam nadzieję, że nie kazałam Ci długo na siebie czekać?
- Nie tak najdłużej - odparła kobieta. - Usiądź może. - dodała wskazując na jeszcze jedno krzesło dostawione do stolika, po czym splotła dłonie przed sobą i oparła na nich brodę. - Podróż minęła spokojnie?
. Liapola wyglądała na młodą smarkulę, która w gruncie rzeczy miała za sobą już wiele doświadczeń. Taki to już urok Nizołczej rasy, że każdy z jej reprezentantów postrzegany jest z dystansem jak dziecko. Liapola jednak już miała na karku swoje lata ale mimo to czuła się świetnie w swojej skórze i bez skrępowania wskoczyła zwinnie na wysokie krzesło. Musiała nauczyć się być skoczna w świecie, gdzie wszystko dla niej było rozmiaru XXL. Dlatego zawsze postrzegała ten świat z zaciekawieniem. W tym pomieszczeniu również starała się pochłonąć każdy jego szczegół i element. Odpowiadając elfce na pytanie wędrowała wzrokiem gdzieś po manufakturze ścian.
- Cienie, które ja dobieram, zazwyczaj bywają przesiąknięte spokojem. Jednak nie da się ukryć, że musiałam przebyć pół kontynentu, żeby tu dotrzeć. - Nudząc się oglądaniem rzeczy martwych Nizołka skierowała w końcu swój wzrok na oblicze Elfki. - Wiem, że moi Lekkostopi krewniacy słyną z zamiłowania do podróży. Mam jednak nadzieję, że ta wycieczka nie miała tylko charakteru krajoznawczego?
. Kobieta uśmiechnęła się.
- Nie, chociaż to musiała być pouczająca podróż. Powiedz mi… Masz wielki szacunek do świątyń innych bóstw, niż Maski?
Liapola nie ukryła zaskoczenia, które wywołało to pytanie. Podniosła jedną brew i odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Cóż to za pytanie? Ależ oczywiście, że szacunek należy się wszystkim świątyniom. Szczególnie tym, których patron bogato wyposażył wnętrza, czyż nie? - Dodała z uśmiechem.
- I o to chodzi. Mamy szacunek szczególnie do tych dobrze wyposażonych, prawda? - uśmiechnęła się cwaniacko. - Aż chce się im pokazać jak bardzo doceniamy ich wnętrza. Do tego przecież wierni nie powinni za bardzo przywiązywać się do posiadanych przez świątynię dóbr, nieprawdaż?
-W gruncie rzeczy to ośmieliłabym się nawet stwierdzić, że nie doceniają arcydzieł, które wzbogacają te przesiąknięte boskim duchem miejsca. - Ujęła to zdanie w wyjątkowo smutnej tonacji a twarz jej zmarkotniała. - Za to są tacy, którym te dzieła mogą pomóc, rozweselić ich serca i ukoić dusze. - Kolejny raz wymieniła znaczący uśmiech ze swoją rozmówczynią. - A do miejsc takich często mają trudny dostęp.
- Elfie rzeczy bywają tak piękne, aż żal żeby się marnowały. - postukała palcami o stół. - A w Silverymoon się marnują.
- Hmm.. No czy ja wiem. Piękne to miejsce i wszyscy wydają się jakoś tacy zadowoleni… - Odparła lekceważąco. - Myślę, że każdy tu należycie korzysta z dóbr jakie daje im to miejsce. No chyba że się mylę? - Zdanie to zakończone pytaniem było przyozdobione zabójczym uśmiechem i szczyptą oczywistej ironii.
- To miejsce daje wiele dóbr, ale nas interesuje jedno konkretne, które zostaje pod strażą, a które to mogłoby zostać wykorzystane poza murami Silverymoon.
- Moja intuicja podpowiada mi, że w najbliższym czasie owa straż będzie miała przechlapane za nienależyte wywiązanie się ze swojego zadania. - I tym razem zdanie to wywołało u niej wyraz rozbawienia na twarzy. Mogła tą rozgrywkę półsłówek i niedomówień prowadzić w nieskończoność. W końcu to uwielbiała i rzadko kiedy prowadziła rozmowy w inny sposób. Nagle jednak jej wyraz twarzy spoważniał. - Zależy tylko czy gra jest warta świeczki... - Dodała czekając na przekonywujące argumenty.
- Osoba, która chciałaby pokorzystać z tego dobra we własnym domowym zaciszu płaci zaistnie hojnie, wystarczająco aby nacieszyć nie tylko twoje, ale też gildii żądania. - uśmiechnęła się. - Straż nie będzie mocno, jako że nikt nie spodziewa się żadnych problemów. Czysta przyjemność.
. Niziołka uważnie przyjrzała się elfce. Ewidentnie jej coś tu nie grało. Skoro strażnicy niczego się nie spodziewają to po co pilnują owego celu? Z drugiej strony jeśli ma to być “czysta przyjemność” to po co przysyłano ją aż tutaj. Czyżby nie było w pobliżu kogoś innego kto mógł się zająć tą robotą? Te i inne rozważania jednak zostawiła swojej wrodzonej podejrzliwości do strawienia. Nauczyła się już, że nie ma co polegać na słowach zleceniodawców. Ci zawsze zaniżają poprzeczkę zlecanych zadań, bo wiąże się to z mniejszą opłatą za ich wykonanie. Stara sztuczka kupiecka.
- Hojność to cecha charakteru, którą wyjątkowo cenie. No ale po co rzucać słowa na wiatr? Najlepiej sprawdzić wszystko w praktyce. Takie już empiryczne podejście mam do świata. - Liapola wydobyła z rękawa mały srebrny drucik finezyjnie ponaginany na jego czubku. W swoich drobnych dłoniach, w rękawiczkach z uciętymi palcami, manewrowała wytrychem zgrabnie i płynnie. - Czym, ów dostojnik chce przyozdobić to swoje domowe zacisze?
- Błyskotką, będącą w posiadaniu świątyni Selune w tym mieście. Ćwiartka księżyca wykonana z białego złota i ozdobiona kilkoma diamentami. Elfia robota, podarunek od kleru Sehanine Księżycowy Łuk.
- No, no. Brzmi kusząco. Zanim jednak pójdę się rozejrzeć mam jeszcze jedno pytanie. Mianowicie gdzie Cię później znajdę, urocza Elfko? - Zapytała równie uroczo Nizołka akcentując wyraźnie ostatnie słowa.
- Odszukaj sklep “Fioletowa Fiolka” i pytaj o Enaę. To wystarczy.
. Na te słowa dziewczyna przytaknęła i ostrożnie zeskoczyła z wysokiego jak dla niej krzesła. Po drodze do wyjścia skubnęła jakoś dziwnie wyglądający owoc z półmiska na regale i zaczęła wycierać go o swoją kamizelkę, która jakby zaczęła nabierać jego barw. Kiedy była już w drzwiach zatrzymała się by rzucić na odchodne do zasępiałej elfki.
- Miło było poznać i do następnego Enae. - Uśmiechnęła się powalająco a następnie wgryzła się soczyście w egzotyczny owoc.

***
Zamykając za sobą drzwi, pierwsze co Liapola musiała uczynić to napełnić swój mały żołądek. Na szczęście jej sakiewka była pełna a karczmarz już czekał z jadłem na te złote monety, które leniwie czekały aby je wydać. Liapola miała to do siebie, że zawsze hojnie płaciła za wszelkie usługi. Doskonale wiedziała, że wydane talary i tak prędzej czy później do niej wrócą. Zresztą, to nie jej monety więc bez skrępowania płaciła syto za syte jadło a co budziło podziw to to, że ta mała osóbka potrafiła zjeść naprawdę dużo.
Między posiłkami zdążyła zagadnąć podstarzałego elfa siedzącego obok o słowo „Erilyda”. Tym imieniem czy słowem nazwała ją tajemniczka Enea. Była ciekawa co to w ogóle oznacza i czy w ogóle ma to jakieś znaczenie.
Piękne miasto wypełnione pradawnymi drzewami, kolorowymi kwiatami i przesiąknięte słonecznym blaskiem odcisnęło piętno na Liapoli. W podróży raczej wyglądała jak wyrzutek w wysokich buciskach, nijakich szmatach przykrytych płaszczem z ogromnym kapturem. Doskonale każdy wie, że na traktach nie ma co się rzucać w oczy. Zresztą Niziołka miała to do siebie, że zawsze starała się nie zwracać na siebie uwagi. Dlatego też przekraczając granice miasta Silverymoon zrzuciła z siebie podróżniczy płaszcz a co do reszty… Oporne buciska stały się drobnymi botkami z jasnej skóry na niskim obcasie. Pastelowa marynarka przysłaniała bawełnianą koszulę. Wszystko było wykonane w elfiej stylistyce, koronki, frędzle i inne śliczne duperelki. W końcu musiała się wtopić w tłum a nie da się ukryć, że ta metropolia była najprawdziwszą rewią mody. Na każdym rogu roiło się od rzemieślników i handlarzy wszelakiej maści i rasy.
Liapola krocząc swobodnie uliczkami podziwiała piękno tego miejsca. Oglądała abstrakcyjną architekturę oraz cudowne wyroby - od ciężkiego orężu, którym handlował jakiś opasły krasnolud po fiolki mikstur u zakręconego gnomiego alchemika. Po drodze wplotła sobie w swoje czarne jak smoła włosy, pięknego storczyka, którego zerwała z jakiejś altany. O dziwo nie kierowała się do świątyni Selune. Praca mogła zaczekać. W podróży do tego miasta wiele się o nim nasłuchała a przede wszystkim jej ciekawość skupiła się na Foclucan – legendarnym kolegium bardów, które zostało otwarte na nowo (po stuleciu od najazdu orków). Dziewczyna od zawsze lubiła towarzystwo młodych atrakcyjnych artystów i nie koniecznie tylko płci przeciwnej. Fascynacja sztuką często szła w parze z nawiązywaniem dobrych kontaktów właśnie z personami artystycznie utalentowanymi. Niziołka doskonale sobie też zdawała sprawę, że tam też bije prawdziwe źródło wiedzy na temat wszelkich plotek, tajemnic i informacji. Niestety dziewczyna brała też pod uwagę fakt, że czasem niektóre wiadomości trudno wyciągnąć na światło dzienne. Oczywiście istniały sposoby niezawodne do wyciągania informacji z twardych sztuk, mianowicie te najtwardsze orzechy do zgryzienia najczęściej powolutku otwierał jej sztylet jadu. Tym razem jednak nie miała zamiaru korzystać z takich metod. Miejsce to przesączone było magią i kto wie czy ktoś już nie ma jej na oku.
Kolegium bardów zrzeszało najrozmaitsze osobliwości dlatego też mała Liapola miała nadzieje, że trafi się wśród nich jakiś Joker – tajna wtyczka z organizacji maski. Na szczęście akurat rachowanie, Niziołka miała doskonale opanowane i wiedziała, że przede wszystkim musi liczyć na siebie i na swoje umiejętności. Po drodze wstąpiła do jednego ze sklepów z instrumentami muzycznymi by znaleźć dla siebie odpowiednie narzędzie muzyczne. Oczywiście wstąpiła do niego kiedy był największy tłok bo szczęściu przecież trzeba czasem dopomóc. Szczęście jest zawsze mile widziane w takim fachu w jakim akurat trudniła się dziewczyna ale ona akurat nie liczyła na szczęście, wszystko miała obmyślone.
W kolegium młodocianych bardów na pewno znajdzie się jakiś ambitny uczeń czy nauczyciel, który małej niezdarnej Niziołce podpowie jak zagrać na jakimkolwiek instrumencie. Taki kontakt by na pewno wystarczył by dopytać to i owo na temat jej zlecenia a przy okazji świetnie się zabawić. Bo kto jak kto ale stowarzyszenie młodocianych bardów bawić się na pewno umiało. Lecz to na razie były tylko spekulacje. Na razie trzeba było wykazać się talentem i wykraść jakiś ładny instrument ze sklepu, który niewątpliwie był zabezpieczony jakimiś magicznymi alarmami. W środku dnia mogło to być niemożliwe a choćby mała wpadka mogła już na wstępie pogrążyć jej misję. Jednak prawdziwy sztukmistrz doskonale wie, że najciemniej jest pod latarnią i każda okazja jest dobra aby ją wykorzystać a czasami trzeba coś po prostu konwencjonalnie kupić… by odwrócić uwagę od kradzionego przedmiotu…
 
__________________
"Rzeczą ważniejszą od wiedzy jest wyobraźnia."
Albert Einstein
Gerappa92 jest offline