Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-06-2014, 11:07   #9
Kelly
 
Kelly's Avatar
 
Reputacja: 7203 Kelly ma wyłączoną reputację
Z samego rana wrócił Alfred, budząc Stephena i Jacka. Uzdrowiciel usiłował wyjaśnić poprzedniego dnia, czym jest avatar, choć sam nie był zbyt pewny tego, co mówił.
- Panowie, wstawać - powitał ich cicho. - Będę musiał zniknąć na pewien czas. Możliwe, że wrócę, kiedy ona się nieco uspokoi. Jakieś ostatnie pytania?
- Jak właściwie pomóc? Przy okazji, musimy się jeszcze udać po zamówione ubrania - odpowiedział wojownik faeruński Alfredowi.
- Dobrze, idźcie więc. I lepiej, żebyście wrócili, zanim ona się obudzi - dodał cicho bóg z innego świata.
- Z przyjemnością - mruknął Jack. - Już nie mogę się doczekać miny tamtej panny, co to wątpiła w moje umiejętności. Ha!
- Ciśś - syknął na niego Alfred, jednak uzdrowiciel się nie przejął i ruszył sprężystym krokiem w stronę drzwi. Widocznie ktoś podsłuchiwał, dlatego pewnie Alfred tak właśnie zareagował syknięciem. Wojownik powstrzymał swój ruch przytrzymując jednoczesnie kompana od głośnego podejścia do drzwi.
- Chodziło mi o to, że lepiej jej nie budzić - odparł cicho Alfred, wyczytując myśli Stephena.
- Aha, dobra - powiedział cicho - racja, idziemy po tamte ubrania - wmruczał wojownik.
Uzdrowiciela dogonił dopiero przed budynkiem. Jack prężnym krokiem zmierzał w stronę targu, a dokładniej, w stronę domostwa handlarki z zeszłego wieczora. Cały czas mruczał coś pod nosem o wstrętnych babach, które nie doceniają jego umiejętności. Jakiś uraz z dzieciństwa?
Po blisko pół godzinie, w końcu znaleźli się przed zaułkiem, gdzie stał budynek. W tym momencie uzdrowiciel się zawahał.
- A co, jeśli jednak się nie poprawiło? - zapytał cicho, zerkając na Stephena.
- Przygotuj wtedy się do ucieczki - doradził wojownik.
Trawiony coraz to większą niepewnością uzdrowiciel w końcu jakoś wszedł do budynku.
- Dzień dobry - “zawołał” tak cicho, że nawet Stephen ledwie go usłyszał. - Nikogo nie ma… i co teraz? - zawyrokował, cofając się do wyjścia.
- Moment, ewentualnie może wyjdzie. Przepraszam państwa, witamy - powiedział głośniej wojownik.
- To oni! - usłyszeli przytłumiony okrzyk gdzieś z głębi. Jack aż podskoczył, jednak mężnie stał w miejscu. Po chwili nadbiegła owa handlarka z wczoraj i dosłownie rzuciła się na uzdrowiciela… zasypując go całusami. Osłupiały spróbował się bronić, jednak to dopiero ona dała mu odetchnąć.
- Obudził się! Ojciec się obudził! - wykrzyczała rozentuzjazmowana.
- Ha! A nie mówiłem - odparł uzdrowiciel, odzyskując cały rezon. - A nikt we mnie nie wierzył - dodał, całkowicie zapominając, że przed chwilą sam zwątpił w swoje umiejętności.
- Doskonale widać więc, że się powinieneś cenić mocniej - wojownik podjął tonację Jacka. - Cieszymy się bardzo radością szanownego państwa, jednak czy moglibyśmy wziąć owe ubiory? - widać jednak było, że chce wrócić do panny dziwacznej.
- A może pan jeszcze ojca zbadać? - prosiła dziewczyna, jakby zupełnie nie zauważając obecności Stephena.
- Eee… to… może niech on weźmie zamówione ubrania, a ja zbadam pani ojca - zaproponował niepewnie Jack, zerkając prosząco na towarzysza.
- Tak, tak!, Już, już! - zawołała, ciągnąc uzdrowiciela w głąb budynku, w stronę, gdzie jeszcze poprzedniego wieczora leczył jej ojca.
- Dobra jasne, tylko gdzie one są - powiedział nie wiedząc, czy ktoś ogólnie udzieli takiej informacji.
 
Kelly jest offline