Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-03-2016, 21:22   #1
Karmazyn
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1398 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
[Anime] Tower of God - Inna opowieść [+18]

Egzamin wstępny

Fabuła niniejszej sesji w żaden sposób nie nawiązuje do wydarzeń w sesjach prowadzonych przez Ajasa i Ryo. Przedstawiona tutaj Wieża jest zupełnie inną Wieżą, zupełnie innego boga, w zupełnie innym multiwersum. Chociaż tego ostatniego nigdy nie można być pewnym.

~*~*~*~*~

Multiwersum. Przestrzeń zawierająca w sobie wszelakie istnienie. Setki tysięcy wymiarów. Miliardy galaktyk. Biliardy planet. Nieokreślona liczba istot posiadających w sobie iskrę życia. W samym centrum tego bałaganu istnieje pewna wieża. Zbudowana u samego początku czasu – jeśli jeszcze nie wcześniej – przez nieznane nikomu siły, jest miejscem, gdzie mieszka bóg. Z tego też powodu nazywa się ją Wieżą Boga. Jest ona miejscem, gdzie można spełnić swoje najskrytsze życzenie, bez względu na to, jakie by ono nie było. Jednak najpierw trzeba wspiąć się na sam jej szczyt. A przede wszystkim dostać się do środka.

Wieża istniała w świadomości mieszkańców multiwersum. Legendy o niej występowały wśród najprymitywniejszych cywilizacji. Nie było stworzenia, które nie słyszałoby o niej. Była marzeniami miliardów istnień. Na przestrzeni lat, wrota prowadzące do Wieży pojawiały się w różnych, zamieszkałych miejscach. Wraz z nimi pojawiali się też egzaminatorzy. Były to potężne istoty, które miały poddać osobników znajdujących się na danym terenie testowi. Od jego wyników zależało, kto mógł rozpocząć wspinaczkę ku spełnieniu swoich pragnień. Testy były przeróżne. Jedne mniej, drugie bardziej krwawe. Wszystkie miały jeden wspólny element, zwycięzca mógł być tylko jeden.

Ryoku Ira Ashino

Gehenna była planetą, na którą nikt, kto był w pełni władz umysłowych, nie chciał trafić. Piach był wszędzie. Wystarczył lekki powiew wiatru, by horyzont zniknął zasłonięty chmurą pyłu. Jedynie kilka oaz - zwanych tutaj Edenami - pozwalało w miarę normalnie żyć na tej postapokaliptycznej ziemi. Wystarczyło mieć jedynie bardzo dużo pieniędzy lub bardzo dużo broni. Ryoku nie miała ani tego, ani tego. Sama zresztą nie była do końca pewna, jakim cudem się tutaj znalazła. Nie miała zresztą czasu się nad tym obecnie zastanawiać. Ciężarówka - a przynajmniej coś, co w tym świecie za nią uchodziło - którą prowadziła, wymagała całej jej uwagi. Przede wszystkim musiała dbać, by nikt z pościgu się nie zbliżył do ciągnika. Z tymi ich śmiesznymi, wybuchającymi włóczniami mogli łatwo zatrzymać pojazd. Na szczęście poprzedni kierowca zadbał o to, by w środku było sporo broni. Mogła nadgorliwych ścigaczy wysłać na tamten, zapewne lepszy świat. Ale tak w sumie, nie pogięło ich? Przecież w tym pościgu spalą więcej paliwa, niż ona ukradła w tej cholernej cysternie. Gdzie tu logika, gdzie tu sens? Spojrzała w lusterko. Widok nie był zachwycający.

[media]http://edge.alluremedia.com.au/m/g/2014/07/mad-max-fury-road-12.jpg[/media]

Kilkanaście samochodów i motorów zmniejszało z każdą chwilą dystans. Jakiś nadgorliwy palant zamierzał dostać się do szoferki. Strzał z dubeltówki ostudził jego zamiary. Jednak jedna śmierć nie była wystarczająca, by rozwiązać jej problemy. Na domiar złego naprzeciwko pojawiła się kolejna burza piaskowa. Gehenna chyba się na nią uwzięła. Dodała gazu, ciężarówka szarpnęła do przodu. Im szybciej przejedzie przez ten cholerny piach, tym lepiej. Jednak zjawisko atmosferyczne nie okazało się największym problemem dla Ryoku. Około dwóch kilometrów na prawo od ciężarówki w ziemię uderzył promień światła. Wraz z promieniem pojawiła się potężna, wznosząca się na kilkadziesiąt metrów brama.

[media]http://img07.deviantart.net/7dfc/i/2008/308/2/3/the_gate_by_funerium.jpg[/media]

Nad bramą unosiła się… istota. Kobieta już gdzieś widziała taki obraz. To był chyba anioł, choć pewna nie była.

[media]http://images4.fanpop.com/image/photos/15900000/Fantasy-Angel-fantasy-15926697-1024-768.jpg[/media]

Odziany był w płytową zbroję, miał trzy pary, lśniąco białych skrzydeł. W ręku trzymał włócznię.

– Kto pierwszy dojedzie do wrót, dostąpi zaszczytu dostania się do Wieży Boga. – usłyszała wyraźnie głos, pomimo huku silnika.

Więc to było wejście do legendarnej Wieży. Pojawiło się akurat na takim zadupiu. Jeśli Ryoku chciała zacząć wspinaczkę ku spełnieniu marzeń – lub chociaż szybko uciec z tego przeklętego miejsca – musiała się śpieszyć. Jednak najpierw musiała zmienić pojazd. Co innego uciekać ciężarówką z cysterną pełną paliwa, gdy ścigający chcą odzyskać cysternę, a co innego gdy brało się udział w wyścigu do Wieży. Płynne złoto w naczepie było bardzo łatwym i bardzo wybuchowym ładunkiem. Na szczęście jakiś frajer zbliżył się na tyle samochodem, że przy odrobinie szczęścia udałoby się kobiecie przejąć pojazd.

Vixen

Krynn, planeta, na której miał to nieszczęście, by się wykluć. Przez jakiegoś niedorozwiniętego umysłowo maga był smokowcem i to jeszcze w czarnym kolorze, a nie dumnym, srebrnym smokiem. Gdyby tylko nikt nie ruszał jaja, w którym spokojnie czekał na przyjście na świat. Co też tym ludziom strzeliło do łba? Może rzeczywiście powinien jakiegoś zjeść? Wtedy przynajmniej odkryłby zawartość ich czaszek. Bo jakoś miał wątpliwości, by mieli tam mózgi.
I jeszcze sen tego starego, szurniętego piernika Nnuna. Że niby na tym wygasłym wulkanie miałby pojawić się tego dnia wrota do tej mitycznej Wieży? Dobre sobie. Ten cholerny mag był zwykłym idiotą. I nie zmieniał tego fakt, że był też jego jedynym przyjacielem.
Vixen chuchnął w swoje dłonie. Poruszył skrzydłami, by nie zamarzły i ruszył w dalszą drogę. Do szczytu jeszcze trochę zostało. Miał przewagę nad resztą ze swej rasy – jeśli mógł nazwać tak tych patałachów, jednak jak dla niego nie miało to większego znaczenia. Przecież nic się nie wydarzy. Jakiś podrzędny czaromiot przecież nie mógł w śnie przewidzieć miejsca otwarcia się wrót za piętnaście lat. Pewnie sam bóg Wieży tego nie wiedział. Pozostawało mieć jedynie nadzieję, że kaprys boga sprawi, że te przeklęte wrota się pojawią na tym wulkanie w tym dniu. Inaczej ktoś zginie i z całą pewnością nie będzie to Vixen.

[media]http://i.imgur.com/pbMKWDs.jpg[/media]

Jezioro, znajdujące się w kraterze wygasłego wulkanu było skute lodem. Widok nienaturalny jak na tę porę roku. Okolica zachowywała się podejrzanie nienaturalnie. Czy takie były objawy pojawienia się wrót? Jak w ogóle wyglądały? Nnun jakoś nie raczył podzielić się ze smokowcem informacjami na ten temat. By szlag tego idiotę trafił. Równie dobrze mogły znajdować się pod wodą. Czarnołuski nie miał nawet zamiaru brać pod uwagę pływania w tej lodowatej cieczy. Przecież to mogło się skończyć dla niego śmiercią.
Vixen siadł na jednym z głazów i czekał na rozwój sytuacji. W międzyczasie inni z jego rasy dotarli do celu. Coś tam mówili, chyba nawet do niego, ale on nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Robiło się coraz ciemniej. Już miał zrezygnować i rozpocząć podróż powrotną, gdy w środek jeziora uderzył snop światła. Gdy smokowiec odzyskał wzrok, zobaczył to, po co tutaj przybył. W miejscu, w które uderzyło światło stała brama.

[media]http://www.wallcoo.net/paint/kagaya_celestial_exploring/images/Kagaya_art_Celestial_Exploring_OPALGATE5.jpg[/media]

Nad wrotami unosił się największy smok, jakiego Vixen widział w życiu, chociaż akurat w tej materii nie mógł pochwalić się wielkimi wynikami.

[media]http://orig01.deviantart.net/40c6/f/2015/058/1/d/legend_light_dragon_by_pamansazz-d8jou00.jpg[/media]

W jego wyglądzie dominowało złoto. Całe jego ciało było tego koloru, nie licząc licznych śnieżno białych piór.

– Kto pierwszy dotrze do wrót, ten dostąpi zaszczytu wejścia do Wieży. – ryknął, na tyle głośno, że posypały się kamienie ze zbocza krateru.

Czyli jednak Nnun miał proroczy sen. Smokowiec nie mógł w to uwierzyć. Nie mieściło się to w granicach jego pojmowania. Ale jednego był pewien. Był lżejszy od swych pobratymców, a biec musieli po lodzie, który nie wyglądał na zbyt solidny. Zawsze można było pomóc mu pęknąć.

~*~*~*~*~*~

Ostatnie piętro Wieży, jedyne, które nie miało dodatkowych kopii. To tutaj rezydował jej bóg. Właśnie teraz obserwował na wielkich monitorach, to co działo się przy licznych wrotach porozrzucanych po czasoprzestrzeni. Tym razem testy wyjątkowo były takie same. Groziło to uśnięciem z nudów, ale zawsze pozostawała szansa, że kandydaci na regularnych okażą jakąś niezwykłą pomysłowość.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.
Karmazyn jest offline