Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-11-2016, 12:04   #4
Bielon
 
Bielon's Avatar
 
Reputacja: 1063 Bielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumnyBielon ma z czego być dumny
Jean Pierre

Noszący się dostatnio, biorąc pod uwagę standardy imperialne, Jean Pierre siedział przy stole ze smutkiem spoglądając w szkarłatną taflę trunku kołyszącą się w cynowym kielichu, który udało mu się wydębić od gospodarza. Kmiot nie wiedział z kim ma do czynienia, ale wystarczyło ledwie pacnięcie w policzek i krążąca hipnotycznie moneta, by się zreflektował. Jean ze smutkiem pomyślał, że w jego rodzimych stronach takie bezczelne zachowanie wywodzącego się z gminu prostaka mogło by nie ujść mu tak lekko. No, ale był teraz gościem na imperialnej ziemi a tu dusigrosze i innego autoramentu kmiotki podnosiły głowę wyżej nie zwracając uwagi na swój plebejski rodowód. Ot, by dalece nie szukać, jego kamraci. Jean Pierre zdążył ich polubić, ba zdążył nawet niektórym z nich zaufać, ale wciąż nie mógł pozbyć się wrażeniu, iż obcując z nimi ciska perły przed wieprze. I tylko wspólna sprawa czyniła ich chwilowo godnymi jego towarzystwa.

Przeciąg, który wdarł się do izby wraz z nowym przybyszem i pochylił płomienie żagwi, świec i oliwnych kaganków, wyrwał Jeana z zadumy. Zmierzył przybyłego fachowym spojrzeniem oceniając stopień zagrożenia jaki ze sobą niesie i już miał przestać poświęcać mu swą uwagę, gdy dostrzegł ożywienie wśród własnych towarzyszy. To skłoniło go do baczniejszego przyjrzenia się nowo przybyłemu. Twarz zdała się mu znajoma i wnet skojarzył ją z jakimś urzędowo wydanym dokumentem niejednokrotnie pstrzącym się na przydrożnych słupach, miejskich bramach, gospodach i rynkach. To, oraz nagła wymiana zdań przy ich stole sprawiły, iż Jean jednym haustem dopił lokalny cieńkusz i ściszonym głosem ozwał się do druhów.

- Może tu, z marszu go ogarnąć? Wszak dość nas na jednego chmyza, aż wstyd czynić takie facecje! I w prawie jesteśmy więc i tłumaczyć się przed nikim nie trzeba będzie. A czekać aż wyjdzie, znaczy tyle co czekać aż spotka innych sobie podobnych i w swe podłej natury sprawki się zanurzy. To zaś oznaczać może, iż naraz znajdzie sprzymierzeńców. Zatem może lepiej teraz, już, niźli za chwilę jak wyjdzie. Zważcie na to, moi podłej kondycji przyjaciele – Jean wyrzekł wszystko, nie spuszczając z oczu przybysza, choć więcej uwagi poświęcił sali w której szukał oznak rozpoznania przybyłego. Choć z drugiej strony myśl o jakiej bitce wcale nie zdawała mu się zła. Nie ćwiczył dziś jeszcze a i miecz jego od dawna krwi nie zasmakował.

Obaj na swój sposób głodni byli starcia…

.
.
 
__________________
Bielon "Bielon" Bielon
Bielon jest offline