Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-04-2017, 11:29   #22
Santorine
 
Santorine's Avatar
 
Reputacja: 13338 Santorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputacjęSantorine ma wspaniałą reputację
Franz otworzył oczy, czując jeszcze resztki alkoholowego rauszu po tanim winiaku, którego obalił wczoraj… No właśnie, ile to było butelek? Większość wieczornego czasu spędził na chodzeniu i zbieraniu informacji, a wino jakoś tak samo się lało. Powstał ze swojego wyra i ubrał się naprędce, zataczając się lekko. Głowa trochę mu ciężyła, co było nieznośne. Z drugiej strony, do niespodziewanych ataków kaca zdążył się przyzwyczaić od czasu, kiedy bywał w Salkalten. Zszedł na dół.

Makaron zajadał szybko i łapczywie, nie chcąc tracić cennego czasu, który mu został do południa. Trzeba było się przygotować na wypad na wschód, który, na szczęście, nie był wypadem na południe, jak to było z Ragnarem, Brentonem i Kiszą. W gruncie rzeczy, podobał mu się nadmorski klimat. Dzicz i związani z nią zwierzoludzie byli czymś, czego chciał unikać tak długo, jak tylko mógł. W większej mierze dlatego, że Chaos i demony były czymś, czego nie do końca potrafił zrozumieć i w gruncie rzeczy nie dbał o zrozumienie go. Ludzie byli czymś, co rozumiał: kiedy człowiekowi poderżnie się gardło to krwawi i pada na ziemię. A nie, jak jakaś bestia z piekła rodem, wpadnie w berserk i być może nawet przeżyje, uprzednio zmasakrowawszy wszystkich wokół.

Scenie z niziołkiem przyglądał się w spokoju. Honor i tego typu nonsensy także były czymś, czego nie do końca potrafił pojąć. Postanowił zatem pozostawić sprawy honoru bardziej światłym mężom, którzy byli gotowi pokroić się za swojego Sigmara na polu bitwy. Z drugiej jednak strony, Pokojowy Pakt czy sam Brenton bardziej przypominali przekupki na targowisku, które kłóciły się o cenę kartofli. Z półśmiechem pożerał makaron, zdawszy sobie sprawę, że być może zacni Rycerze Pantery nie są wcale tacy różni od niego. Z jakiegoś powodu, druga grupa postanowiła wyruszyć w trzech na południe. Co prawda mógłby wygłosić parę zjadliwych uwag względem całego przedsięwzięcia, jednak wolał trzymać język za zębami. Bądź co bądź, to przecież Ulli cały czas wygadywał kazania o honorze. I w opinii Franza nie był wcale lepszy od Floriana.

Zjadłszy śniadanie, skinął głową w stronę Atanaja i Martina.

- Według umówionej pory, spotykamy się tu około południa. To tymczasem, panowie. Nie spieszy się nam wszakże.

Wyszedłszy z karczmy, planował odwiedzić starych znajomych w burdelu, aby uzyskać więcej informacji na temat miejsca, gdzie się wybierali. Postanowił także odwiedzić sklep i nabyć linę z hakiem. I zrobić zapasy jedzenia na następne parę dni: suszone mięso i rozcieńczone wino. Dignam i koniokrad mogą im zająć całkiem sporo czasu. W gruncie rzeczy, spodziewał się, że istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że raczej do drugiej grupy nie dołączą, bo przez następne paręnaście dni będą zajmowali się grafem i złodziejami koni. Franz zastanawiał się, jak dobry był w swoim fachu koniokrad. Być może, kiedy już go zabiją, będzie miał coś, co można by spieniężyć? Stado klaczy może być warte całkiem niezłą sumkę, wieść to nie nowa, już od dawna wiedzieli o tym sutenerzy.

Obracając się w plotkach i znajomościach, szukał także prostych i niedrogich najemników, dość lojalnych, by wziąć garść miedziaków w dłoń i wbić nóż w plecy na rozkaz. Szukał także (to już w półświatku) jakiej szeptuchy, która warzy trucizny - ewentualnie będzie można w tym względzie posłużyć wiedźmą, której Atanaj wygadzał w łożnicy. Jednak przede wszystkim to Dignam i jego dwór interesował go najbardziej.
 
Santorine jest offline