Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-06-2017, 21:45   #339
xeper
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 48068 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Fredrich Magirius po dokończeniu butelki brandy pożegnał się i opuścił Złotego Pstrąga, informując że musi wrócić do swoich obowiązków. Awanturnicy pozostali sami, delektując się ostatnimi łykami bretońskiego alkoholu. Gdy chwilę potem wychodzili, Bernhardt zauważył leżącą pod krzesłem, na którym siedział radny, złożoną na pół kartkę papieru.

Po jej rozłożeniu okazało się, że jest to znany już awanturnikom bilecik Ordo Septenarius z herbem organizacji i podpisem Johannesa Teugena. Tym razem wiadomość brzmiała:

Cytat:
Dzisiaj, godzinę po zachodzie słońca w moim domu. Przybędą wszyscy członkowie Rady Wewnętrznej.

Richter mieszkał w kamienicy przylegającej do Sądu Miejskiego. Aby więc znaleźć się w pracy, nie musiał nawet wychodzić na ulicę, ale po prostu przechodził wewnętrznym korytarzem i znajdował się na tyłach Sądu.

Drzwi uchyliła stara kobiecina w prostym odzieniu i chustce na głowie. Widać było, że gospodyni jest wyraźnie zafrasowana i zmartwiona chorobą radnego. Okazało się, że w chwili obecnej u Richtera znajduje się medyk, Herr Heichtdorn i gospodyni nie pozwoliła nikomu więcej na wejście do sypialni. Cały czas jednak biadoliła i lamentowała nad fatalnym stanem chorego, który od wielu lat w ogóle nie chorował. Nawet w najbardziej słotne dni nie miał kataru, a w czasie srogich zim nie przeziębiał się.

- Proszę utrzymywać chorego w cieple. Żadnych przeciągów, wietrzenia - powiedział tylko doktor w przelocie. Bardzo się spieszył do Gildii Medyków i zapewnił, że pojawi się znowu wieczorem. Frau Gertruda pozwoliła teraz na zobaczenie chorego.

Richter leżał nieruchomo na łóżku, aż po szyję przykryty pierzynami. Miał spoconą, mokrą skórę, wytrzeszczone, wpatrzone w sufit oczy i nabrzmiały, spuchnięty język, który wystawał mu z na wpół rozchylonych ust. Richter cały czas coś szeptał, ale były to pomieszane zdania i słowa, bez żadnego ładu i składu. Nikogo z obecnych nie poznawał, biorąc ich za wujaszka Edmunda, sprzedawcę ryb i ulubionego kota Zeza, który zdechł piętnaście lat temu.


Zingger i Szkiełko zajęli się w zaciszu pokoju w Krańcu Podróży, otwieraniem dwóch szkatuł znalezionych w sejfie Steinhagera. Cisza, spokój i brak czynników stresogennych sprzyjały zajęciu i w końcu udało się rozbroić oba zamki. Po otwarciu skrzyneczek w oczy pochylonych nad nimi mężczyzn uderzył złoty blask. Wewnątrz znajdowała się fortuna mierzona w setkach krążków z podobizną Cesarza Karla Franza.

Niemal pijani szczęściem po zdobyciu takiej fortuny, Szkiełko i Bernhardt ruszyli na nabrzeża pooglądać magazyny. Nie było jeszcze zbyt późno, słońce wolno zmierzało ku zachodniemu krańcowi świata. Oglądnęli sobie jeden magazyn, potem drugi, a gdy przyglądali się kolejnemu, Leopold pochylił się do Zinggera.

- Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Bądźmy czujni - powiedział. I właśnie wtedy, w lukach miedzy budynkami pojawiło się kilku osobników o niezbyt przyjaznych twarzach, w których muskularnych łapskach tkwiły pałki, sztachety i nogi od stołów. Wolno, w ciszy otoczyli dwójkę awanturników.

- Hej! - powiedział najmniejszy z nich, z aparycji przypominający łasicę. - A może by tak nie wściubiać nosków w nie swoje sprawy, co? Bo wiecie, można pewnego dnia obudzić się na dnie rzeki, a to raczej nie fajniuśko. Może wyjedziecie? Wy dwaj i wasi koledzy też. Do Altdorfu na przykład. Ponoć teraz jest tam ślicznusio, co?

Nie czekając na odpowiedź, łasica dał znak swoim kumplom i wszyscy jak sen kolorowy zniknęli, niemal tak samo nagle jak się pojawili.
 

Ostatnio edytowane przez xeper : 29-08-2017 o 00:20.
xeper jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem