Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-07-2017, 18:40   #40
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 644 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Premier Czwartej RP Janusz Korwin - Mikke siedział w aksamitnie miękkim fotelu i sączył z lubością czterdziestoletnią whisky. Oglądał właśnie film dokumentalny na temat głodu w Etiopii. Krystyna Czubówna aksamitnym głosem opisywała klęskę humanitarną a na ekranie paradowały półnagie Murzyniątka.
- O tak, tak, tak... – sapnął, a ręka sama powędrowała mu do rozporka.
Chwilę błogości przerwał jego sekretarz, który bez uprzedzenia wbiegł do pokoju.
- Co jest, do cholery?! - zdenerwował się Korwin, nerwowo chowając bandytę do spodni.
- Panie premierze, przepraszam serdecznie - zmieszał się urzędnik - Ale wystąpiła sprawa, która koniecznie wymaga pańskiej uwagi!
- Ech! - stęknął premier. Odkąd przejął władzę, zwolnił wszystkich pracowników w ramach koncepcji państwa-stróża, w konsekwencji czego w wielkim gmachu siedziby premiera został tylko on i jego osobisty sekretarz - magister Mieszko Faja. Jak się po chwili okazało, problem dotyczył puszczy Białowieskiej, którą premier Korwin kazał wyciąć pod fabryki McDonalds'a.
- Jak pan widzi, panie premierze - kontynuował sekretarz, wskazując palcem na mapę sytuacyjną - Lewackie bojówki przejęły teren i wzięły do niewoli robotników i drwali. Grożą, że jeśli nie spełnimy ich żądań w ciągu doby, nakarmią ich kiełkami, soją i wege hummusem.
- Chryste panie! - sarknął Korwin - Toż to gorsze niż śmierć!
Urzędnik skwapliwie pokiwał głową.
- Może wyślemy wojsko? Marszałek Wipler mówi, że można na nich zrzucić jedną bombę taktyczną. Z lewactwem będzie spokój i przy okazji oszczędzi się na wycince lasu. Resztę otoczy się kordonem bezpieczeństwa i poczęstuje ołowiem.
- Nie! - premier podjął decyzję - Nadszedł czas na bardziej finezyjne rozwiązanie. Dziś nie wystarczy już tylko zmasakrować lewaka. Trzeba jeszcze zasiać strach w jego sercu. Patrz i ucz się!

Damian był zawsze nieuleczalnym stulejarzem, który mistrzowsko przegrywał własne życie. Nigdy nie trzymał nawet dziewczyny za rękę. Ostatecznie, pewnego dnia ktoś pokazał mu kreskówkę o kolorowych kucykach, a potem jego życie potoczyło się już gładko, wprost w otchłań karuzeli spierdolenia. Nim się obejrzał, zaczął chodzić na manify, jeść wegańskie żarcie, a jego upadku dopełniło zapisanie się do Greenpeace'u. Teraz jego życie zaliczyło kolejny zwrot, bo właśnie został mianowany dowódcą pierwszej Lotnej Brygady Ekologicznej Greenpeace'u im. Ala Gore’a. Miał wreszcie okazję się wykazać.
Z dumą przechadzał się po przejętym terenie po bezdusznych bezczeszczycielach przyrody. Przykuci do drzew zakładnicy wyli i posypywali igliwie na głowę w geście skruchy.
- Darmo wasze żale! - krzyknął do nich – Popełniliście zbrodnie przeciwko Gai! Nie dość, że chcieliście zniszczyć naturę, to przyczyniliście się jeszcze do globalnego ocieplenia! Ale nadszedł dzień sądu!
- Ależ oczywiście! – niespodziewanie rozległ się inny głos - I zaraz was osądzę, lewaki!
Tajemnicza, zamaskowana postać spadła na bojówkę Greenpeace'u niczym grom z jasnego nieba. Bronili się dzielnie i zażarcie, ale szybko ulegli. Napastnik zebrał ich wszystkich na środek polany i związał grubym sznurem.
- Niewidzialna ręka rynku was pokonała! - krzyknął im w twarz.
- Kim ty jesteś? - wyjąkał jeden z oszołomionych ekologów – Miej litość człowieku. W mojej kieszonce jest strzykawka z marihuaną. Wstrzyknij mi na uspokojenie!
- Jam jest kapitan Smog! – napastnik zignorował błagania, po czym wskazał na emblemat dymiącego komina naklejony na swojej piersi. Terroryści jęknęli ze zgrozą. Kapitan Smog prześladował Greenpeace od dłuższego czasu. To on był odpowiedzialny za trujące dymy nad Krakowem i Dolnym Śląskiem. Wieść niosła, że dopłacał do każdego zakupionego piecyka na węgiel.
- Czas ostatecznie rozwiązać kwestię Greenpeace’u! – mruknął do nich zamaskowany złoczyńca, po czym skinął palcem na robotników. Liny, które ich pętały, w magiczny sposób rozwiązały się, uwalniając jeńców.
- Wykopać mi tutaj duży dół! – rzekł do nich groźnie kapitan Smog – I przynieść wapna.
Przez chwilę przypatrywał się beztrosko pracy robotników, paląc przy tym fajka, po czym znienacka wyciągnął z kieszeni Magnum 44 i strzelił najbliższemu ekologowi w potylicę.
- Na lewaków najlepsza jest metoda warstwowa – podzielił się bon motem ze zszokowanymi robolami - Warstwa lewaków, warstwa wapna, warstwa lewaków, warstwa wapna…
Damian poczuł, że jakiś ciepły płyn cieknie mu po kostce.

Kiedy zaczęła się zbliżać jego kolej, w panice zaczął modlić się do Marksa, Sorosa i Ala Gore’a. Na nic jednak były jego prośby. Kapitan Smog ustawił go przy dołku i przyłożył mu pistolet do skroni.
- No, gagatku! – zagaił – Twoja kolej. Jakieś ostatnie słowa?
- Nigdy nas nie pokonasz, faszystowska świnio! – Damian zdobył się na rewolucyjny okrzyk, po czym huknęło. Jednakże, zamiast zobaczyć pustkę i nicość, znalazł się w dużej, jasno oświetlonej sali.
- Wypraszam sobie! – krzyknął – Jestem ateistą, nie życzę sobie żadnego życia po śmierci! To obraża moje przekonania religijne!
- Ależ wcale nie umarłeś… – Damian zobaczył przed sobą wielką mordę unoszącą się w słoiku.
- Czym… kim ty do cholery jesteś?!
- Jestem Zordon – odrzekł człowiek ze słoika – I uratowałem cię, ponieważ ty i twoi towarzysze macie przed sobą misję do wykonania.
Teraz Damian spostrzegł, że nie jest w sali sam. Oprócz niego był wśród nich jeden Afropolak, jedna osoba transpłciowa oraz jedna wojująca feministka, co bezbłędnie poznał po ogolonej głowie, nieogolonych nogach i wymalowanym na bicepsie tatuażu, przedstawiającym spersonifikowaną waginę trzymającą kałacha.
- Witajcie Planetarianie! – zagaił do nich Zordon – Zebrałem was wszystkich tutaj, ponieważ każde z was reprezentuje moce postępowej Polski. Nadszedł już czas, aby je połączyć i aby dobro raz na zawsze zatriumfowało nad siłami wolnego rynku i kapitalizmu. Weźcie teraz te pierścienie mocy, a ja odeślę was z powrotem do Puszczy Białowieskiej. Czas pokazać kapitanowi Smogowi, gdzie jest jego miejsce!
Każdy z Planetarian z nabożną czcią nałożył pierścień na palec i nim się spostrzegli, znaleźli się z powrotem w lesie.

Damian stanął oko w oko z kaprawym spojrzeniem kapitana Smoga.
- Wróciłeś? – zafrasował się Smog – Ty chyba lubisz dostawać kulkę z automatu…
- Tym razem nie wygrasz – krzyknął Damian – Planetarianie, do boju! EKOLOGIA! - tu wyciągnął przed siebie rękę z pierścieniem mocy, z którego wytrysnął snop światła.
- TOLERANCJA! – krzyknęło chłopczodzieczę.
- FEMINIZM! – dodała kreatura z nadwagą.
- ZASIŁKI Z MOPSU! – Afropolak dodał swoje trzy grosze. Snopy energii z pierścieni połączyły się ze sobą w tęczowym korowodzie światła.
- Z POŁĄCZENIA TYCH ŻYWIOŁÓW – usłyszeli zebrani – POWSTAJE… KAPITAN BIEDROŃ!
Kapitan Biedroń z gracją wylądował na ziem i spojrzał się groźnie na Smoga.
- Dość nabruździłeś Matce Naturze, Smogu! – wycelował palec w pierś złoczyńcy – Nadszedł twój koniec!
- Chcącemu nie dzieje się krzywda! – odparł Smog i ruszył z atakiem. Zwarli się w boju. Przez chwilę nie było wiadomo kto wygrywa; raz na górze był Smog, raz Biedroń. Po chwili jednak, Smog, sponiewierany, pokonany, zarył mordą w glebę. Kapitan Biedroń wylądował koło niego.
- Teraz zobaczymy, kto przez lata skrywał się pod tą maską! – krzyknął Biedroń. Spod maski kapitana Smoga wyjrzało oblicze Korwina.
- Pan premier Korwin Mikke?! – zdziwił się Damian – Jak pan mógł!
- Pieprzone lewaki! – zapluł się Korwin - Socjalizm to potwór, który padnie!..
- Dosyć tego! – zdegustował się kapitan Biedroń i tupnął nogą. W ziemi rozwarła się ogromna czeluść. Biedroń złapał za wszarz niemrawo oponującego Korwina i zdecydowanym ruchem wrzucił do środka.
- Za Hitlera było lepieeej!.. - z przepaści było słychać pomstującego ex-premiera, który nieuchronnie spadał w otchłań pięcioprocentowego progu wyborczego.

Stanęli koło siebie i złapali się za ręce.
- Teraz Damianie, kiedy faszyzm upadł – zaczął Kapitan Biedroń – Ty musisz poprowadzić Polskę ku świetlanej przyszłości postępu i socjalizmu!
- Tak zrobię! – Damian przyklęknął przed kapitanem, który pobłogosławił mu na odchodne.
- Pamiętajcie, kiedy pojawią się siły kapitalizmu, zła i nacjonalizmu, powrócę aby was bronić! – usłyszeli jego głos, kiedy jego ciało rozbiło się na świetliste promienie i wróciło do pierścieni mocy.
Damian odetchnął głęboko i wziął się pod boki. Teraz on tutaj rządził.
Szczęście wreszcie się do niego uśmiechnęło.

 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem