Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-11-2017, 22:56   #127
Icarius
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 25250 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Brenton zakładał zbroję w pośpiechu. Gdyby nie pomoc Ragnara pewnie by nie zdążył.

- Dziękuję - było szczerym choć krótkim podziękowaniem. Brenton już przeprowadzał konia za barykadę w pośpiechu go dosiadając. Uznał, że na zewnątrz ze swobodą manewrów i na rumaku zdziała więcej niż w ufortyfikowanym kole wozów. Nim zdążył odjechać dopadła go dwójka mutantów.
Walka była krótka choć zaciekła. Brentonowi udało się zabić oba mutanty. Uświadomił sobie jednocześnie, że w końcu jest tym kim marzył by być. Wojownikiem godnym tego słowa. Jeszcze niedawno machał mieczem jak cepem. Co z tego, że szybciej niż inni? Nadal robił to nieporadnie. Dopiero trening z panterami i doświadczenia ostatnich miesięcy zaowocowały tym... że przestał być tłem dla godniejszych od siebie. To byli też pierwsi zabici z jego ręki w życiu. Wcześniej owszem walczył, wygrywał w grupie... ale czegoś brakowało. Własnego zwycięstwa, zgładzenia plugastwa własną ręką. Przysłowiowych jaj mu nie brakowało. Walczył z nieumarłymi, pomagał zabić giganta, szarżował choć bezskutecznie na hydrę. Dwa trupy, dwa plugastwa mniej.... W obozie było źle, bardzo źle. Słyszał krzyki płonącego i konającego strażnika. Widział zaciekłą walkę nie o zwycięstwo nie chwałę czy sławę godną rycerzy. Tam w obozie toczyła się walka o życie. Tam był jego przyjaciel Ragnar z którym dzielił już tyle trudów. Tak, tak Brenton nie wahał się użyć tego słowa. Nie imprezowali razem, nie znali się od dzieciństwa, ba nawet nie byli jednej rasy. Przeżyli jednak ostatnio wspólnie tyle, że Ragnar był mu bliski jak nikt. Wrócił do obozowiska zaszarżował, zranił kolejnego mutanta. Odrzucił lancę i znów rąbał mieczem. Ragnar też zabijał i ludzie z wozów. Jakiś strażnik walczył chyba z pięcioma na raz. Stał walczył i żył o dziwo... Nastąpił moment, że ich złamali. Oni ludzie walczyli o życie. Mutanty atakowały więc odwrót gdy zaczęły wyraźnie przegrywać był logiczny. Nie pozwolił, krzyknął o braniu jeńców i zaatakował jednego który uciekał. Zabił bez litości czy zawahania. To byli mutanci należało ich eliminować bez zwłoki ni zawahania. Dopuszczał jedynie szybkie wydobycie informacji. Brenton słyszał, że mieli ludzkie głosy. Wiedział, że to byli zmienieni ludzie. Może wbrew woli, może walczyli również o przeżycie. Jednak choroba jaką były mutacje zabije ich. Wcześniej czy później zamienią się w bestie. Stracą rozum jak wielu z tych którzy tu przyszli. Rycerze Pantery a Brenton będzie kiedyś jednym z nich. Eliminowali chaos w każdym wydaniu.

- Przesłuchajmy ich na szybko. Trzeba się dowiedzieć czy nie ma tu jakiegoś jeszcze większego stada. Skąd są, dokąd szli co wiedzą o innych chaosiarzach w okolicy i w ogóle o okolicy jako takiej. - Brenton przypomniał również sobie.... że w Salkaten za głowy mutantów płacą złotem.
 
Icarius jest offline