Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-04-2018, 12:43   #1
Moshanta
 
Moshanta's Avatar
 
[Pathfinder] Siedem ostrzy Grzechu

"Wiele napisano już o potędze władców starożytnego imperium Thassilońskiego, jednak niewiele mówi się o ich umiejętnościach zarządzania. Zdając sobie sprawę ze spustoszeń, jakie niosłyby pojedynki między nimi, władcy wdrożyli sposób na cywilizowaną formę rozwiązywania swoich sporów.

Każdy z siedmiu Czarodziejów stworzył własne, unikatowe ostrze nasycone najdelikatniejszym dotykiem jego potęgi. Gdy doszło do sporu między którymś z nich, obaj przekazywali ostrza swoim czempionom, a ci walczyli na śmierć dla swojego pana. Bycie czempionem jednego z Runelordów było największym zaszczytem dla Thassilońskiego wojownika, jednak ich kariery były zwykle krótkotrwałe, gdyż zawsze pojawiał się ktoś lepszy.

I chociaż większość Thasillońskich skarbów i artefaktów przepadło podczas upadku imperium, to wielu mędrców twierdzi, że miecze przetrwały, ukryte gdzieś, oczekując na śmiałków, którzy znów położą na nich swe dłonie. Thassilończycy znali je jako Alara'hai, Siedem Ostrzy Przekonania, jednak biorąc pod uwagę reputację Runelordów, większość dzisiejszych uczonych zna je pod zupełnie inną nazwą."

~ fragment Kronik Pathfindera.





4680 AR Ery Utraconych Proroctw,
22 dzień miesiąca Sarenith ,
Korvosa, Varisia.


Korvosa, przez wielu nazywana Klejnotem lub Wrotami Varisii, była miastem sprzeczności. Na pierwszy rzut oka wydawała się być idealnym, kosmopolitycznym centrum handlu. Kupcy wszelkiej maści prześcigali się w sprzedaży swoich produktów - od metalu, przez owoce morza, kończąc na ostrych przyprawach produkowanych z drzewa Thileu. Magiczne akademie i uczelnie przyciągały do miasta bystre umysły, pragnące chłonąć wiedzę, trzy organizacje militarne mające chronić miasto były silne i dobrze wyszkolone. Przyjezdni, jak i lokalni mieli gdzie spędzać czas - w mieście znajdowała się bowiem masa atrakcji, takich jak muzea czy amfiteatry, wszelkiej maści gospody, kluby, w których trzeba było wykupić członkostwo lub mieć specjalne zaproszenie, kafejki, świątynie. Życie kulturalne kwitło więc w najlepsze. Znajdujący się w centrum i górujący majestatycznie nad resztą miasta zamek rodziny królewskiej przykuwał spojrzenia i zapierał dech w piersiach.

Jednakże, poza zgiełkiem i przepychem, Korvosa oferowała również pełne niebezpieczeństw dzielnice i kwartały, w których nietrudno było stracić życie. Nieumarłe stwory oblegały okoliczne cmentarze, gdyż skupieni na swoich sprawach czarodzieje ze szkół magii nie byli zainteresowani, by coś z tym zrobić. Każdy chętny mógł bez problemu kupić tutaj najróżniejsze narkotyki i choć na kilka chwil oddać się podróży w przyjemne rejony podświadomości. W niektórych biednych dzielnicach przestępczość osiągnęła tak wysoki poziom, że miejsca te były zwykle ostatnimi, jakie zobaczył zbłąkany przyjezdny. Największa rodzina przestępcza Korvosy - Sczarni, trzymała pozostałe gangi twardą ręką i załatwiała swoje interesy nie robiąc sobie nic z obowiązującego prawa. Oprócz ludzi, którzy dominowali w mieście, można było spotkać bogaty przekrój rasowy - od elfów, półelfów, krasnoludów, przez półorki, gnomy, niziołki i tieflingi oraz rasy mniej spotykane, którym musiało żyć się w Korvosie ciężko, gdyż nierzadko miały tu miejsce rasistowskie ataki.

O tym, jak i o wielu innych aspektach życia w największym mieście Varisii przekonaliście się w czasie swojego pobytu tutaj, a niektórzy z was od urodzenia. Przez jakiś czas działaliście oddzielnie (pomijając Coyrę i Ingemara, którzy od początku trzymali się razem), następnie zrządzeniem losu, podczas jednego z zadań polegających na uwolnieniu córki bogatego kupca z rąk gangu Dusterów, połączyliście siły i tak zostało do dzisiaj. Od tamtego momentu minęły trzy miesiące, podczas których zdążyliście wyrobić sobie opinię konkretnych i efektywnych awanturników, którym nie straszne jest żadne zadanie. Pogłoski o waszych sukcesach szybko obległy całą Korvosę, a wy nie mogliście narzekać na brak zajęć. Interesy szły tak dobrze, że postanowiliście wynająć piętrowy dom w dzielnicy North Point, który był wygodny i przytulny, jednocześnie nie obciążając zbytnio waszych sakiewek. Jako bohaterowie do wynajęcie mieliście w końcu swoją bazę wypadową, co ułatwiało potencjalnym zleceniodawcom szybsze dotarcie do was.


Nie inaczej było tego pięknego, słonecznego poranka. Kończyliście akurat śniadanie we wspólnej jadalni, gdy rozległo się miarowe, choć dość delikatne pukanie do drzwi. Przez chwilę nawet zdawało wam się, że się przesłyszeliście, ale gdy uderzenie kołatką powtórzyło się, Darvan jako pierwszy wstał od stołu i podszedł do drzwi, by je otworzyć. Nieco się zdziwił, widząc na progu młodą, szczupłą kobietę w biało-złotych, kapłańskich szatach, jednak zaprosił ją do środka i poprowadził krótkim korytarzem do jadalni.

- Witajcie, niech Abadar będzie z wami - powiedziała młoda kobieta, patrząc po was nieco speszonym wzrokiem. - Zostałam przysłana tutaj przez swoją przełożoną, kapłankę kościoła Abadara, Wen Histani, która jest zainteresowana waszymi usługami w bardzo delikatnej sprawie, która wymaga podjęcia natychmiastowych działań. Wysoka Kapłanka uważa, iż będziecie najodpowiedniejszymi ludźmi do tego zadania, jednakże nie zdradziła mi żadnych szczegółów dotyczących zlecenia. Polecono mi sprowadzić państwa do naszej świątyni, gdzie zostaną przedstawione wszystkie informacje, włącznie z proponowanym wynagrodzeniem.

Akolitka skończyła, splatając palce obu dłoni przed sobą i oczekując waszych odpowiedzi. Była spięta i najwyraźniej nie czuła się zbyt pewnie w waszym towarzystwie.

 
Moshanta jest offline