O ile underworld'y były fajne, bo i akcja, wąteczek romantyczny.. to van helsing.. kicha straszliwa... na początku się trochę pośmiałem ale potem... kusza maszynowa

wampirzyca o wdzięcznym transylwańskim imieniu "marishka" ..

... "nigdy w życiu "miało więcej sensu w sobie :P