Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-06-2018, 18:14   #4
abishai
 
abishai's Avatar
 


16 marca


Poranek… przyszedł zdecydowanie za wcześnie. Perka spała czując wtulone w siebie miękkie ciało gospodyni. Rozkoszny ciężar przypominający o przyjemnych zmaganiach tej nocy. Wbrew obawom Wilgi kolejny atak nie nadszedł. Gdy już zaspokoiły swój “głód” posnęły wtulone w siebie. Aż nadszedł ranek, choć to niewiele zmieniło. Obie czarownice nie miały wszak powodu by wstawać wcześnie. A dużo więcej powodów, by nadal rozkoszować się miękkim łóżkiem.
Aż do czasu… ze snu Zofię wyrwał głośny klakson samochodowy. Klakson nie należący do jej wozu. Jagoda jakoś się nie obudziła na ten dźwięk.
Perka niechętnie podniosła się na łóżku całując jeszcze kochankę. Wstała i przeciągając się, ruszyła w stronę kuchni by tam zdobyć jakieś swoje ubrania. Wciągnęła dżinsy i narzuciła jakąś bluzę olewając temat bielizny. Wsunęła nogi w ciepłe buty i tak ubrana wyszła przed dworek.
Przy dużym starym, ale ładnie utrzymanym tarpanie, stał mężczyzna w koszuli i czarnych znoszonych jeansach. I z wyraźnym zdziwieniem na twarzy. Młody i przystojny “rolnik”, choć na takiego nie wyglądał.


- Hej… - uśmiechnął się przyjaźnie taksując Perkę wzrokiem. Skupił spojrzenie na włosach i z nich wywnioskował.
- Ciężki poranek, co? Jagódka jest u siebie?
- Późno wczoraj dotarłam. - Zosia oparła się o ościeżnicę i bez skrupułów przesunęła wzrokiem po sylwetce mężczyzny. Jaka była szansa, że trafi? - Musisz być Patryk.
- Mówiła o mnie?- mężczyzna wyraźnie ucieszył się na te słowa, choć Zosia nie mogła nie dostrzec, że zerka na jej biust zapewne dręczony pytaniem: “Czy rzeczywiście nie ma stanika pod bluzą?”
Podszedł i wyciągnął dłoń ku Perce.- Jestem Patryk. Sąsiad Jagódki. Mieszkam u podnóża wzgórza. Wczoraj się mocno rozpadało, więc przyjechałem sprawdzić czy u niej wszystko ok.
Perka uścisnęła podaną dłoń.
- Zosia. - Uśmiechnęła się i przeczesała włosy palcami. - Jagódka jeszcze śpi. Wejdziesz na kawę? Mogę ją obudzić.
- Z chęcią… - odparł z uśmiechem Patryk, bo jak mógłby odmówić temu zaproszeniu. - Jesteś kuzynką? Koleżanką ze studiów? Modelką?
- Kuzynką, ale mam nadzieję, że zechce mnie namalować. - Mrugnęła do niego i wpuściła do dworku, rozglądając się za Duchem. Troszkę wczoraj zaniedbała swojego druha. - Jeśli nie masz nic przeciwko nastawię wodę i po nią pójdę, ok?
Pies odpoczywał w kuchni, przy misce i na widok Patryka zareagował merdaniem ogona. Dobry znak. Duch miał nosa do ludzi.
- Jasne… nie ma sprawy. Ja też proponowałem by mi strzeliła autoportret, ale jakoś… woli konie.- wyjaśnił z uśmiechem mężczyzna siadając za stołem. - Może ja dopilnuję kawy? Wiem gdzie ją trzyma… mogę wam zrobić też.
- Chętnie skorzystam nie pamiętam kiedy ktoś ostatnio robił mi kawę. - Pomachała mężczyźnie, wiedząc że może go na spokojnie zostawić z wilczurem i ruszyła do sypialni.
Tam napotkała uroczy widok w postaci krągłej pupy Wigli z wyraźnymi śladami paznokci rudej czarownicy. Cóż… to była gorąca noc. I wyraźnie wykończyła także Jagodę, bo ta nadal spała.
Zosia chwilę przyglądała się czarnowłosej czarownicy po czym podeszła do łóżka i klepnęła ją całkiem mocno w odsłonięty pośladek.
- Mamy gościa kochana.
Zaskoczona sytuacją Jagoda ześlizgnęła się po pościeli na drugą stronę i naga schowała za łóżkiem.
- Gościa? Jakiego gościa? Nie przewidziałam żadnego gościa. Nie skończyłam żadnego szkicu.- spanikowała nie zdając sobie sprawy, że sytuacja nie była aż tak poważna.
- Taki przystojniak, Patryk. - Zosia wyszczerzyła się, opierając ręce na biodrach. - Właśnie robi nam kawę.
- Acha acha…- najpierw sie uspokoiła, a potem znów uderzyła w nerwowy ton. - On nie może mnie tak zobaczyć? Co sobie pomyśli? Co wie? Co wie o tobie? O nas? Jeśli się rozniesie co robiłyśmy? To… nie po to tyle unikam jego i… Jolanty z warzywniaka, żeby teraz uciekać z domu…- znów słowotok. Zdecydowanie za łatwo ulegała swojej wybujałej wyobraźni i ukrytym lękom.
- Co mu powiedziałaś?- próbowała poprawić na nosie okulary, ale ich nie miała.
- Gdzie ja je zostawiłam? - zapytała samej siebie.
- Obok łóżka, zanim się do mnie dobrałaś. - Powiedziała z rozbawieniem Perka. - Powiedziałam, że jestem twoją kuzynką i namawiam cię byś mnie namalowała. Dotarłam wczoraj późnym wieczorem.
- Przystojniak, co?- uśmiechnęła się lisio malarka uspokajając się. - Mam jego szkic… co prawda musiałam dołożyć nieco z wyobraźni, ale miałam do pomocy jego zdjęcie w samych slipkach. Mogę ci pokazać później jak chcesz.
- Chętnie, ale może się na razie ubierz co by nasz gość nie czekał zbyt długo. - Zosia poprawiła włosy, układając je na ramieniu. - Wróciłabym do kuchni i nakarmiła Ducha. Wczoraj trochę go zaniedbałam.
- Przepraszam… byłam wczoraj… nienasycona i wykorzystałam sytuację i twoją uczynność. I co gorsza, mogę to powtórzyć.- ostatnie słowa Jagoda rzekła uśmiechając się figlarnie. Przeszła do stoliczka i założyła okulary.
Krytycznie przyjrzała się postaci Perki dodając.- Zje cię wzrokiem mój Patryk.
Położyła dłonie na bluzce rudej czarownicy dodając zadziornie. - Chyba że ja zjem pierwsza.
Zosia wzięła twarz Wilgi w swoje dłonie i pocałowała ją w usta.
- Już mnie zjadał, a przynajmniej… bardzo go interesowała moja bluza. - Mrugnęła do niej. - Ale skoro mam tu taką zaangażowaną kuzynkę chyba będę musiała go spławić.
- Nie będę zazdrosna… a ty przecież pojedziesz. - rzekła cicho zawstydzona Jagoda. - Wiem jakie z niego ciacho, ale on wyraźnie chce związku… a ja nie mogę się wiązać.
- Na razie jestem tutaj i okrutnie zajmuję twój czas. - Zosia przeczesała włosy Wilgi układając je nieco. - Ubierzesz się i dołączysz do nas?
- Tak. Ubiorę się… zagadaj go. - rzekła z uśmiechem malarka i ruszyła do szafy, by wdziać coś na siebie. - Zaraz do was dołączę. I nie rób niczego niestosownego…- szybko jednak te słowa przeszły w żart. -... przynajmniej do czasu, aż będę mogła was przyłapać. Pewnie będzie miał głupią minę.
Zosia pokręciła głową i ruszyła z powrotem do kuchni. Niezbyt miała ochotę na zabawy z facetami, nawet jeśli był to “przystojny patryk”. Oni zawsze są tacy męczący… Zrezygnowana spojrzała na sufit. Choć Jagódka też dała jej nieco popalić. Westchnęła ciężko i wkroczyła do kuchni.
Z której to już roznosił się przyjemny aromat kawy. Patryk przygotował już trzy kubki i napełnił je świeżo zaparzonym płynem.
- Jagódka wiele nie mówi o rodzinie. Wiem tylko tyle, że jest jedyną wnuczką Zyty.- rzekł z uśmiechem mężczyzna przyglądając się badawczo wchodzącej do kuchni czarownicy.
- Tak już bywa z rodziną, że czasem prawie się jej nie zna i tu nagle spada ci na głowę taka kuzynka i robi zamieszanie. - Zosia podeszła do karmy Ducha i nasypała psu sporą porcję. Wytarmosiła wilczura za uszami i dopiero po ceremonii wylizywania twarzy podniosła się z kucek i podeszła do kawy. - Pachnie świetnie.
- Ja się cieszę, że się zjawiłaś. Martwiło mnie, że mieszka tutaj sama… od śmierci babci. Mnie by to przygnębiło, a ona w dodatku jest artystyczną duszą.- odparł ciepło mężczyzna podając kubek Zofii.- To czym się zajmujesz?
- Jestem weterynarzem. - Perka upiła łyka kawy. Nie była tak dobra jak tą co sama robiła, ale miło było że ktoś ją za nią zrobił. - Pyszna.
- To… cudownie. Bo mam problemy z koniem. Coś jest nie tak z jego nogą. Jagoda próbowała pomóc i pomagała… ale tylko na jakiś czas. - wyjaśnił Patryk popijając kawę. - Jeśli zdołasz mu pomóc, to jestem szczerze zobowiązany. Jej babcia robiła cuda, jeśli chodzi o uzdrawianie zwierząt.
Zosia zaśmiała się.
- Mogę nie być aż tak dobra. - Upiła spory łyk kawy. - Wybieramy się do wsi po zakupy, możemy do ciebie zajrzeć, to obejrzałabym tego biedaka. - Rozejrzała się po kuchni i widząc torbę z resztkami wczorajszych zakupów poczuła nieprzyjemne drapanie w żołądku. - Jesteś głodny, jadłeś już śniadanie?
- Coś przekąsiłem rano. Niewiele ale starczy na jakiś czas. - nachylił się i po chwili szepnął do ucha Perki.- Nie jedz tego, co upichci Jagoda… i nie mów jej, że ci tak radziłem.
Tymczasem było słychać kroki nadchodzącej gospodyni. Ta weszła w pospiesznie narzuconym sweterku opadającym nieco na dość krótką spódniczkę. Przez co wyglądała nieco… niewinnie, co tylko przypomniało Zosi o wczorajszej nie tak niewinnej nocy.
- Cześć Patryk. Co tu robisz tak wcześnie?- zapytała przyjaznym tonem.
- Kawę… a poza tym chciałem sprawdzić, czy ulewa nie narobiła ci szkód. I czy nie potrzebujesz pomocy.- rzekł przyjaznym tonem mężczyzna podając jej kawę.
- Dobra gołąbki, to ja zrobię śniadanie. - Perka podeszła do swojej torby i wydobyła resztki zakupów. Dużo tego nie było ale jajecznicę dla trzech osób chyba da radę zrobić. Najwyżej nieco ją rozmnoży. - Jeśli dobrze zrozumiałam zostajesz na śniadanie. - Wyszczerzyła się do Patryka i zabrała za krojenie resztki cebuli.
- Mogę pomóc przy jego robieniu, jeśli dzięki temu zapracuję na swój udział.- zaproponował Patryk.
- Ja też mogę pomóc.- zaoferowała się Jagoda, ale tak jakoś cicho i bez entuzjazmu. Co potwierdziło, znany już Zosi fakt, że okularnica nie potrafi gotować.
- Będę wdzięczna za jakąś bazylię czy inne zioło. - Uśmiechnęła się do Wilgi, nie przerywając krojenia. - W plecaku powinien być chleb. Jakbyś go wyjął i pokroił będzie dobrze.
- Muszę więc na stryszek pójść.- wyjaśniła Jagoda po czym dodała zaskoczona. -Patryk, co ty robisz?!
- Ja?... Nie mam pojęcia.- bo pierwsze co wyłowił z plecaka mężczyzna, to były koronkowe majteczki Perki. - Trochę tu bałagan.
- Nie możesz przeglądać jej ubrań, zwłaszcza intymnych… bielizny…- okularnica sama przycisnęła dłonie do swojej spódniczki jakby o czymś ważnym sobie przypominając.
- Jak mam tego nie robić, skoro tyle tu tych rzeczy… leży… jak znaleźć chleb?- zapytał retorycznie.
- No wiesz… może pomacaj? I na dotyk znajdź?- zaproponowała cicho Jagoda.
- Już ja bym pomacał… oj bym pomacał.- odgryzł się smętnie Patryk i z zamkniętymi oczami zaczął grzebać w plecaku.
Perka powstrzymała parsknięcie i skończyła krojenie.
- Na wasze szczęście chyba nie mam bielizny przypominającej chleb. - Wrzuciła pokrojoną cebulę i kiełbasę na patelnię i ustawiła obok wytłoczkę z jajkami. - Powinien być gdzieś z wierzchu, kupiłam go na trasie.
- Jest…- stwierdził z ulgą Patryk, a Wilga mignęła obok Zosi świecąc gołym pośladkiem spod spódniczki. Widać zaspana dziewczyna ubrała się wzorem swojej kochanki pomijając detale takie jak majtki. Więc niefortunnym był fakt, że spódniczka którą założyła, nie należała do długich.
- Miło jest widzieć ją taką ożywioną.- stwierdził Patryk nieświadomy widoków jakie przegapił.
Zabrał się do krojenia grubych pajd.
Perka odprowadziła malarkę wzrokiem zapamiętując by potem wspomnieć o krajobrazach, które zobaczyła. Zaczęła wbijać jajka w myślach powtarzając zaklęcie. Patrzyła jak z rozbijanych skorupek wypadają dwa żółtka, a zaraz obok podąża nienaturalna ilość białka. Uśmiechnęła się i zaczęła roztrzepywać je na patelni.
- Szczęściara… rzadko trafiają się podwójne.- uśmiechnął się Patryk, któremu umknął fakt, że ze skorupki wylało się zdecydowanie więcej niż powinno się mieścić. Detal, ale łatwy do przeoczenia, dla niewprawnego oka.
- Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. - Zosia zaśmiała się w myślach wyobrażając sobie co na to by powiedziała jej matka. - A co do Jagody. Cieszę się, że będę mogła dotrzymać jej towarzystwa. Obu nam dobrze to zrobi.
- Jej na pewno. Trochę się o nią martwiłem. To bardzo miła dziewczyna, ale… sama wiesz… nieśmiała i zamknięta w sobie. Pewnie jeszcze przeżywa żałobę po babci. Wiesz może czy jej matka jeszcze żyje?- zaciekawił się Patryk.
- Przyznam, że nie dopytywałam. - Zosia zerknęła na mężczyznę. Ciekawe jak bardzo zależało mu na Jagodzie. Czy podołałby jej atakom? Czasem żałowała, że nie ma talentów swojej rodzinki. - Niezbyt się dogadywały.
- Widziałem ją… kiedyś. Miałem wtedy 11 lat bodajże. Jagoda jest bardzo podobna do matki, tylko ubiera się bardziej skromnie. Nie podkreśla swojej urody jak robiła jej rodzicielka.- wyjaśnił Patrik i dodał. - Może wpadniecie do mnie wieczorem, na kolację? Obiecuję żeberka pieczone w miodzie.
- Jestem świeżo po studiach. - Zosia wyszczerzyła się. - Jedzenia i alkoholu nie odmawiam. - Zmniejszyła ogień czekając aż Jagoda dotrze z ziołami.
- Jednego i drugiego nie zabraknie.- odparł z uśmiechem mężczyzna.
- Czego nie zabraknie?- zapytała Jagoda wchodząc ze świeżo ususzonymi pęczkami ziół.
- Ten życzliwy dżentelmen zaprasza nas na kolację i oferuje do tego popitkę. - Perka przejęła zioła i zaczęła rwać listki wprost do dania. - Pytanie czy mamy czas. Trzeba by tu nieco poogarniać.
- Acha… Może odezwiemy się tak koło piątej? Może tak być? - zapytała Jagoda grzecznie siadając ze ściśniętymi nogami.
- Może… będę czekał.- uśmiechnął się ciepło Patryk i spojrzał w górę.- Dajcie też wtedy znać, czy z czymś potrzebujecie pomocy. Wiesz dobrze, że lubię majsterkować.
- Wiem.- uśmiechnęła się promiennie Jagoda i zerknęła na Zosię.- Ale poradzimy sobie we dwie. Mamy wiele do nadrobienia.
Perka rozłożyła jajecznicę na trzy talerze, nakładając nieco więcej Patrykowi i ustawiła je na stole.
- Obawiam się, że bardziej niż młotek przyda się tu miotełka. - Mrugnęła do Jagody, a jej noga niby niechcący zahaczyła o nogę malarki. - Smacznego.
- Sprzątać też lubię.- skłamał bezczelnie Patryk. I kiepsko, bo Perka nie potrzebowała magii, by odkryć jego blef.
- Ale nie mam czasu na sprzątanie.- dodał smutno, a Jagoda czerwona na twarzy nachyliła się nad talerzem, mocniej ściskając nogi razem.
- A jakie masz plany teraz? - Perka zabrała się za jedzenie, bez skrupułów ocierając swoją nogą o nogę Wilgi. - Mogłybyśmy się z tobą zabrać. Zerknęłabym na tego rumaka, a potem poszłybyśmy zrobić zakupy.
- Jeśli nie przeszkadza wam jazda w tarpanie? To nie ma problemu. Możemy pojechać razem.- odparł z uśmiechem Patryk, a Jagoda cicho pisnęła kapitulując i jej nogi.. rozluźniły pozwalając stopie Perki wślizgnąć się między nie.
Zosia sprawnie dotarła do celu wsuwając stopę pod spódnicę malarki.
- Przyznaję, że nigdy nie jechałam tarpanem, a trzeba próbować nowych rzeczy. - Uśmiechnęła się ponad talerzem do Patryka, odnajdując palcami kobiecość Wilgi.
Malarka skupiła się na jedzeniu, poddając muśnięciom stopy Zosi. Była już tam coraz bardziej wilgotna… i pobudzona. Dlatego też nie odzywała się w ogóle, przygarbiona do talerza. Jej biodra od czasu do czasu napierały, na dotykającą jej kobiecość stopę Perki.
Patryk uśmiechnął się ciepło proponując.
- Możemy wyruszyć do mnie jak tylko będziecie gotowe. Ja sam muszę jeszcze sprawdzić ogrodzenie… może odpuszczę wam te dwadzieścia minut i przyjadę tu znów, jak tylko skończę ten obowiązek? Czy może wyruszymy od razu.
- Daj nam te 20 minut. - Zosia rozmawiała spokojnie podczas gdy jej stopa coraz śmielej poczynała sobie z kobiecością Wilgi. - Umyjemy chociaż zęby czy coś… Co ty na to kuzynko?
Odpowiedzią “kuzynki” było energiczne potakiwanie, bowiem bała się otworzyć usta. Pochylona nad talerzem ukrywała swoje podniecenie, ale te ruda kochanka czuła na swojej skórze.
- Ok… to dwadzieścia… dwadzieścia pięć.- Patryk zdołał już zjeść swój posiłek i wstając od talerza rzekł do Zosi.- Gotujesz bosko.
- Mam nadzieję załapać się na rewanż póki tu będę. - Podniosła się od stołu dając Jagodzie chwilę spokoju. - Dzięki za kawę i do zobaczenia za chwilę.
- Do zobaczenia.- odparł Patryk wychodząc z kuchni, podczas gdy Jagoda z trudem mu pomachała i spojrzała na Zosię z dzikością we spojrzeniu. Dzikością najbardziej ekscytującą, bo zrodzoną z pożądania.
- Coś mi się wydaje, że czas na deser. - Zosia wyszczerzyła się, ale grzecznie zaczekała nasłuchując odgłosu odjeżdżającego auta.
- Mhmm…- Jagoda zacisnęła nogi zerkając pożądliwie po ciele Zosi. Drżała, ale posłusznie czekała wraz z nią… nie bardzo wiedząc jak rozwiązać tą sytuację. Tymczasem odgłos oddalającego się silnika świadczył że Patryk już pojechał sprawdzić ogrodzenie. Nieświadomy tego co się zdarzyło niemal pod jego oczami.
- Powinnaś skończyć jeść. - Zosia weszła pod stół nim Jagoda zdążyła odpowiedzieć i szybko znalazła się przy jej nogach. - I częściej chodzić bez majtek. - Naparła dłońmi na ściśnięte uda i gdy tylko dziewczyna je rozchyliła wsunęła tam swoją głowę.
- Ty też… powinnaś…- szepnęła rozpalonym od pożądania głosem Jagoda pozwalając “kuzynce” na zabawy pod stołem. Rozchyliła szeroko uda w pełni udostępniając swój intymny zakątek Perce. -... bez majtek.
- Nie mam ich. - Zosia zaśmiała się i przywarła ustami do kobiecości malarki od tego momentu całą swoją uwagę poświęcając temu zakamarkowi.
- Będziesz musiała… mi to u...uu..dow..udo..- język zawodzić zaczął malarkę, gdy usta Perki pieściły jej intymny zakątek. - A... gdyby.. on… przy...łapał… nas?
Zosia oderwała swoje usta, zastępując je palcami.
- Musiałybyśmy go związać i niecnie wykorzystując zmusić do milczenia. - Mówiła tak blisko kobiecości Wilgi by jej oddech owiewał zakątek czarnowłosej.
- Nie mówisz chyba poważnie…- jęknęła Jagoda z mieszaniną lęku i podniecenia w głosie. Prężyła swoje ciało przed Perką i podwinęła spódniczkę, by zobaczyć jej “niecne” działania. Drugą dłonią zanurkowała pod swój sweterek, by dotykać swojej piersi.
- Myślę, że mógłby nawet bardzo nie protestować. - Perka uśmiechnęła się i ponownie przywarła ustami do kobiecości Wilgi. Czuła, że bezpieczniej będzie jednak jak Patryk się nie dowie, powinna więc szybko zaspokoić swoją kochankę. Z entuzjazmem przyssała się to jej wrażliwego punktu.
Kuchnię wypełniły głośne jęki malarki, której ciało wiło się zmysłowo, aż do intensywnego szczytowania. Jagoda uśmiechnęła się nieśmiało i pogłaskała Zosię po głowie.
- Powinnyśmy się chyba ubrać, prawda? - zapytała po chwili.
- Myślisz? - Perka wydostała się spod stołu i przeciągnęła. - Myślę że mogłybyśmy zrobić furorę we wsi, choć… chyba mogłoby cię przewiać.
- Ja się deszczu i wiatru nie boję. Mój ród tańczy podczas burz. - odparła wesoło Wilga i dodała zawstydzona. - Mnie nie przewieje… naprawdę chcesz, bym wyszła bez majtek?
Perka zaśmiała się.
- Czemu nie, ale może jednak załóż coś dłuższego, jednak mamy marzec. - Wyjęła z plecaka, stanik, jakąś koszulkę i majtki, które oglądał Patryk. - Mam je założyć? - mrugnęła do czarnowłosej.
- Ttak to bardzo ładna bielizna. Będzie kusząco na twojej pupie wyglądać. - mruknęła Jagoda nie mogąc oderwać oczu od owych majtek. I pewnie wyobrażając je na ciele Perki. Ocknęła się ze swoich fantazji i dodała. - To ja pójdę zmienić spódnicę na dłuższą, a potem… pokazać ci pracownię babci? Myślę że zdążymy przed powrotem Patryka.
- Chętnie. - Zosia zdjęła spodnie odsłaniając przed malarką gołą pupę i szybko naciągnęła na nią majtki. - Skoczę do łazienki wymyć zęby.
Jagoda skinęła głową i ruszyła do swojego pokoju. Nieco później zapukała do drzwi łazienki mając już spódnicę w kratę za kolano.
- Gotowa? - zapytała nieśmiało.
Perka obejrzała się na nią płucząc usta. O ile na nogach miała już spodnie to górę zakrywał jedynie koronkowy stanik. Walka z włosami po wczorajszych zabawach zajęła jej więcej niż się spodziewała. Szybko wypluła wszystko do zlewu i wciągnęła koszulkę.
- Jasne. - Podeszła do czarnowłosej czarownicy . - Prowadź.
Ta założyła pukle opadające jej na twarz, za ucho rumieniąc się lekko. Jej fryzura była już ułożona tak jak wczoraj.
- Ładnie ci w tej bieliźnie…- dodała i ruszyła przodem.
- Jak będziesz chciała mogę potem zaprezentować się tylko w niej. - Perka ruszyła za gospodynią zaplatając po drodze włosy w warkocz.
Nie posłyszała wyraźnie odpowiedzi Wilgi, ale jej mamrotanie zabrzmiało jak “ chciałabym”.

Jagoda skierowała swe kroki na schodki drewniane prowadzące na górę. Przez chwilę Perka żałowała, że Wilga zmieniła spódniczkę na krótszą. Widoki byłyby ciekawsze.
- Babcia zostawiła zapiski swoje i jej matki. Większość dotyczy ziołolecznictwa, ale trochę i uroków jakie rzucały. Dotyczących pogody i wróżenia. Mi zawsze najlepiej szło z wodą. Możesz je przejrzeć, albo pożyczyć jeśli chcesz.- mówiła.
- Bardzo chętnie poczytam póki tu jestem. - Zosia nie mogąc dojrzeć czy Wilga rzeczywiście zrezygnowała z bielizny skupiła się na jej zgrabnych nogach. - Twoja babcia musiała być sprawna skoro tu docierała.
- Uważała że ludzie lubiący kiełbasę nie powinni wiedzieć jak jest robiona. No i jeszcze były rytuały…- wyjaśniła cicho dziewczyna, gdy w nozdrza Perki uderzyła gama ziołowych zapachów. Bo całe pomieszczenie pełne było suszących się ziół i roślin zwisających u powały. Pracownia Wierzby w pełni zasługiwała na to miano. Było tu wszystko co potrzebne było do aptekarskiej pracy… wagi, palenisko, świece, kociołki, tłuczki do ucierania ziół. Były też trzy przedmioty wyróżniające to miejsce… duża mapa okolicy sprzed pierwszej wojny światowej pełna nawbijanych w nią szpil, figurka diabołka wyrzezana z lipowego drewna z absurdalnie imponującym przyrodzeniem, oraz pozornie zwykła łojowa świeca. Zrobiona z wyjątkowo białego łoju, była jednak zdecydowanie najbardziej ponurym akcentem w tym pomieszczeniu. Trupia świeca, robiona z łoju nieboszczyków służyła potężnym i często złowrogim urokom. Niebezpieczny przedmiot, zwłaszcza w rękach amatorki. Ale Wilga raczej z niej nie korzystała. Ta świeca tutaj była bowiem dość stara… a pajęczyny na niej świadczyły o tym, że nie była używana.
Perka zaczęła z zainteresowaniem przeglądać zbiory co chwila zerkając na mapę.
- Zazdroszczę.. - Prawie jęknęła z zachwytu. - Helena większość rzeczy robi w kuchni. Zaciągnęła się zapachem ziół i w końcu podeszła do dużego arkusza z wbitymi w niego szpilami. Uważnie zaczęła studiować wybrane lokalizacje. - Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj, ale jak zmarła Wierzba? Czemu twoja mama tego nie przejęła?
- Nie wiem dokładnie. Po prostu babcia zaczęła czuć się gorzej. - tłumaczyła Jadwiga rozglądając się. - Mówiła, że nie ma już sił na ściganie się z kostuchą. Odeszła we śnie, lekarz powiedział że to był zawał.-
Uśmiechnęła się podchodząc do Perki i obejmując ją w pasie do tyłu. Oparła podbródek na ramieniu kochanki i rzekła.
- To stanowiska archeologiczne. Moja praprababka sądziła, że klątwa zniknie gdy znów wrócimy do chramu Światowida. Tylko najpierw musimy odkryć, gdzie on był. Każda szpila to jedno udokumentowane znalezisko, lub odnaleziona wzmianka o starych czasach.-
Dłonie Wilgi korzystały z okazji by wodzić po okrytym materiałem brzuchu kochanki.
- Chętnie bym poszukała tego miejsca nawet z czystej ciekawości. - Perka oparła się plecami o piersi Jagody. - Patryk pytał mnie czy twoja matka żyje.
- Żyje i ma się dobrze. Ma drugiego męża i dzwoni do mnie czasem, ale z tym miejscem nie chce mieć nic wspólnego. - wyjaśniała Jagoda, gdy jej dłonie podwinęły bluzkę rudej kochanki i zaczęły leniwie pieścić skórę odsłoniętego brzucha, jak usta okularnicy muskające skórę szyi Zosieńki.
- My szukamy także z innych powodów. Na razie jednak bez skutku. Wszystkie wytypowane dotąd miejsca okazały się niewypałem. Ten dworek w którym mieszkam nie okazał się chramem.
- Skąd przekonanie, że chram był w tym miejscu? - Perka odchyliła głowę udostępniając swoją szyję kochance. Uśmiechnęła się czując jak dotyk dziewczyny rozpala jej wnętrze. - Twoja rodzina mieszka tu od zawsze?
- W okolicy… tak. Ale dokładnie tutaj od końca dziewiętnastego wieku. - mruczała Jagoda, liżąc i całując szyję kochanki. Jedną dłonią zabrała się za rozpinanie rozporka Perki, starając się to czynić ukradkiem. By nie zauważyła.
Zosia poddała się tym zabiegom ze wzrokiem utkwionym w mapie.
- Długo… Będę mogła wam pomóc póki tu jestem? - Zakołysała biodrami pośladkami ocierając się o Wilgę.
- Mogę spróbować wywróżyć za pomocą sosnowych igieł na wodzie. I pójdziemy tam gdzie wskażą. Niestety na archeologii się nie znam. Mimo że prenumerujemy prasę… - szeptała skupiona na wodzeniu ustami i językiem po szyi Perki. Palce Jagody wtargnęły przez rozpięcie spodni na łono i muskały wrażliwy zakątek rudej kochanki przez koronkową bieliznę.
- Mhm… Brzmi dobrze. - Perka przymknęła powieki przez chwilę ciesząc się dotykiem Wilgi. Czuła jak świeżo założone majteczki zaczynają lekko przemakać. - A co jak Patryk nas tu znajdzie?
- To go… zwiążemy…i… nie wiem… co dalej…- mruknęła Wilga i zerknęła na diabełka czując jak jej oddech przyspiesza. Co zresztą Zosia czuła wyraźnie ocierając się o nią. Palce między udami Perki leniwie masowały przez koronkę jej intymny zakątek.
- Myślę… że by mu się uniósł… jak diabełkowi.- dodała cicho Jagoda zawstydzona swoimi myślami na temat męskości Patryka. Delikatnie ukąsiła podstawę szyi Perki.
- Jak… ja podniosę spódnicę… o ile wpierw nie spaliłabym się żywcem ze wstydu.
- Dostałabyś ode mnie całusa na odwagę. - Perka sięgnęła do swoich spodni i zsunęła je do połowy uda, ułatwiając Wildze dostęp. - A co byśmy zrobiły gdyby mu się uniósł. - Spróbowała zerknąć ponad ramieniem na swoją kochankę.
Ta była czerwona jak burak na twarzy, ze wstydu i podniecenia. Roztaczana przez Zosię wizja zdecydowanie należała do kategorii “szalonych numerków”... czegoś co wycina się na studiach po pijaku i na drugi dzień stara się zapomnieć. Oddech Jagody był szybki, oczy błyszczały szaleńczo.
Palce zaś sięgnęły do majteczek Perki i wsunęły się pod nie. Ruch ten był pewny siebie i stanowczy, zanurzyły się sprawnie w wilgotnych już wrotach rozkoszy.
- Jeśli… ty też… pokazałabyś mi wszystko… przy nim… pppolizałabym ten stojący organ… nigdy… nie smakowałam ich…- wydukała z trudem malarka pogrążając się chaosie tej fantazji.
Zosia jęknęła i naparła swoją kobiecością na dłoń Wilgi.
- Yhym… ty zajęłabyś się nim, a ja kazałbym mu zająć się mną. - Powiedziała cicho i sięgnęła do swych piersi ściskając je przez stanik. - tak byś mogła patrzeć.
- Jeśli… spijemy… go babcinym winem… - szeptała gorączkowo Wilga pogrążając się w fantazji którą kreowały słowami. A może coś planując? - Może nic… pamiętał nie będzie? Jest ono mocne… upaja, pobudza… wiem, bo… raz wypiłam je.-
Jej palce poruszały się między udami Perki, wyjątkowo gwałtownie i mocno. Zatracając się w tej opowiastce młoda malarka traciła wszelkie opory i porzucała delikatność jaka zwykle ją cechowała.
Zosia żałowała, że przez spodnie nie może mocniej rozchylić nóg. Jej ciałem zaczęły trząść dreszcze, więc zaczęła mocniej ściskać swoje piersi starając się dorównać doznaniom jakie oferowała jej Jagoda.
- Może w notatkach... jest... jakiś przepis na eliksir? - Poczuła jak lekko uginają się pod nią nogi więc szybko puściła jedną pierś i oparła się o ścianę. Jej dłoń wylądowała tuż obok diabełka.
- Ttaak.. z pewnością… jest… ale ja żadnego nie odważyłam… się uwarzyć…- zachichotała nerwowo Jagoda mocniej napierając palcami na delikatny zakątek rudej kochanki. Jej biodra poruszały się lekko napierając na pupę Perki od czasu do czasu.
Całowała i kąsała jej szyję, oraz drugą dłonią podążyła z brzucha na piersi, by ścisnąć wolną z nich własnymi palcami. Równie namiętnie i nieco brutalnie, jak poruszała palcami między udami kochanki.
Perka krzyknęła dochodząc i już obiema rękami oparła się o ścianę, starając się złapać oddech.
- No to… mamy plan. - Wyszeptała rozpalonym głosem. - Ja uwarzę eliksir.. tylko… trzeba wybrać termin.
- Plan? Ale…- spanikowała Jagoda, gdy dotarło do niej znaczenie tych słów. Nie sądziła bowiem, że naprawdę zdecydują się na zrealizowanie tej fantazji mającej dodać jedynie pieprzyku ich pieszczotom.- … naprawdę chcesz to zrobić?
Przygryzła wargę walcząc ze sobą. Niemniej Perka wiedziała, że jest w stanie przekonać malarkę do swojego pomysłu.
-... to się da… jak użyjemy… mikstury do zamroczenia umysłu. Wszystko dla niego będzie snem, ale … ja nie wiem czy podołam. A jak spanikuję? Jak ucieknę? Jak zawiodę… nigdy nie dotykałam mężczyzny. Z kobietą to inna sprawa… mogłam eksperymentować na sobie, ale… wiesz jak mi poszła próba utraty dziewictwa…- okularnica zaczęła się rozgadywać próbując zapanować nad mieszaniną strachu, ekscytacji, podniecenia, wstydu i pożądania… którą ta wizja w niej budziła. Sama nie miałaby śmiałości, by się podjąć zadania. Ale nie była sama.
- Możemy go zaprosić na któryś wieczór i… na kolację. Czasami to robiłam. Nie będzie nic podejrzewał. A jak się upije.. to… rano mu wmówimy, że usnął przy stole.
Perka obróciła się i oparła o ścianę, stojąc z opuszczonymi spodniami i przemoczonymi majtkami. Uśmiechnęła się zadziornie do Wilgi.
- Byłabym obok, wzięłybyśmy twój szkicownik i węgiel na wszelki wypadek. W sumie chciał byś mu zrobiła portret. - W oczach rudej czarownicy pojawiły się ogniki. Od kiedy mieszkała Heleną raczej nie zdarzało się jej psocić, ale to… zapowiadało się że naprawdę zostanie tu na chwilę. - To co?
- Dddobrze… ale będę potrzebowała twojej pomocy… nie rozbiorę się przed nim sama. Będziesz mmmusiała… mi pomóc.- odparła z nerwowym uśmiechem Wilga wędrując wzrokiem po odsłoniętej bieliźnie kochanki. W oczach miała błyski pożądania i zachwytu.- Mmmuszę cię kiedyś taką namalować.
- To już drugi obraz. - Zosia przeciągnęła się eksponując swoje ciało. - Najpierw skończysz ten w sypialni, potem przeniesiemy się tutaj… - Chwyciła dłoń Jagody i przyciągnęła kochankę do siebie. - A jak zechcesz do przed Patrykiem cię nie dość że rozbiorę to jeszcze na nim usadzę. - Wyszczerzyła się do znajdującej się tuż przed nią twarzy Wilgi.
- Może nie planujmy tak daleko.. zaczniemy od… języka.. a potem się zobaczy.- wymruczała cicho Jagoda rozkoszując się wyraźnie tym, że tuliła się do Perki.
- Na razie…- pocałowała usta rudej kochanki.- Poszukam recepty na ten eliksir otumanienia. Wiem gdzie go widziałam.
Zerknęła za siebie nasłuchując.- Patryk się spóźnia, nie wiem czy to dobrze czy źle.
Wierciła się w ramionach Zosi wyraźnie pobudzona niedawnymi figlami i fantazjami.
- Może jednak były kłopoty z ogrodzeniem. - Perka zaczęła powoli zbierać materiał spódnicy, unosząc ją ku górze. - Kusi mnie by olać ten wypad do wsi ale nie mamy co jeść. - W końcu dotarła do pośladków i przesunęła po nich dłonią, sprawdzając czy Wilga ma na sobie bieliznę. I z satysfakcją stwierdzając, że czuje pod palcami jedynie jedwabistą skórę pośladków dziewczyny.
- Możemy... - jęknęła cichutko z rozkoszy Wilga wpatrując się w usta Perki.-... mogę… poprosić Patryka, by przywiózł nam sprawunki. Powiem, że muszę malować i dam mu listę. Jest taki uczynny, że przywozi mi zakupy ze wsi. Zawsze to czyni i nigdy nie żąda nic w zamian. Jest miły…- drżała ocierając się pośladkami o palce kochanki.
Zosia przyglądała się jej przez chwilę. Wilga była taka głodna czułości, czy naprawdę zawsze była sama. Perce było ciężko wyobrazić sobie taki stan. Rozejrzała się po poddaszu w poszukiwaniu pewnego zioła.
- Chętnie zobaczę jak wygląda wieś i… chyba nie powinnyśmy go wykorzystywać do zakupów skoro mamy plan skorzystać z niego jeszcze w inny sposób. - Uśmiechnęła się odnajdując to czego szukała. Delikatnie uszczypnęła pośladek Wilgi i wypuściła ją ze swych objęć.
- Dobrze… pojedziemy więc.- uśmiechnęła ciepło Wilga i poprawiła spódnicę dodając.- Chciałaś tylko sprawdzić czy nie mam majtek, przyznaj się.-
Po czym podciągnęła sweter odsłaniając swój zgrabny biust z wyraźnie pobudzonymi suteczkami.
- Widzisz… biustonosza też nie ma. - dodała zadziornie i szybko ukryła swoje dwa skarby, gdy Zosia pochwyciła w dłonie pęczek świeżych ziół, zerwanych zapewne przez malarkę. Bo nie mogły mieć więcej niż kilka tygodni.
Perka roztarła jeden z liści lubczyku w palcach i uśmiechnęła się.
- Kusiło mnie coś więcej, ale… - Oderwała sporo listków i zaczęła zwijać je w rulonik, delikatnie nacinają listki paznokciem i mrucząc coś pod nosem. Gdy skończyła owinęła całość cienką nicią, znalezioną na stole. - Podniesiesz spódnicę? - uśmiechnęła się zadziornie do Wilgi.
- Dddobrze…- odparła niepewnie Jagoda, ale podwinęła powoli spódnicę drżącymi dłońmi odsłaniając swoją kobiecość, także mokrą. Zresztą uda, też miała lekko wilgotne.
Zosia podeszła do niej i przyklęknęła, po czym ostrożnie sięgnęła pomiędzy rozchylone nogi.
- Cały czas ciężko mi uwierzyć, że tak ci się podobam. - Powiedziała cicho i delikatnie potarła rulonikiem kobiecość Wilgi.
- Nie jesteś brzydkim kaczątkiem… to raczej ja powinnam zapytać czy ci się podobam.- szepnęła cichutko Wilga drżąc ze strachu i podniecenia.
- Gdybyś mi się nie podobała nie zaoferowałabym ci swego towarzystwa. - Zosia pomału wsunęła rulonik do wnętrza Jagody, tak że na zewnątrz wystawała jedynie nitka. - To nie tak że sypiam z każdą napotkaną czarownicą.
- A mnie… się spodobałaś.. od obrazu… ale nie sądziłam… że do czegoś… poza rozmową… dojdzie. - pisnęła cichutko Jagoda drżąc od dotyku i działań kochanki.- Coo.. mi ty robisz?
- To lubczyk, działa jak afrodyzjak. - Perka ucałowała kobiecość Wilgi i wstała z kolan. - Czasem robię sobie coś takiego by urozmaicić trasę. - Uśmiechnęła się. - Bądź grzeczna i nie zgub gdy będziemy w mieście.
- Ale… jak on… działa? - jęknęła cichutko malarka spoglądając nieco przerażonym wzrokiem na rudą kochankę i opuszczając spódnicę.
- Tak jak afrodyzjak… - Zosia ruszyła w stronę schodów. - Tylko… odrobinę mocniej.
Jagoda wyraźnie czuła jego wpływ, oddech zrobił się ciężki, a spojrzenie lekko zamglone.
- Mogę nie.. wytrzymać i zrobić… coś…- ruszyła w kierunku niedużego kuferka, by go otworzyć i przeszukać zawartość. - Może jak zajmę… się…badaniem…
Kuferka pełnego brulionów, zapewne z przepisami na ziołowe mieszanki.
Nie wytrzymała jednak długo i pognała za Zosią.
- Masz telefon do Patryka? - Perka obejrzała się na kochankę. - Może jednak powinnyśmy się przejechać i zobaczyć czy nic się nie stało.
- Mam…- mruknęła zmysłowo Jagoda, oblizując wargę. Pochwyciła dłoń kochanki i ruszyła z nią po schodach, co jakiś czas zerkając na nią niczym kot na śmietankę.



 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 23-06-2018 o 23:01.
abishai jest offline