Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 26-06-2018, 20:57   #8
abishai
 
abishai's Avatar
 

Perka ułożyła się na podłodze, opierając się głową na łonie kochanki. Spojrzała na Wilgę, cześciowo przesłoniętą z tej perspektywy przez zgrabny biust.
- A jak?
Jagoda odgarnęła włosy z czoła i twarzy i dodała wstydliwie.
- Napoczęłam babcine wino któregoś wieczora. Pierwszy raz. Z sentymentu i ciekawości. Wypiłam dość dużo i zrobiło się… ciekawie. Zadzwoniłam do Jolanty i wymamrotałam jej czego chcę. Dużej erotycznej zabawki. - odetchnęła głęboko. - Ona wybiera się raz na miesiąc do znajomych w stolicy. Przy okazji kupuje różne rzeczy, które wpadną w jej oko, a których tutaj nie da się kupić. I te rzeczy, które sąsiedzi u niej zamówią. Tak jak ja zrobiłam. Potem, gdy Jolanta wróciła już z towarem, nie mogłam się zebrać na odwagę by go odebrać. I uprosiłam Patryka. Przyniósł mi mój zakup, a ja wrzuciłam go pod łóżko i… nie ruszałam od tamtego czasu.
Perka sięgnęła ku górze i delikatnie traciła pierś kochanki.
- Nie kusiło cię by tego użyć?
- Kusiło. Ale jakoś się nie odważyłam. To przy tobie jestem taka… śmiała.- zamruczała cicho, głaszcząc czule policzek Zosi.
- A mnie kusiło by zaproponować Patrykowi by wziął z sobą jakoś kłódkę by zabezpieczyć się przed nami. - Perka wyszczerzyła się do kochanki. - Myślisz, że by wtedy przyjechał?
- Tak. Pewnie wziąłby to za żart.- zaśmiała się Jagoda. - Że go poduszkami będziemy tłuc, albo każemy przeszukiwać każdy kąt… bo usłyszałyśmy pisk mysz, a każda dziewczyna się boi myszy.
- Ta… był w szoku jak zobaczył moją reakcję na ten bałagan na pastwiskach… a raczej widząc jej brak. - Zosia spojrzała na stół, na którym stała karafka. - Jak chcemy mu to podać?
- Doprawimy herbatę?- zamyśliła się Jagoda i wodząc palcami po włosach Zofii dodała.- Jeśli… ty go zagadasz, a pewnie zdołasz, to ja mu doleję potajemnie. Albo zrobimy już doprawioną. Nie będzie nic podejrzewał, nawet jeśli smak się zmieni. Wie że wzorem babci zbieram zioła i robię napary.
- Równie dobrze możemy doprawić wino. A pewnie będziemy je pić i do posiłku i po. - Perka wtuliła głowę w dłoń kochanki. - Po dwóch lampkach co najwyżej uzna, że lekko go wzięło.
- Więc nie powinno być kłopotu. A jak będzie… zwiążemy siłą, napoimy… i poczekamy na rezultaty.- zażartowała wesoło Wilga i uśmiechnęła się dodając.- Patryk nie jest konfliktowy. Nie będzie sprawiał kłopotu.
- Myślałam, że może dać się zaprowadzić do łóżka i związać po dobroci… - Perka zamyśliła się. - Zastanawiałam się czy dać mu babcinego wina ale… nie wiem czy by się na nas nie rzucił.
- No trochę to oto chodzi…- zachichotała okularnica i te okulary poprawiła.- Zostawmy jednak babcine wino jako ostateczność.
- Myślałam, że chodzi o to że chciałaś go posmakować. - Perka wyszczerzyła się.
- No to też.- odparła wesoło Jagoda i dodała.- Prowadzi zdrowy tryb życia. Chyba nie padnie po pierwszym razie prawda? A nawet gdyby padł, to co dla prawdziwych czarownic postawić go na nogi?
- Prawda… Jestem ciekawa co ci kupi. - Perka podniosła się siadając na podłodze. - Chodźmy na te pola. Kupiłam kilo mięsa, będzie siedzieć w piekarniku z dwie godziny.
- Nago? Nie za dużo tego kuszenia losu? -zapytała gospodyni przypominając gościowi o ich stanie w tej materii.
Zosia wstała i otrzepała pośladki na oczach Jagody.
- Nie wiem jak ty ale ja mam ubranie. - Obróciła się przodem do Wilgi i dygnęła unosząc fartuszek niczym sukienkę.
- No...masz… ale jak będziesz tak paradować to zajmiemy się na tym polu czymś innym niż duszkami.- zażartowała z łobuzerskim uśmiechem Jagoda i wstała. Obróciła się dookoła siebie zerkając na swój tyłeczek. - Chyba się za bardzo nie wybrudziłam, więc drugiej kąpieli nie będzie. Jak się ubierzemy, możemy ruszać. Zabrać coś konkretnego ze sobą?
- Nieco jedzenia. Ja się obmyję czuję że mam zacieki na udach po tych wszystkich zabawach. - Uśmiechając się pokazała Jagodzie jedną z nóg.
- Ja zaś… obiecuję… że nie wejdę do łazienki. Obiecuję sobie.- odparła okularnica i nachyliła się, by musnąć czubkiem języka owe zacieki na udzie. - Ale co będzie później… kto wie.
- Yhym… - Perka prawie zamruczała, zabawy z Wilgą przyjemnie ją podnieciły, jeśli jednak nie przerwie tego nigdy nie wyjdą. Westchnęła ciężko. - Dobra, zgarnę ciuchy i idę do łazienki.
- A ja do pokoju. Jakieś.. konkretne wymagania mają te Julki co do jedzenia?- zapytała malarka prostując się i znów ruszając do wyjścia z kuchni.
- Jedzą to co zbiorą, czyli zboża, owoce, grzyby. Jakieś pieczywo czy jabłka będą idealne. Możesz wziąć kilka z tych, które kupiłam na szarlotkę. - Powiedziała Perka, zdejmując z siebie fartuszek i układając go na blacie kuchennym.
- Dobrze…- odezwała się już za drzwi kuchennych malarka uznając, że co z oczu to serca.

Perka odczekała chwilę i ruszyła do swojego pokoju po ubrania i jakieś przybory do kąpieli. Wczoraj nawet nie zdążyła się rozpakować nim… Uśmiechnęła się na wspomnienia ostatniej nocy. Teraz czekało ją niestety nieco pracy.
Słyszała z sąsiedniego pokoju, wesołe nucenie Jagody. Niewątpliwie ruda kochanka miała pozytywny wpływ na jej życie. Sprawiała że samotna dotąd dziewczyna nabierałą optymizmu i pewności siebie. Otwierała się na nowe doznania. Ciekawe jak otworzy się na Patryka. Perka zachichotała i zgarnęła kilka ubrań odrobinę nie pasujących do wiejskiego życia. Wiedziała, że miną lata nim jej garderoba zacznie odpowiadać wiejskiej czarownicy tym bardziej że matka nadal dbała o to by córka nosiła się “jak na Jabłonowską przystało”. Cokolwiek by to miało nie znaczyć.

Wzięła szybki prysznic zmywając z siebie pozostałości serii igraszek i szybko zaczęła wciskać w kolejne warstwy garderoby.

[media]https://i.pinimg.com/564x/3b/2d/47/3b2d475573cfa0146e507ee409e1314b.jpg[/media]

Ubrana wyszła na korytarz poszukać swojej gospodyni.
Jagoda krzątała się po kuchni wypełniając kosz jedzeniem. Ciasne jeansy opinające ciało, czerwona flanelowa koszula, na to czarna kurteczka. Włosy spięte jak zazwyczaj. Uśmiechnęła się na widok Zosi mówiąc.
- Wyglądasz jak… romantyczna poetka. Bardzo pięknie.
Perka dygnęła teraz już unosząc spódnicę, spojrzała jednak na kochankę tak pożądliwie jakby ta nie miała na sobie absolutnie nic.
- A ty jakbyś chciała bym cię znów wykorzystała. - Mrugnęła do niej. - Wszystko gotowe?
- I pewnie wykorzystasz, choć wyglądasz na niewiniątko.- odparła Wilga wystawiając język, po czym dodała.- Gotowa. Mam spakowane jedzenie, tak jak poleciłaś.
- Bo jestem niewiniątkiem. - Zosia uśmiechnęła się szeroko. - Duch, idziemy na spacer.
- Gdzie chcesz iść na ten piknik? Wzięłam koc i wino… dla kamuflażu.- wyjaśniła Jagoda chwytając dłoń Zosi. Duch ziewnął i przeciągnął się, po czym merdając ogonem podążył za obiema kobietami.
- Na łąkę… najlepiej gdzieś gdzie ludzi unikają zasiewu. - Zosia ściskając dłoń Wilgi wyszła na zewnątrz. Wzięła głębszy oddech czując świeże powietrze. Większość czasu w domu spędziła nad garami lub wtulając nos w kwiatuszek Jagody i o ile obie rzeczy sprawiały jej wiele przyjemności, to raczej tumaniły myśli. - Prowadź.


- Daleko nie zajdziemy. Łąki należące do mnie nie były zasiewane… nigdy. Odkąd posiadłyśmy ten dworek.- wyjaśniła Wilga prowadząc Zofię i Ducha nieco dalej od domu.
Poprowadziła ją na skrawek łąki znajdującej się blisko lasu.
- Zostawiamy by rosło dziko i tylko zbieramy… to znaczy, teraz to ja zbieram, wedle wskazówek mojej babci.- wyjaśniła pokazując łany nie koszonej nigdy łąki.
Perka uśmiechała się przyglądając się przylegającym do dworku terenom. Jeszcze był marzec ale już niebawem wzejdą wszystkie rośliny… powinna tu zostać do tej pory i zebrać zapasy.
- Pięknie. - Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Wysokie buty skutecznie chroniły przed wilgotnymi trawami. Idąc pozwoliła spojrzeniu odpłynąć, widząc jak towarzyszący jej Duch i trzymana za dłoń Jagoda, rozmywają się stając się ledwie cieniami. Z uwagą przyglądała się łące szukając niewielkich istotek.
Jagoda wraz z Duchem trzymały się z dala. On wiedział kiedy nie przeszkadzać swej pani, a ona była ciekawa. Perka czując coraz lepiej drugą rzeczywistość zaczęła je dostrzegać. Julki zerkały spomiędzy źdźbeł ciekawsko na zbliżającą się czarownicę. Było ich tu sporo. Pewnie obecność siedziby Kalatów przyciągała je w tą okolicę.
Czarownica przykucnęła pośród traw i uśmiechnęła się do małych ludzików.
- Jestem Zofia Jabłonowska, czarownica. Przybyłam w gościnę do gospodyni siedziby Kalatów. - Mówiła spokojnym głosem nie chcąc spłoszyć Julków. - Czy chciałybyście ze mną porozmawiać.
- Czego tu szukasz… wiedźmo z Jabłonowskich? - odezwał się jeden z nich, a reszta powtórzyła za nim niczym chórek. - Czego tu szukasz… czego… czego...czego.
Perka zaczekała aż chórek ucichł.
- Przywiodła mnie tu wróżba Jagody Kalaty, obecnej gospodyni dworu. - Przyglądała się duszkom, odruchowo starając się choćby oszacować ich ilość.
- My jej nie szkodzimy. My cicho jesteśmy. My łąki strzeżemy, boże krówki pasiemy, mrówkom pomagamy, ptasie gniazda pilnujemy. - odezwały się chórkiem, choć ilość głosów się zmieniała. Były małe i liczne, okrąglutkie. Szacunkowo wyszło Zofii, że jest ich tu koło czterdziestu.
- Wiem… jest bardzo wdzięczna za tą opiekę i pomoc. - Przyklęknęła na ziemi, nie zważając na to że rajstopy lekko przemakają. - Jednak coś zagraża tym ziemiom. Chcę jej pomóc, ale… potrzebuję najpierw waszej pomocy. Wieści.
- Już za późno na pomoc. Już za późno na ratunek. Czekać trzeba.- zmartwiły się wyraźnie duszki.
- Jest nas dwie… jeszcze jest szansa… wierzę w to. Powiedźcie proszę tylko co nam zagraża. - Popatrzyła po Julkach. - Na co trzeba czekać?
- Leszy… jest umierający. Ranion przez… coś… ranion ciężko. W szale pogrążony, gniewem zaślepiony. Ból wpędził go w szaleństwo… jak tych śmiertelnych co w pełnię zwierzę w sobie czują. - wyjaśniły nerwowo.
- Ktoś zraniło Borowego… - Perka na chwilę oderwała wzrok od duszków, spoglądając na okolicę. Dzisiaj już dwa razy zatrzymywała się w lasach. - Wiecie kto zranił ducha lasu?
- Nie… nie wiemy. Nie chcemy wiedzieć. Leszy też nie stąd… z głębi lasów przybył, wściekły i szalony. To już nie dziad borowy… tylko dzikość i ślepy gniew ostały w nim.- z czasem ilość duszków malała. Julki chyba bały się o tym rozmawiać. Z czterdziestu, tylko piętnastka jeszcze nie kryła się przed czarownicą.
- Rozumiem. A… są tu ci w których szał budzi się w pełni? - Spytała niewielkiej grupki, która jeszcze przy niej pozostała.
- Przy jeziorze mieszka, a w jeziorze ryby łowi, wyje w czasie pełni, nic nie robi człowiekowi.- odparły Julki zadowolone ze zmiany tematu na bardziej neutralny.
- Dziękuję wam za pomoc. - Perka wyprostowała się. - Zostawię podarek.
Minki duszków wyrażały zadowolenie i zachwyt… oczywiście wizją podarku.
Perka uśmiechnęła się do nich i pozwoliła świadomości powrócić do ich ludzkiej rzeczywistości. Rozejrzała się szukając Jagody i Ducha.

Czekali na nią cierpliwie tam gdzie ich zostawiła. Jagoda poprawiła okulary i uśmiechając się nieśmiało spytała.
- I… co? Czego się dowiedziałaś?
- Zostawmy jabłka i chleb… - Perka spojrzała na nią z nietypową dla siebie poważną miną. - Porozmawiamy w domu, dobrze? - Z odrobiną obawy spojrzała na wszechobecne mazurskie lasy, wcinające się w łąki i pola, niemal dotykające licznych jezior. Leszy mógł być wszędzie.
- Aż tak źle?- zapytała nerwowo Jagoda postępując zgodnie z polecenie doświadczonej czarownicy.
- Nieciekawie i obawiam się, że strzelba Patryka na niewiele się tu zda. - Perka zaczekała, aż Jagoda zostawi Julkom jedzenie i unosząc lekko spódnicę ruszyła w kierunku dworu. - Bały się mówić, nie chcę ich straszyć.
- Może gdybyśmy pomogły uczynić strzelbę Patryka mocniejszą? Albo samego Patryka?- zapytała Jagoda podążając za nią, a Duch za nimi spokojny. Co dodawało otuchy Zosi, bo gdyby był niespokojny… to Leszy mógł być w pobliżu.
- Wolałabym by w ogóle nie zbliżał się do… - Ugryzła się w język, zerkając na pobliski lasek. - To nasze sprawy, niech normalni lepiej się w nie nie mieszają.
- Zadbamy żeby nie miał czasu, albo sił na wyprawę do lasu.- zażartowała malarka próbując poprawić im atmosferę.
- Tak. - Perka uśmiechnęła się do młodszej czarownicy. - I zadbamy o to byś straciła dziewictwo. - Wyszczerzyła się.
- To też..- mruknęła Jagoda chwytając za rąbek sukienki Perki i lekko przyciągała ją do siebie. - A jak to zaplanujemy? Mamy się jakoś przebrać? Czy może będziemy improwizować wieczorem?
- Im bardziej będzie to przypominać sen tym lepiej zadziała urok. - Zosia objęła kochankę w pasie, prowadząc ją z powrotem do dworu. - Mogłybyśmy trochę udekorować jedną sypialnię, może jakieś białe tkaniny, które zdejmiemy gdy już Patryk uśnie? Same też mogłybyśmy się przebrać. - Zamyśliła się. - Masz białe szaty na noc kupały?
- Pewnie są tam gdzie reszta strojów, kabaretki i gorsety i… suknie balowe i bielizna Kassandry. Prababka przebywała w Berlinie… w czasach międzywojennych i przywiozła mnóstwo różnych ciuchów ze sobą. Wtedy tam ubierano się skandalicznie.- wyjaśniła Jagoda obejmując kochankę w pasie.- Białe prześcieradła i zasłony się znajdą.
- Och taki strój nie z epoki będzie świetny. Jeśli coś do siebie dobierzemy. Coś co da się szybko założyć. - Myśli Perki choć na chwilę uciekły od przykrego tematu rannego ducha. - Przygotujemy już sypialnię, jakoś go namówimy by tam nie szedł po przyjeździe… znajdziemy coś by go związać? Jakieś tasiemki? Lina?
- Mam liny… mocne, bo konopne. Babcia je robiła, mama, ja też… nauka cierpliwości w wydaniu naszego rodu.- zaśmiała się cicho Jagoda, a gdy przekroczyły próg domostwa znów docisnęła swym ciałem Perkę do ściany. Nachyliła swoją twarz ku niej i pocałowała jej usta mrucząc.
- A to… żebyś… miała pewność, że kusiło mnie...zrobić coś głupiego na tej łące.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline