Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-12-2018, 16:03   #33
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16585 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Dzień mijał spokojnie na malowaniu wieży, gdy nagle koło południa rozdzwonił się telefon Mokki. Babcia.
Ola westchnęła ciężko, po czym wytarła ręce i odebrała telefon podchodząc do okna.
- Cześć babciu. - Spróbowała się uśmiechnąć, ale po ostatnim wieczorze i coraz intensywniejszych obawach przed spotkaniem z Lesławem, przyszło jej to z dużym trudem.
- Dostałam informację, że zerwałaś z Tomkiem - zaczęła babcia bez powitania oburzonym tonem - I wiesz od kogo? Od pani Gacki. Ani ty, ani Tomek nie zadzwoniliście. W dodatku on nie odbiera ode mnie telefonu. Wiesz jak ja się czuję? Wiesz, że mam słabe serce... a teraz jestem całkiem sama…
Ola przetarła twarz. Tak bardzo nie miała ochoty na rozmowę na ten temat, a już szczególnie z tą konkretną osobą.
- Zadzwoniłaś najpierw do niego? - Spytała udając żal.
- On chociaż jest na miejscu, żeby ze mna porozmawiać, a nie w jakimś Krakowie... pomyślałaś, co by się stało jakbym zasłabła? Czy ty w ogóle myślisz o kimkolwiek poza sobą, dziewczyno?! - wychrypiała staruszka, wpadając w szloch.
Mokka pomyślała, że na pewno armię szpiegujących sąsiadek zareagowałyby szybciej niż ona, a pewnie wyprzedziłyby też karetkę pogotowia, ale ugryzła się w język.
- Niebawem wracam babciu, a Tomek… on zaproponował mi dziwne rzeczy… - Ola udała zmieszaną.
- Niebawem, czyli kiedy? Mam nadzieję, że na mój pogrzeb zdążysz. Doprawdy nie wiem jak możesz być tak samolubna. To na pewno geny ze strony twojej matki…
- Maksymalnie tydzień babciu. Proszę uważaj na siebie przez ten czas. - Mokka starała się brzmieć na szczerze zaniepokojoną stanem Stanisławy.
- Nie wiem czy dam radę... zostałam sama... całkiem sama... - chlipała do słuchawki.
- Wobec tego postaram się skończyć szybciej. - Ola skłamała bez zająknięcia. Była pewna,że jeszcze tu zostanie… o ile w ogóle wróci. - Dbaj o siebie dobrze?
- W ogóle cię już nie obchodzę... - chlipała staruszka, bynajmniej się nie rozłączając.
Mokka wsłuchując się w udawany szloch po drugiej stronie słuchawki zastanawiała się czy już może uciąć ten terror czy jeszcze nie. Zarabiała… może nie najlepiej ale zawsze. Lesław obiecał zapłacić jej za tą pracę i jakoś wierzyła, że nawet jeśli był na nią zły za poprzednią noc to, to zrobi. Chciała by już był wieczór, chciała z nim porozmawiać zanim myśli o tym, że to bez sensu wygrają.
- Naprawdę mi przykro babciu. - Rzuciła do słuchawki słysząc dłuższą przerwę. W sumie… jeśli zgodziła się pomóc. Może nie przeżyć spotkania z komisją, może wysłuchiwanie po raz kolejny Stanisławy było bez sensu, a jednak… to nadal była jej babcia. - Postaram się wrócić jak najszybciej. - Powtórzyła po raz kolejny czując się jak jakaś zacięta płyta.
- Chciałabym jeszcze zobaczyć moją wnuczkę, nawet jeśli jest tak niewdzięczna...
Babcia w końcu się rozłączyła.
- Trzymam cię za słowo - Mokka usłyszała za plecami kobiecy głos. W drzwiach do wieży stała Gośka, przyglądając jej się ze sztucznym uśmiechem.


- Cześć. - Ola zignorowała komentarz. Nie do końca wiedziała po co Gosia ją tu odwiedziła, ale miała pracę do skończenia. Wróciła do porzuconych na ziemi pędzli i znów zabrała się za malowanie. - Coś się stało?
- Lesław prosił, żeby ci przekazać zaliczkę - powiedziała kobieta obojętnym głosem i podała dziewczynie zaklejoną kopertę. - I miałam przekazać, że jakbyś chciała zaszaleć na zakupach, to masz się nie krępować. Ja albo Rafael możemy cię zawieść, bo jesteśmy dziś wolni. Do wieczora, of course.
- Chcę to skończyć przed wizytą komisji, ale dziękuję za propozycję. - Mokka przyjęła podaną kopertę uśmiechając się do Gosi. Będzie musiała to potem wrzucić do banku, ale to… później. Wymyła pędzel i wytarła go starannie.
Gośka pokręciła się chwilę, ale w końcu odpuściła i ruszyła do wyjścia.
- Całkiem nieźle - rzuciła na odchodne.
- Dziękuję. - Ola uśmiechnęła się i jeszcze raz rozejrzała po pomieszczeniu. Jeśli mocno się zepnie powinna skończyć do wieczora. Może nie będzie czasu na jedzenie… ale później pozostanie jedynie dopieszczanie. Chwyciłą przyniesionego na wieżę batonika i z zaciekawieniem zajrzała do koperty. Ile Lesław uznał za zaliczkę? Nie umawiali się na żadną. Plik był gruby, po przeliczeniu doliczyła się 5000 zł.
Ola wciągnęła powietrza. Już samo to wystarczyłoby jej pewnie na pół roku studiów. Oczywiście żyjąc w akademiku i pracując na boku, ale… mogła by być samodzielna. Zamknęła kopertę i odłożyła ją na skrzynię. Rozejrzała się po pokoju oglądając swoje dzieło i uznała, że namaluje też pojawiające się na niebie gwiazdy… na pamiątkę jej pierwszego lotu.
Praca jednak przeciągnęła się i nawet nie zauważyła, jak słońce zaszło. Z transu wyrwało ją dopiero pukanie do drzwi. To był Lesław.
- Podobno nic nie jadłaś. Nie powinnaś się tak przepracowywać. - powiedział, uśmiechając się lekko. Miał na sobie biały podkoszulek i krótkie bojówki.
- Chciałam to skończyć przed wizytą komisji. - Ola wstała z podłogi i rozejrzała po pokoju. - I chyba mi się udało. Jeszcze kilka poprawek ale nie są konieczne.
Podeszła do wampira i przyjrzała mu się uważnie. Czy nadal był zły? Czy to rzeczywiście było przez nią? Zaplotła dłonie za plecami czując jak palce zaczynają delikatnie drżeć. Czy bała się gniewu Lesława? Z jakiegoś powodu czuła, że nie. Było jej tylko… tak potwornie głupio.
- Chciałam cię przeprosić za wczoraj. - Powiedziała starając się nie spuszczać wzroku.
- Nie masz za co mnie przepraszać. To ja powinienem cię przepraszać non stop za sytuację, w jakiej cię postawiliśmy - powiedział nie przestając się uśmiechać. Dłonie miał schowane w kieszeniach - A komisja najwyżej zaczeka. To nawet trochę zabawne. Banda staruchów, którzy wyżej srają niż mają tyłki, uzależniona od śmiertelnika.
- A jednak byłeś wczoraj rozgniewany. - Olę nieco niepokoił jego radosny stan. To trochę jak wtedy gdy widzi się niesamowicie zadowolone dziecko i człowiek od razu zastanawia się co napsociło. - Nie chciałam być wczoraj sama. Boję się tej konfrontacji, a Rafael to jedyna osoba… za dnia, z którą mogę normalnie porozmawiać. - Wzięła głęboki wdech i skłoniła się lekko przed wampirem. - Naprawdę przepraszam.
Choć nie przestawał się uśmiechać, w jego oczach pojawił się smutek.
- Naprawdę nie masz za co mnie przepraszać. Nie jesteś moją własnością. Możesz robić co chcesz i z kim chcesz. - powiedział, a właściwie zabrzmiało to jakby wyrecytował tekst z pamięci - To ja nie powinienem podsłuchiwać. Po prostu... wiedziałem, że ci źle i czekałem aż pójdziesz do siebie, żeby z tobą... porozmawiać. Więc czekałem i... słuchałem. Wybacz. Mam problemy z... ze złością. Podobno są teraz kursy z panowania nad gniewem. Jak uda mi się stąd uwolnić, od razu się zapiszę. - zakończył, znów się uśmiechając, choć jego oczy pozostawały poważne.
Ola wyprostowała się i podniosła na niego wzrok.
- Chciałabym od ciebie usłyszeć czy są rzeczy, które… które mogą ci sprawić przykrość. Bo nie chcę byś był zły, smutny... - Mokka spróbowała się uśmiechnąć jednak zupełnie jej to nie wyszło. - Ja… wiem na co zareagowałeś. Rafael robi sobie na te żarciki, ale… do niczego by między nami nie doszło, a raczej… nie aż tak.. ja… - Zmieszała się lekko i zacisnęła za plecami dłonie w pięści. Gdy się odezwała był to cichy szept. - Nie chcę by to on odebrał mi dziewictwo.
- Powinnaś chyba powiedzieć, że to nie z nim chcesz spędzić pierwszą noc. Nikt ci niczego nie odbierze, Olu. I nikt ci nic nie da. To ty sama zapełniasz kartę swojego życia. - powiedział, po czym wyciągnął dłoń i delikatnie pogładził dziewczynę po policzku zimnymi palcami - Jedzenie może nie będzie szczególnym osiągnięciem, ale raczej ciężko ci będzie bez niego sięgnąć po inne, więc proszę, idź coś zjeść. Laura podobno coś upiekła dla was.
Mokka przymknęła oczy, ciesząc się dotykiem wampira. Nie był tak gorący jak dotyk Rafaela, ale mimo to dużo jej bliższy. Wpadła po uszy, a sposób bycia Lesława sprawiał, że nie do końca wiedziała co ma z tym zrobić. Przytaknęła ruchem głowy ocierając się policzkiem o znajome palce. Chyba nie powinna mu mówić, że to z nim “chciałaby spędzić swoją pierwszą noc”... choć już i tak się z tym zdradziła.
- Jeden dzień na batonikach mi nie zaszkodzi, a… - Otworzyła oczy i uśmiechnęła się już do mężczyzny zupełnie szczerze. - jestem w ferworze walki. Przed świtem powinno być gotowe. - Obejrzała się za siebie i rozejrzała po pokoju. - Jeszcze tylko kilka szczegółów.
Lesław uśmiechnął się i skinął jej głową.
- W takim razie nie będę ci przeszkadzał. I przyślę kogoś z jedzeniem. I kawą. Bo chyba ją lubisz. - powiedział, wychodząc.
Ola wyjrzała za nim na korytarz.
- Dziękuję! - Była ciekawa czy wampir się na nią obejrzy. Obrócił się i pomachał do niej, schodząc po schodach.
Mokka uśmiechnęła się ciepło opierając się o framugę. Patrzyła jak wampir odchodzi i dopiero gdy prawie zniknął jej z oczy pozwoliła sobie na ciche. - Kocham cię.
Mimo to zrobiło się jej głupio i szybko schowała się w swoim miejscu odosobnienia, z łomoczącym sercem zabierając się ponownie do pracy.
W międzyczasie pojawiła się Laura z jakimiś przysmakami i termosem kawy. Jej wizyta jak zwykle była cicha i szybka. Poza nią nikt Oli nie przeszkadzał. A gdy złocista łuna rozświetliła linie horyzonty malunek został skończony. Mokka dopiła resztkę kawy i czując, że już w ogóle na nią nie reaguje skierowała swoje kroki w stronę swojego pokoju. Teraz mogła już na spokojnie malować prace do teczki czekając na komisję. Jednak najpierw potrzebowała snu… dużo snu i to najlepiej w łóżku po porządnym, długim prysznicu.
 
Mira jest offline