Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-20-2007, 15:48   #16
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 5 abishai ma w sobie cośabishai ma w sobie cośabishai ma w sobie coś
$: 250 898
Czas.. nieubłagany demon, ścierający w pył armie ambicje i marzenia. Niektórzy są mu w stanie się oprzeć, innym tylko się wydaje że mu się opierają. Ale NIKT, nikt nie jest w stanie władać czasem. On podąża swoją droga niezmienny i nieubłagany...Dla czwórki "bohaterów" czas już się kończył. Byli oni potężni i sam ich widok wzbudzał strach wśród wrogów. Ale mimo swej potęgi , byli tylko sługami istot o sile większej niż oni sami.
Niewolnikami zdającymi sobie sprawy ze swych okowów, i próbującymi je zerwać...A może tylko wymienić na wygodniejsze?


Flegestos, komnata odpraw Gazry

Potężny czart patrzył na równy szereg diabłów. Czujne oczy diabła wypatrywały w sługach słabości. Hamatule stały bezruchu, świadome że wszelkie uchybienie może oznacza bolesną karę. Trzy czarty z przodu Cassius, Gertimor oraz Ywalak prężyły się przed najwyższym generałem czwartej warstwy.
- Znacie już me rozkazy. Rozejść się .- rzekł Gazra.
Trzej genrałowie Gazry, potężne czarty służalczo pokłoniły się i wyszły ze swymi osobistymi świtami.
- A teraz kolejna sprawa...-rzekł Gazra do siebie, spoglądając na pismo od Asmodeusza, podbite pieczęcią Beliala, na dowód że je poznał i aprobuje. Nie, żeby Belial mógł sprzeciwić się Asmodeuszowi. Pieczęć od Beliala była zwykłą formalnością.
- Ty..- wskazał na najbliższego diabła.
- Tak panie.- hamatula niemal padł na twarz przed Gazrą.
- Udasz się do siedziby Xar'nasha, ma się tu zjawić natychmiast.- rzekł Gazra.
-Tak panie.- rzekła hamatula i znikł w błysku teleportacji.
Gazra przymknął oczy i pomyślał o tym co zaplanował wcześniej...A na jego twarzy wykwitł złowieszczy uśmiech.

Minauros, rozlewiska na południowym brzegu miasta

- Czy nawiązałeś juz kontakt z moim bezskrzydłym pieszczoszkiem?- rzekł Mammon swym oślizgłym od nadmiaru słodyczy głosem.
- Nie panie.- odrzekł ilithid, jeden ze świty która zawsze otaczała Mammona.
- Szkoda, doprawdy szkoda, gdyby okazało się , że nie jesteście tak przydatni jak sądzicie, prawda? - rzekł arcydiabeł, a ilithid zadrżał. Mammona uważano za najbardziej uprzejmego z diabłów. Ale za ta pozorną uprzejmością kryła się zdrada i złośliwość, oraz okrucieństwo.
- Panie musi przebywać, poza Minauros.- rzekł inny łupieżca umysłów.
-No cóż moja kochana, musisz się niestety pofatygować i poszukać mojego słodziutkiego Mefistiana, by przekazać mu moją wolę.- rzekł Wicechrabia Mammon do postawnej kapłanki w zbroi okrywającej się płaszczem, jakby w obronie przed bagiennymi oparami.
- Zrobię jak każesz wicehrabio Mammonie.- rzekła kobieta kłaniając się czartowi.
- I tym razem Zbavro, niech się wam powiedzie. Dobrze wiesz, że nie lubię porażek.. Denerwują mnie, a wiesz jak ja nie lubię się denerwować. - rzekł Mammon posyłając jej całusa.

Cania, sala tronowa.

Mefistofeles był wściekły.. Jego oczy przesuwały się po linijkach raportu. A jego tekst nie napełniał bynajmniej arcydiabła optymizmem. Nawet pieśni śpiewane przez urodziwą elfią pólczartkę nie studziły jego gniewu.
- Sephiroth, dawać mi tu Sephirotha!! - ryknął na całą salę.
- Nie ma go w Canii panie, wybrał się gdzieś z niewielką świtą.- rzekła Antilia.
-Oby miał dobry powód na wycieczki, bo akurat nie czas na wędrówki.- syknął władca Canii.
Mefistofeles wstał z tronu i przemaszerował kilka kroków, płomienie oplatające jego sylwetkę wybuchły z olbrzymią siłą.
Ryknął do najbliższego sługi kryjące się przed furia swego pana. - Posłać jakiegoś impa na poszukiwania, Sepiroth ma tu się zjawić jak najszybciej. W innym przypadku stanie się najkrócej rządzącym egzekutorem w historii Canii!

Maladomini, plac budowy, jeden z wielu...

-A tu postawimy fontannę, z motywami kwiatowymi, owadzimi i oczywiście różanym zapachem. - rzekł architekt wypluwając z trudem te słowa. Belzebub choć stał się dawno stał się diabłem, w sprawach sztuki zachował gusta archonta którym był przed wiekami.
-Taaak, interesujący pomysł, akceptuje wstępnie.- rzekła pokraczna istota będąca Belzebubem.
-Panie wybacz, że ci przeszkadzam.- z nieboskłonu nadleciała erynia i wylądowała przed pokraczna sylwetką Belzebuba. Starała się mimiką nie zdradzić odrazy jaką napawał ja smród otaczający arcydiabła.
Rozwinął raport, przyniesiony przez erynię i rzekł we wzburzeniu.- Schwytany?! Jak to może być możliwe. Jakim cudem?! Toż to obraza.
-Co radzisz uczynić.- spytala erynia.
- Kto jest wolny obecnie? - spytał Belzebub.
- Venefi’cus Euxin.- rzekÅ‚ Vashaak Ratoth Bruu, przeglÄ…dajÄ…c ksiÄ™gÄ™ z która nigdy siÄ™ nie rozstawaÅ‚.
-Tak, pamiętam go, ten śmiertelnik aspirujący do bycia diabłem.- rzekł po Belzebub. Następnie zwrócił się do erynii.- Znajdź go, a jak znajdziesz, wtajemnicz w sprawę.
- Tak panie.- rzekła erynia i wzniosła się powietrze.
- A teraz pokaż plany pałacu, który postawimy koło placu z fonntanną.- rzekł arcydiabeł do architekta.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.

Ostatnio edytowane przez abishai : 07-20-2007 o 15:55.
abishai jest offline