Wątek: DEA
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-02-2020, 18:26   #4
Arthur Fleck
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Ed opuścił budynek z zapisanymi w telefonie adresami i numerami telefonów. Wchodząc na parking odpalił czerwonego marlboro a następnie otworzył drzwi swojego dodge’a, rocznik 1973. Puste paczki po papierosach, papierki po cukierkach, paragony i inne śmieci przerzucił na siedzenie pasażera po czym wgramolił się do samochodu. Po chwili sunął już ulicami miasta, dym papierosowy wypuszczając przez otwartą szybę w oknie. Ustawił radio na stację MXC California. Odkąd zaczął kręcić się koło dilerów ze Skid Row, wyjątkowo upodobał sobie meksykański hip hop. Po drodze do agent zdążył jeszcze odebrać wiadomość mms od swojego staruszka.
Joe Hoover pozował dumnie do zdjęcia z dorodną tłuściutką rybą, wydawał się rzucać synowi wyzwanie.
Ed uśmiechnął się i odpisał „Nieźle tato, ale do mojego rekordu jeszcze daleko”.
O sprawie Salvado starał się na razie nie myśleć. Blecher rzucił mu intelektualne wyzwanie, Ed miał znaleźć luki w raporcie gliniarzy i zrobił to, ale szczerze mówiąc, w niemal każdej sprawie, gdyby się uprzeć można znaleźć czarne dziury i popłynąć w spiskowych teoriach. Był raczej entuzjastą Brzytwy Ockhama, zwariowane teorie i pokręcone zagadki dobrze się sprzedawały w telewizji, prawdziwe życie było nudną prozą. Tak czy inaczej ciekawiły go powiązania kobiety z członkami kartelu. Zamierzał bliżej przyjrzeć się działalności „Caribbean Tourism” i sprawdzić czy Salvado mogła działać jako wolny strzelec czy raczej trybik w większej maszynie. Wszystko jednak w swoim czasie.

Zaparkował auto przed hotelem, uwagę od razu skupiając na oknie, z którego wyskoczyła denatka. Po dwóch tygodniach od owego feralne zdarzenia już dawno nie było po nim śladu. Przynajmniej tak na pierwszy rzut oka jak się wysiadało z samochodu na parkingu. Ot kolejny parking, na kolejnym hotelowym parkingu pod błękitnym, słonecznym niebem. Nawet jak się wiedziało z którego okna ktoś miałby wypaść to nie było to takie łatwe do namierzenia gdy brakowało charakterystycznej dziury w rozbitym oknie. Teraz widocznie już wstawiono nową szybę na miejsce. Trzeba było liczyć piony i poziomy tych okien by odszukać to jedno, właściwe. Chodnik gdzie wylądowało ciało też oczywiście już niczym się nie wyróżniał bo taśmy policyjne jakie odgradzały miejsce zdarzenia już zostały zabrane. Niemniej jak się patrzyło z poziomu ulicy to te 10-te piętro wyglądało daleko i wysoko. Instynktownie wyczuwało się, że skok bez zabezpieczenia to raczej nie będzie zbyt dobry dla zdrowia. Ed przeszedł się kawałek alejką szukając ulicznych kamer, bankomatów i sklepów z monitoringiem. Spacer po okolicy przyniósł kolejne spostrzeżenia. Owszem była ulica ale dookoła były raczej prywatne dwupoziomowe, kolorowe rzędowce. Nie zapowiadało się by mieli tam kamery które by mogły przy okazji złapać co się dzieje w hotelu. No od strony hotelu był najpierw parkan, niezbyt wysoki, może sięgający do pasa, potem ten parking, wetknięte tam i tu palmy i inne drzewa no i sam hotel

Recepcja hotelowa była całkiem ładna i nowoczesna. Był przestronny hall z wygodnymi fotelami, schody na wyższe poziomy, wszystko czyste, jasne i przestronne, przyjemne dla oka i sprawiające korzystne wrażenie. Takie drastyczne wrażenie jakie miało tu miejsce dwa tygodnie temu kompletnie nie pasowało do takiego otoczenia. Przecież to nie było miejsce w jakichś slumsach ani wojną gangów. No za to było też klasyczne biuro recepcji a za nią dwie, młode dziewczyny w hotelowych uniformach które pomagały gościom w różnych hotelowych, codziennych sprawach.
Ed podszedł, uśmiechnął się przyjaźnie po czym położył na blacie swoją legitymację służbową.
- Agent Edward Hoover, DEA. Chciałbym porozmawiać z waszym menadżerem lub inną osobą decyzyjną. Proszę przekazać, że chodzi o jedną z waszych klientek, Alyssię Salvado.
Dziewczyna z recepcji chyba nie spodziewała się gościa który wyjmie odznakę ba początku rozmowy i było to widać na jej młodej twarzy. Ale szybko dał o sobie znać jej profesjonalizm.
- Oczywiście, proszę chwilę zaczekać. - odpowiedziała szybko i wskazała dłonią na te wygodne fotele gdzie goście mogli spocząć. Sama zaś sięgnęła po telefon i przekazała informację dalej.
Edward zajął miejsce w fotelu, poprawiając opaskę stabilizującą kolano ukrytą pod materiałowymi spodniami założył nogę na nogę. Zaczął obserwować ludzi wchodzących i wychodzących z hotelu. To była jego ulubiona zabawa na zabicie czasu. Próbował zgadywać kim są, skąd pochodzą, jakie zawody wykonują, jakie tajemnice starają się ukryć przed światem. Facet rezerwujący pokój i nerwowo rozłączający dzwoniący telefon zdradzał żonę. Kobieta pachnąca drogimi perfumami i ściskająca kurczowo torebkę D&G wyglądała jak luksusowa prostytutka. Młody makler, za śnieżnobiałym szerokim uśmiechem i nadludzką pewnością siebie ukrywał twarz sadysty i damskiego boksera. W każdym chcąc nie chcąc dopatrywał się mrocznej strony, ufał tylko siebie. Pomyślał o Alyssi Salvado. Robiąca błyskotliwą karierę kobieta sukcesu. Ukochana córka spotykająca się pewnie w każdy wolny weekend i święta z rodzicami i bratem, zabawiająca ich anegdotkami z pracy, lubiana sąsiadka plotkująca przy sklepowej kasie z koleżankami, a podczas podróży służbowych spotykająca się z członkami kartelu. Dla Edwarda obdarcie człowieka z maski zawsze było unikalnym doświadczeniem.
Agent nie czekał zbyt długo. Do recepcji przyszedł jakiś mężczyzna w kwiecie wieku ubrany w czysta koszule, krawat i marynarkę. Wygląd budził zaufanie swoim profesjonalizmem tak jak od kogoś na takim stanowisku wymagano i oczekiwano. Rzucił że dwa zdania z recepcjonistka która wskazała mu spojrzeniem o kogo chodzi. Mężczyzna skinął głową i podszedł do czekającego agenta DEA.
- Dzień dobry panu. Nazywam się Joseph Paterson, jestem kierownikiem zmiany. W czym mogę Panu pomóc? - zaczął od dość uniwersalnego stylu gdy pewnie nie wiedział czego na się spodziewać.
- Edward Hoover – agent wstając z fotela wyciągnął rękę na przywitanie – Proszę wybaczyć, że tak bez uprzedzenia. Jestem tu w sprawie Allyssi Salvado.
Edward uznał, że Paterson jest doskonale zorientowany w sprawie więc postanowił od razu przejść do rzeczy.
- Nie wdając się w szczegóły, agencja interesuje się działalnością pani Salvado. Wiemy, że dochodzenie zostało przez policję zakończone, chcemy jednak bliżej się przyjrzeć ostatnim chwilom życia denatki. W szczególności ważne dla nas są nagrania z ostatnich godzin, które spędziła w hotelu. Rozumiem, że na korytarzach są kamery? Uprzedzam panie Paterson, że chwilowo nie mam nakazu, ale liczę na pańską współpracę. Oszczędzi nam to wszystkim czasu i niepotrzebnej papierkowej roboty
- Ach tak… - manager wydawał się podobnie zaskoczony tym wszystkim tak samo jak niedawno jego koleżanka z recepcji. Trawił chwilę te informacje zastanawiając się co powiedzieć - Wydawało mi się, że policja już zamknęła tą sprawę. Już tu byli, wszystko sprawdzali i rozmawiali. - mężczyzna w marynarce mówił najpierw jakby się zaczął tłumaczyć że swojego zaskoczenia albo dawał znać, że coś mu tu się nie zgadza. Ale w końcu potrzasnął głową jakby otrzepywał się z tego wszystkiego.
- Przepraszam, po prostu myślałem, że tą sprawę mamy już za sobą. - rzekł w końcu z przepraszającym uśmiechem - Czy mógłbym zobaczyć pańska legitymację? - zapytał uprzejmie jakby chodziło o jakąś drobnostkę.
Hoover przytaknął, sięgnął do kieszeni marynarki po czym wyciągnął służbową legitymację. Pozwolił Petersenowi dokładnie jej się przyjrzeć.
- Sprawa została zamknięta przez policję, ale pojawiły się nowe okoliczności, którymi zajmuje się teraz DEA. To jak? Pomoże mi pan?
- DEA? O rany w co ona nas wplątała… - manager nie był zbyt szczęśliwy gdy ktoś, do tego federalna agencja, znów zaczęła grzebać w dopiero co zagrzebanej sprawie. Ale oddał legitymację agentowi i skinął by iść za nim.
- No dobrze, proszę za mną. - rzekł odwracając się w kierunku recepcji i zaczął prowadzić swojego gościa. Najpierw minęli recepcję odprowadzani ciekawymi spojrzeniami recepcjonistek, potem szli przez jakiś korytarz już raczej nie dla gości i coś co wyglądało na tą część biurową której zapewne mało który z klientów oglądał. W końcu Petersen wszedł do pomieszczenia gdzie na drzwiach był napis “Control Room”. Zapukał a z wnętrza po chwili zgrzytnęły zamki i drzwi otwarł jakiś mężczyzna w uniformie ochrony.
- Cześć Harry. To jest pan Hoover, agent Hoover, z DEA. Weź proszę mu pokaż co mamy na temat tej klientki co nam dwa tygodnie temu rozpryskła się na chodniku. - manager nie bawił się w zbyt długie wywody tylko przedstawił kim jest ten facet którego przyprowadził i po co go tu przyprowadził.
- DEA? Myślałem, że sprawa już została zamknięta. W gazetach o tym pisali. - strażnik wyglądał na kolejną zaskoczoną w tym hotelu osobę, że jednak ktoś się jeszcze interesuje tą sprawą.
- No to już sobie o tym porozmawiacie. Ja was zostawiam, gdybym był potrzebny to proszę dzwonić. - kierownik zmiany tymi słowy pożegnał się i zaczął wracać korytarze. Strażnik zmierzył spojrzeniem Edwarda, rzucił okiem na odchodzącego kierownika, wzruszył ramionami i odsunął się aby gość mógł wejść do środka.
- No to właź pan. - zaprosił go gestem. Wnętrze okazało się typowym dla tego typu. Dominowały monitory z kamer i było 6 stanowisk dla pracowników. Z czego trzy były obsadzone i pewnie jeszcze jedno należało do Harry’ego który otwierał drzwi.
- To czego właściwie pan szuka? - zapytał Harry zamykając z powrotem drzwi i ryglując zamki gdy już zostali sami z agentem. Pozostałą trójkę chociaż trochę usiłowała udawać, że nie jest przynajmniej zaintrygowana tą wizytą więc wrócili do swoich zajęć. Chociaż w pomieszczeniu było na tyle cicho, że jeśli by nie mówić szeptem to raczej musieli usłyszeć o czym mowa.
Hoover postanowił zignorować niechciane towarzystwo, nie miał czasu bawić się w podchody.
- Nagrań z piętnastego stycznia. Na początek te z nocy, gdy doszło do samobójstwa. Chcę zobaczyć co działo się na korytarzu między dziesiątą a pierwszą w nocy. Chodzi oczywiście o piętro, gdzie denatka wynajmowała swój pokój
- 15 stycznia tak? No to dużo tego nie ma. Policja zabrała nam nagrania jako dowód rzeczowy. Zabrali nagrania z całej drugiej zmiany. Nam zostały tylko te z rannej. - Harry przejął na siebie rolę przewodnika. Poprowadził gościa mniej więcej na środek pomieszczenia ale zatrzymał się jakby miał nadzieję, że te informacje wystarczą aby gość sobie poszedł.
- Jak chce pan obejrzeć te późniejsze no to chyba musiałby pan pogadać z tymi z policji. - dorzucił jeszcze na wszelki wypadek.
- Tak pewnie zrobię – powiedział Edward już zastanawiając się do kogo uderzyć w tej sprawie – Mam jeszcze jedno pytanie. Okna na wyższych piętrach w hotelu są przez cały czas zamknięte? Gość hotelowy nie można ich zwyczajnie otworzyć?
- Teraz się otwierają. Wcześniej mieliśmy takie co mogły się tylko uchylać. No ale goście się skarżyli więc dyrekcja przy kolejnym remoncie wymieniła okna na takie co się otwierają. Wie pan, skarg trochę było a kłopotów że ktoś wyskoczył żadnych. To pierwszy taki przypadek odkąd tu pracuję. A pracuję tu już 8-my rok. Albo siódmy. Jakoś tak. Wcześniej też nie pamiętam by ktoś w tym hotelu targnął się na życie. Spokojnie tu u nas raczej. - starszy mężczyzna co wyglądał jakby chciał na tym stołku dotrwać do emerytury do której już mu chyba wiele nie brakowało mówił spokojnym tonem. Jakby chciał potwierdzić renomę tego miejsca i to, że taki straszny wypadek to raczej wyjątek a nie norma.
Edward zachował pokerową twarz, ale to co powiedział strażnik lekko wybiło go z pantałyku. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Czyli jego teoria, którą przedstawił szefowi mogła mieć jednak ręce i nogi. Hoover podziękował za pomoc a gdy Harry wypuścił go z ochronki, agent skierował się od razu na parking, gdzie zostawił swój samochód. Odpalił szybkim ruchem papierosa. Ostatni raz rzucił okiem na dziesiąte piętro hotelu, gdzie swoje życie zakończyła Alyssia Salvado. Poczuł lekki zawrót w głowie, oddech mu przyśpieszył. W Hooverze budziło się coś, co jak mu się wydawało utracił bezpowrotnie odchodząc z FBI. Spojrzał na zegarek. Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, powinien zdążyć pogadać z gliniarzami i odwiedzić państwo Salvado. Kolegami denatki z hotelu zajmie się później, najpierw da im ogon, niech świeżaki z agencji pojeżdżą za nimi i trochę powęszą o ile Blecher się zgodzi. Ed wsiadł do dodge’a, lecz dla odmiany tym razem nastawił radio z muzyką klasyczną. Pół godziny później zajechał pod komisariat.

Gdy Ed wysiadł że swojego Dodga pogoda była słoneczna a niebo błękitne. Czyli jak to zazwyczaj bywało w tym mieście. Komisariat jaki prowadził sprawę śmierci Allyssy Salvado też wydawał się raczej przeciętny. Tak z zewnątrz jak i z wewnątrz. Gdy agent wszedł do środka powitało go przyjemnie chłodzone powietrze z klimatyzatorów. No i gwar typowy dla budynków użyteczności publicznej w środku dnia. Z nakładką na komisariat.
Przy jakimś biurku jeden z funkcjonariuszy spisywał jakieś dziwki. I trudno było określić która że stron jest bardziej znudzona tą rutynowa procedurą. Gdzieś dalej jakaś starsza kobieta wyplakiwala się policjantowi w biurko. Trudno było zgadnąć o co chodzi. A u sąsiadów wściekal się jakiś facet. Chyba z jakąś skarga. Na wyrywki nie bardzo szło usłyszeć czy na coś, na kogoś, czy na samą policję. Czyli dzień jak co dzień na komisariacie.
Za to chyba nie co dzień zjawiali się agenci federalni w służbowej sprawie. Dało się to poznać po minie faceta do którego Ed podszedł i powiedzial z czym przyszedł. Chociaż policjant okazał mniej zdziwienia niż załoga hotelu.
- Tak, detektyw Duffy jest chyba u siebie. Idź po schodach na pierwsze piętro a potem w lewo. Prawie na końcu korytarza, będzie tabliczka na drzwiach. - oficer dyżurny wyjaśnił gościowi jak ma iść by spotkać szukanego detektywa.
Szło się dość prosto i trafił gdzie trzeba bez problemu. Rzeczywiście na drzwiach były tabliczki kto tu urzeduje. Duffy z partnerem widocznie urzedowali razem z dwójką innych policjantów. Wewnątrz ukazało się średniej wielkości pomieszczenie z czterema biurkami z których dwa były obsadzone przez ubranych po cywilnemu mężczyzn. Obaj podnieśli głowy aby zobaczyć kto ich odwiedził.
Edward wiele razy przekonał się na własnej skórze, że gliniarze nie znoszą, gdy federalni i agencje rządowe wpieprzają się na ich podwórko. Liczył jednak, że detektywi Duffy i McNamara nie będą stwarzali problemów. Pewnie już nawet nie pamiętali o kobiecie, która zaliczyła skok z dziesiątego piętra, W LA działo się dużo ciekawszych rzeczy, lecząca się na depresję, sfrustrowana samobójczyni to nie była sprawa, za którą można dostać awans albo świąteczną premię.
- Cześć panowie. Jestem Ed Hoover, z DEA – Ed starał się być rozluźniony i szybko skrócić dystans. Zamknął za sobą drzwi i pokazał odznakę - Pamiętacie sprawę tej kobitki, Allysii Salvado? Dwa tygodnie temu rozwaliła się na chodniku przed hotelem. Jej nazwisko wypłynęło teraz w sprawie, którą prowadzimy – Ed lekko podkoloryzował nie chcąc opowiadać gliniarzom o Margaricie, kartelu i zdjęciach zrobionych kobiecie kilka dni przed jej śmiercią. Liczył, że takie enigmatyczne wyjaśnienia wystarczą – Wiem, że zabezpieczyliście nagrania z hotelu. Szef mi truje dupę, żebym je przejrzał. Pomyślałem, że uderzę z tym od razu do was. Pomożecie mi? Odwdzięczę się przy najbliższej okazji.
Obaj mężczyźni wysłuchali tego wstępu ich gościa i pokiwali głowami z początku się nie odzywając.
- To chyba do ciebie Ken. - odezwał się jeden z nich i wrócił do pisania czegoś na komputerze.
- No widzę. No to siadaj Ed - Duffy na zbyt zachwyconego tą wizytą i słowami nie wyglądał ale wskazał gościowi wolne miejsce po drugiej stronie biurka.
- Sprawa Alyssi Salvado. Tak pamiętam. Przecież dopiero co zamknęliśmy tą sprawę. - zauważył cierpkim tonem. Wziął do ręki długopis i zaczął się nim bawić zastanawiając się chyba co dalej zrobić albo powiedzieć.
- Ona miała coś wspólnego z narkotykami? - zapytał patrząc na siedzącego za biurkiem gościa. - W śledztwie nic na to nie wskazywało. Chyba, że te antydepresanty co zarla jak cukierki. - gliniarz chyba miał kłopot by wyobrazić sobie powiązania między denatka a DEA. Gdzie tu sprawa dla federalnych? Chociaż z raportu jaki Ed czytał rano rzeczywiście wszystko zdawało się składać w spójną historię tak, że trudno było wpasować jakiś nowy element czy wątek.
- Szczerze mówiąc to sam do końca nie wiem o co chodzi – skłamał Ed - To pewnie nic ważnego, ale szef nie lubi jak trzymam dupsko za biurkiem i gania mnie po mieście. Te leki to chyba dobry trop – spojrzeniem pochwalił Kena - Ostatnio mieliśmy na celowniku paru hurtowników, możliwe że Salvado była klientką i zaopatrywała u nich w swoje pigułki szczęścia.
- Aha, takie coś. - Ken przyjął słowa agenta do wiadomości, pokiwał głową i tak przez chwilę to trawił w spokoju. W końcu znów wzruszył ramionami, rzucił długopis na stół i sięgnął po telefon.
-Lamar? Cześć, tu Duffy. Możesz przysłać kogoś z tymi nagraniami z hotelu? Te ze sprawy Salvado. Tak, tej z hotelu. No dzięki stary. - mówił na luzie jakby chodziło o jakąś rutynową, wewnątrz biurową sprawę na komisariacie jakie zdarzają się codziennie. Odłożył słuchawkę i popatrzył na gościa z zaciekawieniem.
- Zaraz przyniosą te nagrania. A ci hurtownicy to skąd? Gdzie działają? Jacyś nowi? - zapytał z ciekawością w głosie i spojrzeniu. *
- Gdybym wam powiedział, a potem by to gdzieś przypadkiem wyszło stary urwałby mi jaja – Ed postanowił szybko zmienić temat. Wyciągnął z portfela wizytówkę i położył na stół - Ale gdybyście potrzebowali kiedyś sprawdzić jakiegoś dupka w naszej bazie, tak jak mówiłem, odwdzięczę się. Też kiedyś nosiłem mundur, najpierw w Maple Ridge a potem jako zastępca szeryfa w Old Peak.
- Ah, tak. - Duffy skinął głową, sięgnął po wizytówkę i chwilę ją oglądał trzymając w obu dłoniach. Potem postukał nią w drugą dłoń i wreszcie schował ją do szuflady. - Po prostu jak się gdzieś zalągł nam jakiś nowy kartel to chcielibyśmy wiedzieć. - powiedział tonem wyjaśnienia i w końcu oparł się wygodnie o oparcie krzesła. Zbyt długo tak nie czekali bo drzwi się otworzyły i wszedł jakiś gliniarz w granatowej koszuli munduru i paczką pod pachą. Wyglądał na takiego co jest w wieku przedemerytalnym.
- Paczka przyszła. - westchnął ten nowy podchodząc do biurka Duffa i podając mu ową paczkę. A raczej jakiś kartonik w którym coś brzękało po plastikowemu. Zerknął krótko na siedzącego przed biurkiem kolegi gościa.
- Dzięki Lamar. Sam się pofatygowałeś? - Duffy przejął paczkę i zajrzał do środka.
- Musiałem. Młody poszedł na urlop. - starszy gliniarz jęknął dając znać, że bynajmniej nie jest z tego faktu zadowolony. Ruszył do wyjścia a Duffy zaczął rozpakowywać płyty by wsadzić je do komputera.
- Dzięki Lamar. A z tymi taśmami no nic specjalnego. Głównie chodzą i gadają. - rzekł krótko gdy przygotowywał tą płytę do puszczenia. W końcu przekręcił trochę monitor tak by gość też mógł coś widzieć więc drogą kompromisu ekran był teraz ustawiony wzdłuż osi biurka. Wtedy włączył odtwarzanie płyty ale nic się nie pokazało. Poza charakterystycznym komunikacie z “error” w roli głównej. Detektyw zmarszczył brwi w zdziwieniu i zaczął majstrować najpierw przy klawiaturze a potem przy płycie. Ale nic się nie zmieniało, płyta nie chciała odpalić.
- Hmm… nie wiem o co chodzi… oglądałem to ostatnio to normalnie leciało… no spróbujemy inną. - policjant wyglądał na skonfundowanego. W końcu wyjął płytę i zamienił ją na inną wyjętą z kartonu. Ale efekt był taki sam, żadna z płyt nie chciała odpalić. Wszystkie pokazywały błąd i materiał był nie do odczytu.
- Okey, przyznam, że nie wiem co jest grane. Oglądałem je wcześniej i leciały normalnie. Zadzwonię po informatyka. - detektyw mówił zdziwionym, może nawet lekko zaniepokojonym tonem. Ale w końcu sięgnął po telefon by wezwać tego informatyka.
Hoover walczył sam ze sobą by nie wyjść z roli, nie wstać i nie krzyknąć co tu się odpierdala. Już te rozbite okno w hotelu wydawało mu się cholernie podejrzane, ale kiedy zobaczył, że wszystkie, WSZYSTKIE płyty, które mogły wyjaśnić co wydarzyło się 15 stycznia zostały uszkodzone, w głowie agenta zaczęła wściekle migać czerwona lampka. Nie wiedział czy gliniarze bezczelnie kłamią, czy może sabotaż odbył się za ich plecami. Postanowił zablefować.
- Słuchajcie. Mamy teraz w agencji niezłego speca. Pracował dla Microsoftu, ale wiecie jak to jest z tymi korposzczurami, poczuł nagle powołanie i wstąpił do DEA. Jeśli komuś się uda odzyskać te nagrania, to tylko jemu. Pożyczyliście by mi te płyty na parę dni?
Przyglądał się dokładnie reakcji gliniarzy, szukając nerwowych gestów i spojrzeń, jakiejkolwiek odznaki nieszczerości i złej woli.
- Spokojnie, Martin zaraz przyjdzie i sprawdzi co jest grane. - trudno było powiedzieć czy policyjny detektyw bardziej chciał uspokoić siebie czy swojego gościa. No ale długo nie czekali. Po paru chwilach drzwi się otworzyły i wszedł pulchny młodzian w okularach.
- No co tam znowu zepsuliscie? - zapytał witając się skinieniem głowy i podchodząc do biurka Duffy’ego.
- Sam zobacz. Nie działa. Żadna nie działa. - policjant poskarżył się informatykowi. Ten spojrzał na ekran, przeczytał komunikat i pokiwał głową.
- Wpuścisz mnie? - zapytał i zaraz zajął miejsce gospodarza. Aby pracować wygodniej przekręcił sobie ekran do siebie więc Ed stracił wgląd co tam się dzieje. Duffy oparł się o regal stojąc obok swojego krzesła.
Diagnoza chwilę trwała. Ed słyszał stukot klawiatury, kliknięcia myszki i odgłos zmienianych płyt. No i dało się wyczuć tą specyficzną atmosferę czekania.
- Komputer masz mniej więcej w porządku. Więc to nie wina komputera ani programu. - odezwał się Martin po iluś tam sprawdzeniach czegoś tam.
- Płyty są trefne. Przynajmniej te trzy co na szybko sprawdziłem. - rzekł wyjmując tą ostatnią płytę i oglądając ją uważnie.
- Nie widzę tu żadnych mechanicznych uszkodzeń. Zresztą zastanawiające by było jakby wszystkie były podrapane. No ale więcej tak na szybko nie sprawdzę. Musiałbym wziąć je na warsztat. A w ogóle działały wcześniej? - zapytał obracając się na krześle w stronę detektywa i lekko kołysząc trzymana płytą.
- Jak je tu oglądałem w tamtym tygodniu to działały. - mruknął gliniarz na znak, że nie rozumie co tu się wyrabia.
- No dobra to wezmę je do siebie i sprawdzę. Jak to coś prostego może zdążę dzisiaj jak nie to jutro. - Martin nie wyglądał na zbyt przejętego i schował płytę do opakowania a te wrzucił do kartonu. Wstał aby wyjść razem z tym pudełkiem a Duffy odezwał się do czekającego agenta.
- To może umówimy się na jutro? Sam widzisz jak to wygląda. Nie wiem co tu jest grane. Ale się dowiem. Nie lubię jak ktoś robi ze mnie idiote. - zaproponował swojemu gościowi. Wyglądał jakby musiał przełknąć w środku jakąś gorzką gule żółci na tą sytuację. *
Ed chciał wierzyć gliniarzowi, facet wyglądał na poczciwca i raczej nie miał nic wspólnego z incydentem. Raczej. Hoover w swoim życiu spotkał wielu ludzi, za których mógłby poręczyć. Przed oczami od razu stanął mu pastor Mills, w dzień odwiedzający komisariat w Maple Ridge a w nocy polujący na turystki. Hoover rozłożył bezradnie ręce.
- Cóż, mówi się trudno, wpadnę jutro . Tak z ciekawości, działo się coś ciekawego na tych nagraniach? Ta Salvado podobno była w hotelu z jakimś kolegą– agent umyślnie mylił szczegóły, wciąż udając niezbyt zainteresowanego sprawą– pewnie go sprawdziliście, ale był tam ktoś jeszcze? Gadała przed śmiercią z kimś kogo nie przesłuchaliście albo nie możecie zidentyfikować?
Po wizycie na komisariacie, Ed wypalił na parkingu dwa papierosy, jeden za drugim. Popatrzył na zegarek. Może jeszcze złapie szefa w biurze i opowie o wszystkim czego się dziś dowiedział. Miał nadzieję, że stary wykaże się rozsądkiem i przydzieli mu paru ludzi, którzy poobserwują kolegów Salvado. Raczej wątpił czy nagrania uda się odzyskać. To musiał zrobić ktoś z komisariatu, pomyślał i dopisał do listy kolejną prośbę do Blechera. Może w DEA znajdowały się jakieś informacje o pracownikach tego komisariatu. Gliniarzach, informatykach, technikach, każdym kto w jakiś sposób był kiedyś na celowniku agencji. Rozdeptując peta o asfalt wsiadł do samochodu, zapalił silnik i ruszył. Wieczorem postanowił odpuścić sobie Netlixa i raz jeszcze przyjrzeć akta. Może coś jednak przeoczył?
 
Arthur Fleck jest offline