Wątek: DEA
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-02-2020, 13:14   #8
Arthur Fleck
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Hoover miętosząc w palcach karteczkę z wiadomością od informatyków, zasiadł przed komputerem, wpisał id i hasło, po czym zalogował się do bazy danych DEA. Wklepał w wyszukiwarkę nazwisko faceta, który razem z Lamarem pracował w magazynie dowodów. Tak jak w przypadku gliniarzy, nie wyskoczyło mu nic co mogłoby go powiązać z narkotykowym półświatkiem, Stan Novak był czysty jak łza, półtora roku wcześniej ukończył akademię policyjną i to właściwie tyle, jeśli chodzi o podejrzanego. W agencie narastała powoli frustracja. Wiedział, że ktoś na tym komisariacie musiał się sprzedać, że miał jakiś cel niszcząc nagrania, nie miał jednak punktu zaczepienia. Mógł iść na otwartą wojnę z gliniarzami, rozpalić ognisko pod ich dupami tak by sami, drogą wewnętrznego dochodzenia wskazali winnego. Dopóki jednak nie otrzyma szczegółowej ekspertyzy od informatyków, musi czekać. Może w międzyczasie wymyśli inny sposób, a może Ken Duffy bardziej zainteresuje się tematem? Gdyby Ed miał w wydziale szczura, raczej by tak tego nie zostawił.

Agent wylogował się z systemu, wybrał numer Cathy. Wciąż mu było trudno w to uwierzyć, ale wszystko wskazywało na to, że przypadkiem, szukając niezobowiązującej znajomości na jedną noc, znalazł w barze ważnego świadka. Gdyby nie to, pewnie skasowałby numer kobiety i rankiem już o niej nie pamiętał, a jednak, życie potrafi czasem zaskakiwać. Cathy wydawała się zaskoczona telefonem, ale po krótkiej rozmowie zgodziła się na „randkę”. Ed postanowił nie zdradzać, dokąd zamierza ją zabrać, obawiał się, że niespodzianka mogłaby się jej nie spodobać. Zapisał sobie adres kobiety na karteczce, po czym założył marynarkę i wyszedł z biura.

Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, Hoover powoli zaczynał tęsknić za słońcem, przyzwyczaił się już do kalifornijskiej spiekoty. Na pocieszenie, w weekend ruch na ulicach był mniejszy, więc na przedmieścia domów jednorodzinnych dojechał w rekordowo szybkim czasie. Gdy wypalił na szybko papierosa,stanął przed drzwiami domu państwa Salvado, nacisnął dzwonek. Wiedział, że nie będzie to łatwa rozmowa i wiele rzeczy trudno będzie im wyjaśnić. Niemniej musiał spróbować. Zbyt długo pod drzwiami się nie naczekał. Najpierw usłyszał spokojny rytm kroków zbliżających się do drzwi, szczęk zamka i drzwi stanęły otworem. Drzwi otworzył mu dość młody mężczyzna. Zapewne w zbliżonym wieku. Raczej nie pasował wiekowo do ojca Allyssy. Gospodarz widocznie czekał z pytającym spojrzeniem co gość powie. Edward przypuszczał, że mężczyzna, który stanął w progu to brat Alyssi. Wyciągnął więc odznakę i się przedstawił.
- Dzień dobry, agent Hoover, z DEA. Rozmawiałem wczoraj z panem Salvado, byliśmy umówieni dziś na rozmowę.
- Thomas Salvado. Jestem bratem Alyssy. Rodzice mi mówili o pana wizycie, proszę wejść. - gospodarz co prawda nie uśmiechnął się ale mówił dość neutralnym tonem. Zaprosił gościa do wnętrza domu który okazał się całkiem porządnym i porządnie utrzymanym domem jednorodzinnym. Przeszli do salonu gdzie Chris odwrócił się do gościa.
- Proszę chwilę zaczekać, porozmawiam z rodzicami. - poprosił gościa po czym wyszedł z salonu i poszedł gdzieś w głąb mieszkania. Ed zaś na kominku zauważył zdjęcie uśmiechniętej Alyssy z narożnikiem opasanym czarną wstążką i okolone bukietami kwiatów. Ten detal wskazywał na świeżą żałobę po zmarłej. Reszta salonu wyglądała całkiem przytulnie. Aż chciało się tutaj siedzieć i przyjmować gości albo być takim gościem.
Dom państwa Salvado wyglądał dokładnie tak jak go sobie wyobrażał Ed. Jego staruszkowie mieszkali podobnie, typowa amerykańska klasa średnia. Agenci DEA rzadko mieli okazję służbowo odwiedzać takie miejsca, Hoover zazwyczaj o tej porze dnia, albo siedział w biurze albo wjeżdżał z obstawą do obskurnych nor, gdzie Meksykańce albo Portorykasy ważyli i porcjowali towar. Nie pamiętał kiedy ostatni raz musiał spotkać się twarzą w twarz z rodziną ofiary o ile tak można nazwać samobójcę. Agent usiadł w fotelu poprawiając odruchowo usztywniacz. Nie wytrzymał jednak długo i wstał. Podszedł do kominka, na którym stało zdjęcie Alyssi. Przyglądał mu się przez chwilę, po czym swoim starym nawykiem wyniesionym z FBI zbadał wzrokiem resztę salonu.
Tak samo jak przed drzwiami, teraz też się zbyt długo nie naczekał. Usłyszał parę zbliżających się z głębi mieszkania kroków i po chwili do salonu wrócił Thomas ze starszym mężczyzną. Ten starszy miał już siwe włosy, spory brzuszek ale był wysoki i dobrze zbudowany. W młodości musiał być z niego krzepki mężczyzna. Obaj podeszli do gościa witając się z nim.
- Dzień dobry. Jestem Henry Salvado, ojciec Aly. - przedstawił się starszy mężczyzna. Po czym usiedli na krzesłach naprzeciwko swojego gościa.
- Szczerze mówiąc byliśmy trochę zaskoczeni pańskim telefonem. Przecież policja już prowadziła i zamknęła śledztwo. - brat Alyssy zaczął rozmowę trochę mrużąc oczy i lekko rozkładając dłonie na bok na znak, że przydałyby się jakieś wyjaśnienia. Wyglądało tak przy rozmowie przez telefon jak i obecnie, że ponownych pytań od władz to już się nie spodziewali. Na pewno nie od przedstawiciela władz federalnych.
Agent skinął głową, dając do zrozumienia, że w pełni rozumie wątpliwości jakie dręczą ojca i brata zmarłej.
- Proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje – zaczął Ed po czym pośpieszył z wyjaśnieniami - To prawda, że śledztwo zostało zamknięte przez policję, lecz kilka dni temu pojawiły się nowe okoliczności. Mają związek z niedawnym wyjazdem Allysii do Wenezueli. Zanim jednak podam wam szczegóły, czy moglibyście odpowiedzieć mi na parę pytań?
Obaj mężczyźni mimo wszystko wydawali się zdziwieni takimi wieściami. Ale gdy padło pytania o możliwość zadania pytań obaj popatrzyli na siebie przez chwilę i chyba nie znaleźli przeciwwskazań.
- No proszę pytać. - zgodził się ojciec zmarłej.
Ed podziękował po czym usiadł z powrotem w fotelu, wyciągając cyfrowy dyktafon. Zaczął zadawać ojcu i bratu zmarłej pytania. Chciał wiedzieć czy po tym gdy Alyssia wróciła z Wenezueli zauważyli w jej zachowaniu coś niepokojącego. Może była zdenerwowana albo coś ją gryzło? Czy w ogóle wspominała coś o tej podróży i czy przywiozła jakieś pamiątkowe zdjęcia. Wypytał dokładnie o ostatni dzień, gdy widzieli kobietę żywą. Coś wskazywało, że zdecyduje się na tak drastyczny krok? Dawała jakieś niejasne sygnały, jakby chciała się z nimi pożegnać? A może wręcz przeciwnie? Podzieliła się jakimiś planami na najbliższe dni, tygodnie, miesiące?
Każdą odpowiedź Hoover mielił w głowie i analizował. W końcu wyciągnął z teczki zdjęcie, zrobione przez jego kolegów na Margaricie w jednym z hoteli. Na zdjęciu osoba uderzająco podobna do Alyssi Salvado znajdowała się w otoczeniu dwóch członków kartelu.
- Przyjrzyjcie się proszę dokładnie tej fotografii. Czy osoba na tym zdjęciu, to wasza Alyssia?
Pytań było sporo. Odpowiedzi również. Pod względem podróży do Wenezueli obaj mężczyźni nie byli zbyt pomocni. Po prostu od świąt już nie widzieli siostry i córki. Więc co robiła na tej wycieczce do Ameryki Południowej, z kim, co przywiozła to tego nie wiedzieli. Ostatni raz ją widzieli w święta. Przyjechała na święta do rodziców i wyjechała zaraz po Nowym Roku. O tym, że gdzieś leci wiedzieli mętnie. Po prostu zdawali sobie sprawę jaką ma pracę i to taką która wiąże się z lataniem po świecie, głównie po Karaibach. Więc jak na początku kolejnego sezonu miała znów gdzieś lecieć to nikogo nie dziwiło. Ale owszem, przez święta wydawała się zbierać siły i ładować baterie w domowych pieleszach. Wyglądała na przemęczoną chociaż oczywiście nie skarżyła się. Rodzice ani brat jej nie dokuczali wścibskimi pytaniami. Chociaż Thomas odniósł wrażenie, że ta praca ją wypala i zasugerował urlop albo zmianę pracy. No ale odpowiedziała, że da radę i sobie poradzi.
No ale to, żeby miała wyskoczyć przez okno i skończyć ze sobą? No nie. Tego się nikt nie spodziewał. Ta wiadomość wywołała szok w rodzinie Salvado. To było aż tak źle? Aż tyle ukrywała przed nimi? Dlaczego nic nie powiedziała?
- Wie pan jak to teraz ci młodzi. Zawsze zapracowani. Tylko praca, praca i praca. Nie mają czasu na nic. Tylko pędzą i pędzą przed siebie. Nie mają czasu chociaż na chwilę się zatrzymać. A czasem trzeba. Złapać oddech, wyciszyć się, spotkać się z rodziną, z przyjaciółmi. Trzeba zmienić scenę, towarzystwo, nawet uciec od tego co się zna. Nie dlatego, że się to przestało lubić i kochać. Tylko by złapać oddech i wrócić i lubić i kochać jeszcze bardziej. A ona tylko wciąż latała z jednego miejsca w drugie, ciągle tylko ta praca i praca. - ojciec Alyssy smutno pokręcił głową gdy tak porównywał obecny świat z tym co może znał z własnej młodości. Zupełnie jakby uważał, że jego córka stała się ofiarą tej nowoczesnej rzeczywistości.
- Myślę, że miała jakiś problem. Chociaż mówiła, że nie. Coś ją gryzło. Tam w środku. Ale nie chciała powiedzieć co. Myślałem, że może chodzi o to, że jest sama. My mamy już rodziny, jej koledzy i koleżanki w jej wieku też często kogoś mają. A ona nie. Co prawda mówiła, że nie ma czasu na związki i chce użyć życia póki jest jeszcze młoda. I może zwykle to się sprawdzało. Taka trochę propaganda sukcesu. Ale może jednak gryzło ją to bardziej niż się przyznawała? Ale, żeby wyskoczyć z tego powodu z okna? No przecież ona była taka ładna i przebojowa na pewno by sobie kogoś znalazła. No aż nie wierzę, że mogła to zrobić. - brat też pozwolił sobie na spekulacje o zmarłej siostrze. Mówił niewidzącym głosem gdy pewnie wspominał wydarzenia z końcówki zeszłego roku i swoje rozmowy z młodszą siostrą. Na końcu pokręcił głową na znak, że nie spodziewał się po niej samobójczego kroku. Nawet jeśli nie mówiła mu wszystkiego i coś ją gryzło.
- A plany na przyszłość… Tak obiecała, że w nadchodzącym roku będzie musiała podjąć kilka trudnych decyzji. I weźmie się za siebie. Ale sądziłem, że chodzi o pracę. Że ją zmieni. Na coś mniej absorbującego. Chociaż nie wiem czy to by coś dało bo ona była taka ambitna i jak się w coś angażowała to na 200%. - Thomas zadumał się i zamilkł znów kręcąc głową zapewne po fakcie zdając sobie sprawę jak dwuznacznie mogła zabrzmieć wcześniejsza wypowiedź siostry.
Zaś na pokazane zdjęcie ojciec i brat pochylili się aby mu się przyjrzeć i dali odpowiedź prawie z miejsca, że rozpoznają swoją córkę i siostrę.
Hoover próbował zbudować w głowie obraz Alyssi Salvado. Tej prawdziwej. Miała normalną i kochającą rodzinę, ciekawą choć pewnie wyczerpującą pracę, prowadziła zupełnie zwyczajne życie singielki po trzydziestce. Jak większość znanych mu ludzi , w tym on sam, cierpiała na schorzenia psychiczne nie utrudniające jednak codziennego funkcjonowania. Z drugiej strony ta kobieta o nieposzlakowanej opinii, na kilka dni przed tragiczną śmiercią sfotografowana została z członkami południowoamerykańskiego kartelu. Agent mógłby uwierzyć, że był to przypadek, że po prostu znalazła się w nieodpowiednim miejscu i czasie, nie zdając sobie nawet sprawy kim byli ci mężczyźni. I tak by napisał w raporcie dla Blechera, gdyby nie te cholerne nagrania z hotelu.
- Muszę poruszyć jeszcze jedną kwestię. Z góry za to przepraszam, zdaję sobie sprawę, że to dla was trudny i bolesny temat – popatrzył z poważną miną na seniora - To pan i syn identyfikowaliście zwłoki córki. Widziałem zdjęcia, twarz była mocno pokiereszowana. Czy jesteście w stanie stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że pokazano wam ciało Alyssi? Zanim odpowiecie proszę, żebyście się dobrze zastanowili nad odpowiedzią. Na podstawie jakich szczegółów udało wam się potwierdzić jej tożsamość?
- No co pan sugeruje? Że nie rozpoznałbym własnego dziecka? - starszy z mężczyzn wydawał się poruszony pytaniem. Pytanie może miało być neutralne ale w końcu wyszło trochę zaczepnym tonem.
- Tato… - syn położył dłoń na ramieniu ojca i popatrzył na niego łagodnie. Przez chwilę jakby spierali się spojrzeniami aż w końcu gospodarz spojrzał gdzieś w bok jakby oddając pole swojemu synowi.
- To była ona. Miała tatuaż, kolczyk i bliznę po oparzeniu. Oparzyła się jak była mała. Wylała na siebie gorący kubek. Została jej tutaj mała blizna. - Thomas po kolei wskazał na biodro i obojczyk. Edward pamiętał, że denatka rzeczywiście według raportu patologa miała wymienione owe cechy charakterystyczne.
Odpowiedź Thomasa Salvado nie budziła żadnych wątpliwości, przy takiej ilości szczegółów brat Alyssi nie mógł się pomylić. Agent wyłączył dyktafon.
- Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Sam też jestem winny panom wyjaśnienia – powiedział po czym wskazał na zdjęcie zrobione na Margaricie – ci dwaj mężczyźni, stojący obok waszej Alyssi to członkowie południowoamerykańskiego kartelu. Zdjęcie zostało zrobione przypadkowo na kilka dni przed jej śmiercią. Dlatego zanim zamknę śledztwo i złożę szefom raport mam jeszcze jedną prośbę. Chciałbym obejrzeć jutro jej mieszkanie. Nic nie wskazuje, by w śmierć Alyssi były zamieszane osoby trzecie, ale wolałbym mieć pewność. Nie chcę niczego przeoczyć.
- Kartel narkotykowy!? Panie no co pan!? Moja córka nie miała nic wspólnego z takimi ludźmi! To musi być jakaś pomyłka. To porządna dziewczyna była. Pracowita i uczynna, pracowała w agencji turystycznej a nie z jakimiś kartelami i narkotykami! - tym razem udało się agentowi dużo poważniej wzburzyc seniora rodu. Na tyle, że ten aż wstał że swojego krzesła i podniósł głos prawie do krzyku. Syn tym razem musiał go popierać no też wstał i sądząc po jego minie uznał, że gość podsunął się za daleko.
- Myślę, że na pana już pora. - Thomas zwrócił się do agenta spokojniej niż ojciec ale z dość czytelną sugestią. - Odprowadzę pana. - puścił ojca i ruszył że dwa kroki czekając aby gość podążył za nim.
Edward spodziewał się wybuchu złości, tak zareagowałaby każdy człowiek, który nie wie nic o brudnych tajemnicach bliskiej mu osoby. Agent nie chciał dłużej denerwować starszego pana, więc grzecznie się pożegnał a gdy Thomas odprowadził go do drzwi zwrócił się do brata Alyssi.
- Pana ojciec nie do końca mnie zrozumiał. Nie prowadzę śledztwa przeciwko pańskiej siostrze, tylko ludziom, którzy mogli w jakiś sposób wyrządzić Alyssi krzywdę. Zaszantażować ją, zastraszyć, doprowadzić do ostateczności. Jeśli znajdę dowody, zrobię wszystko, żeby winnych postawić przed sądem. Pomoże mi pan? Chciałbym się jutro rozejrzeć po jej mieszkaniu.
Młodszy Salvado nie odpowiedział. Odprowadził gościa z powrotem przez korytarz do drzwi wejściowych i je otworzył. W końcu po chwili zastanowienia skinął głową. - Jutro po obiedzie będę wracał do siebie. Czyli jakoś po 16-ej. Przyjechałem na weekend aby pomóc rodzicom. Możemy po drodze się umówić. - zaproponował już w progu.

Po wizycie w domu państwa Salvado, Ed wrócił do mieszkania. Wziął szybki prysznic, po czym zabrał się za przegląd swojej garderoby. To, że niespecjalnie przejmował się modą nie było żadną tajemnicą, uznał jednak, że na „randkę” z Cathy, może się poświęcić i do czarnej koszuli założyć krawat. Patrząc w lustro złapał się na tym, że coraz częściej myśli o sprawie Salvado. Nie podobało mu się to, nie podobało mu się, że wraca stary Ed. Z jednej strony tęsknił za tą adrenaliną, za tym transcendentnym uczuciem boskiej potęgi, gdy wszystkie elementy układanki zaczynają się układać w jedną całość, gdy opada kurtyna i wszystko nagle staje się jasne i oczywiste. Z drugiej, przyzwyczaił się już do trzymania dupska za biurkiem, tego swojskiego opierdalania się, braku poczucia odpowiedzialności. Większość brudnej roboty odwalali za niego informatorzy, co było normalne w narkotykowym półświatku. Każdy chciał kogoś sprzedać, każdy chciał iść na układ.

Cathy odebrał spod jej domu. Jak na dżentelmena przystało, wyszedł z auta, otworzył jej drzwi, komplementując przy okazji sukienkę i fryzurę. Pół godziny później dojechali do hotelu, w którym życie odebrała sobie Alyssia Salvado. Z recepcji od razu skierowali się do hotelowej restauracji i usiedli przy zarezerwowanym stoliku. Gdy kelner przyniósł karty, Ed zamówił na początek butelkę szampana i poprosił o dwie lampki. Gdy agent i jego nowa przyjaciółka skończyli wymieniać już uprzejmości, w końcu zapytał.
- Pamiętasz jak wczoraj wspominałaś mi o Alyssi Salvado? Że widziałaś ją tej nocy gdy zginęła? Przy którym stoliku siedziała?
- Ed. Zapraszasz kobietę na szampana aby wypytywac ją o inną kobietę? - brunetka popatrzyła na rozmówcę z ironicznym spojrzeniem i takimz usmieszkiem. Bawiła się przy tym kieliszkiem lekko nim kręcąc w powietrzu.
Ed odpowiedział uśmiechem, oparł się łokciami o blat stołu i pochylił do przodu, patrząc kobiecie w oczy.
- Wierzysz w przeznaczenie Cathy? Ja do wczoraj myślałem, że tym wszystkim rządzi, jakiś chory ślepy przypadek . Do wczoraj…– agent odruchowo sięgnął do marynarki po paczkę papierosów przypinając sobie jednak po chwili o przeklętych zakazach palenia – Tak się składa, że DEA zajmuje się sprawą Salvado. I w tym czteromilionowym mieście, wczoraj, w jednym z setek jeśli nie tysięcy barów spotkałem kobietę, która jako jedna z ostatnich widziała ją żywą. Jeśli to nie jest jakiś znak, to niech mnie szlag. Dodać muszę, że jesteś najseksowniejszym świadkiem w całej mojej karierze a przez twoje perfumy nie mogę się skupić.
Kobieta wydawała się wahać czy powinna się obrazić i strzelić kobiecego focha za takie traktowanie czy raczej dać się uwieść komplementom i roli ważnego świadka. W końcu po chwili tego wahania poszła niejako na kompromis z tymi dwoma sprzecznymi dylematami.
- Mówiłam, że tylko przechodziłam tędy. Czekałam na taksówkę. - zaczęła z wyczuwalną dozą pretensji i zerknęła w stronę baru. - Ona siedziała tam, z dwoma mężczyznami. - wskazała trzymanym kieliszkiem w stronę kilku stolików. Chociaż ruch był dość niedbały więc z miejsca gdzie teraz siedzieli nie bardzo było wiadomo o który stolik dokładnie jej chodzi. Ale od strony baru jeśli było wówczas pusto jak dzisiaj rzeczywiście mogła mieć niezły widok na ten rejon.
- Rzuciła mi się w oczy bo całkiem ładna była. Takie zboczenie zawodowe. Po prostu widzę kobietę to od razu rozbieram ją na kosmetyki jakich używa lub mogłaby używać. Z naszej firmy oczywiście. A ona miała ładną twarz, ładnie by się na niej pokazywało nasze produkty. No i płakała. Wyglądała na przygnębioną i chyba rozmawiała z tymi dwoma. Tylko ona płakała wtedy na całej sali więc rzuciło mi to się w oczy. No a potem przyjechała moja taksówka no to poszłam stąd. Dopiero z gazet się dowiedziałam, że ktoś wyskoczył. I wtedy dopiero skojarzyłam, że to mogła być ta płacząca co ją wtedy widziałam. - Cathy dość szybko streściła co się wówczas działo tamtej nocy cały czas nie dając zapomnieć rozmówcy, że uważa jego zaproszenie za dwuznaczne i niestosowne. Teraz sprawiała wrażenie jakby miała ochotę jak najszybciej zakończyć to spotkanie i wrócić do siebie.

Trudno było zaliczyć randkę z Cathy do udanych. Wypili po parę lampek szampana, po czym Ed odwiózł kobietę do domu. Gdy wrócił do mieszkania, czuł się podle, wiedział, że potraktował kobietę instrumentalnie, mógł rozegrać to jednak inaczej. Wyciągnął telefon i przez moment zastanawiał się czy nie napisać przepraszającego smsa, zamiast do Cat, zadzwonił jednak do Chrisa.
- Pojeźdźjcie jeszcze za Grimbergiem i Maxwellem a w poniedziałek zgarnijcie ich po pracy i przywieźcie do biura. – polecił.
Zegar wybił właśnie północ, gdy Hoover połknął swoje tabletki i klapnął na łóżku w sypialni. Włączył dyktafon, odsłuchując raz jeszcze całą rozmowę z bratem i ojcem Alyssi Salvado. Gdzieś w trakcie opłynął i zasnął.
 
Arthur Fleck jest offline