Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-02-2021, 23:56   #3
Sorat
 
Sorat's Avatar
 
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=hOtcVWWL1gA[/MEDIA]
Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku - tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający do cna. Większość istot myślących raczej rozwijała w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc- nie widzieć, aby słuchając- nie słyszeć. Najbardziej zaś boi się nieznanego. Strach sprawia, że niespokojne dusze gonią gdzieś, biegają w poszukiwaniu marzeń, iluzji, wojen, pokoju, miłości, nienawiści, tego wszystkiego - a wszystko jest tylko iluzją. Nieznanym. Strach, kiedy już zna się jego przyczynę, traci swoją moc. Zostaje niedosyt, nakazy gdzieś wewnątrz głowy, by przeć do przodu, ciągle i nieprzerwanie zmierzać przed siebie nie oglądając za plecy.
Podróż, jak wszystko w życiu, powinna mieć swój powód i cel. Wędrówka na oślep, byle dalej, jest jak ucieczka. Wyrusza w nią tylko ktoś nieszczęśliwy, ktoś, komu w życiu jest tak źle, że wszystko wydaje mu się lepsze niż trwanie w tej niezmienności, niewoli.
Czy Ophelia Kaim była w takim razie nieszczęśliwa?
Patrząc subiektywnie nie wyglądała na kogoś pogrążonego w głębokiej melancholii, wręcz przeciwnie. Zawsze pogodna i uśmiechnięta przemierzała ciasne, czasem klaustrofobiczne korytarze “Harpii”, biorąc bez zawahania wszystko, co sprezentował jej los. Wychodziła z założenia, że wszyscy żyjący znajdowali się na pokładzie wielkiego statku płynącego w wielki rejs dookoła wszechświata i mimo groźby, że w każdej chwili może kogoś zmyć z pokładu (a może właśnie ze względu na nią), nie ma się prawa do chandry czy melancholii. To, jak urządzony jest świat, wcale nie usprawiedliwia totalnego krytycyzmu ani statecznego czarnowidztwa, choćby droga którą się przebyła do tej pory nie była usłana różami… przecież zawsze mogło być gorzej, a nie istniała pewność co przyniesie następny dzień. Mogło to być nowe rozczarowanie, lecz również powód do zachwytu - cokolwiek by to nie było, dało się wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość, a dzień gdy zdobywało się wiedzę nigdy nie należał do dni straconych. Wszystko miało swoje plusy, nawet podróż nadprzestrzenią - niby nudna i z góry zaprogramowana przez pokładowe komputery, a pozwalała na złapanie oddechu przed nową zawieruchą… chyba że akurat czas ten człowiek postanowił przeznaczyć na prace konserwatorskie, co również posiadało swój urok.

Stojąc oparta o metalową ścianę maszynowni, Kaim wciąż uśmiechała się pod nosem słuchając wytycznych głównego inżyniera i mechanicznie przytakiwała rudą głową. Rzeczywiście ostatnimi czasy panował nienaturalny ład i porządek, co już zapalało w głowie czerwoną lampkę ostrzegawczą. Coś wisiało w powietrzu, jak zapach ozonu zwiastujący nadchodzącą burzę.
- Sprawdzić czy Wex i Volaik niczego niepotrzebnie nie skopali, a potem wyregulować naszym geniuszom zbrodni szyny magnetyczne w drzwiach - podsumowała zasłyszane od Azjaty wytyczne i nagle zaśmiała się cicho - Fakt, dać im dwie metalowe kulki to jedną zgubią, a drugą połamią. Z dwojga złego lepiej że tym razem zepsuli pierdołę niż których z pancerzy. Jeśli jeszcze raz w tym miesiącu będę musiała któremuś wymieniać siłowniki hydrauliczne w osłonach na kończyny to wyjdę z siebie i stanę obok… masz poczęstować? - na koniec zmieniłą temat, łypiąc sugestywnie na tlącego się w kąciku ust Kanjiego papierosa.
- No wiesz co… ty sępie… - Mruknął Shibata, ale dał jej nowego papierosa.
- Pijawka na własnej piersi wyhodowana i własną krwią wykarmiona - Ophelia potwierdziła i szybko porwała fajka póki starszy inżynier się nie rozmyślił - Lepiej swoje tuczyć, niż w obce inwestować, co nie? A w ogóle po wyjściu z nadprzestrzeni mamy coś zaplanowane? Konserwacja generatora chyba dopiero za półtora tygodnia… - zamyśliła się, obracając tytoniowy rulonik w palcach - Chcesz to potem rzucę okiem na drony techniczne. Póki wszystko gra i buczy zostaje się poprzewalać z prawa na lewo. Chyba że Zgredek wpadnie na kolejny genialny pomysł - parsknęła, szczerząc się krzywo na samo wspomnienie ich kapitana.
- No to pijawko zabieraj się do roboty, i przestań marudzić o starym, bo jeszcze usłyszy - Powiedział starszy inżynier.
- Pali się gdzieś? - dziewczyna wymownie popatrzyła na wciąż niezapalonego papierosa, a potem wzruszyła lekko ramionami i zatknęła go za ucho - Nie krzyw się tak, bo ci się zmarszczki porobią. Zgredek ma swoje sprawy, my swoje. On potrzebuje nas, my jego. Symbioza Kanji, symbioza… ale racja - parsknęła krótko - Im szybciej skończymy, tym szybciej wylądujemy w kantynie nad piwem - odkleiła plecy od ściany, odruchowo wbijając dłonie w kieszenie spodni - Na który pokład wysłałeś chłopaków?

Stary mechanik nie zdążył odpowiedzieć, ledwo otworzył usta a powietrze przeszedł złowieszczy ryk syren informujących o nagłej awarii. Zabłysły czerwone światła.
- “Alarm pożarowy na pokładzie 3, korytarz C-1. Powtarzam, Alarm pożarowy…” - Wśród błysków lamp i wycia syren, główny komputer krążownika bojowego nieustannie udzielał tej informacji trzy razy, po czym dodał - “Włączono zraszacze przeciwporażowe w korytarzu C-1, na pokładzie 3, powtarzam…”
Dokładnie jedenaście sekund później, przez swój Intercom, wydarł się na wspólnej częstotliwości Bing:
- Niech tu przyleci lekarz! Coś pierdolnęło przy naprawach, i Wex jest poparzony! Pokład 3, korytarz C-1! Gazu!
- Cholera! - Kaim przeklęła, chowając papierosa do kieszeni spodni i migiem zerwała się do biegu. Czy przypadkiem nie miała skontrolować pracy drugiego technika? Gdyby zebrała tyłek szybciej...
- Zajmę się tym, sprawdź czy nie oberwało SPŻ! - krzyknęła za plecy do Azjaty i już wybiegała przez drzwi, chwytając po drodze torbę ze sprzętem.
Leciała ile sił w nogach, a że za wiele ich nie było, dotarcie do celu zajęło jej kilka długich minut, a gdy dotarła na miejsce dyszała ciężko, łapiąc chrapliwie powietrze przez usta.

Widziała akurat jak Kaija w otoczeniu mechów zabierała w kierunku ambulatorium poparzonego Wexa. Widząc minę inżynier lekarka zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem bez cienia uśmiechu.
- Żyje, nic mu nie będzie - zakomunikowała chyba pro forma, zanim nie zniknęła za drzwiami śluzy.
Kaim została sama i odzyskawszy oddech zaczęła się rozglądać po korytarzu. Szybki rzut oka wystarczył aby jęknęła ni to z ulga, ni z irytacją. Podeszła do osmolonego kawałka ściany, kopnęła leżącego obok mecha technicznego. I fragment poszycia i robot były czarne od sadzy.
- Tu Kaim, jestem na miejscu - odezwała się przez komunikator, łącząc się z Kenijm i kapitanem - Wex chciał się wyręczyć botem przy pracach konserwacyjnych na C-1. Bot przeciął kabel plazmowy i poszło zwarcie. Wywaliło bezpieczniki, nic groźnego. Zajmę się tym od ręki - dokończyła, kucając przy torbie z narzędziami. Na początku wyglądało groźnie, ale los chyba sprzyjał "Harpii" i jej załodze.
Jeszcze.

~***~

Chodziły plotki, że podczas podróży w nadprzestrzeni załoga nie ma za wiele do roboty. Pożytkuje więc czas na odpoczynek, fraternizację, uprawianie hazardu i przysłowiowe zbijanie bąków. Cudowny czas, gdy nic nie jest w stanie “Harpii” zaatakować, idzie wyluzować i nabrać siły do przyszłych zadań, aby podjąć się ich z pełną werwą oraz entuzjazmem… chociaż ciągnąc się noga za nogą korytarzem środkowego pokładu Ophelia aż nazbyt wyraźnie czuła w kościach ten “spokój bezpiecznej podróży, gdzie można odpocząć”. Z torbą najpotrzebniejszego technicznego badziewia, toczyła się powoli, zostawiając za sobą delikatny szlak zapachu smaru i lekkiej spalenizny. Na szczęście kryzys na pokładzie 3 udało się opanować, kolejny punkt z listy nagłych wypadków odhaczono pozytywnym ptaszkiem i jeśli nic się nie wykrzaczy po drodze, inżynier została ostatnia fucha przed fajrantem: naprawa drzwi czy tam czegoś u piątki okrętowych silnorękich. Kaim po cichu liczyła, że przynajmniej tutaj nic się po drodze nie spierdzieli, nie wybuchnie, ani nie zacznie płonąć… chociaż z ich geniuszami zbrodni nigdy do końca człowiek nie mógł być pewien co się odwali za chwilę.
- Obyście niczego nie wysadzili dla jaj - mruknęła pod nosem, stając przed odpowiednimi drzwiami i westchnęła ciężko, nim nie przywołała na twarz pogodnego grymasu i poczekawszy aż drzwi bezszelestnie się odsuną, przekroczyła próg.

Po wejściu do środka, Ophelia znalazła się w pomieszczeniu wspólnym od “mięśniaków”. Stało tu kilka kanap, przy nich stolik, wisiał wielki ekran na jednej ze ścian, było i kilka automatów do gry, oraz staromodny stół bilardowy. Na jednym z automatów grał w jakąś strzelecką grę Garg, na kanapie drzemał Tyson, a Chris ćwiczyła w kącie hantlami obie ręce. Na widok Inżynier, lekko uniosła jedną brew…

Trochę zalatywało skarpetkami.

Regularne pranie jak widać było czymś przyziemnym, czym pokładowi spece od demolki nie zawracali sobie główek. Albo padła im wentylacja.
- Cześć. Serwis techniczny - Kaim przywitała się, machając wesoło ręką i szczerząc zęby. Do pełni (nie)szczęścia brakowało Trevora i Roba, pozostawało mieć nadzieję, że niczego dodatkowo właśnie nie psują. Jakoś tak odruchowo skupiła uwagę na Chris, bo też ona jako jedyna odnotowała pojawienie się obcego, rudego elementu. - Kenji mówił że zgłosiliście mu awarię… więc co tym razem samo się połamało, zacięło, urwało, albo zbiło? - spytała, z sapnięciem stawiając torbę techniczną na ziemi.
- Drzwi - Kiwnęła głową kobieta, w kierunku wspomnianej, zepsutej rzeczy… i faktycznie, owe drzwi nie całkiem chciały zniknąć w ścianie, wystając z niej na jakieś 10cm. Owe drzwi zaś prowadziły do małego korytarza, gdzie były kajuty tej grupki, a obok samych drzwi, czteroręki dryblas grał na automacie…
- Drzwi… dobrze. Ok - Ophelia popatrzyła, powtórzyła i przytaknęła. Prawie udało jej się ukryć ulgę z faktu, że chodzi tylko o drzwi, a nie o dziurę w grodzi, albo wyrwę w kadłubie. Nikt też nie zdetonował granatu we wspólnej sali… czyli całkiem niegroźna, mało inwazyjna dla systemów “Harpii” usterka. Albo jej się wydawało, albo prócz mało atrakcyjnego zapaszku mieli też tutaj podkręconą temperaturę. Kaim nie spędziła tu długo, a zaczynało jej być nieprzyjemnie gorąco. Podniosła lewą ręką i rozpięła suwak bluzy, a potem zdjęła ją całkowicie, zostając w białej podkoszulce na cienkich ramiączkach.
- Coś oprócz drzwi jeszcze nie działa i… przepraszam - mruknęła przechodząc obok Garga. Postawiła torbę na ziemi, a potem zadarła głowę do góry - Możesz zrobić przerwę w grze? Lepiej się odsunąć na wszelki wypadek.
- A co, będziesz wysadzać? - Odparł zagadnięty, nawet na nią nie spoglądając, i wciąż grając. po czym krótko się zaśmiał - Za chwilę…

Na słowo “wysadzać”, Tyson otworzył oko, ale po chwili je zamknął. W tym czasie zaś, Chris przeniosła się z hantli, na sztangę. A dźwigała chyba i tyle, co Ophelia ważyła.



Inżynier zamrugała, zastygając z głową zwróconą na widowisko. Nie wyobrażała sobie siebie z podobnym ciężarem, równym zapewne jej własnemu. Poza tym Chris podnosiła żelastwo z gracją, przypominając Inżynier przechadzającą się po wybiegu panterę. Może chodziło o perfekcyjną grę mięśni pod skórą, a może o totalnie zblazowaną minę, jakby nie działo się absolutnie nic niezwykłego.
- Woooow… a ja mam problem przestawić karton ze śrubami na wyższa półkę - wyrwało się dziewczynie i zaśmiała się cicho - Mnie też byś tak podniosła? - dorzuciła zanim rozsądek się obudził. Drgnęła i przeniosła wzrok na olbrzyma przy konsoli - Mogę to w diabły wysadzić, albo wymontować. Potrzebujecie tych drzwi? Pomyślcie jak wygodnie będzie bez nich… trzeba zdjąć oporniki przeciwpełzne przy szynach magnetycznych… coś może odskoczyć i lepiej abyś nie dostał tym w głowę.
- E chu ta!! - Warknął nagle po swojemu Garg Tadalg, klnąc… na szczęście nie na Inżynier, a na automat, który właśnie obwieszczał wrednym dźwiękiem przegraną Ka'nirsya. Humanoid pacnął go dwoma prawymi łapami po boku obudowy, i było to mocne trzaśnięcie, aż na automacie zatrzęsły się kolorowe kamyki… które przyciągnęły uwagę Opheli, niczym sroczki.
- Idę po piwo, chcesz? - Spytał ją Garg, oddalając się od niej, i od automatu.
Dziewczyna najpierw wzdrygnęła się, a następnie parsknęła. Dopiero gdy pojawił się temat browara poczuła jak bardzo jest spragniona.
- O rany, tak. Zaschło mi w gębie… dzięki - kucnęła przy torbie, zaczynając wyjmować narzędzia, ale spojrzenie uciekało jej ku drugiej kobiecie.
- Hej Chris, ile dasz radę wycisnąć? - spytała nie kryjąc zafascynowania i zaraz dodała drugie pytanie - A Trevora i Roba gdzie zgubiliście?
- 27...28… - Chris robiła przysiady ze sztangą - ..29… zaraz ciebie wycisnę... - Powiedziała kobieta, a “śpiący” Tyson na kanapie zarechotał.
- Są u siebie - Rzucił z drugiego końca pomieszczenia Garg.
- To groźba czy obietnica? - pytanie Ophelii nie zawierało absolutnie żadnych podtekstów. No skądże znowu - Bo nie wiem jak się do sprawy ustosunkować - zrobiła krótką przerwę, wciąż przyglądając się ćwiczącej kątem oka - Kiedy ostatni raz czyszczono tu wentylację? Chyba trochę nie wyrabia… jak chcesz pogrzebię w kodzie tego ustrojstwa - zwróciła się do Tadalga, wskazując kciukiem automat - Da się zmodyfikować poziom trudności, albo dograć nowe mody, zależy co ci leży. Tylko… najpierw ogarnę te drzwi. - sapnęła na koniec.
- Ehe - Odparł czteroręki, z głową niemal w lodówce, nie bardzo chyba słuchając Ophelii. W tym czasie zaś, Chris pieprznęła z hukiem sztangę na podłogę, co absolutnie nie ruszyło Tysona…
- Nie przeginaj mała - Powiedziała umięśniona kobieta, po czym zaczęła robić dla odmiany pompki. Na drobną chwilę nikt nie patrzył w kierunku Inżynier…
Szybki rzut oka w prawą i lewą stronę, nieznaczne przemieszczenie pod maszynę i niewielki śrubokręt wylądował w jej ręku. Udając że nie przerywa pracy nad głównym problemem, delikatnie podważyła jeden z kamyków tak ślicznie błyszczących na obudowie maszyny do gier. Był wielkości kciuka, szlifowany fasetkowo i miał głęboką, błękitną barwę bez żadnej skazy. Przypominał szafir, jego namiastkę. Niby pierdoła, lecz w tej chwili Kaim nie umiała sobie wyobrazić swojej dalszej egzystencji bez tego drobiazgu. Ostrożnie, aby nie wzbudzać podejrzeń, ani nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, dłubała zapamiętale, aż niebieska drobinka odskoczy i czystym przypadkiem znajdzie się w inżynierskiej kieszeni.

- Tu masz, na zdrowie - Pojawił się przy niej ponownie Garg, podając piwo, a Inżynier aż na chwilkę podeszło serce do gardła. Ale dryblas odszedł, siadając na kanapie, sam popijając piwko. Niczego nie zauważył. Ophelia pracowała więc przez następne kilka minut, co pewien czas łykając zimniutkiego browarku… Tyson drzemał, Chris robiła kolejną serię pompek.

~***~

Kilka minut później, i przy połowie butelki, udało się w końcu zlokalizować usterkę drzwi. We wnęce, w której się one chowały, był poluzowany malutki łańcuszek prowadzący… najwyraźniej ktoś się z tymi drzwiami siłował. Musiała zdjąć osłony, wysunąć całe skrzydło i dopiero wtedy od nowa naciągnąć linkę, a całość przylutować dla pewności. Dobrze, że usterka była drobna i mechaniczna. Dało się ją załatwić od ręki w parę minut we względnej ciszy i spokoju. Bez konieczności wskakiwania w kombinezon ochronny, albo chociaż zakładania aparatu tlenowego. Grawitacja również działała... nie groziła im dekompresja. I jeszcze browarem częstowali. Same plusy.

Im więcej Ophelia piwka łykała, tym działo się coś nietypowego. Początkowo, gasiło ono pragnienie, i dawało ochłodę organizmu, później jednak, było wprost przeciwnie. Zrobiło jej się jeszcze cieplej, i zaczęła się troszkę mocniej pocić. Tak czasem działał alkohol?
- 50! - Powiedziała Chris, kończąc trzecią serię. W końcu wstała, przetarła twarz i kark ręcznikiem, po czym... ruszyła prosto na Inżynier.
W pierwszej chwili dziewczyna tego nie odnotowała, zajęta analizą stanu w jakim się znalazła. Czy miły poczęstunek nie był podejrzany, Grag dla jaj czegoś jej dodał do tego piwa? A może po prostu była przemęczona ostatnio i reagowała nadintensywnie na alkohol… albo dostała piwo nie do końca kompatybilne z ludzkim układem nerwowym i trawiennym. Zanim więc ogarnęła co się dzieje, umięśniona kobieca sylwetka znalazła się praktycznie tuż obok przez co Kaim wstrzymała oddech, a składane narzędzia bez ładu wypadły jej z rąk prosto do torby.
- Kiepski ze mnie ręcznik, ale mogę ci umyć plecy - palnęła nie myśląc kompletnie w sposób logiczny. Za to szczerząc wesoło zęby.
Chris wyraźnie zatkało. Zmrużyła oczy, nad czymś myśląc.
- 180kg - Powiedziała w końcu, po czym pochyliła się, i sięgnęła po jeden, jedyny śrubokręt, który nie wylądował w torbie, a na podłodze. Drobny rudzielec wyraźnie wyczuwał niezwykłe gorąco bijące z ciała kobiety, oraz czuć było pot. Jednak świeży pot… od którego aż miło załaskotało w nosie.
- Tyle wyciskam kruszynko - Chris poruszyła się minimalnie do przodu, wrzucając śrubokręt do torby Ophelii. Dzielił je jedynie metr.
- Ile? - rudzielec zamrugał. Podana wartość wymykała się jej wyobrażeniu dźwigania ciężarów, gdy za wyznacznik brała swoje możliwości. Przy sprzyjających wiatrach podnosiła ⅙ tego, co Chris… i to jeśli było w miarę zwarte i z wygodnymi uchwytami.
- To jakbyś podniosła trzy razy mnie… i jeszcze ci zostanie 27kg zapasu - dodała, wychylając się do przodu. Prócz gorąca atakował ją krochmalowo-piżmowy zapach wydzielany przez drugą kobietę. W głowie Inżynier myśli zaczęły zwalniać, za to zmysły stawały się nieznośnie wyostrzone. Szczególnie gorąco drażniło nagle nadwrażliwą, odsłoniętą skórę ramion.
- Mogłabym ci usiąść na karku i nawet byś nie zauważyła - dodała z dziwnym rozmarzeniem, patrząc w oczy tak niedaleko swoich i uśmiechała się, zagryzając wargę. A potem wyciągnęła dłoń, dotykając palcami przedramienia siłaczki. Westchnęła, bo żar prawie parzył.
- Mogłabyś mi usiąść nie tylko na karku… - Wychrypiała nagle Chris z lisim uśmieszkiem, po czym uniosła rękę, i oparła dłoń o ścianę tuż obok głowy Ophelii. Osaczała ją, dominowała, takim zagraniem, taką pozą. Minimalnie się przybliżyła, po czym do prawej dłoni na ścianie, dołączyła lewa, po drugiej stronie głowy drobnej dziewczyny. Na kanapie zaś coś zaskrzypiało, ale Inżynier wszystko przesłaniała Chris tuż przed nią.
Odgłos przełykania przez Kaim śliny z pewnością dało się usłyszeć w sąsiedniej galaktyce. Skurczyła się w sobie, ale spojrzenia nie opuściła. Wciąż wpatrywała się w uśmiechniętą twarz, łowiła zapach rozszerzonymi nozdrzami i miała wrażenie, że zaraz spłynie na podłogę. Albo zacznie się palić.
-Miałabym… parę koncepcji… o ile… zechcesz ich…- zaczęła, gubiąc po drodze wątek. Dalsza perspektywa znikała, skutecznie wyparta tym, co na pierwszym planie. Inżynier podniosła dłonie, gładząc ich wierzchem policzki i skronie Chris, aż w przypływie impulsu jej głowa wystrzeliła do przodu, atakując ustami te drugie usta. Pocałunek był łapczywy, energiczny, i nieco chaotyczny… a jedna z dłoni Chris znalazła się nagle na potylicy rudzielca, przytrzymując główkę. Namiętna praca obu ust, a po chwili i nawet języczków, wprost zdawała się zwalać z nóg, Ophelia została więc i przytrzymana w pasie.
Nie wyrywała się, wręcz przeciwnie. Jej ręce powędrowały do góry, obejmując mocno kark kobiety, a mniejsze ciało przywarło do tego większego, jakby chciało się w nie wtopić i wślizgnąć pod skórę. Inżynier dyszała ciężko, mięśnie kończyn drżały, a włosy na przedramionach stanęły na sztorc. Czuła jak piersi oponentki zgniatają jej własne.
- Ch… chcesz… się umyć? - wychrypiała jej prosto w usta, zanim nie zamknęła ich ponownie swoimi, a nieprzytomne oczy błądziły po twarzy mając problem ze skupieniem na pojedynczych detalach. Ubrania zaczynały przeszkadzać, sama ich obecność irytowała.
Chris nie odpowiedziała jednak nic. Jej dłonie najpierw powędrowały ku karkowi Inżynier, po chwili na ramiona, aż zsunęły się na piersi skryte pod koszulką. Ledwie jednak po nich przejechała dłońmi…
- "Khhrrrr" - Mocno złapany nagle materiał, został rozdarty z góry do dołu, i to na całej długości, wśród szelmowskiego uśmiechu umięśnionej kobiety. Teraz to Ophelia miała na sobie coś w kierunku kamizelki, a nie podkoszulki.
Szybko ją ściągnęła, odrzucając za plecy i od razu zapominając że istnieje. Problem powrotu do własnej kajuty na razie odszedł na bok, zostawało tu i teraz. Tu, w lobby oddziału bojowego, gdzie temperatura przekraczała przyjęte normy. O tym również Kaim przestała myśleć, chwytając nadgarstki Chris i dociskając jej ręce do swoich piersi. Chciała zrobić to samo z ubiorem oponentki, jednak w zamroczeniu zdawała sobie sprawę iż to bezcelowe.
-Pokaż się - poprosiła dysząc coraz ciężej.

Chris bez wahania ściągnęła swój top, pokazując własne piersi. Zdecydowanie były większe…
- Napijemy się jeszcze piwka? - Powiedziała z uśmieszkiem. Znowu na kanapie dało się słyszeć jakieś odgłosy ruchów. Chłopaki się wierciły…
-Piwka? - Ophelia znów powtórzyła średnio przytomnym głosem. Z miną jakby właśnie dostała wcześniejszy prezent gwiazdkowy zaczęła gładzić odsłonięte skarby siłaczki. Ujęła je w dłonie od spodu, podnosząc i lekko ugniatając, a kciukami drażniła ciemnejsze okręgi sutków. Bawiła się nimi, jej uśmiech poszerzał się z sekundy na sekundę.
-Z tobą wszystko, tylko się nie ubieraj - dodała.
- No to siup! - Chris mrugnęła do niej, po czym nagle pochwyciła ją na ręce, wprost zgarniając od boku z podłogi, i uniosła. Następnie zaś, niosąc ją niczym jakąś pannę młodą, skierowała się z nią… ku kanapom. Do Graga i Tysona.

Obaj wpatrywali się w małego rudzielca z podejrzanymi uśmieszkami. Ophelia została miękko położona na pustej kanapie, z dala od obu obserwatorów. Chrus musnęła jej usta, po czym od niej odeszła na chwilę, parę kroków w bok, by sięgnąć piwo z lodówki… a półnaga Inżynier była wystawiona na wzrok obu chłopaków. Ich pożądliwe spojrzenia ślizgały się po jej ciele, a na gębach pojawiły się uśmieszki…
Sytuacja nie należała do standardowych, dało się odnieść wrażenie, że po przekroczeniu progu lobby człowiek wylądował w innej czasoprzestrzeni. Gdzieś w okolicach rudej potylicy zaskrobał lęk. W końcu dziewczyna była tu sama, poniekąd zdana na łaskę i niełaskę okolicy, a sytuacja robiła się wyjątkowo...kosmata.
-No cześć - w pierwszej chwili Kaim oparła się plecami o kanapę, podciągając kolana pod brodę aby choć symbolicznie zakryć się przed wzrokiem dwóch goryli, z których każdy przewyższał ją masą co najmniej dwukrotnie. Po paru chwilach pozory zostały dostawione gdzieś na półkę, a zastąpiła ją niezdrowa fascynacja.
-Nie jest wam… gorąco? - pytanie wyszło Inżynier chrapliwe, opuściła nogi, siadając po turecku i również obmacała wzrokiem resztę obsady kanapy. - Nie myślałam, że jesteście z tych, co lubią się gapić.
- Heh, wiesz, my… - Zaczął Tyson, ale pojawiła się Chris z zimnym browarkiem.
- Piwko! - Powiedziała do Ophelii, trzymając otwartą flaszkę w dłoni, i zamiast jej podać, sama się napiła, aż w butelce zabulgotało. Dopiero wtedy wręczyła ją Inżynier.
Cokolwiek tam było, tym razem trafiło do większej ilości krwiobiegów... bądź nie miało podejrzanych domieszek. O ile w ogóle wcześniej w poczęstunku występowały. Inżynier machnęła na to mentalnie ręką. Teraz już i tak było to bez znaczenia, bo. A tym etapie nie dało się wycofać.
-Dzięki - odpowiedziała biorąc butelkę i zaraz pociągnęła zdrowo z gwinta. Kręciła nią w dłoni, przyglądając się po kolei każdemu z obecnych, a jej odkryte piersi unosiły się w rytm przyśpieszonego oddechu.

Po chwili Chris ponownie wyciągnęła dłoń po flaszkę w łapkach Inżynier.
- Wiesz, mała… my… my się WSZYSTKIM dzielimy - Chrypnęła, muskularna kobieta mrużąc oczka, i wpatrując się w twarz Ophelii.
Rudzielec zastygł w pół ruchu, mrugając szybko. W głowie puzzle powoli lądowały na właściwych miejscach, a jej na moment zabrakło werwy. Raz jeszcze rozejrzała się po trójce silnorękich, czując że dotychczasowe gorąco zmienia się w ciężki do wytrzymania żar. Już sama Chris siedząca nonszalancko tuż obok przyprawiała drobniejsze ciało o palpitację serca i nieznośny ucisk w podbrzuszu… a co dopiero myśl, że we wzajemnym zapoznaniu miałby brać udział ktoś jeszcze. Zwłaszcza Garg przy którym Kaim wyglądała jak niewyrośnięty szczeniak.
-Wszystkim… tak? - zapytała, szukając potwierdzenia w twarzach pozostałej dwójki. Z jednej strony się ich obawiała, ale z drugiej…
-Nie jestem do końca przekonana... - zaczęła powoli, ale zamiast strachu w jej oczach pojawiły się błękitne żyłki wyładowań elektrycznych.
Tęczówki zapłonęły jasnym błękitem i nie schodziły z twarzy siłaczki kiedy rozpięła swoje spodnie, ściągając je powoli aż do kostek. Paroma szarpnięciami zdjęła buty, a z nimi spodnie do końca.
-... czy starczy dla was… jak sądzisz? - spytała po raz drugi i zaraz dorzuciła - Nie jestem dużym kąskiem.
Butelka zamiast trafić do Chris przechyliła się nad piersiami rudzielca. Cienka, musująca stróżka popłynęła po skórze.

Na twarzach całej trójki najpierw drgnęły brwi - najwyraźniej nie spodziewali się takiej postawy - a potem szybko pojawiły się szerokie uśmiechy… Chris nagle zaś zagwizdała przez zęby, dwa razy, dosyć głośno, jakby dając jakiś sygnał?

Garg i Tyson skoczyli wprost ku Ophelii, a obie ich twarze zawędrowały na piersi dziewczyny, gdzie zaczęli zlizywać ze skóry piwo, po czym ich języki i usta rozpoczęły zabawy z suteczkami. Do tego dołączyło i sześć rąk dwóch mężczyzn, badając wiele zakątków ciała rudowłosej.

Półnaga Chris stała jednak ze dwa metry dalej od troi, przyglądając się figlom na kanapie z uśmieszkiem na twarzy. Założyła rękę na rękę, wpatrując się w twarz Ophelii.
W sali rozległ się głośny śmiech Kaim, która na wyścigi obłapiała przyszłych kochanków, dolewając co chwilę piwa.
-Wyglasz na zmęczoną...chcesz usiąść? - wychyliła kark zerkając rozognionym spojrzeniem na drugą kobietę i jekneła głośno, gdy czyjeś ręce mocniej ścisnęły odkryte piersi. Żeby było sprawiedliwie sama zacisnęła uda, więżąc tam jedną z ciekawskich dłoni.
-Macie… za dużo… ubrań - wydyszała z pretensją.
- Wszystko dobrze mała - Chris do niej mrugnęła, obserwując te harce. A w tym czasie, Garg korzystając ze swoich czterech rąk, uniósł lekko pupę Ophelii dwiema, a dwoma następnymi zsunął jej majteczki w dół. Tyson z kolei pieścił nadal jedną pierś dziewczyny ustami i językiem, a drugą masował dłonią. Gmerał też jedną ręką przy własnych spodniach.

Wtedy też w sali zjawił się Trevor i Rob.
- Co je… jeeee! - Zająknął się ten pierwszy, na widoki jakie zastali.

W tym czasie głowa Graga wepchnęła się między cieplutkie uda Inżynier, i po chwili usta i przydługi język posmakowały w pełni rudowłosej.

Chciała coś odpowiedzieć, wyrazić obawę o kolejne dusze nagle zajmujące przestrzeń lobby, lecz zamiast słów z jej ust wydarł się zdradliwy pisk. Reszta barier runęła, skruszona dotykiem i oddechem zdradliwie drażniącym skórę między rozłożonymi zapraszająco udami. Kaim nie nadążała, nie przeszkadzało jej to absolutnie. Drobne ciało zadrżało, jedna dłoń pojękującej dziewczyny przycisnęła nieludzką głowę do swoich bioder, druga pomagała Tysonowi uporać się ze spodniami. Szło ciężko, bo widziała już przez mgłę. Stękając cicho przesunęła tułów, aby w rozbieraniu dopomóc sobie zębami.
Trevor i Rob, bez zbędnych słów czy komentarzy, zaczęli się pospiesznie rozbierać. Czteroręki Grag pieścił Ophelię językiem, ustami i palcami, a spodnie Tysona w końcu ustąpiły i przed twarzą Inżynier "zatańczył" dorodny, nabrzmiały penis.

Pierwszy.

Nadchodziły jednak już dwa kolejne. Ktoś ściągnął rudowłosej majteczki wiszące na kostce stopy. Ktoś nawet skarpetki.
Liczne usta, języki, dłonie, nabrzmiałe kutasy. Wszystko wokół niej, wszystko dla niej. Nagie ciała kochanków, jęki, dotyk, smak, zapach, świat wirował w głowie Ophelii od tego wszystkiego, a ona wśród piątki "twardzieli".
Żałowała że sama nie ma czterech rąk, robiła co mogła, aby każdy prezent choć przez chwilę potrzymać w ustach, łykając z pasją kolejne, napęczniałe centymetry, tych których wypuściła spomiędzy ciepłych warg pieściła dłońmi, jeżdżąc po śliskich od śliny trzonach od żołędzi po samą nasadę. Już nie oddychała jak po biegu, ale dyszała chrapliwie wchodząc w stan o krok przed hiperwentylacją. Korowód obrazów przed oczami wciąż się zmieniał, ona była statycznym, rozgrzanym punktem, wijącym się rozkosznie w rytm nadawany przez język i palce między udami. Przygarniała chętnie kolejnych kochanków, drobne łapki pracowały w rytmie niezależnym od siebie, a mózg wciąż nie mógł uwierzyć… i nie chciał, żeby przestawali. Biodra Kaim same wypchnęły się do góry, gdy bose pięty wbiły się mocno w miękką poduchę kanapy, choć uda drżały niekontrolowanie, a lepka wilgoć obficie spływała z jej wnętrza na pośladki i moczyła podłoże. W pewnej chwili złapała za sztywne prącie Roba, podnosząc pełen obłędu wzrok na jego oczy. Na piegowatej twarzy pojawiło się nieme błaganie.
- Liż jajeczka - Chrypnął mięśniak, niewzruszony wyrazem twarzy dziewczyny… a wtedy (chyba)ręce Graga pochwyciły ją nieco inaczej, kładąc na kanapie, odrobinę na plecach i boku, i ten w nią wszedł, unosząc sobie wysoko lewą nogę dziewczyny. Zdecydowanym, choć powolnym ruchem, wbił się w nią, jako pierwszy, aż do samego dna.
Dziewczynę wygięło, na chwilę straciła rytm i odchyliła głowę do tyłu, zagryzając wargi.

Tyson postawił nogę na kanapie ponad głową rudowłosej, i nieco opuścił biodra ku jej twarzy, by ta tak w rozkroku mogła go pieścić, gdzie chciał… przy okazji ugniatając dłonią pierś Ophelii. Rob stał obok niego, i tego mięśniaka zabawiała Inżynier dłonią. Grag ją posuwał na całego, a wtedy ktoś(Trevor), wygiął nieco uniesioną nogę dziewczyny, przekładając ją przez oparcie kanapy, i… Ophelia poczuła, jak naprężona męskość ociera się o jej stopę, o palce, to z góry, to z dołu, jak paluszki stopy są nawet wkładane pod fiuta, by ocierać o jajka, a i jego łapa wylądowała na drugiej piersi rudzielca, a ta zadrżała z pożądania. Całe jej ciało podskakiwało w ostrym rytmie nadawanym od bioder, których zderzenia dziewczyna kwitowała coraz głośniejszymi jęknięciami, aż nagle przez całe jej ciało przeszedł impuls. W gruncie rzeczy była to obopólna mityczna, perwersyjna, zarazem jednak pokrzepiająca zabawa. Po spoconej skórze przemknęły cienkie, niebieskie nitki wyładować, ale ona nawet ich nie zauważyła tracąc na dobre parę chwil oddech i wizję, gdy zatopiona w rozkoszy płynęła między piątką otaczających ją ciał chcąc, aby ten moment trwał już wiecznie.
 
__________________
Hypocrite.
Lunatic.
Fanatic.
Heretic.
Sorat jest offline