Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-12-2021, 12:04   #1
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 1 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Gwiezdny Szlak [Spheres of Power]


- Nie było nic… lepszego? - spojrzenie krasnoluda przesunęło się zebranej przed nim naprędce grupce awanturników. I nie było to przychylne spojrzenie. Raczej pełne rozczarowania.
- Nic w tak krótkim czasie. - przyznał młody krasnolud stojący przy biurku swojego szefa.
- No cóż…- siedzący za biurkiem krasnolud w oficerskiej zbroi był tu najważniejszą osobą. Nazywał się Uthar Toervaldssen III-ci i był przywódcą tego fortu w stopniu thana Cesarskiej Armii Górnego Królestwa Haergadu. Pozycja thana była znacząca bliżej stolicy, ale nie tutaj na granicy. Tu… liczyło się to, że zasiadał właśnie za tym biurkiem, będąc de facto gubernatorem okolicy.
Co prawda okolica składała się z górskich szczytów i dolin zamieszkanych przez barbarzyńskie plemiona ludzi, orków i półorków, ale… Fort Lodowego Kła i każdy w okolicy kto czuł się częścią cywilizowanego świata musiał ukorzyć się w majestacie thana Uthara. Przynajmniej w teorii, w praktyce… każdy kto chciał żyć w Forcie, kto chciał handlować w Forcie, kto chciał schronić się tu musiał brać pod uwagę, że ten krasnolud był panem życia i śmierci wszystkich mieszkańców Fortu. Sporym pocieszeniem więc był fakt, że okazał się panem z jednej strony przywiązanym do prawa i sprawiedliwości, z drugiej jednak wystarczająco elastycznym, by nie wykazywać się przesadną gorliwością w ich egzekwowaniu. Dopóki zębatki osady się kręciły, dopóty Uthar nie sprawdzał dzięki jakiemu smarowi to czyniły.
Stojący obok niego młody krasnolud był przeciwieństwem szefa. Chudy i blady, o wypielęgnowanych czarnych włosach obciętych wedle mody panującej w stolicy, jak krótko obciętą bródkę która to również była tam ostatnim krzykiem mody, ale… mogła być subtelną sugestią iż ów młody krasnolud czci Asmodeusza. Co bardziej spostrzegawczy mogli zauważywać dziwne fioletowe przebarwienia na nozdrzach owego podwładnego Uthara.
I ironiczny uśmieszek. Możliwe że ów młody ambitny krasnolud wprost ze stolicy subtelnie sabotował poczynania swojego szefa np. poprzez wybranie najmniej kompetentnych do tej misji osób.

Możliwe… że jego szef to podejrzewał i dlatego bacznie przyglądał się zebranej przed nim grupce.
I dlatego pewnie wpierw skupił swój wzrok na szczupłym i wysokim półelfie (jakby były jakieś inne), o widocznej, ale delikatnie zarysowanej muskulaturze. Nosił on krótką brodę i dłuższe włosy, trzymane tak, by zasłaniać uszy. Niemniej tak daleko na wschód od i tak nie był w stanie ukryć swojej natury. Tu ludzie bywali muskularni i o szeroko zarysowanych szczękach. Tu każdy człowiek inny od masywnych barbarzyńców rzucał się w oczy. A tymbardziej półelf.
Następnie spojrzeniem than obrzucił dwie kobiety trzymające się bardzo blisko. Wojowniczka próbowała osłonić swoim ciałem stojącą tuż za nią niską dziewczynę o wyjątkowo zielonych oczach i czymś… jeszcze… czymś nienaturalnym i niepokojącym.
Nic więc dziwnego że stary krasnolud skupił spojrzenie właśnie na tej dziewczynie ignorując jej towarzyszkę. Czy… stary Winfred o niej właśnie mówił, gdy we wróżbach pojawiło się zagrożenie przybliżające się każdej nocy? Nie… wszak miało przyjść… z nieba. Niemniej może trzeba będzie pogonić Winfreda do stawiania kolejnych wróżb wieczorem.
Kolejnym członkiem tej brygady poszukiwawczej był postawny jasnowłosy młodzian w zbroi górskiego wzoru i goglach odsuniętych na czoło. Jego oczy, dosłownie błyszczały mocą. I patrzyły hardo oraz pogardliwie.
Nic więc dziwnego, że than spojrzał na moment na swojego doradcę obiecując mu jakiejś upierdliwe zadanie do wykonania. Choćby poszukanie tego drania, który zaśmieca ulice miasta jakimiś ulotkami dotyczącymi niesprawiedliwości i wyzysku pod rządami krasnoludów. Jakby pod butem jakiejś innej rasy byłoby inaczej! Than miał na ten temat inne poglądy i jeśli miałby coś zmienić to wpierw uczyniłby nielegalnymi kulty Asmoduesza i Hextora. Ale jak wspominał o tym przy szachach to stary pierdziel Winfred bredził coś o zachowaniu kosmicznej równowagi i podobnych duperelach.
Na koniec spojrzał na mężczyznę o smukłej, mało imponującej budowie ciała. Kolejny osobnik z poza fortu. Jego oblicze pokrywała fioletowo- czerwona pajęczyna blizn i znamion.
Ów schludnie i utylitarnie ubrany osobnik podpierał swoje ciało kosturem trzymanym w dłoni.
- No cóż… - powtórzył krasnoludzki władca tego fortu. - Sprawa dotyczy owiec, a dokładnie…
Pstryknął palcami, co wywołało reakcję jego podwładnego. Ten szybko zerknął w trzymane dokumenty.
- 345 sztuk, wliczając w to osiem baranów i 12 jagniąt.
- Właśnie. Otóż te całe stado ktoś… jakaś banda zrabowała wczorajszej nocy z pastwiska. To całkiem spore pogłowie, miało po części odziać i wyżywić załogę Fortu podczas zbliżającej się zimy. Więc jak rozumiecie, to całkiem dotkliwa strata. Chcę odzyskać to stado więc jestem gotów zapłacić… emm… 25 złotych imperiali za każdą odzyskaną sztukę co daje…- szef pstryknął palcami zerkając na doradcę. Ten zamilkł na dłużej nim rzekł. - Osiem tysięcy sześćset dwadzieścia pięć złotych imperiali którymi się podzielicie między sobą.
- Właśnie. Plus jeszcze trzysta złotych imperiali z mojej własnej kiesy za przywódcę owej złodziejskiej bandy… żywego lub martwego. - odparł ze złowieszczym uśmiechem than Uthar. Następnie jednak spojrzał podejrzliwie na całą grupkę ochotników.
- Zanim jednak zlecę wam ową misję, liczę że wpierw powiecie kim jesteście i jaki wkład możecie wnieść w jej wykonanie i co sądzicie o szansach jej powodzenia. - dodał po chwili przyglądając się badawczo grupie.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline