lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Science-Fiction (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/)
-   -   The Big Apple II (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-science-fiction/16549-the-big-apple-ii.html)

Widz 19-02-2019 17:24

Panna Liu czekała samotnie na fotelu niedużej sali konferencyjnej. Przebrała się, teraz ubrana w czarne rajstopy i zielony, obcisły komplet, którego dopełniały wysokie szpilki i biała koszula z dwoma rozpiętymi u góry guzikami. Uniosła się kiedy wszedł, kierując spojrzenie na nogę na którą utykał.
- Dziękuję, że przyszedłeś - powiedziała na powitanie, wyraz jej twarzy zdradzał pewną troską. Jak zawsze nie wiadomo czy szczerą. - Jakieś poważne urazy?
Skinął kobiecie głową na powitanie i bez ceregieli wpakował się na krzesło, po drodze zamykając drzwi sali.
- Nic czego tu sprawnie nie wyleczą. Zapominam tylko się nie forsować. U ciebie? - zapytał dla formalności, nie wydawała się nawet poturbowana. - Ta sala jest bezpieczna do rozmowy?
- Upewniłam się, że możemy tu w pełni swobodnie rozmawiać - potwierdziła Azjatka, zajmując znowu swoje miejsce. Fakt, że wstała, coś znaczył. Prawda? Założyła jedną zgrabną nogę na drugą patrząc na Remo uważnie. - Jedynie otarcia, dziękuję. Można powiedzieć, że miałam więcej szczęścia niż rozumu. W skrócie wygląda to tak, że zostałam główną nadzorującą projekt powiązany, spinający klamrą zarówno to nad czym pracuje pan Maroldo jak i wszystkie wydarzenia dzisiejszego dnia oraz sugestię mieszania się Kalisto. Kiedy zbiorę to co już wiadomo w sensowną całość, przedstawię raport i firma określi przydział środków. Pan Dirkuer nadal nadzoruje gangi Bronxu, z panem Maroldo oraz panną Basri jako podwykonawcami. Uznaje się, że panna Psyche zdradziła. Pan Remo służy jako informatyczne wsparcie, jeśli brakuje panu ludzi po dzisiejszym dniu, proszę mi od razu mówić. Zostanie także przydzielona osoba operacyjna do pomocy panu Maroldo i uważam, że byłoby dobrze się razem spotkać, jeszcze dziś. Pana rolę możemy jednak zastąpić, o ile zgodzi się pan zmienić przydział i zostać moim osobistym… asystentem w tej sprawie. Nie brzmi to dobrze - kącik ust kobiety uniósł się w sugestii uśmiechu - lecz to także może być droga do awansu. W kierunku, który pan uważa za najrozsądniejszy.
Stawiała sprawę jasno, choć nie dodawała przy tym co oznacza odmowa.
Jaka, kurwa, szczodra. Albo i bez przecinków. Nie potrafił kobiety rozgryźć, co pewnie dobrze świadczyło o umiejętnościach interpersonalnych Liu. Zakładał z miejsca, że kłamała co najmniej w połowie deklaracji.
- Chcesz usłyszeć moją decyzję od razu? - odparował kapiszonem. - Zanim się w to zagłębimy, mam pilną sprawę. SI co uciekło glinom ganiają po całej sieci moi koledzy, przydałoby im się wsparcie ze strony informatyków firmy. Mamy plan, ale nie możemy zgubić uciekiniera. Zakłada wyłączenie całej infrastruktury sieciowej firmy czy organizacji na terenie kraju, coś co mógłby przykryć Corp-Tech. Wyjęlibyśmy tylko intruza i firma działałaby dalej, ale najpierw trzeba temu czemuś odciąć w pełni drogę ucieczki.
- Zgoda, ten temat pierwszy. Nie znam dokładnie zagadnienia tej SI, zdaję się więc na twoją ocenę. Zwrócę się o przydział ludzi, wskaż ilu i do kogo mają się zgłosić - rzeczowy ton podkreślała wyklikiwaniem czegoś na holo, sprawne ruchy wskazywały na to, że doskonale wie co robi. - Moja zgoda na shutdown jest warunkowa, firma musi należeć do nas, z nami współpracować lub być niezależna. Albo rządowa, skoro to im uciekło. Zakładam, że nie można zwabić SI w konkretne miejsce, bo zaproponowałbyś takie rozwiązanie. Czy coś jeszcze potrzebuję wiedzieć? Jeśli nie to od razu porozmawiam z wiceprezesem. W sprawie zmiany przydziału obowiązków, chciałabym poznać decyzję dzisiaj. Podjęta teraz ucieszy mnie wyjątkowo - równe, białe zęby ukazały się w uśmiechu.
- Wystarczą zdolni hakerzy, firma ma takich dużo, musimy śledzić ucieczkę. Przekażę, że mają zgłosić się po autoryzację w razie czego - skinął głową poważnie, przechodząc do drugiej kwestii. - Straciłem dziś dwójkę najlepszych pracowników, a jeszcze dodatkowo nie ma mnie prawie wcale na swoim miejscu. Możemy sobie pozwolić na osłabienie wydziału sieciowego w obecnej chwili? Jaki byłby zakres moich obowiązków po zmianie?
- Przesunę kilka innych osób do twojego działu, jeśli uważasz to za konieczne. Pan Black może szybko wrócić do pracy jeśli nasze podejrzenia są właściwe, a pani Harris otrzyma najlepszą opiekę. Masz również dyrektora, który chętnie bardziej zaangażuje się w swój dział - jej wzrok nie odrywał się teraz od oczu Remo. - Chciałabym, abyś ciągle trzymał rękę na pulsie w swoim biurze, lecz sprawami bieżącymi zajmą się inni. Staniesz się bardziej agentem, coś co robiłeś ostatnio chyba często. Priorytetem będzie to samo, w co zaangażowano mnie. Wraz ze spełnianiem moich poleceń służbowych, uprzedzam od razu.
Oczy Azjatki jakby błysnęły na tę wzmiankę.
- Zastanów się nad tym, a ja załatwię to wsparcie.
- Huystonowi się to nie spodoba - mruknął haker i rzeczywiście zastanowił się. Oferta była dobra, pierwszy raz była szansa na częściowe wyrwanie się. Ciekaw był, czy ta cała Liu ma taką siłę przebicia, szambo jest tak głębokie, czy go tu okłamują. Przed ostatnim dałoby się zabezpieczyć, poniechał jednak. I tak siedział w gównie po uszy, a wolał jedną przełożoną od kilku. Dirkuer i Hujston we dwóch przekonywali go lepiej do przyjęcia propozycji niż cokolwiek innego. Odczekał aż kobieta skończy i skinął w jej stronę głową.
- Zgoda, pod dwoma warunkami. Po wszystkim ja zadecyduję o kierunku swojego rozwoju i będę mógł zabrać ze sobą do trójki obecnych pracowników.
- Załatwione - uśmiechnęła się bez wątpienia szczerze i uścisnęła mu dłoń przez szerokość niedużego stołu. Jej rozmowa z prezesem nie trwała długo, jak również organizacja pomocy. Wszystko po prostu zlecała innym i oczekiwała natychmiastowego wykonania. Nie była z tych, które dobrze przyjmują odmowy, ale jak do tej pory nawet Remo jej nie zawodził. - Pomoc w drodze, proszę przekazać im namiary - podsunęła mu kawałek holo-ekranu. - Jak wygląda twój grafik na dziś? Chciałabym się jak najszybciej spotkać w pełnej grupie zaangażowanych osób. Wiem już kto został przydzielony do pomocy dla Maroldo. Wtedy też wytłumaczysz dokładnie co wiesz po dzisiejszym dniu w odniesieniu do porannej konferencji, bez teorii, same fakty. Jeśli coś z tego jest tylko dla moich uszu, to jestem tu i teraz…
Nie dokończyła, bo holo Remo odezwało się, system zidentyfikował połączenie przychodzące: Mik Maroldo. O wilku mowa.
Pokazał Liu kto dzwoni.
- O trzeciej mam przesłuchanie Alexa na komisariacie, gdyby udało się od razu zorganizować spotkanie to jestem za - powiedział i dopiero odebrał. - Remo, słucham.
Liu tylko skinęła głową na tę propozycję.
- Niech pan włączy na głośnomówiący - poprosiła.
- Siema - odezwał się zachrypnięty głos Maroldo. - Nieźle jebło tam u was. Dowiedziałem się dopiero jak mnie wybudzili po operacji. Jesteś na chodzie?
- Trochę kuleję, nieźle miał to przemyślane - odparł haker. - Siedzę teraz razem z naszą nową dowodzącą w szpitalu wojskowym. Ciebie gdzie wywieźli? Chcemy zrobić spotkanie jak najszybciej, przez holo nie da rady pogadać o tym wszystkim. Ciebie poharatało bardziej, moglibyśmy podjechać - zaproponował, patrząc na Liu czy to akceptuje.
Kobieta skinęła głową.
- Możemy ustalić godzinę na pierwszą trzydzieści, pan Maroldo jest w szpitalu klinicznym, niedaleko stąd. Jeśli czuje się pan, panie Maroldo wystarczająco silny, aby spotkać się już teraz. - Pierwsze zdanie kierowała do Remo, drugie do Mika.
- Jasne, przyjeżdżajcie. Ja już pomału staję na nogi.
- Widzimy się za czterdzieści minut - potwierdził Remo i rozłączył się. - Nowy przydział zdąży dotrzeć? - zapytał Liu.
- Zdąży, już wysłałam jej wiadomość. Masz jeszcze coś do zrobienia czy możemy się zbierać? - zapytała, wyłączając wszystkie ekrany. - Potem oficjalnie ogłoszę zmianę twojego przydziału, czy może wolisz powiedzieć to swojemu przełożonemu osobiście? Albo w ramach zacieśnienia naszej współpracy chcesz stać obok mnie, kiedy będę te wieści przekazywać? - oczy zabłysły jej rozbawieniem. Kolejny ludzki odruch.
- Wizja zobaczenia wyrazu jego twarzy kusi, ale pozostańmy przy oficjalnym ogłoszeniu. Może się jeszcze trafi okazja - Remo uśmiechnął się. W normalnych okolicznościach skorzystałby z tej propozycji, ale obecnie czas za bardzo gonił. Możemy się zbierać. Jak rozumiem nie ma potrzeby nic utajniać w nadchodzącym spotkaniu?
- Nie ma, najlepiej zanim pan Maroldo zacznie wyzywać panią Psyche od suk i zdrajczyń - zgodziła się i wstała. Chodźmy zatem.

Bounty 20-02-2019 19:47

Kiedy się ocknął z zabiegu pod narkozą, nic go nie bolało. Tak nie działały zwyczajne prochy, znał to doskonale z autopsji. To było coś innego. Może nie żartowali wcale z tymi horrendalnymi kosztami? Co więcej, czuł się w formie. I wyspany. Albo to było najlepsze co go w życiu spotkało, albo będzie potem efekt wsteczny tak paskudny jak wszystkie kace razem wzięte. Zaraz jak otworzył oczy, poruszyła się pielęgniarka, podchodząc do jego łóżka.

- Dzień dobry, panie Maroldo. Jak się pan czuje? Życzy sobie pan czegoś?
Znajdował się w innym pomieszczeniu, w niedużej dwułóżkowej sali. Na drugim łóżku leżał ktoś przykryty białą kołdrą.
- Zabieg był udany, pana tkanka została wypełniona tkanką nanokryształową i regeneruje się. Metalowe elementy członków nie zostały wymienione, operatorzy zostali wezwani do pilnego, masowego zgłoszenia. Zostanie panu przydzielony najbliższy termin, ale poinformowano mnie, że jest pan zdolny do działania i obniżenie sprawności w związku z uszkodzeniami nie przekracza 10 procent.
- Nie najgorzej - skwitował Mik, przeciągając się. - Czuję się jak nowo narodzony. Zjadłbym coś. - połowa jego ciała działała na baterie, ale druga domagała się kalorii. - I będę potrzebował osobnego pokoju ze stałym łączem do pracy. - Zerknął na drugie łóżko. - Muszę odbyć kilka poufnych rozmów. Co to za masowe zgłoszenie?
Pytając, włączył holo i sprawdził godzinę. Big Apple toczyło się po stole wydarzeń w takim tempie, że miał nadzieję, że nie przespał całego dnia.
Ale nie, była dopiero pierwsza.
- Wypadek lub zamach, nie posiadam dokładnych informacji. Wielu rannych i uszkodzonych z ramienia korporacji. Przyniosę pożywienie. Niestety nie posiadamy aktualnie pojedynczych sal, ale powiedziano mi, że państwo się znają - podeszła do drugiego łóżka i odsłoniła kołdrę na tyle, aby poznał Mirę. - Jest w sztucznie wywoływanej śpiączce, w stanie przygotowawczym czeka na dłoń. Jedzenie i picie przyniosę jak tylko uzna pan, że nie ma dodatkowych pytań.
- Tak, znamy, w porządku - skinął głową. - Wie pani co z Oczko? Taki wielki i brzydki koleś, przyleciał razem ze mną. I czy trafili tu może dziś jacyś netrunnerzy? Nieprzytomni, cywile, spoza firmy.
Zamiast pytać o zamach po prostu włączył na holo wiadomości.
Większość wiadomości była o dwóch sprawach: porannych problemach z urządzeniami elektronicznymi oraz o zawaleniu się starej linii metra. Mik po zdjęciach od razu poznał, że zawalenie nastąpiło między innymi na obszarze ich akcji i to bardzo niedługo po tym, jak stamtąd odleciał. Pielęgniarka milczała przez krótki moment patrząc w przestrzeń.
- Nie mamy nikogo o tym imieniu w naszym rejestrze, przykro mi. Mogę wyszukać po nazwisku. Do kliniki trafiło trochę osób spoza firmy dzisiejszego dnia, ale nie wiadomo mi o nikim o statusie "netrunner".
No tak, nie gadał przecież z człowiekiem.
Pielęgniarka nie była niby od gadania, ale mogliby zainwestować w lepszą SI.
- Dzięki, to wszystko - powiedział, skupiony na wiadomościach. Niezła demolka. Mik po chwili namysłu wybrał numer Dirkauera.
Odebrał niemal od razu.

- Dirkuer, słucham? - pielęgniarka już wychodziła z pokoju. Co jak co, ale ograniczenia SI nigdy nie powstawały bez powodu, szczególnie w takich miejscach. W tej klinice leczyli się i modyfikowali najbogatsi.
- Cześć, szefie - Mik przywitał się z typową dla siebie bezpośredniością, do której Alan zapewne zdążył się już przyzwyczaić. - Kończą stawiać mnie na nogi. Co to za rozpierducha na mieście? Wszyscy z naszego zespołu są cali? I czy są jakieś wieści o tej szurniętej suce, Psyche?
- Wolałbym nie rozmawiać o tym nawet przez względnie bezpieczną linię - oho, ktoś go poinstruował. - Panna Liu jest teraz główną dowodzącą całą operacją. Zostanie wam też przypisany dodatkowy zespół ludzi, wraz z panem Remo macie wspólnie określić zapotrzebowanie.
- Mhm, poznałem już pannę Liu - w głosie Maroldo nie było słychać entuzjazmu. - Ale pan, że tak powiem, dalej jest w grze?
- Dalej będę nadzorował waszą grupę - przyznał. - To wszystko zbyt się rozrosło, twoim priorytetem ciągle będą gangi. Panna Basri ciągle tam jest, przez sprawę z policją nie wiem nawet jak sobie radzi. Firma jeszcze nie wie jakie środki przeznaczy, dlatego potrzebują listy, priorytetów i w zasadzie wszystkiego - westchnął. - Jestem pewien, że szczególnie potwierdzenia udziału konkurencji.
- Dobra, ja skupię się na gangach, ale informujcie mnie, gdyby coś się ruszyło w sprawie Zbawiciela, key? Będę potrzebował na stałe drużyny Elsifa, czyli na razie Elsifa a pozostałej dwójki, jak ich postawią na nogi. I drugiej drużyny w razie większej akcji. W temacie konkurencji skupiłbym się na źródłach finansowania tego całego bajzlu w mieście. To co dziś znaleźliśmy musiało kosztować dziesiątki baniek a Free Souls przecież jednocześnie prowadzą wojnę i przekupują sojuszników. To gruby hajs i nie wziął się znikąd. Na pewno nie z handlu Odlotem, bo sprzedają to gówno po taniości.
Mik zamyślił się, przerywając na chwilę tyradę.
- Zakładam, że melina Zbawiciela uległa zniszczeniu, co nie? - podjął. - Czy technikom udało się ewakuować część sprzętu albo chociaż porobić zdjęcia modeli i numerów seryjnych?
- Drużyna Elsifa składa się z sześciu osób, dwie z nich doprowadzamy właśnie do użytku - odparł Alan, przypominając Mikowi coś, co ten przecież wiedział, tylko zapomniał. Akcja pod Mc'Donaldem w końcu była z udziałem ich wszystkich. - Część sprzętu udało się wynieść i nie uległ całkowitemu zniszczeniu. Nie wiem czy coś to zmieni, ale szukamy tropu. W kwestiach informatycznych musi się pan skontaktować z panem Remo, który także ciągle jest w grze. Nie zostały mi przekazane żadne informacje, ale wiem, że do ostatniej chwili działali nad pozyskaniem danych. Ich centrum dowodzenia się zawaliło niestety, część z nich jest ciężko ranna i część sprzętu została uszkodzona. Gdy technicy coś znajdą, zostanie pan od razu powiadomiony. Dodatkowo jeszcze dziś zostanie panu przydzielona nowa osoba operacyjna na miejsce pani Psyche.
- Key. A czy jeńców ktoś już przesłuchiwał? Jeśli nie, to chciałbym się tym zająć. Z użyciem serum prawdy, bo sytuacja chyba dojrzała do użycia takich środków. - Mik przyłapał się na tym, że zaczyna gadać korpomową jak Dirkauer, więc dodał: - Co nie?
- Więźniowie są pod wpływem narkotyków, czekamy na wyczyszczenie ich z krwiobiegu. Możesz ich sam przesłuchać, myślę, że użycie serum zostanie zatwierdzone. Prześlę lokalizację, w której są obecnie przetrzymywani.
- Dzięki, to na razie chyba wszystko.

Mik pożegnał się Dirkauerem i rozłączył. W oczekiwaniu na lokalizację wybrał numer Remo. Ten odebrał po kilku sygnałach. Po krótkiej rozmowie rozłączył się. Maroldo miał jeszcze prawie czterdzieści minut do umówionego spotkania. Mógł działać… albo się zdrzemnąć.
Jeszcze wczoraj skorzystałby z okazji do drzemki, ale naprawdę nie chciało mu się spać. Dobry towar, pomyślał. Brawo, ćpunie. Czym to się właściwie różni od dragów? Pieprzyć. Tylko na czas tej misji. I nigdy kurwa więcej takich zleceń. Ciekawe czy dożyje świąt?
Szlag by to, jebane święta!
Mik zanurzył się w sieć i zamówił siostrzeńcowi bionicznego kota brytyjskiego, najnowszy model, "z futerkiem miękkim jak prawdziwe", bez karty sieciowej, odpornego na haking. Dopłacił horrendalną sumę za ekspresową dostawę z usługą zaprogramowania prezentu, żeby sam zapukał do okna domu na Long Island na pierwszą gwiazkę, z kartką z życzeniami na szyi, na wypadek gdyby wujek Mik nie dotarł.

Sekal 25-02-2019 20:00

W szpitalu nie rozwodzili się nad szczegółami, wymawiając się niemożnością przekazania ich przez telefon. Dowiedziała tylko tylko twardych konkretów: życiu mężczyzny nie zagrażało już niebezpieczeństwo, operacje się udały, nowoczesna medycyna czyniła cuda. Dla tych bogatych przynajmniej, bo rachunek za ilość zużytych nanobotów do podtrzymywania życia mógł zawierać bardzo wiele zer. Może właśnie ten stabilny stan sprawił, że stan jej siostry także był określony jako stabilny - tyle, że tego terminu użył ojciec.
- Byś ją odwiedziła - zaproponował tonem pasującym do określenia "oschły". - Z nikim nie chce rozmawiać. Uspokoiła się za to, wybuchy paniki są coraz rzadsze. Mieliśmy kolejne przesłuchanie, wnioskuję po nim, że nadal nic nie wiedzą.
- Przyjadę po pracy - obiecała. - Przywieźć coś na wynos z włoskiej knajpy? I może Ferro też się skusi na rodzinny zlot.
- Nic kupnego, matka coś ugotuje - zastrzegł od razu i się rozłączył.
Leah gapiła się w ekran holo i dłuższą chwilę rozważała swoje następne kroki. Miała wrażenie, że ta sprawa przecieka jej przez ręce jak źle wyrobione ciasto. Czego się ma chwycić?
Wyszła przez więzienną bramę, wróciła do wozu i odpaliła papierosa. Nie odpalała silnika tylko podniosła wyżej kołnierz płaszcza. Notes otworzyła na świeżej stronie i zaczęła pisać:

- nakaz prokurat. na wjazdu do firmy ochroniarskiej Innercity - gotowy?
- odlot - co wiedzą w wydziale narkotykowym - Gundogan
- dzieci Raajnesha - wspólne konto Whita i dr Artura Westa - Izzak White - sprawdzić czy ma procesor neuronowy? marionetka?? WESTA?????
- Alex - co stwierdzą zapisy?
- uczelnia - serwery z AI? - dr West co o nich wie?
- “pani” - kontroluje elektronikę i ludzi z procesorami neuronowymi, czym/kim jest??
- Monika Rukh? - gdzie mieszka?? - wystosować list gończy jeśli się nie znajdzie
- Luiza Johnson i Kenneth Albright
- Czy House Robotics usunął usterki?? - zap. Jacka
- raz jeszcze przewertować zapiski Hawkinsa - dlaczego usiłowali go zabić?


Myślała intensywnie gryząc końcówkę długopisu. A potem poniżej dopisała wielkimi drukowanymi literami:
- KLATKA FARADAYA!!! JEŚLI IZZAK WHITE JEST STEROWANY PRZEZ AI,, W KLATCE POWINNA STRACIĆ NAD NIM KONTROLĘ!?

Odpaliła samochód i na głośnomówiącym wybrała numer Ferra.
- Jak przerobić salę przesłuchań na klatkę Faradaya? - zapytałą zanim ten zdążył się odezwać.
- Wystarczy odciąć ją od wszystkiego, najlepiej przesłuchanie zrobić już w jakiejś gotowej klatce - odpowiedział zdziwiony. - Po co ci to? Chcesz przesłuchiwać w ten sposób Alexa?
- Nie. Izzaka White’a. Pomyśl, gość jest klasycznym figurantem. Przewodzi sekcie, ma wpływy i pieniądze. Jest czyjąś marionetką. Może Westa? Może tajemniczej “pani”. Kupę lat leżał w śpiączce, ma w sobie sporo elektroniki, ktoś nim kieruje tak, jak kierował zbiegami dzisiaj rano. Ale w klatce powinien stracić kontakt z kontrolującą go osobą. Pozostaje pytanie czy w ogóle może bez niej funkcjonować czy kiedy sznurki opadną, w środku nie będzie nikogo…
- To zależy kim lub czym oni są - nie miał tu dla niej konkretnej odpowiedzi. - Żeby przesłuchać ich w ten sposób, należałoby zbudować taką klatkę na jakimś komisariacie, tylko tu mamy prawo przesłuchiwać. A jestem pewien, że te grube ryby będą o tym doskonale wiedziały i nie dadzą się łatwo zapędzić w kozi róg.
- Dlatego muszę zdobyć nakaz i działać szybko, zanim White znajdzie jakieś kruczki. Odprowadzę go na komisariat i na niecierpiącą zwłoki… hmmm… okazanie. Coś wymyślę, wybłagam prokuratora jeśli tylko ty będziesz w stanie spreparować odpowiednią salę przesłuchań.
- U nas nie ma mowy, tu jest sajgon - westchnął. - Popytam techników z innych komisariatów, ale to nie takie proste, kiedy na dodatek wszyscy ganiają po Bronxie.
W międzyczasie Wierzbovsky dostała wiadomość, że Remo zjawi się przed komisariatem o trzeciej.
- W porządku. Zrób co możesz - Leah odczytała wiadomość i dodała. - Remo będzie u ciebie o trzeciej. Ja mogę trochę się spóźnić. Chcę jeszcze odwiedzić Artura Westa.
Rozłączyła się i w tym momencie zderzyły jej się kulki gdzieś w głębokich zakamarkach mózgu. Artur. Arturo. Zupełnie zapomniała o Mocie,
Podyktowała do holofonu wiadomość o przesłuchaniu Alexa o 15 i wysłała.

***

Dojechać z Manhattanu na Brooklyn w takim dniu jak dzisiejszy najłatwiej było metrem, które zaczęło wreszcie kursować. Podróż w ścisku była nieprzyjemna, ale przynajmniej wykonała ją w policzalnym czasie - choć na trzecią na komisariat szans zdążyć nie miała. Stanęła przed kilkupiętrowym szeregowcem, wybierając numer mieszkania. Chwilę później na swoje szczęście usłyszała krótkie:- Tak?
- Profesor Artur West?
- Doktor - poprawił. - O co chodzi?
- Detektyw Wierzbovsky, NYPD. Chciałabym zadać panu kilka pytań.
- W jakiej sprawie? - jego głos odrobinę przyspieszył, Leah usłyszała to od razu. - Może pani pokazać odznakę do kamery?
Leah wyjęła odznakę z wewnętrznej kieszeni kurtki i zbliżyła ją do kamery. Wyrecytowała też numer odznaki. Wpuścił ją po chwili, trochę jak człowiek z lekką paranoją. Weszła na drugie piętro na którym mieszkał, zastając go już w półotwartych drzwiach. Trudno mu było ukryć zdenerwowanie. West w przeciwieństwie do Izaaka nie miał w sobie żadnej charyzmy, zwykły doktor mało użytecznych nauk w wymęczonym ubraniu.
- Przepraszam, ostatnio w moim życiu dzieją się dziwne rzeczy i nachodzą mnie różni ludzie - powiedział w ramach wstępu. Miała wrażenie, że zaliczył ją do tych ostatnich.
- Jakie dziwne rzeczy? - zapytała przekraczając próg mieszkania.
Artur mieszkał w kawalerce, nieszczególnie dobrze wysprzątanej. Wskazał jej kanapę, na której przynajmniej było trochę miejsca. Włączony naprzeciwko niej ekran wyświetlał wiadomości, w których wciąż rozwodzono się nad wydarzeniami sprzed południa.
- Choćby ta awaria serwerowni, przez którą całą uczelni zamknęli - wzruszył ramionami, choć było widać, że nie mówi wszystkiego. Zresztą nie dziwne. - Czemu zawdzięczam tę wizytę? - zapytał ostrożnie po zamknięciu drzwi, ciągle w pozycji stojącej.
- Między innymi właśnie temu co się wydarzyło w serwerowni - odparła Leah i przycupnęła w rogu kanapy. - Wie pan co się znajdowało na uczelnianych serwerach, doktorze West?
- Baza danych uczelni - pokręcił głową. - Nie wiem co jeszcze. Sam z możliwości Pace University korzystałem wielokrotnie, alet ylko z dostępnych dla każdego studenta i wykładowcy terminali.
- Kto zarządza tymi bazami? Nadzoruje zawartość, przydzielał i odbierał dostępy?
- To bardziej pytanie do rektora i zarządu uczelni - wzruszył ramionami. - Pewnie są wyznaczone do tego osoby, mamy jakiegoś informatyka co się tym zajmuje, był zdaje się także android. Niewiele wiem o procedurach dostępu, moje nadano mi jeszcze za czasów studenckich na podstawie elektronicznego wniosku. Potem nieco zmodyfikowano kiedy pozostałem na uczelni.
- Proszę mi powiedzieć co pan wykłada i jaki jest dokładnie zakres pana pracy na uniwersytecie?
- Jestem doktorem socjologii, prowadzę ćwiczenia i jestem asystentem profesora Aisbiha. Nie prowadzę wykładów, chyba, że w zastępstwie profesora, powoli także zabieram się za ewentualną habilitację.
- Czy zna pan Izaaka White’a albo miał kiedyś styczność z sektą Dzieci Raajnesha?
- Nigdy, ale jak już na pewno pani wie, napisałem pracę dyplomową o tym tytule, traktującą o sekcie o tej nazwie - nie zdziwiło go to pytanie, wręcz była pewna, że się go spodziewał.
- O czym traktuje ta praca? - Leah zamaskowała zdziwienia następnym pytaniem.
- To socjologiczna analiza - tu już wydał się zdziwiony pytaniem. - Dotyczyła powstania sekty pod taką nazwą, Powstanie i upadek, to było takie słabe założenie, które nie mogło się udać, ale niewiele jest o samej sekcie w pracy, to głównie wyliczenia. Skierowałbym panią do uczelni po tą pracę, ale teraz bez serwerowni to nie wiem czy tam jeszcze jest.
- Czy ktoś się zainteresował tą pracą? Zgłosił się do pana i o nią dopytywał?
- Ci sami, co rozmontowali podobno serwerownię, ludzie związani z Corp-Techem - wzruszył ramionami. - Nikt poza nimi, aż do pani wizyty w każdym razie.
- Miał pan pojęcie, że jest pan współwłaścicielem konta z Izaakiem Whitem? Konta, na które spływają pieniądze od darczyńców sekty Dzieci Raajnesha?
- Trzy dni temu jeszcze nie - westchnął. - Do tego dogrzebali się też ci śledczy z korpo. Zgłosiłem to już i poprosiłem o wyjaśnienie, ale wie pani, weekend. I tyle zamieszania wokół, więc pewnie do nowego roku się wiele nie dowiem.
- A nie chciałby się pan dowiedzieć bezpośrednio od pana White’a? Mogłabym zadzwonić i powiedzieć w czym rzecz, poprosić o spotkanie.
- Szczerze? Nieszczególnie. Sprawdziłem bilans, jest tam niezła sumka - miał zdecydowanie niewyraźny wyraz twarzy. - Bez prawnika na pewno nie będziemy rozmawiać. Nie wiem co tu się od… co tu się stało, ale jest to zbyt dziwne. Podobno to wytwór jakiejś sztucznej inteligencji czy coś równie szalonego. Ja wolę pozostać przy swoim nudnym życiu! - w trakcie tej przemowy ton jego głosu stawał się coraz to mniej opanowany, sytuacja zdecydowanie go przerastała.
- Tak, panie West, szczerość to kluczowe słowo. Widzi pan, mam nosa do ludzi i wierzę, że pan mówi prawdę. - Leah pochyliła się w stronę doktorka nie spuszczając z niego oka. - I tak, na serwerach uniwersytetu najprawdopodobniej zagnieździł się jakiś AI. AI, który potrafi kontrolować ludzi i maszynyi i w jakiś sposób sobie pana upodobał więc nie, to niemożliwe, nie pozostanie pan przy swoim nudnym życiu bo ktoś lub coś zdecydowało za pana. Ja natomiast proszę pana o pomoc w tej zagmatwanej sprawie, która obfituje w coraz więcej trupów. Pytam więc, czy mi pomożesz Arturze? - płynnie przeszła z per pan na ty.
- Jeśli jestem o coś oskarżony, to poproszę o prawnika z urzędu - zastrzegł. - Jeśli nie, to muszę załatwić innego, na którego mnie nie stać. O ochronę policji też bym poprosił, ale to podejrzewam pani może mi zapewnić. Tylko pod tymi warunkami zgodzę się na takie spotkanie.
- W porządku. Ochrona policji, spotkanie na komisariacie w asyście prawnika. - Leah opadła na fotel i się rozluźniła. - Jeszcze jedno. Widział pan umowę? Czy może pan zarządzać środkami osobno czy potrzebne są podpisy obojga właścicieli?
- Na razie dowiedziałem się podstaw - przyznał. W weekendy rzeczywiście trudno było coś z banków wycisnąć. - Wiem, że mogę w pełni zarządzać kontem, oprócz jednostronnego zamknięcia rachunku czy wykluczenia z niego drugiej osoby, tego typu rzeczy. Nie ruszałem żadnych pieniędzy, które tam leżą.
Leah potarła zmarszczkę przecinającą czoło.
- A co jeślibym cię poprosiła abyś ten rachunek wyczyścił? Przelał na swój, osobisty. To byłby hak na White’a. Coś czym mogłabym przyprzeć AI do muru aby się ujawnił.
- Nie zrobię tego, dopóki nie skonsultuję z kimś znającym się na rzeczy, nie zobaczę dokładnej umowy, nie porozmawiam z prawnikiem - kręcił głową, wymieniając kolejne przeszkody. - Przecież potem równie dobrze może mnie pani zamknąć za przywłaszczenie, brak odprowadzenia podatków i kto wie co jeszcze - westchnął.
- Dam panu gwarancję nietykalności. Pana współpraca z policją zapewni o pana czystych intencjach, podpiszemy jakieś papiery jeśli nie wierzy mi pan na słowo. Poza tym nie zrobi pan nic niezgodnego z prawem. Wyprowadza środki z konta, którego jest współwłaścicielem. Niech pan zrozumie, te pieniadze to karta przetargowa, która może okazać się przełomem w śledztwie. Chce pan żebym wymieniała ile już trupów ono pochłonęło? Nie wspominając o chaosie na Bronxie, zakloceniach sieci, rozpierdolu na komisariacie dzisiaj rano, nowo wprowadzonym na rynek narkotyku... Tysiące ludzi ze wszczepami mogą się stać bezwolnymi kukłami. Potrzebuję twojej współpracy, Arturze, do cholery.
- To proszę zrozumieć, że ja nie chcę znaleźć się w więzieniu z nie swojej winy - nie przeszedł na ty, a słowa o innych biednych ludziach jakoś nie bardzo go poruszyły. - Nie wiem co chaos na Bronxie ma wspólnego z tym panem od konta, ale skoro potrzeba mojej pomocy to pomogę, kiedy będę miał na piśmie nietykalność z tego powodu.
- Dobrze.W takim razie pojedziemy od razu na komisariat. Spotkamy się z moim kapitanem i dogram z nim szczegóły.
- Mogę pojechać, ale nic nie obiecuję - zastrzegł od razu.

Hicks nie był zachwycony tym pomysłem, ani trochę. Mimo to zgodził się, o ile West zgodzi się potem oddać te pieniądze, jeśli zostanie udowodniona wina White'a i Dzieci Rajneesha. Sprawa w końcu była śliska, bo chodziło o kilka milionów. Stanęło na tym, że policja przygotuje wszystkie potrzebne dokumenty. Miał czekać na informacje, na chwilę obecną i tak nie dało się więcej zrobić, a Leah była już spóźniona na przesłuchanie Alexa.
- Szefie, Artur nie może wrócić do domu, to by było niepotrzebne ryzyko. Trzeba mu przydzielić ochronę i umieścić w bezpiecznej kryjówce. I jak najszybciej przeprowadzić transakcję bankową, jeszcze dziś. I jest jeszcze jedna sprawa. Mam taki pomysł żeby przesłuchać White’a w klatce Faradaya. Myślę, że ktoś może wykorzystywać go jako marionetkę by kierować kultem Dzieci Raajnesha w taki sam sposób jak kierował więźniami by wykraść dyski z komisariatu, poprzez wszczepy neuronowe. Na pierwszym posterunku powinni mieć odpowiednią salę przesłuchań, ale potrzebny mi nakaz, najlepiej z opcją odprowadzenia na miejsce.
Hicks nie był zadowolony z pomysłów. Ani trochę.
- A kogo ja mam przydzielić? Ktoś mu groził? - kręcił głową. - Jak będzie przelew to można go schować na trochę, ale nie mamy ludzi do zabaw w kotka i myszkę. Wykorzystaj bardziej swojego partnera! - trzeba dodać, że za czasów Ferro nigdy nie była tak często widywana w pojedynkę. - I na cokolwiek w co wierzysz, przemyśl najpierw całą akcję, dopiero ją rób. Z Whitem będziesz miała jedną szansę. Bez dowodów możemy raz go posadzić nawet na kilka godzin, albo wciągnąć gdzie chcesz. Raz. Potem ci wszyscy, którzy się w to wciągnęli, zaczną urywać nam łby.
- Dobra, obgadam to z Ferro… - ugryzła się w język bo przecież nie był już jej partnerem i nie powinien mieć choćby wglądu w akta sprawy. - Proszę wystawić ten nakaz na White’a, szefie. Użyję go jak będę na sto procent pewna ale chcę go już mieć w kieszeni gdyby użycie go się okazało nagle koniecznością. A West… Jak nie mamy ludzi do ochrony to ja go wezmę do domu na noc. Teraz go zostawiam, niech zrobią te przelewy i kują żelazo póki gorące.

Widz 28-02-2019 20:24

Szpital kliniczny, podobnie jak i wojskowy, miał swoje zabezpieczone przed każdym rodzajem podsłuchu sale konferencyjne i jedną z nich Liu zarezerwowała jeszcze w drodze. Nie była duża, zaledwie kilka miejsc, doskonale nadawała się do tego co miało się tu odbyć. Przybyli do niej mniej więcej jednocześnie, wymieniając proste uprzejmości. Uwagę mężczyzn szczególnie przykuła nieznana im kobieta, która to miała zastąpić Psyche. Mierząca około metra siedemdziesięciu, szczupła lecz wyraźnie wysportowana, zdradzała podobne symptomy korporacjonizmu co Azjatka podczas oficjalnych rozmów: wystudiowane gesty, słowa, twarz nie zdradzająca uczuć. Badawcze spojrzenie ciemnych oczu. Tylko strój się różnił - wojskowo-sportowy styl nieznajomej mieścił się w bluzie za pępek, obcisłych spodniach i ciężkich butach, co było przeciwieństwem drogiego zielono-białego kostiumu Liu, który ściśle przylegał do ciała i bardzo umiejętnie podkreślał krągłości w ten sposób, że przyciągały wzrok. To właśnie ona zgodnie z oczekiwaniami zaczęła to spotkanie.
- Dziękuję za przybycie. Kye, Mik - skinęła mężczyznom - to jest Angela, agentka tej samej klasy co nasza zaginiona Psyche. Angela to twoi nowi współpracownicy, Kye Remo oraz Mik Maroldo - przedstawiła ich sobie, a na twarzy nowopoznanej pojawił się uśmiech zmieniający twarz zupełnie. Te wargi mogły nie być prawdziwe, ale za to były ponętne! Faktycznie, ta sama klasa. Uniosła się i podała im dłonie.
- Miło poznać - ścisnęła po wojskowemu. - Nie zdążyłam jeszcze zapoznać się z całym materiałem, ale znam już zakres naszego zadania. Mogę prosić o krótki raport na czym obecnie stoimy i jakie są najbliższe cele? - zapytała, a Liu pokazała, że ona także chętnie wysłucha.
- Mi również - Remo odwzajemnił uścisk. - Może jeszcze powiem na początek, że zostałem oddelegowany do tej sprawy bezpośrednio, co przełoży się na czas, jaki mogę temu poświęcić. W tym momencie możemy niepodważalnie stwierdzić, że osoba stojąca za porannymi atakami to nie kto inny jak Zbawiciel, domniemany przywódca Free Souls oraz jego armia netrunnerów. Z tym problemem prawdopodobnie sobie poradziliśmy, namierzyłem wszystkie połączenia docierające do miejsca, które zaatakowaliśmy. Nasi ludzie zgarniają jedno po drugim. Natomiast nie mamy żadnej informacji co dalej z Navarro, czyli właśnie Zbawicielem - Murzyn mówił powoli, bo w tym samym momencie zbierał myśli i sam nad tym dumał. - Wbrew temu co ogłaszamy oficjalnie, nie skreślałbym Psyche. Wysłała mi sygnał alarmowy niedługo po eksplozji. Wiadomo coś więcej o niej lub samym wybuchu? Nasze ekipy znalazły jakieś ciała? - skierował pytające spojrzenie na Liu.
- Znaleziono Psyche, częściowo pod gruzami. Żyje, trwa akcja wydobycia jej - poinformowała ich Liu. - Szukają nadal śladów, bez wątpienia cała stara linia metra została zaminowana. Nie uważamy, aby nasza agentka została skompromitowana, oficjalnie ciągle zdradziła i pozostaje w ruchu. Zbawiciela nie znaleziono, będziemy się starać potwierdzić czy także znajdował się pod ziemią w chwili wybuchu i czy nadal żyje.
- To bez znaczenia - Mik wzruszył ramionami. - Przecież to nie człowiek tylko program komputerowy. Sam mówił, że ma kopie zapasowe. To ciało dla niego jest jak bryka, z której może się przesiąść do innej.

Cyborg wyglądał zaskakująco świeżo, nawet opuchlizna na gębie całkiem mu zeszła. Musieli go nafaszerować konkretną chemią i nie żałować najnowszych zdobyczy technologii medycznej. Ale gdyby żałowali byłby dawno martwy. Przywitał ich w zielonej szpitalnej piżamie - stroju, w którym ostatnio często go widywano - tłumacząc, że jeszcze czeka aż przyślą mu nowe ciuchy. Uścisnął z pozbawionym entuzjazmu uśmiechem dłoń Angeli. I wyraźnie spochmurniał, gdy wspomniano o Psyche. Maroldo nie był korporacyjnym graczem, nie potrafił utrzymywać pokerowej twarzy.

- Co do Psyche - podjął - ważne, żeby wszyscy poza nami myśleli, że zdradziła. Dlatego tam na parkingu mówiłem co mówiłem - wyjaśnił Liu. - Zbawiciel mógł mieć tam kamery, a z ruchu ust da się odczytać słowa. Ale skoro wezwała pomoc z firmy to nie wiem czy da się tą fikcję utrzymać. Duże ryzyko, nie mi o tym decydować.
- Skoro podjęła taką decyzję, to coś musiało nią kierować - Remo spróbował zakończyć na razie ten temat. - Będziemy wiedzieli za jakiś czas. Najbliższe kroki? Poszukiwanie Zbawiciela i tej kobiety także zmodyfikowanej przez SI. Do tego mamy Izaaka, któremu mieliśmy wszczepić pluskwę. Niestety miała zrobić to Psyche. Angela, podjęłabyś się bycia czarującą i łatwą kobietą? - zapytał bezpośrednio nowej agentki. - Poza tym musimy skontaktować się z panią Basri oraz szukać dowodów udziału Kalisto. To wszystko z najważniejszych spraw, o których ja wiem i sobie przypominam na chwilę obecną. Mik?
- Pozostaje jeszcze utrzymanie przy życiu Jin-Tieo i wspieranie The Rustlers w wojnie gangów - zauważył Maroldo. - Ale teraz gdy pozbawiliśmy Free Souls, choćby chwilowo, głowy, a Jin dostał dostawę broni, powinno pójść z tym łatwiej. Gdybyśmy wykopali trupa Navarro, można by go przekazać Jinowi, żeby mógł przypisać sobie chwałę. Plus trupa jednego z cyborgów, zrobić trupom filmik z Jinem i jego ludźmi. Key? Rozpuścić pogłoskę, że za Free Souls stoi korpo… Jeśli jeszcze nie mamy dowodów to je sfabrykować. Wojna na Bronxie to nie tylko broń i forsa… to wojna, jak to się mówi… no. O rząd dusz. Propaganda i szacunek mają znaczenie. Kurewsko duże. Sorki.
- Problem w tym, panie Maroldo, że rzucanie oskarżeniami mogłoby mieć zbyt duże konsekwencje - Liu wysłuchała ich uważnie. - Zgadzam się, aby nazwa naszej konkurencji pojawiała się tu i ówdzie. Musi jednakże wychodzić z ust mieszkańców Bronxu i nie może być uogólnieniem. Nie chcemy, aby zostało to przeinaczone i wszystko co złe skierowane ku wszystkiemu, co podpada pod nazwę "korporacja".
- Trup za to mi się podoba - Angela kiwnęła głową. - Jak nie prawdziwy to możemy coś spreparować. Skoro nasz cel chwilowo może niedomagać, to dobry moment na uderzenie. Czy ktoś może wyłączyć policję z regionów, w których chcielibyśmy działać? - skierowała wzrok na Liu, która pokręciła głową.
- To sprawa osobista pana burmistrza, mieszanie się w nią może zostać wydane opinii publicznej i nici z odciągnięciem od nas uwagi. W najbliższych dniach będziemy eskalować, że uderzono na nas, więc to na pewno nie my.
- Może ktoś uwierzy - agentka roześmiała się dźwięcznie, a jej twarz na tę chwilę straciła poważny, zacięty wyraz. Jej wzrok spoczął na Remo. - Mogę podłożyć pluskwę. Uważacie, że ten White i trzecia z nich współpracują ściśle pod okiem SI?
- Udało ci się coś ciekawego wydobyć z serwerów? - dopytał Mik.
- Nic co umiałbym rozszyfrować. Dlatego potrzebna mi pluskwa w Izaaku, wtedy mogłoby to nabrać więcej sensu. Niestety nasi przyjaciele z policji zgubili to SI, które teraz ganiamy po całym świecie - Remo się skrzywił. - Wiem na pewno, że wszystkie osoby stworzył ten sam byt, w jakiś sposób muszą być ze sobą powiązane. Tworzył je na podstawie innych prac, na papierze całkiem rozłącznych, nie umiem więc wskazać punktu styku - powiedział na użytek Angeli.
- W porządku, zgadzam się w pełni na wasz plan działania dopóki nie wyrównamy stanu wiedzy - Angela skinęła głową.
- No dobrze, czy złapanie lub stałe wyeliminowanie tych osób, przy założeniu złapania SI rozwiąże związane z nimi problemy? Czy to czego tu jesteśmy świadkami będzie działać nawet bez swoich założycieli? - zadała pytanie Liu.
- Jeśli pojawią się inni, już ludzcy liderzy, to organizacje przetrwają. W przypadku Dzieci Rajneesha stawiałbym, że tacy się wyłonią. W dwóch pozostałych przypadkach mam za mało danych, ale tam liderzy nie wyglądali na takich, co otaczają się zewsząd innymi ludźmi. Stąd tyle trwało namierzenie choćby jednego z nich - Remo przedstawiał teraz teorię, bo dowodów na przyszłość nie posiadał. - Nie potrafię postawić twardej hipotezy na żaden z tych przypadków. Potrzebujemy dorwać przynajmniej jedno z nich, zhakować i w ten sposób wymusić zamknięcie operacji.
- Do Free Souls wstąpiło paru zdrajców z The Rustlers - rzekł Mik. - Ale większość albo już nie żyje albo jest w naszych rękach, jak Jay L, którego zaraz pojadę przesłuchać. Wątpię, żeby zbuntowane gangi dogadały się, gdy zabraknie Zbawiciela i źródła Odlotu. Poradzicie sobie z Whitem czy wam pomóc? - zapytał Remo i Angelę.
- Jeśli to tylko podłożenie pluskwy to sobie poradzę jeśli ktoś mnie przedstawi - odparła bez zawachania kobieta.
- Dobrze, w takim razie niech to będzie nasz plan na najbliższy czas - zgodziła się Liu. - Macie możliwość spotkania się z tym Izaakiem? W międzyczasie pracujcie nad dezinformacją i zacznijcie ogłaszać, że przywódca Free Souls nie żyje. Macie całe wsparcie, jakie mogę wynegocjować do tego zadania, wraz z aktywnym poszukiwaniem…
Przerwała, zerkając na holo. Zmarszczyła czoło, zanim podjęła wątek.
- Właśnie dostałam informację, że pod gruzami znajduje się ciało. Psyche potwierdziła, że należy do Manuela Navarro. Spróbujemy je wydobyć. Zbawiciel będzie miał problem z powrotem, kiedy pokażemy na Bronxie, że zginął, prawda? Pozostaje jednak też druga kwestia: jak udowodnimy, że we wszystkim macza palce Kalisto?
- Może to wcale nie Kalisto - Maroldo wzruszył ramionami. - Może to ściema, dezinformacja. Ale ktoś strzela temu miastu niechcianą palcówę na sto procent. Dziesiątki cyborgów, tony sprzętu, materiałów wybuchowych i broni, nieruchomości, produkcja Odlotu, zakłócanie sieci w całym Nowym Jorku… - wyliczał na palcach - dziesiątki milionów e-baksów co najmniej. Setki raczej. Dzieci Rajneesha mogą dostawać datki od bogatych członków, ale też mają spore wydatki. Pozostaje Luxury Goods. Nie jako źródło finansowania, bo to za mała firma, ale jako pośrednik. Musimy prześwietlić finanse Luxury Goods, key? I ciągle liczę, że nasi spece ustalą pochodzenie sprzętu, który zdążyli zabezpieczyć. To już nie moja broszka. Wieczorem powiem gdzie dostarczyć trupa Navarro. Zbadajcie go do tego czasu, ale na za wiele bym nie liczył, on tą śmierć miał w planie.
- Izaak odwołał po porannych wydarzeniach spotkanie wyznaczone na dzisiejszy wieczór - Remo odniósł się do wcześniejszego pytania. - Będę się starał wyznaczyć następny termin jak najszybciej, ale tu muszę działać ostrożnie i przez pośrednika. White nie może odbierać tego w żaden sposób jako zagrożenia, bo będzie czujny. To nie zwykła pluskwa, a wirus, który musimy wgrać mu do mózgu. Wtedy prześwietlimy nie tylko jego działania, ale także to jak działa wgrane tam przez SI oprogramowanie. Odnośnie udziału stron trzecich, zgadzam się z Mikiem. Prześwietlenie finansów i źródeł wygląda na dobry start.
- No dobrze, mamy jakiś plan - Liu skinęła głową. - Skupię się dziś na analizie tego co już mamy. Niestety nie możemy swobodnie rozmawiać na odległość, potrzebujemy grafika spotkań. Będę je wyznaczała w różnych miejscach, co dwanaście czy dwadzieścia cztery godziny. Czasami ktoś pojawi się za mnie, nie możemy być widywani razem w publicznych miejscach. Jakieś pomysły jak to najlepiej rozwiązać? Dzisiejsza konferencja pokazała, że sieć nie jest dobrym sposobem, nie możemy liczyć na to, że Zbawicielowi nie pozostały żadne zasoby w tej kwestii.
- Samochód - zasugerował Maroldo. - Za każdym razem inny i skanowany na pluskwy. Opancerzony na wszelki wypadek. Przyjeżdżaj nim i zgarniaj nas z podziemnych parkingów, na przykład przy centrach handlowych. W ten sposób jeśli ktoś śledziłby nas dronem, zgubi trop. Ustalmy miejsca teraz, później w wiadomościach będziemy podawać tylko sektor parkingu i godzinę, to nic nikomu nie powie. Możemy zacząć od parkingu przy Bronx Terminal Market, to zaraz za rzeką, bezpiecznie. Spotkania góra raz na dobę, o różnych godzinach. Poza tym podejrzewam, że często będziemy się widywać tutaj - uśmiechnął się niezbyt radośnie.
- Może wcale nie musisz się spotykać z grupą operacyjną? - Kye zapytał Liu, już żałując, że to zrobił. - Zgodnie z moją nową rolą mogę się z nimi widywać, czasami i bardziej otwarcie. Zbawiciel i tak wie, że współpracowaliśmy w sprawie gangów. Będziemy udawać, że mamy go za zlikwidowanego. Zapis spotkań udostępnię. Pomysł z samochodami jest dobry, ale ja bym użył starych rzęchów z minimalną ilością elektroniki. Robię się paranoiczny - uśmiechnął się jak przy bardzo wisielczym dowcipie. - Firma ma na pewno coś kuloodpornego na podobne okazje. Przy każdym spotkaniu możemy ustalić czas i miejsce następnego, w zależności od postępów w sprawie.
- Zgoda, moja bezpośrednia obecność nie zawsze będzie potrzebna, szczególnie przy niezmiennym kierunku działań - kobieta skinęła głową. - Dobrze, pierwsze spotkanie jutro rano. Mam nadzieję do tego czasu dowiedzieć się o finansowaniu Free Souls, wasze główne zadania to ustawienie spotkania z Whitem, ogłoszenie śmierci Zbawiciela poprzez The Rustlers i poinformowaniu panny Basri o zmianach jak również wyciągnięcie z niej informacji o statusie na dzień dzisiejszy po interwencji policji i wydarzeniach z poranka - podsumowała w charakterystyczny dla korpo sposób. Jeszcze brakowało, aby wyznaczyła kogoś do sporządzenia notatki. Wstała. - W razie czego jestem dostępna dwadzieścia cztery godziny na dobę - skinęła im głową i opuściła pomieszczenie.
- Kochane przydziały z łapanki - mruknęła cicho Angela, a kącik jej ust drgnął zauważalnie.
- Co ty nie powiesz, ja trafiłem z wygodnego biura na pole walki - Remo skrzywił się, bębniąc palcami po blacie. - Potrzebujecie coś teraz ode mnie? Jak nie to zbieram się na przesłuchanie robota. Tak jakby ten dzień nie był wystarczająco dziwny. Muszę też rozmówić się z Blackiem, moim pracownikiem, którego Zbawiciel zhakował i w ten sposób wiedział o naszej porannej konferencji. Może w nim znajdę trop odnośnie tego w jaki sposób tak łatwo przejmował kontrolę. W najbliższym czasie starajcie się trzymać wszystkie wewnętrzne moduły telekomunikacyjne wyłączone.
- Wyślę wam nowy numer holo. - Mik kiwnął głową. - Myślisz, że będą jeszcze takie cyberataki jak w piątek? Druga baza Zbawiciela, podobna do tej z dzisiaj, jest podobno budowana w innym mieście.
Wysłał Remo fragment filmu z rozmowy z Navarro, na której samozwańczy mesjasz pokazał im nagranie z niemal identyczną piwnicą, w której androidy instalowały jakiś sprzęt.
- Może Psyche nas tam doprowadzi. Tymczasem jesteś moją już trzecią partnerką w tej misji - uśmiechnął się do Angeli - To daje pogląd na to jak gównianie trafiłaś.
- O ile mi wiadomo, pozostałe dwie żyją i udanie realizują cele - zauważyła Angela, przekładając nogę na nogę. - Wdrożysz mnie zaraz, wyjaśnisz te rzeczy, których nie dostałam wraz z intelem. Nie boję się konkurencji, Mik. Chyba, że to siebie masz za takiego niedostępnego? - na moment w głos wdał się dowcip, ale szybko spoważniała. - Mój numer, Kye - przesłała Remo wizytówkę. - Będziemy w kontakcie. Żadnych wrażliwych danych przez sieć. Więcej kwestii do ciebie teraz nie mam, pojawią się w trakcie. Wyślij mi jeszcze co masz o tym Whicie, obejrzę go sobie przed spotkaniem.
- Zgoda, do zobaczenia jutro rano - wstał i skinął im głową na pożegnanie, wychodząc z pomieszczenia. Teraz musiał się jakoś dostać na posterunek trzynasty.

Eleanor 28-02-2019 21:55

Wychodząc ze szpitala Ann wybrała numer Lexi.
- Co tam, maleńka? - od razu odezwał się radosny głos dziewczyny, trochę zdyszany. - Mamy tu trochę bałaganu po tym jak rano roboty zwariowały.
- Możesz się wyrwać na chwilę z pracy? - Ferrick zastanawiała się co jeszcze działo się rano w mieście, o czym nie miała zielonego pojęcia. - Potrzebuje twojej pomocy.
- Nooo… - zamilkła na moment, Ann domyśliła się, że wyciszyła holo i z kimś rozmawiała. - Szef będzie wściekły, ale w sumie chyba bardziej niż teraz to nie może być. Kiedy?
- Zaraz. Przyjadę po ciebie i wszystko wyjaśnię po drodze.
- Zgoda, powiesz też szefowi, że to sytuacja pilnie rodzinna? - zapytała jeszcze z małą desperacją zanim się rozłączyła.
- Jak zwykle postrzelona. - Skomentowała to pod nosem Azjatka wchodząc do pojazdu CT i wyznaczając kurs na miejsce pracy przyjaciółki.
Trzeba było przyznać: magnetyczne samochody były nieziemskie. Jedyne czego musiały przestrzegać to swoje własne ograniczenia prędkości, a miasto pod i obok nich przesuwało się płynnie. Niewielu mogło sobie na takie cacko pozwolić, ale tym razem to firma stawiała. Zresztą tego dnia poruszanie się za jego pomocą było też trochę ryzykowne, w końcu to była zdalnie sterowana maszyna, a wiadomo co z takimi działo się z samego rana.
Lexi za to aż zagwizdała widząc czym koleżanka pod nią podjechała. Została też zmuszona do powiedzenia pewnemu bardzo niezadowolonemu mężczyźnie, że to sprawa życia i śmierci, zanim mogły rozsiąść się w unoszącej się teraz tylko odrobinę nad ziemią maszynie.
- No dobra, to o co chodzi? - zapytała dziewczyna, mrużąc brwi i przeszywając Ferrick wzrokiem. Tylko co jakiś czas zezowała na milczącego Dru.
- Moja znajoma jest teraz w szpitalu w stanie krytycznym. Lekarze podejrzewają zatrucie, ale nie są w stanie ustalić jego przyczyny. Mam nadzieję, że znajdziemy coś w jej mieszkaniu. Podejrzewam, że może to być coś naprawdę nietypowego, a co mogło się ostatnio przewinąć przez laboratoria śledcze. Jak choćby to co znaleźliśmy u Amandy. - Odpowiedziała Azjatka na jej pytanie.
- Oh, wyjdzie z tego? - zatroskała się od razu Lexi. - Nie wiem czy będę bardzo pomocna, to mogło być coś organicznego, ale postaram się.
Samochód magnetyczny błyskawicznie zabrał ich pod budynek, a Ann odnalazła odpowiednie mieszkanie. Szpital musiał już powiadomić policję, drzwi bowiem były zamknięte i oznaczone żółtą, holograficzną taśmą "DO NOT CROSS". Glin nie było jednakże nigdzie widać, nawet żadnego radiowozu pod blokiem.
Ann od razu zabrała się za otwieranie zamka. To nie było takie proste, zamek był częściowo elektryczny, z wejściem na kartę albo kod, a klucz służył jako dodatkowe zabezpieczenie. Dziewczyna miałaby z tym spory problem, gdyby Lexi nie nacisnęła klamki. Drzwi uchyliły się. Ze środka dobiegała je cisza. Ferrick otworzyła drzwi szerzej, rozejrzała się po najbliższym pomieszczeniu i przeszła pod taśmą do środka.

W środku było pusto. Jessica mieszkała w dużej kawalerce, po przekroczeniu progu praktycznie od razu
znalazły się w największym pomieszczeniu. Obok wisiała pojedyncza kurtka i stało kilka par kobiecych butów, dalej zmieściła się spora rozkładana kanapa - rozłożona i ciągle pościelona, fotel, krzesła, mały stół, biurko, regał. Wszystko w starym, mało wyszukanym stylu, trochę podniszczone. Podobnie wyglądały mała kuchnia i łazienka. Wszędzie brak osobistego ducha tego miejsca wskazywał na mieszkanie do wynajęcia. W szafie Mayers trzymała trochę ubrań, jej torebka leżała na łóżku, częściowo wybebeszona. Pościel i podłogę zdobiły ślady wymiotów, na nocnej szafeczce stała niedopita kawa. Drugi kubek leżał przewrócony, płyn wylał się z niego i zasechł. Był przeźroczysty, z białym nalotem po którym dało się poznać, że cokolwiek w tym kubku wcześniej było. Kolejne ślady wymiotów były w łazience, gdzie leżało też otworzone pudełeczko z lekami. Kilka tabletek wypadło na kafelki tuż obok. Lodówka zawierała niewiele żywności: trochę warzyw, serek, napój, mlekopodobny płyn, kupną kanapkę ciągle zapakowaną w próżniowe opakowanie.
- Zdążyłaś z nią porozmawiać? - zapytała trochę niepewna Lexi. - Nie powinnyśmy tu nawet być - dodała szeptem. - Wspomniała czym mogła się zatruć?
- Podejrzewała, że zatruła się wczoraj na kolacji, ale chciałabym wykluczyć, czy coś nie zaszkodziło jej w domu. Skoro jej stan jest krytyczny dopiero po tylu godzinach, musiałby to być jakaś bardzo wolno, a jednocześnie bardzo silnie działająca trucizna. To raczej niespotykane.
- Czasami do niektórych substancji potrzebny jest wyzwalacz - mimo swoich słów Lexi nie była przekonana do tego. - Nie znam się na truciznach i tym co mogło się stać. Tu by się przydał detektyw śledczy czy jak oni się tam nazywają. Tacy z seriali - westchnęła z małym uśmiechem. - Możemy pobrać próbki, ale zbadanie tego potrwa.
- Policja nie zainteresuje się śladami, jeśli nie będzie zbrodni, a ja chcę uratować Jessikę, a nie szukać jej mordercy. - Ann wzruszyła ramionami. - Pobierzmy próbki z tego co mogła dotykać lub przyjąć w tym mieszkaniu. Nie wygląda na to, by było tego wiele. Jeśli powiesz mi jak, pomogę ci to analizować. Wpiszemy to jako pilne zlecenie centrali, byś nie miała kłopotów.
- Jeśli to co odkryją będzie nielegalnym środkiem, to już będzie przynajmniej przestępstwo - zauważyła Lexi. - Niech będzie, mam kilka pojemników.
Pokazała je Ann, pobierając próbki najbardziej oczywistych substancji. Było jednak jasne, że to nie ona tu jest od kombinowania i dumania. A analiza tych rzeczy wcale nie przebiegnie szybciej niż ta w szpitalu, która zaczęła się jakiś czas temu i być może już nawet skończyła.
- Zadzwonię do szpitala i dowiem się czy odkryli coś istotnego. - Powiedziała Ferrick uruchamiając holofon.

Głos po drugiej stronie odezwał się niemal od razu, podając nazwę szpitala i umożliwiając wybranie celu połączenia. Zaraz potem zgłosił się ktoś bardziej ludzki.
- Słucham?
- Ann Ferrick. Chciałabym się dowiedzieć czy jest jakiś postęp w sprawie leczenia Jessicki Mayers.
- Proszę zaczekać - przez chwilę trwała cisza. - Stan panny Mayers ciągle jest ciężki, ale obecnie stabilny. Stosujemy drogie środki, które systematycznie radzą sobie z zatruciem.
- Ale nadal nie udało się odkryć przyczyny jej stanu. - Dopowiedziała Azjatka. - Jestem w mieszkaniu pacjentki. Może ktoś mógłby mi podpowiedzieć czego szukamy?
- Udało się odkryć, że to związek chemiczny, nie występujący naturalnie - przyszła odpowiedź. - Nie posiadam dokładnego wskazania co to jest.
- Dokładnego rozumiem, ale mamy jego wzór, skoro został wyselekcjonowany. Czy możemy go dostać do porównań przy badaniu tego co znajduje się w lokalu? - Ann wyraźnie ucieszyła się z tej niespodziewanej wiadomości.
- Zostały wyselekcjonowane pojedyncze związki chemiczne, nie jeden spójny - sprostował głos po drugiej stronie. - Możemy pani przekazać na podstawie zgody policji, ale nie wiem czy to pomoże i czy nie wprowadzi w błąd.
Dane z analizy krwi i zawartości żołądka pojawiły się prawie od razu na holo Ann. Niewiele jej mówiły.
- Dziękuję. - Powiedziała, rozłączyła się i podeszła do Lexi. - Wyodrębnili z organizmu Jessicki coś takiego. - Pokazała dziewczynie wiadomość. - Zbierzmy jak najwięcej próbek i spróbujmy coś znaleźć. Chyba zacznę od torebki. Zobaczymy co mogłoby być nośnikiem dla trucizny. - Dodała podchodząc do łóżka.

Założyła ochronne rękawiczki i ostrożnie rozchyliła otwartą torebkę dziennikarki. Nie znalazła tam nic ciekawego, oprócz może faktu, że wyglądała na przetrząsaną. Tylko czy jakaś kobieca torebka tak nie wyglądała? Może jeszcze to, że nie była tak ciężka i mocno wypełniona jak to często bywa? Znalazła trochę kosmetyków, chusteczki, elektroniczny klucz do mieszkania. Nic mogącego zawierać dane, ani nic jawnie dziwnego co mogłoby w sobie zawierać chemię z którą Jessica obecnie walczyła w szpitalu. Szminka? Tusz do rzęs?
- To mi coś przypomina - Lexi dumała nad chemicznymi wzorami odkąd Ann jej je pokazała. Trochę jakby to co mi podesłałaś z tego wybuchu w sądzie, ale nie do końca.
- To by się zgadzało z moją teorią. - Ann pokiwała głową. - Jessicka pracowała nad sprawą powiązaną ze śmiercią Amandy. Najwyraźniej dla kogoś zrobiła się kłopotliwa. Trzeba sprawdzić czego się mogła dowiedzieć. Poszukam jej komputera, albo czegoś gdzie mogła robić notatki.
Azjatka zapakowała kosmetyki z torebki do osobnych torebek i poszła w kierunku biurka. Nie znalazła nic. Holofon oczywiście był naturalnym tropem, ale ten odjechał stąd w karetce razem z kobietą. Ann nie natknęła się na inne urządzenia. Komputerów jako takich niewiele nie związanych z informatyką osób używało, podobnie jak osobnych urządzeń specjalistycznych. Holo, czasami w dwóch kopiach, wystarczało. W tym przypadku dziewczyna nie natknęła się nawet na tą drugą kopię, ale to niczego nie dowodziło. Była tu policja i część dowodów mogli jednak zabezpieczyć. Mimo to Ann dokładnie przeszukała biurko, w poszukiwaniu ukrytych informacji. Holofon był zbyt oczywisty na ich przechowywanie. Oczywiście nie każdy musiał być paranoikiem. Jednak w jakimś sensie Jessicka wydawała jej się pokrewną duszą. Nic nie znalazła. Albo kryjówka była zbyt dobra, a Ann nie miała elektronicznego wykrywacza, albo nic takiego tu nie było. Ktoś mógł już znaleźć i zabrać. Albo Mayers jednak była naiwna. Był jeszcze inny sposób zachowywania danych, bardzo popularny - w chmurze lub na zewnętrznym serwerze. Wyglądało na to, że bez pomocy dziennikarki ciężko będzie dowiedzieć się więcej.

Zebranie materiałów zajęło im trochę czasu, potem Ann odwiozła Lexi do pracy i wpisała w jej grafiku zlecenie na badania przywiezionych próbek oraz porównanie ich z dostępnym materiałem z badań w sprawie Amandy. By sprawa wyglądała bardziej oficjalnie powołała się ponownie na nazwisko ojca. W końcu sprawa w której został ranny w ostateczności też łączyła się ze sprawą Amandy, więc mogło jej to nawet ujść na sucho.
Do przesłuchania Alexa nie pozostało już wiele czasu, więc dziewczyna ponownie tego dnia skierowała się na trzynasty posterunek.

Lady 13-04-2019 19:20

Kiedy się obudziła, było już ciemno. Czuła ból. Oczy jednak pracowały sprawnie, co więcej - szybko odkryła, że może poruszać także członkami. Loop siedziała obok, coś majstrując przy jakimś małym urządzeniu, które od razu odłożyła widząc przebudzenie Psyche. Skan już działał, żadne komponenty nie wyświetlały się w czerwonym, krytycznym statusie. Kilka było żółtych, gdzie sugerowano dodatkowe naprawy czy tuning, nic jednak uniemożliwiającego sprawne działanie. Najgorzej było z nogą, sztucznych kości tam w tych polowych warunkach nie dało się wymienić.
- Żyjesz, doskonale. Było trochę usterek, przerwało baterię. Na szczęście zadziałał mechanizm ochronny i nic w środku nie wypaliło. Wymieniłam ją. Z tym co zgniotły kamienie będzie jeszcze trochę kłopotu i tu nic nie poradzę. System przywróciło do ustawień początkowych, skonfigurowałam tu i ówdzie. Gdybyś chciała, mogłabym cię nieźle podkręcić - znowu mrugnęła do Psyche, pokazując na sportową torbę na ziemi. - Ubrania. Wzięłam coś obcisłego i skórzanego, korporacyjnego i zwyczajnego. Wybierzesz co zechcesz.
Chwilowo nagie ciało miała przykryte tylko prześcieradłem. Jeden z medyków pochylił się nad nią, sprawdzając reakcje.
- Gdzie odczuwasz ból? Możemy na to zaradzić, ale najpierw wolę jeszcze przeprowadzić diagnozę.
Drugi medyk i kierowca przebywali w szoferce. Wzmocniony słuch znów działał i słyszała ich rozmowę.
~Żyjesz, aby służyć. Nie zapominaj o tym!~
Nerwy spięły się, zęby zgrzytnęły. Ciało drgnęło, analiza przywróciła życie. Poczuła się znów sobą, wybrakowaną sobą. Wytłumaczyła niezmiennie bezemocjonalnym głosem dokładnie gdzie czuje ból, pokazała wszystko, czego od niej chciał. Aby tylko mieć go z głowy. Aby sobie poszedł. Won! Złość błysnęła i zgasła od razu.
- Możesz zmienić mój wygląd? - znowu nieprzejęta nagością nie spojrzała na razie na ubrania. - Muszę zniknąć z radarów na jakiś czas, nie mogę użyć starej konfiguracji.
Medyk o więcej nie pytał, tu i ówdzie jego palce sprawdzały stan stawów, mięśni i skóry. W pełni profesjonalny sposób.
- Widziałam, że posiadasz moduł, możemy coś zaradzić. Jak chciałabyś wyglądać? Potem już tego nie odkręcisz w pełni bez ponownego dostępu do sprzętu - zauważyła. Furgonetkę wyposażono bardzo dobrze, ale nie zamierzano jej pozostawiać w rękach Psyche, o tym świadczyła teraz mina Loop.
- Chcę tknąć w siebie odrobinę niewinności. Krótsze włosy innego koloru, twarz delikatna, naiwna, ładna. Łakomy kąsek dla każdego klubowo-barowego podbijacza jak i spotykanych w zaułkach bandziorów - Psyche tłumaczyła, jednocześnie szukając na holo odpowiedniego zdjęcia. W końcu pokazała jedno Loop, tak aby medycy nie widzieli. - Duże, niezbrukane, ufne oczy - kąciki warg prawdziwej twarzy wygięły się odrobinę. - Wybiorę też zwykłe ubranie, ale zabiorę i skóry. Wolę, żebyś wyłącznie ty wiedziała jak wyglądam jak stąd odejdę.
- Zostaniemy w kabinie - zaproponował medyk. Łatwo było tyłem opuścić samochód i przejść za róg nawet pomimo lusterek. Loop przyjrzała się dokładnie zdjęciu i przystąpiła do pracy. Psyche nie mogła wykonywać większości zmian samodzielnie, były one integralną częścią jej niesamowitego kostnego systemu. Dzięki temu zmiana mogła być o wiele większa niż choćby Remo mógł wykonywać za pomocą swoich dziecinnych zabawek. Psyche umiała stać się każdym fizycznie i psychicznie. Taka była jej rola. Do tego ją stworzono. W dodatku nawet gruntowna zmiana trwała dosłownie kilkanaście minut. Po tym czasie nie było już Psyche a niebieskowłosa dziewczyna, ubrana w obcisłe spodnie, zimowe buty, koszulę, podkoszulek przed pępek i kurtkę odsłaniającą kształtne biodra.
- Do Psyche i Marlene zarywali tylko konkretni ludzie, do tej odsłony przyjdzie każdy. Można cię schrupać - Loop uśmiechnęła się, zadowolona ze swojego dzieła. Była artystką, nawet jeśli zwykle tylko dotyczyło to elektroniki i robotów.
- Pozwoliłabym ci, gdybyśmy były tu same - Psyche kokieteryjnie przechyliła głowę, odgarniając za ucho swoje nowe włosy. Na bardzo pełne wargi wypełzł uśmiech. Jak przy Marlene, w nowej roli stawała się kompletnie kimś innym. Na policzki wypełzł rumieniec. - Mam na imię Paula, jeśli brak ci w życiu wrażeń to chodź ze mną. Zrobimy piękny reportaż o życiu młodej dziewczyny w wielkim mieście, ukrywającej się przed wielką, złą korporacją.
- Może w bezpieczniejszych okolicznościach. Lubię podłubać w elektronice w międzyczasie wypadając na randkę, ale ukrywanie się i cała ta konspira to nie dla mnie. Ale masz mój numer - Loop uśmiechnęła się przepraszająco. - Gdybyś czegoś potrzebowała to dzwoń. Mam też twój nowy numer - podała Psyche nowy holofon, mieniący się fioletowymi barwami oraz kilka kart płatniczych. - Powiedzieli, że nie są powiązane z kimkolwiek. A przyda ci się na start, to łącznie trzy tysiące. Jak już ustalą co, z kim i dla kogo, to na ten numer dostaniesz nowe kontakty. Fryzjer, kosmetyczka, takie tam. Ja się na tym nie znam, więc najwyżej sama rozgryziesz. Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Przyjęła te rzeczy z wdzięcznością w swoich nowych, ufnych oczach. Zbliżyła się nagle do Loop i przytuliła ją.
- Dziękuję. Gdybyś przekazała, że przydałby mi się tu czysty środek lokomocji, to byłabym wdzięczna. Bez tego będę za mało mobilna. Jeszcze raz dziękuję za wszystko, odwdzięczę się na pewno.
Chwyciła torbę z resztą ubrań, wrzuciła tam pozostałe przedmioty i otworzyła tylne drzwi. Z przyzwyczajenia sprawdziła teren i wyskoczyła, od razu wchodząc za róg, aby być niewidoczną dla samochodu. Z obecnym wyglądem rzucała się w oczy, ale taki był początkowy cel. Najciemniej pod latarnią. Kiedy furgonetka odjechała, Psyche skierowała kroki ku swoim jeńcom. Musiała rozwiązać ich kwestię, ale do tego musiała odzyskać trochę rzeczy, w tym nadajniki od Remo. Pewną panią należało wypuścić do obiegu. Nie zamierzała czekać biernie aż Zbawiciel się odezwie, nie wiedziała ile czasu zajmie mu przywrócenie się z kopii zapasowej i czy w ogóle mu się to uda.
Samochód odjechał, a Psyche otoczyła cisza tego wymarłego miejsca. Docierały tylko mniej lub bardziej odległe odgłosy miasta, jakby bardziej słyszalne po zmroku, który zapadł jakiś czas temu. Padał śnieg, przykrywając brud swoją czystością, na chwilę przynajmniej. Ona oczywiście nie odczuwała zimna, mogła sobie pozwolić na dowolnie lekkie kurteczki.

Więźniowie byli tam, gdzie ich zostawiła, przykuci do krzeseł. Grzejniki utrzymywały względną temperaturę, ale mocno śmierdziało moczem i kałem. Mięśnie, stawy i krążenie w ten sposób przetrzymywanych ludzi musiały być już na skraju wytrzymałości. Jeszcze jedna taka doba i mogli nie nadawać się do użytku przez dłuższy czas. Oboje spali, albo stracili przytomność. Zmieniła decyzję, widząc ich stan. Potrzebowała, żeby nadawali się do wyjścia do ludzi, byli świadomi i nie ruszali się niczym zombie. To wymagało nowych ubrań, kąpieli. I nadajników, wszczepionych kiedy przebywali w takim stanie jak teraz. Wyjęła nowy holofon i zastąpiła nim stary, włączając ekran tak samo kolorowy jak obudowa. Napisała do Loop.
“Spytasz się kiedy mogę spodziewać się taksówki?”
Wierzyła, że tego typu komunikacja nie ściągnie na nią uwagi. Zbawiciel stracił ciało i stracił netrunnerów, wykalkulowała, że chorobliwa ostrożność nie jest potrzebna.
Odpowiedź przyszła szybko:
"Obiecali do godziny coś podstawić."
Godzina, godzina była dużą ilością czasu, a czasu nie należało marnować.
~Powinnaś się zgłosić, twój pan na ciebie liczy..~
Wściekłość walczyła z ulgą, nałogiem i potrzebą słyszenia tego głosu. Wyszła i zamknęła za sobą to brutalnie surowe więzienie. Potrzebowała nowego lokum, a te piwnice nie spełniały podstawowych założeń. Postanowiła zwiedzić kompleks, z nadzieją, że jakieś pomieszczenia biurowe zachowały stan zdatny do adaptacji na czas tej operacji. Jednocześnie sprawdzała na satelitarnej mapie bliskość innych miejsc, w tym takich moteli, w których nie zadają pytań.
Kompleks fabryk mimo niszczenia, zachował się w zaskakująco dobrym stanie. Nie było okien i większości drzwi, część ścian pomazano, a całość wyposażenia zniknęła dawno nawet jeśli nie została zabrana przez firmę wcześniej tu rezydującą. Ale mało miejsc śmierdziało, większości budynków z jakiegoś powodu unikali bezdomni. Może Corp Tech zadbał o to, umieszczając tu swoje miejsca przesłuchań niewygodnych elementów, ale nawet firma już zdążyła nieco o tym miejscu zapomnieć. Dlatego Psyche i jej jeńcy ciągle nie zostali wykryci. W tym samym budynku co prymitywne więzienie, znajdował się kąt biurowy - na drugim piętrze, częściowo zamknięty, pozbawiony okien z wyłączeniem dwóch pomieszczeń. Była tu nawet pozostałość łazienki w postaci drożnej dziury w betonie, większość drzwi się ostała, a wiatr nie świszczałby mocno, gdyby zalepić okna.
Były też motele, znalazła dwa w odległości do kilometra stąd. Proste, niewyszukane, pewnie brudne. Hotele robotnicze lub miejsca schadzek, jakkolwiek je nazwać, służyć miały głównie właśnie ludziom pracującym w okolicznych zakładach i fabrykach.
Miejsce nadawało się do koczowania, ale nowa osobowość Psyche nie przyjmowała tego do wiadomości. Musiałaby urządzić je po swojemu, co stanowiło niemałą operację, utrudnioną dodatkowo przez konieczność zachowania tajemnicy, a wątpiła, żeby dało się zupełnie potajemnie opuszczać i docierać do tego budynku. I tak musiała znaleźć najlepszą trasę, na co zamierzała poświęcić czas teraz, zanim dotrze środek transportu. Wtedy będzie czas na odwiedzenie jednego z tych moteli i wynajęcie tam pokoju na krótki okres przejściowy oraz zdobycie niezbędnego ekwipunku, obecnie zamkniętego w mieszkaniu Marlene. Okazało się, że wcale nie wygląda to tak źle. Duża ilość ogrodzeń, ustawione jeden przy drugim wielkie budynki, sporo zaułków i ślepych przestrzeni, dawały duże możliwości skrytego przemieszczania się pieszo dla kogoś takiego jak Psyche. Była pewna, że jest w stanie wyjść i wejść niepostrzeżenie, szczególnie w ciemnościach. Gorzej z pojazdami, jedynie jedna wąska droga dawała jako-takie szanse pozostania niewykrytym, ale nawet na niej musiała minąć dwa aktywne zakłady produkcyjne zanim mogłaby wyjechać na główną. Jeden nawet od strony wjazdu, gdzie mogli mieć kamery skierowane nie tylko na ogrodzenie.

Kiedy wróciła pod prowizoryczne "więzienie", czekał już na nią pojazd dostosowany najwyraźniej do Pauli. Loop musiała określić co byłoby najlepsze i proszę. Elektryczny skuter nie robił hałasu, można go było dostosować kolorystycznie i był nawet dość modny. Nie w zimie co prawda, ale w cieplejszych okresach niektóre "średnio-wyższe" sfery lubiły się chwalić jazdą rowerami czy właśnie czymś takim. Była tu widziana pierwszy raz, mogła więc skorzystać po prostu z drogi dojazdowej, ot przejeżdżająca na skuterze kobieta. W zimę to dziwiło, ale w ostatnich dniach znacznie mniej, w końcu samochodem człowiek nie mógł się nigdzie dostać. Szybko zajechała pod bliższy motel.


Blue Swallow już samą nazwą sporo sugerował, a różowi klasyczny cadillac przed wejściem służył raczej jako zasłona dymna. Pokoje były tu klasyczne, z wyjściem na zewnątrz i jednym oknem, parterowo lub piętrowo. W może jednej trzeciej z nich paliło się teraz światło. Czasami dobrze, że ludzie nie zostawiali wszystkiego domysłom, świat stawał się wtedy odrobinę mniej zakłamany. Psyche doceniała to szczególnie, żyjąc w spirali kłamstw, niedopowiedzeń i ról. Chwilowo nie miała nawet bagaży do zostawienia, skierowała się do recepcji wyłącznie po klucz. Aby już więcej nie musieć tam zaglądać. W ciele Pauli bez trudu uchodziła za taką, która mogła w tym miejscu pracować.
Drzwi zabrzęczały po otworzeniu i siedzący za pobliskim biurkiem mężczyzna zwrócił ku niej swoją niezbyt urodziwą, nieogoloną twarz. Nogi zarzucił na blat, palce trzymał w spodniach, wciśnięte za pasek a na ekranie leciały bez żadnej żenady pornosy. Zagwizdał na widok Pauli.
- Pierwszy raz cię tu widzę, laleczko. Ile bierzesz? - wyszczerzył się, popijając browara. - Na godzinę czy nockę? - dodał następne pytanie, sięgając wolną ręką po jeden z kluczy.
- Dla ciebie za dużo, skarbie - odparowała od razu. W pierwszej chwili chciała zaprzeczać, w drugiej porzuciła ten pomysł. Nie było sensu wdawać się w dyskusję, a kolejną dziwkę zapomni szybciej niż nietypową, samotną klientkę. - Na noc - dodała, sięgając po klucz.
Parsknął, kręcąc głową.
- Głupie dupy, niczego się nie uczycie. Dwie dychy. Albo pozwolisz mi wstąpić jak klient wyjdzie, akurat skończę zmianę - zaproponował bez żenady, dotykając butelką swojego krocza i pocierając je.
Też parsknęła, idealnie go naśladując i wyjęła kartę od Loop, przykładając ją do terminala. Odebrała klucz i wyszła bez słowa, nie chcąc się wdawać w dyskusje. Nie były w stylu przebojowej, towarzyskiej i zwykle sympatycznej Pauli. Sprawdziła numer pokoju i skierowała w jego stronę. Pokój znajdował się pośrodku pierwszego piętra, szybko sprawdzając sąsiadujące pomieszczenia upewniła się, że są puste. Najbliższe światło zapalono dwa okna dalej, a także bezpośrednio poniżej. W środku nie było nic nadzwyczajnego. Podwójne łóżko, szafa, mała łazienka, stolik, krzesła, ekran holowizora. Była niewielka zasłonka, którą dało się jako-tako zasłonić okno. Z pokoju piętro niżej dobiegały dźwięki pracującej pani.
Psyche usiadła ciężko na łóżku, kilka sekund poświęcając na słuchanie pracującej kobiety. Jedna z najłatwiejszych form aktorstwa kiedy klient nic nie znaczył, nie ranił niczego w głowie, nie wywoływał dogłębnego strachu.
~Wrócisz do niego, wiesz o tym. Jak tylko to zadanie się skończy, pobiegniesz i będziesz błagać o wybaczenie.~
Uroki przebywania sama ze sobą przez dłuższy czas, niechętnie zmusiła mózg do pracy. Potrzebowała pomocy, Boor nie mógł dowiedzieć się jak obecnie wygląda. Pomyślała o Joelu. Jak bardzo mogła wciągnąć go w tę grę? Nie był na celowniku korporacji, Zbawiciel nawet jak o nim wiedział, nie weźmie go za złą monetę, szczególnie kiedy użyje go do oszukania tych pierszych. Zdawała sobie sprawę, że to będzie wymagało czegoś więcej od prostego dziękuję. Wpisała znany na pamięć numer.
“Chciałabym się spotkać. P.”
Po raz pierwszy. Może wcale nie ostatni?
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
"Oho, to musi być coś dużego. Nie wiem, czy jestem na to gotowy."
“Chwila takiej słabości może nie nastąpić ponownie.”
"Jesteś straszna. Wiesz, że nie lubię ludzi. Gdzie i kiedy?"
“Jak najszybciej, najlepiej gdzieś na Queens.”
Chociaż tę odrobinę kontroli nad niespodziewanym wydarzeniem musiał mu dać.
Teraz milczał trochę dłużej, zanim przyszła następna wiadomość.
"Queens Maestro, za trzydzieści minut. Jak cię poznam?"
Szybkie sprawdzenie pokazało nieduży bar z zielono-czerwonym neonem może 5 minut jazdy od motelu. Schodziło się do niego schodami, co zapowiadało raczej ciemne wnętrze.
To nie było proste pytanie. Ile mogła napisać? Prawdopodobnie i tak już pisała za dużo. Podejmowała od początku ryzykowne, naciągane decyzje.
“Szukaj koloru niebieskiego.”
Nie miała innych planów, zamierzając stawić się na miejscu dokładnie o czasie. Te minuty, które pozostały, przeznaczyła na przeglądaniu najnowszych wiadomości z Nowego Jorku. Nie dowiedziała się nic nowego. Żadnych niezwykłych wydarzeń, media nieustannie wałkowały tematy poranne, czasami wracając i nawiązując do tych jeszcze wcześniejszych. Z rzeczy potencjalnie istotnych ciągle informowano o problemach z poruszaniem się po mieście i komunikacją miejską, nie w pełni sprawną po awariach.

Sekal 24-04-2019 22:44

O godzinie trzeciej po południu przynajmniej już trochę posprzątano na trzynastym posterunku. Brak ludzi i poranny atak wywrócił pracę wszystkich do góry nogami. Po drodze okazało się nawet, że Alex pomimo faktu bycia androidem, również posiada swoje prawa i musieli go odesłać do domu, kiedy technicy sprawdzali pomieszczenia przesłuchań. Zgodził się od razu wrócić tu na nową godzinę, ale całe to zamieszanie opóźniło całość o kwadrans, kiedy to wreszcie zebrali się przed weneckim lustrem. Za nim w pokoju zaopatrzonym tylko w krzesła i stół, siedział w zupełnym bezruchu Alex.
- No dobra, to o co go pytamy? - pierwszy wyrwał się Arturo Mota, który próbował zerkać to na Ferrick I Remo, to na Ferro i z każdym tym spojrzeniem wyraźnie czuł się bardziej niekomfortowo. Z różnych powodów. Kye dotarł tu pierwszy, Ann niedługo po nim już na miejscu spotykając wszystkich mężczyzn. Zdyszana trochę Leah dotarła jako ostatnia. Przy takiej grupie ustalenie przed wejściem co i jak to mógł nie być najgłupszy pomysł czarnoskórego detektywa.
- Pytania nie mają sensu. - Wzruszyła ramionami Azjatka spoglądając na policjanta. - Trzeba obejrzeć zapisy programowe jakie ma w pamięci, albo sprawdzić miejsca gdzie coś zostało wymazane lub uległo modyfikacji. To bardziej praca dla informatyka niż dla śledczego.
- Nie do końca się zgodzę - wtrącił ten, który przedstawił się jako Scott Ferro. - Zdążyłem już ustalić, że w jego pamięci jest kilkugodzinna dziura z okresu przed i tuż po śmierci Tomkinsa. Tu jego elektroniczny mózg nie powie nam co się wydarzyło.
- A on sam nam powie? - zapytałą Leah sceptycznie. - Skoro nie ma zapisów w swojej pamięci to chyba sam też tego nie pamięta?
- Próbował pan odzyskać to co zostało wykasowane? - Ann skierowała swoją uwagę na mężczyznę, którego poznała już wcześniej na ulicy przed posterunkiem.
Remo przywitał Ferro uściskiem ręki. Nie znali się za dobrze, twarz jednak obca nie była. Small talk trwał krótko, przerwany pojawieniem się reszty
- Wydawałoby się to logiczne, ale te androidy coraz bardziej ulepszają - powiedział słysząc pytania kobiet. Wymienił krótkie spojrzenie z Ann. - Co nam wolno podczas tego przesłuchania? Jakie prawa mają blaszaki?
- Najprościej mówiąc: podobne co ludzie, przy czym można zczytać ich dyski. To już zrobiliśmy i ustaliłem, że ten interesujący nas fragment wyczyszczono bardzo dokładnie - Ferro mówił wolno, z zastanowieniem. Nie wyglądało, aby się czuł przy nich bardziej komfortowo od Motty. - Nie możemy Alexa rozebrać na części pierwsze, również dlatego, że jak się dowiedziałem, Tomkins wskazał go w testamencie. To zawęża pole manewru. Nie mam pojęcia czy brak twardych danych sprawia, że nic z tych godzin nie pamięta. Z wcześniejszych przesłuchań wynika coś zupełnie innego. Jego GPS nie może tego potwierdzić, ale te strzępki nagrań z Inner City potwierdzają jego wizytę w aptece w tym czasie, na ten przykład - z każdym słowem miał kwaśniejszą minę. - To nieźle popierdolone - dodał na koniec bardziej po ludzku.
- Czy ktoś sprawdził autentyczność nagrań z kamer? - Zapytała Ferrick - Mamy przecież do czynienia z istotą dla której manipulacja w elektronice to bułka z masłem.
- Nie do końca - Scott nie zgodził się z tym rozumowaniem. - Androidy są programowane pod różne funkcje, ten tutaj nie ma modułów hakerskich. Kamery uliczne zdechły wtedy, ale sprawdziliśmy dobrze zapis tej z apteki. Wszystko wygląda autentycznie, żadnych śladów włamania i podmiany.
Prychnięcie Azjatki było wyjątkowo głośne:
- Nie miałam na myśli androida, tylko tego, co mogło nim sterować. Kamera w aptece ma połączenie z siecią. To wystarczy by zmienić nagrania. Trzeba się przyglądać dużo uważniej, gdy fałszerstwo jest sprawą arcymistrza.
- Nie tak łatwo podmienić nagrania - wtrącił równie zamyślony Remo. - Musiałabyś wcześniej doskonale odegrać całą scenę i nadgrać ją na kamerę, fałszując przy okazji transakcje w aptece. Za dużo zachodu. Ja zaczynam myśleć w inny sposób: Alex to przecież nie jedyny tego typu android w Inner City. Jesteśmy absolutnie pewni, że to on był w aptece? Czy w ramach przesłuchania możemy prześledzić w szerszym spektrum jego komunikację ze światem zewnętrznym, tym poza domem Tomkinsa? Jeśli ten blaszak kłamie, to albo mamy do czynienia z kolejnym przejawem świadomości maszyn, albo ktoś bardzo zdolny ingerował w jego behawioryzm i wewnętrzną pamięć.
- To niewiele zmienia czy do apteki doszedł Alex czy inny, identycznie wyglądający model by mu zapewnić alibi. Torbę z lekami miał, więc chwilowo zakładam, że to był on. - Wcięła się w dywagacje pani detektyw. - W międzyczasie na terenie Inner City ktoś się do niego podpiął. To tłumaczy dlaczego wyczyszczono taśmy monitoringu tamtejszej agencji ochrony. Ktoś się podpiął i wykorzystując usterkę w oprogramowaniu fabrycznym kazał mu zabić Tomkinsa. Alex może nie być świadomy tego co zrobił.
Leah wysupłała z paczki papierosa, wsunęła do ust ale zaraz go wyjęła i spojrzała na Ferro.
- Byłam dziś w więzieniu u Malicka. No przecież zbieżność jest bardziej niż oczywista. Tak samo android. Ten sam modus operandi, jeden ślad po ukłuciu igłą, brak śladów po śmiertelnej substancji. Wiesz co skurwiel powiedział? Że koncern tych usterek nie wycofał bo im to nie jest na rękę. Moje zdanie jest takie, że podpięli się do Alexa, dali mu strzykawkę i blaszak, jak gdyby nigdy nic, zrobił Tomkinsowi zastrzyk.
- To jest możliwe - przyznał. - Tak samo jak to, że ta kontrola wyglądała inaczej lub jej nie było. - Ferro był tak samo w rozkroku jak Remo. - Alex wcześniej jednak przyznawał, że dobrze pamięta wizytę w aptece. Nie jestem pewien, czy luka z naszej poprzedniej sprawy umożliwiała nadgranie jego wspomnień fałszywymi. Kamery potwierdzają, że tam był. W czas śmierci Tomkinsa. Nasi spece potrafią czas zgonu określić całkiem dokładnie. Musimy wykluczyć chociaż część ewentualności podczas tego przesłuchania. Macie pomysł jak to zrobić?
- Rozbierzmy go na części, przeskanujmy dokładnie - zaproponował nagle Mota. - Złożymy, nikt się nie zorientuje - wzruszył ramionami. - Przecież robot nie może mieć praw jak ludzie!
Ann popatrzyła na niego z ciekawością.
- Interesująca koncepcja, ale coś mi się wydaje, że nie wszystkim by się spodobała.
Przeniosła spojrzenie na siedzącego bez ruchu Alexa i powiedziała:
- Zawsze wiernie służył Tomkinsowi. Wydawał się taki oddany. Jeśli to nigdy nie było kłamstwo i ktoś mógł nim manipulować, może sam zgodzi się na takie badanie. Powiedzmy mu prawdę i zapytajmy o zgodę. Jego reakcja sama w sobie może być naszą odpowiedzią.
- To chyba wy powinniście być tu obrońcami prawa - Remo z rozbawieniem przyjrzał się drugiemu murzynowi. - Mi to takie rozwiązanie nawet by odpowiadało, wtedy mógłbym się przydać. Jak bardzo możemy nagiąć pytanie o zgodę, bo po tym jak się za niego zabierzemy to może już nie być tym samym - zawahał się, zanim dodał - robotem. To jak operacja na ludzkim mózgu.
- Moment - W głowie Leah już się układał obraz dymiącego androida, z którego lecą skry. - Ferro, to był twój pomysł żeby zaangażować w to pana Remo. Od początku chodziło ci po głowie właśnie to. Ta… operacja na mózgu? Nie da się tego załatwić łagodniej?
Mota wzruszył ramionami na komentarze dotyczące praworządności. Może zbyt szybko uczył się od Leah? Scott miał znacznie więcej wątpliwości.
- Na czas zwykłej analizy nie wolno nam go wyłączać ani powodować restartu systemu czy mieszać w plikach. Możemy wykonać pełen skan, ale będzie on… - zawahał się. - Operacja na ludzkim mózgu to dobre porównanie. Z pomocą elektroniki możemy sporo rzeczy zobaczyć i przeskanować bez usypiania pacjenta, ale bez operacji nie dowiemy się najgłębiej ukrytych szczegółów. Nie znam dokładnych konsekwencji prawnych, ale jak zgodzi się na wyłączenie to daje nam o wiele większe możliwości. Nie mam pojęcia czy jak nie uda się go uruchomić z tym samym zestawem części i pamięci to będzie miało szersze konsekwencje. Pewnie tylko wtedy, jak zorientuje się on, prawnik albo ktoś z rodziny. Androidy jeszcze nie mają tak dużych praw jak ludzie.
- Zawsze możemy najpierw spróbować z nim porozmawiać na różne tematy, a jak nie udzieli nam odpowiedzi jakich potrzebujemy to uznać to za wyższą konieczność - wtrącił Arturo. - W końcu to co wie może posłużyć do uratowania wielu ludzi - zasugerował.
- Ja bym naprawdę spróbowała przekonać go do udzielenia nam zgody. - Popatrzyła na Scotta i Leach, zupełnie pomijając Arturo. - Pozwolicie mi z nim porozmawiać?
Ferro milczał, patrząc na panią detektyw. On jako technik w tej sprawie nie miał dużego prawa głosu.
- Pójdziemy porozmawiać z nim razem, my dwie - zadecydowała Wierzbovsky. - Najpierw zadajemy pytania, dopiero potem przekonujemy go by dał sobie grzebać w obwodach.

Z decyzją nie było się co sprzeczać, chociaż Mota wyglądał jakby chciał jeszcze coś wtrącić, albo może pójść razem z nimi. Z drugiej strony na pewno go uczono, że więcej niż dwie przesłuchujące osoby to już tłum, więc pozostał z tyłu, kiedy one weszły do pomieszczenia przesłuchań. Alex nie zmienił pozy, siedząc wyprostowany z oczami skierowanymi przed siebie.
Leah usiadła naprzeciwko androida.
- Dzień dobry, to Ann Ferrick, już się poznaliście. Pomaga policji w śledztwie - wyjaśniła i przeszła od razu do pytań. - Mógłbyś jeszcze raz opowiedzieć nam wszystko co pamiętasz z dnia śmierci pana Tomkinsa?
- Do godziny piątej am byłem przełączony na tryb czuwania - zaczął Alex. - O 5.01 aktywowałem się. Przeszedłem do codziennych czynności. Pan Tomkins jeszcze spał. Zamówiłem mu taksówkę na szóstą trzydzieści i przeszedłem do sprzątania. Sprzątałem po kolei... - kiedy zaczął wymieniać pokoje, stało się jasne, że takie sprawozdanie może zająć bardzo dużo czasu.
Ann usiadła obok policjantki i w milczeniu słuchała nudnej opowieści o codziennych obowiązkach.
- Mów zwięźlej. Ogranicz się do sytuacji, gdy wyszedłeś poza dom lub pojawiała się jakaś osoba lub inny android. Mówiłeś, że wychodziłeś do apteki.
- Podczas wyjścia nawiązałem kontakt wzrokowy z trzema ludźmi oraz jednym modelem T-11, jedyny kontakt głosowy nastąpił w aptece, gdzie zakupiłem leki dla pana Tomkinsa - wyjaśnił o wiele bardziej zwięźle Alex. - Po zakupie skierowałem się od razu do domu. Nie było mnie dwadzieścia cztery minuty, jedenaście sekund.
- Alex. Wyjaśnij mi proszę. Jakie relacje łączyły cię z panem Tomkinsem. - Niespodziewanie pytanie zadała Azjatka.
- Byliśmy bardzo blisko - android odpowiedział naturalnym tonem, jak gdyby w pełni rozumiał to pojęcie. - Szczególnie po odejściu panny Amandy. Pan Tomkins często mi się zwierzał i pytał mnie o rady na różne tematy.
- Z czego ci się zwierzał? - pociągnęła Leah.
- Ze swoich problemów, pozwu, choroby. Ze wszystkiego. Mój program zakłada służenie jako wierny słuchacz. Podejrzewam, że moich rad i tak nie słuchał, chciał tylko do kogoś mówić - odparł zdecydowanie ludzko Alex, za to całkiem nieludzkim, bezemocjonalnym tonem, patrząc się jednak teraz prosto na Leah. Oczywiście jej umiejętność czytania z ludzi tu nie sprawdzała się kompletnie.
- Zdajesz sobie sprawę, że w twojej pamięci jest spora luka? Ktoś wyczyścił ci dane z kilku godzin sprzed i po śmierci pana Tomkinsa.
- Nie odczuwam tej zmiany - odpowiedział niezrażony Alex. - Skąd to założenie?
- Scott Ferro zauważył to po wstępnej analizie. Kilka godzin przed i po śmierci pana Tomkinsa zniknęło z twojego wewnętrznego dysku. Ktoś musiał te dane usunąć. Wiem, że nie da się tego zrobić zdalnie co wyklucza ingerencję hakera poprzez sieć. Ktoś musiał się podpiąć a tego nie mogłeś nie zauważyć.
- Rozumiem - oczywiście nie było mowy o emocjach w głosie. - Przyjąłem do wiadomości.
- Co w pojęciu Androida oznacza bardzo blisko? - Wtrąciła kolejne pytanie Azjatka. - Czy byłbyś gotów oddać za niego życie?
- Mój protokół określa moje zachowania, mam zrobić wszystko, aby pomóc właścicielom - odpowiedział. - Nie posiadam wgranych zachowań bojowych.
- Kto jest teraz, po śmierci Tomkinsa, twoim właścicielem? - Z ciekawością zapytała Ann.
- Formalnie będzie to testament pana Tomkinsa, który wyznaczył mnie do zamknięcia wszystkich jego spraw.
- A jeśli w czasie, który został wykasowany zrobiłeś coś sprzecznego z interesami twojego właściciela, co zrobi twój protokół gdy takie informacje zostaną potwierdzone?
- Pozostanie niezmieniony, czyny nieświadome nie podlegają ewaluacji - odparł android. - Mój protokół jest stale aktywny, nie mogę go wyłączyć ani wstrzymać nawet na chwilę.
- Jakie to wygodne! - Prychnęła skośnooka dziewczyna. - Czyli nawet jeśli zabiłbyś swojego właściciela, sterowany czynnikiem zewnętrznym, który następnie wykasował te polecenia z pamięci, w pojęciu twojego protokołu byłbyś całkiem niewinny?
- Tak, choć dopiero po potwierdzeniu przez biegłych i śledztwie. Stosuje się do mnie to samo prawo, co do ludzi - Ann nie znała tych praw, więc ciężko jej było ocenić prawdziwość tych słów. Leah z kolei wiedziała, że nie do końca tak jest, standardowe androidy się utylizowało. Tu po prostu w grę wchodziły pozostawione przez Tomkinsa zapisy i testament, które wynosiły Alexa znacznie wyżej niż stały roboty kuchenne.
- A czy twój protokół nie uważałby za cenne odkrycie kto tobą sterował. Kto zabił Tomkinsa i przyczynił się do śmierci Amandy? - Drążyła dalej Ferrick - Wiesz że ukaranie ludzi odpowiedzialnych za śmierć jego córki było najważniejszą rzeczą w ostatnich dniach jego życia. Co byłbyś w stanie poświęcić, by spełnić tę jego wolę? Nawet jeśli nie została zapisana w testamencie z pewnością była nadrzędna. Świadczyć o tym mogą umowy, które ustanowił, wykraczające dużo dalej niż granice jego śmierci.
- To jeden z powodów, dla których pan Tomkins stworzył takie a nie inne zapisy w testamencie. Dowiedzieć się dlaczego Amanda to zrobiła, doprowadzić winnych przed sąd, doprowadzić do upadku "Dzieci Rajneesha". To jest nadrzędne. Kontrola nade mną nie, nie mam żadnej świadomości, że coś takiego się wydarzyło.
Po ostatnich słowach Alexa Ann wstała wstała od stołu, wyszła z pomieszczenia, zostawiając Leah sam na sam z androidem.
Leah poczekała aż Ann Ferrick dokończy i zada ostatnie interesujące ją pytanie. Po jej wyjściu wróciła do najbardziej interesującego ją wątku.
- Wracając do danych, które ktoś wykasował z twojego dysku. Ten kto to zrobił musiał się pod ciebie bezpośrednio podpiąć. Ile zanotowałeś takich przypadków od naszej ostatniej rozmowy?
- Nie można się pode mnie podpiąć, chronią mnie najlepsze algorytmy - odpowiedział bez zawahania. - Nie zanotowałem żadnej próby włamania w ostatnich godzinach. W tym miejscu jestem dodatkowo ograniczony standardową policyjną blokadą.
- Alex, uważasz, że pan Tomkins powinien ciągle żyć? - Interkom odezwał się niespodziewanie głosem Remo.
- Pan Tomkins nie chciał już żyć, jego choroba bardzo szybko postępowała i nie potrafił już zająć się nawet swoim pozwem - odpowiedział nie do końca bezpośrednio android.
- A w ciągu ostatnich dni? Czy zanotowałeś jakąkolwiek ingerencje lub próbę ingerencji?
- Nie.
- To dlatego pozbawiłeś go życia? - Remo kontynuował przerwany przez pytanie Wierzbovsky wątek.
- Nie mogłem pozbawić go życia. W nim już go nie było - odparł beznamiętnie Alex.
- Poprosił cię o pomoc, chciał abyś dokonał na nim eutanazji? - haker starał się, żeby jego głos pozostał opanowany.
- Nie - nadeszła kolejna lakoniczna odpowiedź.
- Zrobiłeś to z własnej woli? - Remo nie ustępował, próbując usłyszeć jednoznaczne “nie” lub jednoznacznie “tak” w kwestii udziału Alexa w tej całej farsie.
- Co zrobiłem? - Alex uparcie nie chciał współpracować.
Następne pytanie od Remo już nie nadeszło. Zamiast tego po kilku chwilach do pokoju wszedł Mota, nachylając się nad uchem Leah i cicho szepcząc.
- Jak nie masz więcej pytań, to zapytaj go o zgodę. Jak się nie zgodzi to zaczną go hakować.
- Dobra, Alex, posłuchaj - Leah zaplotła ręce na blacie stołu i pochyliła się w stronę androida. - Fakty wyglądają tak, że ktoś ci wyczyścił część pamięci. Nie zdajesz sobie z tego sprawy co oznacza, że zrobili to profesjonaliści. Prawdopodobnie ci sami, którzy stoją za śmiercią Scotta Tomkinsa. Jeśli zależy ci na wykryciu zabójcy twojego właściciela musisz pozwolić naszym technikom zajrzeć w twoje pliki. Dam ci papiery do podpisania, że wyrażasz zgodę a my nie będziemy ingerować w twoje obwody, tylko zczytamy dane, ok?
- Wasi technicy już zgrali moje dane - przypomniał Alex. - Teraz także mogą to zrobić. Wyraziłem już zgodę na kopię moich plików.
- Chyba nie chodzi o zgranie danych, bo ich tam nie ma. Mówiłam już, że znikneło nagranie kilku godzin w okolicy śmierci pana Tomkinsa. Nasi technicy muszą zbadać co było tego przyczyną. Ktoś tobą manipuluje, Alex. Nie chcesz się dowiedzieć kto i po co?
- Pani mną próbuje manipulować, detektyw Wierzbovsky. Moje dane są dostępne, nie otrzymałem żadnych informacji co się stało przy ich analizie. Udostępniam wszystkie, zgodnie z wytycznymi dla mojego modelu.
- W zapisach brakuje kilku godzin, to fakt. Sprawdź to samodzielnie jeśli mi nie wierzysz.
- Mój system nie rejestruje tej zmiany,
- Dobra, nieważne - Leah uniosła oczy w stronę sufitu. - W takim razie standardowa procedura i sczytanie danych. Niech będzie.
Leah wyszła.

Bounty 12-05-2019 20:49

- Trzym się - Maroldo rzucił na pożegnanie do Remo, po czym spojrzał z nieco większym zaciekawieniem na nową partnerkę.
- Niedostępny nie jestem, styrany co najwyżej - wyjaśnił półżartem. - To zadanie tylko komplikuje się z każdym dniem, Zaczynaliśmy w trzy osoby od misji pozyskania szefa gangu i śledztwem w sprawie nowego dragu a teraz to jak pożar burdelu, który próbuje ogarnąć pół pionu operacyjnego firmy. Przyjechał mój motor i nowe ciuchy - błądzące po niewidocznym tekście oczy świadczyły, że dostał wiadomość. - Przebiorę się i opowiem ci wszystko po drodze. Znasz się na przesłuchaniach?
- Wyzwanie - podsumowała krótko. - Co nieco, zależy jakich. Nie jestem dobra w długich, wymagających cierpliwości podchodach do obiektu przesłuchania. Poczekam, podstawowy sprzęt przywiozłam ze sobą - skinęła mu głową.
- I tak nie mamy czasu na długie podchody - oznajmił jej Mik. - Zorganizuj sobie pancerz i tarczę energetyczną, jak nie masz. Generalnie jest tak, że w każdym momencie i miejscu ktoś może zacząć do nas strzelać. Zwłaszcza jak jesteś ze mną - mrugnął okiem i zjechał do podziemnego garażu, gdzie czekał firmowy kurier. Terenowy motocykl, chyba ten sam, był już wyładowany z ciężarówki. Mik odebrał zimowy opancerzony strój motocyklowy wraz z hełmem, kamizelkę kuloodporną oraz komplet cywilnych ciuchów, również wzmocnionych grafenowymi włóknami. Cztery warstwy, wliczając pancerz podskórny. Od tego miał mechaniczne nogi, żeby to wszystko nosić. Pistolet, pistolet maszynowy, granaty, spydery… znów przestał się czuć nagi.

Wjeżdżając na górę wysłał wiadomość do Basri, z nowego holowatcha, przez stałe łącze kliniki:
“Wieczorem, tam gdzie ostatnio? Mam wieści i prezent. MM”
Napisał jeszcze do Elsifa:
“Do wieczora fajrant, potem możecie być potrzebni. Zadanie transportowe. Dobrze byłoby, żebyście zorganizowali sobie stałą bazę na Bronxie. Oczko i Mira niech dziś odpoczywają.”
Przebierając się, Mik sprawdził czy najemniczka jeszcze śpi.
Spała, nie dostała takich środków jak Mik. Pielęgniarka poinformowała go, że planowane wybudzenie jest za godzinę. Basri oczywiście na razie milczała, co by sobie pomyślał, gdyby odpisała tak szybko? Najemnik odpowiedział od razu.
"Zgoda, szukamy czegoś stałego. Obiecali nam do jutra postawić ich na nogi. Zasoby na tą misję wzrosły, co?"
“Yep” - odpisał Mik. - “Pierwsza zasada pracy w konspiracji: nie piszemy i nie mówimy nic ważnego przez holo. Spotkamy się to obgadamy szczegóły. Odpoczywajcie i do zoba.”
Przebrany, z kaskiem pod pachą, wrócił do Angeli.
- Ja gotowy. Masz własny transport czy jedziesz ze mną? - zapytał.
- Mam własny - wstała, kiedy tylko się pojawił, wyłączając ekran holo. - Dokąd jedziemy?
Podał jej adres, który dostał od Dirkauera.
- Pracowałaś już kiedyś z gangami? - zapytał, gdy zjeżdżali windą do garażu.
- Głównie z białymi, które toczyły wojny z kolorowymi - odpowiedziała bez większych emocji związanych z tym tematem. - Wiem jak działają i jakie zwykle mają wartości. Każdy ma swoją denną ideologię.
Już na dole okazało się, że bez w sumie zaskoczenia, Angela także posiada motor. Nie wyróżniał się z tłumu, bardziej pasował jdo sprzętu gangu niż większość zabawek Psyche.
Mik pokiwał głową z uznaniem.
- The Rustlers to takie multi-kulti - powiedział. - Większość to kolorowi, ale są też biali. Przodują azjaci. Póki żył Wujek Li, ta wybuchowa mieszanka się jakoś trzymała, teraz wszystko jebło. Koleś, którego jedziemy przesłuchać to czarnuch, człowiek Meatboya, pretendenta do tronu, który niby się kitra, bo ranny, ale może to ściema. Nie spodziewam się żadnych rewelacji, ale Zbawiciel dopuścił go blisko siebie, warto spróbować.
- To brzmi jak informator - kobieta zatrzymała się przy swojej maszynie. - Co chcemy z niego wycisnąć? I co więcej, zaraz po przesłuchaniu ofiarujemy zdrajcę wraz z ciałem Zbawiciela?
- Tak właśnie zrobimy. Z Jay-L-a chcę wyciągnąć głównie info o Meatboyu. Czy żyje i czy też zdradził. Gnojek ma być nafaszerowany serum prawdy, więc może będzie rozmowny. Lecim? - zapytał, siadając na motocykl i wkładając kask.

Skinęła głową i bez dalszych dyskusji założyła kask i ruszyła za nim jak tylko ruszył. Mik znał lokalizację, do której podążali, on więc prowadził. A zgodnie z przyjętymi strategiami na ten cały cyrk, JayL nie był trzymany w żadnej normalnej placówce, pod którą podpisywało się oficjalnie C-T. Namiar GPS wskazał jeden z magazynów na Queens, niezbyt duży blaszak z niewielką rampą i parkingiem przed nim. Otoczony był siatką, a kiedy zatrzymali się przed szlabanem - jedynym przejściem - z budki wyszedł podstarzały ochroniarz, pewnie z grupą inwalidzką.
- Kto wy? - zapytał, mrużąc oczy.
- Ja pierdolę - mruknął pod nosem Maroldo, wyświetlając cieciowi firmową przepustkę. - Czy ta buda jest wygłuszona? Znaczy, czy na zewnątrz słychać co się dzieje wewnątrz?
Mężczyzna dokładnie sprawdził imię i nazwisko.
- Tam gdzie trzeba, jak mi powiedziano - odparł niewzruszony strażnik.
- Key - Mik skinął głową i weszli z Angelą do środka, rozglądając się za więźniem. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Maroldo zerknął na holo, by sprawdzić czy magazyn jest też ekranowany. JayL był chyba zadrutowany i miał nadzieję, że ktoś w firmie o tym pomyślał.
- Po wejściu w prawo - odpowiedział jeszcze na nie zadane pytanie.
Do wejścia od bramy to mieli jeszcze dobry kawałek. Drzwi otwierały się na firmowy chip, ktoś zadbał o odpowiednie dostępy na nim. W środku ich oczom ukazały się proste korytarze i przestrzenie standardowego magazynu, dopiero jak udali się we wskazanym kierunku, to po minięciu szeregu metalowych stelaży zapakowanych pudłami ujrzeli niewielkie pomieszczenie z kolejnymi, stalowymi drzwiami. Tam siedział już zupełnie innego kalibru strażnik, cały na czarno, z nowoczesną bronią.
- Wy do tych na dole? Jeden się strasznie rzuca, wygląda jak ćpun potrzebujący działki.
- Dobra nasza - Mik uśmiechnął się do Angeli. Ćpun na głodzie był słaby, wiedział coś o tym. - Prowadź, wodzu. A jak drugi? Mówili coś?
- Drugi wygląda na półprzytomnego, nie odzywa się - strażnik wstał, wyświetlając dwa ekrany. Oba przedstawiały prawie puste pokoje, w których stały tylko metalowe krzesła. Na jednym był nieznajomy jeniec, wydawał się spać. Na drugim kompletne przeciwieństwo - szarpiący się JayL. Chyba coś krzyczał, ale to miejsce świetnie tłumiło dźwięki. - Powiedziano mi, że macie zgodę na serum. Będziecie musieli mi poświadczyć dokumenty jak się na nie zdecydujecie.
- Key - zgodził się Maroldo. - Może nie będzie potrzebne. Znaleziono coś przy nich? Holo, broń, dokumenty?
- Niewiele, holofony skonfiskowano, tu ich nie mam. Z rzeczy osobistych zapalniczka, kilka kart płatniczych - odpowiedział strażnik.

Gdy zeszli do JayL-a Mik nie odzywał się pierwszy, czekając jak jeniec zareaguje. JayL nie znał jego nowej twarzy. I nie znał też twarzy Angeli, która nie odzywała się pierwsza, uważnie oglądając jeńca. Ten szarpnął się na swoim krześle. W jego oczach Mik widział głód, podobny, ale jednak inny do standardowego u ćpunów na Bronxie.
- Wypuścicie mnie, albo was wszystkich zniszczy! - warknął.
- Sram po gaciach, koleś - prychnął Maroldo. - To twój Zbawiciel cię nam wystawił. Wiedział, że przyjdziemy i was nie ostrzegł, prawda? On ma cię głęboko w dupie, przyjacielu. Spełniłeś swoje zadanie i jesteś spisany na straty, jak te wszystkie jego bezmózgie cyborgi. Pytanie brzmi czy komukolwiek jesteś jeszcze potrzebny?
- Gówno wiesz! - splunął pod nogi Mika. - Dobrze wiem, jak cenny dla niego jestem!
Mik tylko się roześmiał.
- Na pewno ci to mówił - rzekł. - I kto wie, może nawet tak było, kiedy jeszcze nie miał Marlene.
Wyświetlił fragment nagrania z Psyche uciekającą razem z Navarro, tyle ile kamera zdążyła nagrać, nim ogień cyborgów zmusił go do ukrycia się za rogiem.
- Powiedzmy sobie szczerze, Jay. Przy niej jesteś jak… zwykły czarnuch z ulicy, co tu porównywać. To wszystko dzisiaj było ustawione, żeby ją pozyskać. Gdybyś był cenny uciekłbyś ze swoim mistrzem zamiast niej, a nie gnił tutaj.
- A skąd ty wiesz co było, a nie było ustawione, hę? - co by nie mówić o tym gościu, to nie był zwykłym pociągaczem za spust. W końcu zdołał jakoś zwodzić swoich kumpli. - Zgodzę się tylko, że jesteś kupą ścierwa, skoro tylko ją chciał - roześmiał się, zadowolony ze swojego żartu.
Angela nie odzywała się głośno, ale uważnie badała zachowanie jeńca. Szepnęła do ucha Mika.
- Obawiam się, że w obecnym stanie on sam nie wie co mówi, nie jest wiarygodnym źródłem. Musimy mu podać jego narkotyk albo serum.
Skinął jej głową i ruszyli do strażnika, żeby podał jeńcowi serum.
- Nie mamy tu Odlotu, to może później, jak zawieziemy go Rustlersom - powiedział Mik. - Na razie pozostaje serum. Nie sądzę, żeby Zbawiciel ryzykował pojmanie przez nas Jaya, gdyby miał naprawdę wartościowe informacje, ale kto wie. Może miał zginąć w wybuchu, który zablokował Remo.
Angela skinęła głową.
- Nas nic to nie kosztuje - kącik jej ust wygiął się w uśmiechu. Strażnik natomiast wcale nie zamierzał schodzić na dół, aplikując coś do niewielkiej rurki wystającej ze ściany.
- Ciężko ukryć taką nowoczesność, co? - zagadał, wstrzykując serum. - Zacznie działać za minutę i będzie działać przez dziesięć - dał im holo do podpisu. - Na tyle wyrażono zgodę. Choć moim zdaniem to przereklamowany specyfik - wzruszył ramionami.
Zachowania Jay'a na pierwszy rzut oka wcale to nie zmieniło. Nienawiść była bardzo szczera. Nienawiść Mika narastała. Jebane świry i fanatycy. Gdzie się podziały wszystkie poczciwe gangusy, gotowe śpiewać nawet nie ze strachu przed śmiercią co przed dłuższą odsiadką w pierdlu?
- Dobra, Jay. Nie chcesz czy nie jesteś w stanie być pomocny to oddamy cię dawnym kumplom. Meatboy najlepiej będzie wiedział co z tobą zrobić.
Maroldo obserwował reakcję z włączonym programem do analizy głosu i mimiki twarzy. Niezależnie od odpowiedzi, był ciekaw co się na niej odmaluje: ulga czy stres? Rozbawienie.
- Meatboy jest trupem - śmiał się Jay, bez wątpienia pod wpływem serum. - A duża część jego ludzi pracuje już dla drugiej strony. Tylko czekają na sygnał.
Mik również się roześmiał, żeby podtrzymać ten wesoły rozmowny nastrój.
- Niezłe jaja - przyznał z rozbawieniem. - A cały czas gadali, że tylko oberwał i się kitra. BigJ i Alecto to ściemniacze pierwsza klasa.
- Muszą ściemniać, bo im by się wszystko rozsypało, nie? To sobie pewnie wykombinowali, że sami poprowadzą. Zresztą Alecto jest po naszej stronie, to dopiero dobre, co? - JayL nawet zapomniał na chwilę o nienawiści. - Także gówno już zrobicie, wasz atak był za późno!
- No, wyruchaliście nas w dupsko aż boli. Aua. - śmiał się Mik, nie zamierzając psuć więźniowi tego napawania się tryumfem. - Chyba musimy spisać Jina na straty. I tak jest frajerem. Już dzisiaj go załatwią czy będziemy musieli jeszcze się z nim męczyć?
- Głupi jesteście, co? Tępaki straszne, zwłaszcza ty. Od razu było widać, że to ta twoja świetna dupa za ciebie myśli - śmiał się JayL. - Pozbywać się Jina? Przecież on jest nam na rękę z tym swoim czekaniem. Najpierw wyłapiemy albo przekabacimy resztę ważnych, potem za jednym zamachem i jego i tego jego wściekłego psa. Ta nowa dupa też niezła, laleczko nie chcesz sprzymierzyć się z bogami? - zapytał Angeli, która uśmiechnęła się kącikiem ust.
- A co oferujesz?
- Z takimi możliwościami, jakie nam oferuje?! Wszystko, laleczko! Wystarczy, że pozbędziesz się tego patafiana tutaj i dam ci czego zapragniesz! - wydawało się, że serum w połączeniu z przymusowym odwykiem ma pewne skutki uboczne. Ślinił się i zdecydowanie nie myślał ani trochę rozsądnie.
- Jak tylko przygotujesz konkretną ofertę to wiem gdzie cię znaleźć - odparła i cofnęła się odrobinę, aby to znów Mik znalazł się na pierwszym planie i mógł wykorzystać lepiej pozostały im czas.
- On chyba ma rację - Maroldo spojrzał na Angelę. - Nie możemy go teraz wypuścić, bo się zorientują, ale warto pogadać z BigJ-em, to on będzie teraz rządził dzielnicą. Wiesz gdzie co znaleźć? - zapytał Jaya.
- Pewnie ukrywa się w jednej ze swoich melin, razem z resztą kumpli. Alecto ich pilnuje. BigJ to zwykły głupi ćwok, ciągle wierny pies - parsknął Jay, aż mu ślina z ust prysnęła.
- Znaczy dureń wciąż wierny The Rustlers, cokolwiek to teraz znaczy? - dopytał Mik, który w tym bełkocie trochę się pogubił. - Od tej całej rdzy niektórym tam mózgi pordzewiały.
- Ta, nie wiadomo tylko czy TheRustlers czy temu martwemu kawałowi mięsa - Jay raz jeszcze parsknął. - Wciąż wierzą, że skitrał się gdzieś i żyje.
- Dobrą im sprzedaliście wkrętę, no - pochwalił go Maroldo. - BigJ nic nie zdziała. Bo wśród ludzi Jina też pewnie macie wtyki, nie?
- Mniej, te żółtki są zbyt drętwe i za mało ćpają.
- Ta, jebani księgowi. Poza tym, no… Wtyka u Jina nazywa się… - Mik zamachał dłonią w powietrzu i zmarszczył czoło jakby próbował to sobie przypomnieć, licząc że naszprycowany gaduła mimowolnie dokończy zdanie.
- Najbliżej jest, ta no.. - Jay faktycznie myślał nad imieniem. To nie świadczyło dobrze o tym jak wysoko jest w hierarchii ten ktoś - ..Juri? Jari...? Z Lin na końcu. Kurwa oni wszyscy się nazywają tak samo. Coś z J na początku, mamy niezłego haka na nią i miała uwieść ochroniarzy Jina.
- Tych Meksów? - Maroldo był teraz autentycznie rozbawiony. - Oni pewnie wolą gorące latino chicas. Ale chuj z nią i z nimi. Słuchaj Jay, żeby nie wzbudzać podejrzeń na razie musisz tu zostać, ale niedługo. Pewnie byś sobie przygrzał Odlotu, co nie? Przywieziemy ci go ile dusza zapragnie, jak wiesz gdzie go robią.
- Kurwa, wiesz gdzie gościu te fabryki poukrywał?! - parsknął śmiechem Jay. - Ja też nie, taki skurwiel dobry! Słyszałem, że pracują przy tym tylko androidy i dogadał się z jakimś korpo na użyczenie miejsca. Nie wiem jakiego, ale znam kilka magazynów towarów - pospieszył od razu z rekomepnsującą informacją, podając adresy trzech miejsc na Bronxie.
- No patrz - Mik udał zaskoczenie. - I nawet koleś zwący się pieprzonym Zbawicielem wisi na korpo-pasku. Przed nimi nie uciekniesz, tak już ten cholerny świat skonstruowany. Nazwy tego korpo nie znasz?
- Wiem tyle, że to konkurencja zielono-białych, jakoś mi się kurwa nie zwierzał z tych ich umów-srumów - język JayL'a zaczynał się plątać, słownictwo stawało się coraz bardziej… luźne, jeśli można to tak nazwać. Mogło to oznaczać, że działanie serum się powoli kończy.
- Spoko. Trzymaj się Jay, niedługo cię stąd wyciągniemy i razem zapanujemy nad galakty… znaczy dzielnicą.
Mik spojrzał jeszcze pytająco na Angelę. Może przyszło jej do głowy jakieś pytanie o którym zapomniał.
Kobieta nie miała pytań, dając mu znać lekkim ruchem głowy. Przydzielona tu z łapanki wyraźnie chciała dowiedzieć się jak najwięcej zanim coś sama zacznie proponować.
- A, Jay - Maroldo zatrzymał się przy wyjściu. - Ten koleś co go z tobą złapali, co to za jeden? Ktoś ważny, opłaca się go stąd wyciągać?
- Jakiś pajac, co ciecia w magazynie udawał w razie czego - Jay wzruszył ramionami. - Tylko wracaj tu zaraz i z działką dla mnie, bo czuję jak mnie telepie!
- Masz to jak w banku - zapewnił go Mik i zamknął drzwi.

- Może i cieć, a może Zbawiciel chciał, by Jay tak myślał - powiedział do Angeli, gdy szli do drugiego jeńca.
Jay raczej nie kłamał, ale Mik i tak wyświetlił raport programu behawiorystycznego. Program, tak jak staromodne wykrywacze kłamstw, dało się oszukać, ale po narkotyku było to prawie niemożliwe.
- Ale jeśli to faktycznie zwykły cieć - podjął - to nawet niechcący mógł sporo widzieć i taki ze strachu wypapla nam wszystko.
Skan nie powiedział wiele więcej niż to co widzieli: za kogokolwiek Jay się nie uważał, to nawet jak nie był wyłącznie prostym cynglem, to nie był także przeszkolonym do oszukiwania tego typu substancji agentem. Było wręcz niemożliwe, aby kłamał, ale czy jego prawdy były tymi obiektywnymi?
- Nie zaszkodzi przesłuchać - zgodziła się Angela. - Może się okazać trudniejszym orzechem do zgryzienia niż ten tu. Bo albo miejsca strzegł ktoś naszprycowany, łatwy do kontroli. Albo ktoś zaufany. Zbawiciel nie umieściłby tam przeciętniaka.
- A może jest zadrutowany. - Przed wejściem Mik otworzył zwięzły opis jeńca otrzymany od Dirkauera. - Potrafią ich warunkować tak, żeby wydawali się normalnymi ludźmi. Odlot ma w tym jakąś rolę, ale nasi jajogłowi wciąż tego całkiem nie rozgryźli.
- O ile dobrze przeczytałam materiały, Odlot działa niezależnie od zadrutowania. Ludzi z komputerem w głowie maszyna może kontrolować w znacznie większym stopniu.
Skan, który wykonano więźniom, znalazł jedynie kilka nieistotnych modyfikacji u JayL'a i jedną u tego drugiego - komputerowy rozrusznik serca. Ustalono też tożsamość, mężczyzna nazywał się James Walker, co mówiło tyle samo co "Joe Doe". Z zawodu mechanik, ostatnie informacje dotyczyły natomiast kierowania ciężarówkami. Tyle CT wyciągnęło przez standardowy skan.
Mik pokazał raport Angeli. Włączył znów analizę behawioralną, tym razem z podglądem na żywo. Był ciekaw reakcji na imię.

Weszli do celi i zamknęli drzwi.
- Cześć James. W niezłe gówno się wpakowałeś.
Nie towarzyszyła temu żadna reakcja. Mężczyzna kiwał się na krześle i ocknął się dopiero jak Angela podeszła i spoliczkowała go. Zamrugał. Szarpnęły nim torsje. Spojrzał bez słowa na ludzi przed nim. Mik zarejestrował brak strachu. Raczej… rezygnację? Nie odpowiedział, kiedy Maroldo powtórzył swoje powitanie.
- Masz rodzinę, James? - zapytał Mik. - Kogoś bliskiego? Chcesz stąd wyjść czy ci masz wyjebane? A może chcesz Odlotu?
Poświecił jeńcowi w źrenice, wypatrując objawu zażycia narkotyku. Nie znalazł ich. Nie odpowiedział. Dopiero serum sprawiło, że przemówił przez zaschnięte, zachrypnięte gardło.
- Nie mogę mówić, zabije ich jeśli nie będę wobec niego w pełni lojalny.
- Rozumiem - Maroldo skinął głową. - Kilka dni temu porwał kogoś bliskiego mi, ale tą osobę udało się ocalić. Twoich bliskich też się uda, szybciej jeśli nam pomożesz. A możemy mieć mało czasu, wiesz, że tamten budynek wyleciał w powietrze kilka minut po tym jak was stamtąd zabraliśmy? - pokazał Jamesowi urywek ujęcia z holowizyjnego śmigłowca z dzisiejszych wiadomości. - A wysadziłby go wcześniej, z wami, gdybyśmy go nie powstrzymali. On już spisał was na straty. Wiesz co to znaczy? Że zakładników też może już nie potrzebować.
Te słowa nie mogły Jamesa uspokoić, ale miały wywołać efekt przeciwny: wzbudzić napędzane katastroficzną wyobraźnią przerażenie w już rozedrganym narkotykiem mózgu.
- Nie ma zakładników. Po prostu powiedział mi co może zrobić, a ja mu wierzę - stan mężczyzny zbliżał się bardziej do katatonii niż rozedrgania. Pogodzony z losem, gdyby nie serum to nadał by milczał. - Czego ode mnie chcecie? Niewiele wiem.
- Nikt się nie dowie, że coś nam powiedziałeś - rzekł Mik. - A twoją rodzinę możemy ukryć. Może ktoś poza nim i Jayem odwiedzał tamto miejsce? Może były jakieś dostawy sprzętu samochodami z logo firm?
- On wszystko wie - powiedział zrezygnowany mężczyzna. Wyglądał jakby miał się rozpłakać, ale serum działało i nakłaniało go do mówienia. - Pracowałem tam tylko miesiąc, w tym czasie było kilka dostaw, sporo ruchu dronów. Ci nieludzie wychodzili i wchodzili nieregularnie. Ale żadnego logo, żadnych szczegółów, większość działa się nocami. Czasami przywozili pudła, czasami przywozili właśnie te… to chyba roboty były, tylko obleczone skórą. Czasami ludzi. Wtedy było najtrudniej, ale udawałem, że nic nie widzę.
- W porządku, James - Maroldo kiwnął głową. - Potrzymamy cię tu trochę, bo jak cię teraz puścimy to będzie podejrzane. Jak już będzie bezpiecznie, będziesz wolny. To kwestia paru dni. Powiedz jeszcze tylko czy rozpoznajesz którąś z tych osób.
Wyświetlił więźniowi pokaz zdjęć wszystkich znanych sobie członków The Rustlers a także Izaaka White’a oraz Ayako Dan. Kręcił głową przy każdym oprócz JayL-a.
- Bardzo niewielu ludzi się tam kręciło. Głównie dostawcy, którzy nie wychodzili z kabiny przy rozładunku ich samochodów.
- Key. Wierzę, że niewiele wiesz. Tylko na przyszłość uważaj bardziej z kim się zadajesz, bo masz w chuj farta, że żyjesz. Ale będzie dobrze.
Mik uśmiechnął się na pożegnanie unosząc kciuk do góry i opuścili celę.
- Dzięki, my już finito - oznajmił strażnikowi. - Tego drugiego traktujcie lepiej.

Eleanor 20-05-2019 22:18

Dopiero gdy Azjatka dołączyła do obserwujących wszystko mężczyzn wypowiedziała swój komentarz:
- Moim zdaniem ktoś nie tylko wykasował mu część plików z pamięci. Jego program został napisany w taki sposób, aby śmierć Tomkinsa nie stanowiła poważnego problemu dla protokołu. Wyjątkowo wygodne rozwiązanie. Dobierając się do niego możemy sporo się dowiedzieć, ale nie sądzę byśmy dostali jego zgodę na badania. Ochrona tego co ma w środku, będzie z pewnością jednym z priorytetów protokołu. Jeśli chcemy zrobić to bez zgody, powinniśmy mieć do dyspozycji naprawdę dobrego programistę, który zatuszuje nasze działania.
- Działania możemy zatuszować, na pewno spróbujemy - Remo odezwał się po chwili zastanowienia. - Jeśli coś w nim siedzi, to wydaje się to jedynym sposobem na zdobycie tego. Mam drugą teorię, że nauczył się kłamać. Lub go nauczono. To łatwiejsze od tych wszystkich zabaw z podmiankami. Mogę mu przez tą szybę zadać jakieś pytania? - zwrócił się do glin.
- Wystarczy tu nacisnąć i mówić - poinstruował go Mota, wskazując na przycisk przy mikrofonie.
- Zgoda, trzeba brać i to pod uwagę - zgodził się Ferro, zastanawiając się chwilę nad słowami Remo. - Ja i Leah możemy trochę za bardzo sugerować się podobną sprawą z początku roku, tam androidy przejmowane były z wykorzystaniem luki w oprogramowaniu.
- To może być podobna sytuacja. - Stwierdziła Azjatka. - Jeśli kłamie to też jest kwestia programowa. Musiałby dostać odpowiednie algorytmy. Standardowo, z oczywistych względów, nikt tego nie instaluje w androidach.
Remo w niektórych kwestiach był paranoikiem. Androidy do nich należały. Wcisnął przycisk i zadał pierwsze z pytań, które przyszło mu do głowy.

Ann przez pewien czas bez komentarza słuchała słownej żonglerki pomiędzy Remo i Aleksem, w końcu jednak nie wytrzymała:
- To nie ma sensu. - Wzruszyła ramionami - Jest zbyt inteligentny i wyraźnie bardzo pewny swojej pozycji. Wydaje mu się, że jest nietykalny. Nie wierzę, by z własnej woli zgodził się na badania. Może stawiać opór. To jak to załatwimy? Myślę, że nie za duży, dobrze ukierunkowany i odpowiednio spreparowany ładunek EMP powinien go wyłączyć szybko i bez możliwości kwestionowania naszych działań. - Popatrzyła na Arturo - Ty wyglądasz na kogoś komu taka eksplozja nie powinna zaszkodzić. Możesz go odpalić stając za plecami robota.
Kye wreszcie przestał walczyć z maszyną. Myślałeś bratku, że jesteś mądry, a kawałek metalu cię rozkłada na łopatki. Odszedł od mikrofonu.
- O ile najchętniej urwałbym tej puszczce łeb, to nie polecam tego sposobu, Ann - potarł policzek, na którym już pojawił się krótki zarost. - Potrzebujemy wyciągnąć z niego ukryte gdzieś dane, taka eksplozja może je z łatwością wyczyścić. Niech lepiej Wierzbovsky zapyta go formalnie o zgodę. Takie modele jak on muszą mieć switch do wyłączenia lub przełączenia w tryb serwisowy, jego musimy użyć.
- Jakoś nie wierzę by udzielił nam pozwolenia. - Ann wzruszyła ramionami. - Mogę sprawdzić gdzie w jego typie jest taki wyłącznik. Może uda się go użyć nawet bez zgody? - Po tych słowach wyjęła holofon i zaczęła przeglądać stronę producenta.
Mota już w sumie ruszał się, aby być może faktycznie pójść po jakieś EMP, ale Ferro zatrzymał go zdecydowanie, kładąc dłoń na jego ramieniu. Obdarzył też Ann sugestywnym spojrzeniem, choć wstrzymał się od komentarza.
- Wysadzanie naszego upartego Alexa nie jest rozwiązaniem. Kye i ja możemy się do niego włamać, wyłączyć, a następnie usunąć ślady włamania. To jedyne rozwiązanie. I ma duży problem: jeśli się okaże, że jest niewinny, to wszyscy wpadniemy. To o czym tu rozmawiamy jest nawet bardzo nielegalne, ale chwilowo nikt nie lubi blaszaków.
Arturo wzruszył ramionami.
- Ja słowa nie pisnę, te skurwysyny próbowały mnie dziś utłuc - jego pochodzenie wyszło w tym słownictwie z całą dosadnością.
- To idź do Leah, zagadajcie jeszcze go, a my się zabieramy do roboty, tak? - zapytał Remo i Ferrick.
Dziewczyna znalazła informacje o modelu. "Kill switche" posiadali właściciele i producent, nie były uniwersalne i właściciel autoryzował się poprzez dna albo skan siatkówki. Nie wyglądało to na coś, z czym znany jej haker by sobie nie poradził. Przekazała im więc informacje, które znalazła.
- Dajesz zielone światło i jedziemy, po to tu jestem - Remo był wkurzony i zaniepokojony jednocześnie, czego wcale nie ukrywał. Ann musiała zdawać sobie sprawę, że to w takim wypadku musi być poważne. - Oni kurwa nie mogą mieć takich praw jak ludzie, zwłaszcza, że jest podejrzanym.
- Jeszcze nie, ale wielu ludzi do tego dąży - westchnął Ferro. Arturo wszedł do pomieszczenia przesłuchań, kiedy policyjny technik wyciągał sprzęt. - Możemy równie dobrze działać stąd, na posterunku jest takie zamieszanie, że nikt się nie zainteresuje. Niech tylko oficjalnie go zapytają czy się zgadza. Jaki plan?
- Szukamy czego się da - haker wzruszył ramionami. - Skoro ma ubytek danych to trzeba grzebać wokół tego, bo to pewny ślad. Jak się nie uda to dopiero szerszy zakres, głównie z uwzględnieniem połączeń zewnętrznych jak i modyfikacji danych, w tym głównie zabezpieczeń tego modelu. Czy to on sam czy ktoś z zewnątrz, musiano je obejść.
Ferro skinął krótko głową.
- To czekamy na sygnał - powiedział tylko, stojąc przy weneckim lustrze i przyglądając się przesłuchaniu.
Leah wyszła do pokoju obok i rzuciła:
- Pieprzyć to, nie podpisze zgody. Robimy to po cichu.
Remo skinął głową, podpinając się do wcześniej przygotowanego decku.
- Ja wchodzę, ty to ukrywasz, potem szukamy dziury? - zaproponował Scott’owi.
Technik policyjny zgodził się krótkim skinieniem głowy, przygotowując swój sprzęt.

Pierwszym co odkryli okazał się zestaw dodatkowych zabezpieczeń, których standardowe modele nie miały. Alex co prawda twierdził, że nie wykrył żadnego śladu połączenia się do niego, ale jednocześnie Remo od razu zauważył, że ich połączenie zostało zarejestrowane i zadziałały skrypty ochronne, próbując zablokować intruzów i równocześnie przesłać sygnał alarmowy. Ten pierwszy został przechwycony i zablokowany przez pomieszczenie do przesłuchań. Scott się przygotował, ale wyglądał na nieco wstrząśniętego.
- Kurwa, próbuje powiadomić kancelarię prawniczą!
Byłby robił to dalej i może nawet znalazł obejście, ale już nawet tego dnia Kye mierzył się z lepszymi komputerowymi przeciwnikami, a teraz też nie był sam. Znalazł wirtualny "kill switch" i Alex nagle opuścił głowę, a jego oczy zamknęły się. I jednocześnie stracili połączenie do androida. Trudno powiedzieć, czy to było zachowanie zgodne ze specyfikacją po tak twardym wyłączeniu.
Zanim zdążyli przedsięwziąć kolejne kroki, drzwi pokoju przesłuchań otworzyły się i wszedł komendant z chmurnym wyrazem twarzy osoby, której coś podkablowano.
- Co tu się dzieje?! - rzucił, patrząc się na Wierzbovsky. - Co tu robią cywile?
Remo nie był zdziwiony rozłączeniem. Prędzej cieszył się z udanego zdalnego odłączenia.
- Musimy się podpiąć kablem - cicho powiedział do Ferro, zezując na wchodzącego do środka mężczyznę.
- Pomagają nam pracować - Leah wysforowała się na przód przed samego szefa. - Możemy pomówić na zewnątrz żeby im nie przeszkadzać?
- Od kiedy pomagają nam ludzie z ulicy? - zapytał, dłużej zatrzymując spojrzenie na Ann. Nie dał się wyprowadzić, ale wcale nie musiał, bo Ferro z kolei pociągnął Remo do pokoju przesłuchań, gdzie ustawił swój sprzęt na stole.
- Szefie, to nie są ludzie z ulicy. Poza tym dał mi pan jasno do zrozumienia czego ode mnie oczekuje. Rezultatów. Robię więc co mogę przy skromnych zasobach policji, by jakieś wypracować.
Azjatka ze stoickim spokojem zniosła badawcze spojrzenie policjanta. Postanowiła nie mieszać się do rozmowy, chyba że Wierzbowski ją do niej zaprosi. W końcu to nie ona musiała się mierzyć ze swoim przełożonym.
- A chociaż podpisali NDA?! - warknął, przecierając oczy. - Do licha, Wierzbovsky! Ludzie mi zgłaszają, że coś stąd wściekle próbuje połączyć się z firmami prawniczymi!
Widać było jak złość w nim rośnie.
- Dobrze powiedziane, szefie. Coś - Leah podrapała się w czubek głowy. - Nie moja wina, że nie chce współpracować. Ja mu tłumaczę jedno a on drugie. Jakby to był człowiek to bym go wsadziła na dołek na dwa cztery za utrudnianie śledztwa, a tak co? Robi się taka paranoja jak z homoseksualistami, że za chwilę mniejszości będą miały większe prawa niż ogół. Szefie… ktoś temu androidowi wyczyścił kilka godzin z dysku a on twierdzi, że nie wyczyścił. To jakbym chciała udowodnić daltoniście, że krew jest czerwona.
- Wygląda na to, że to nie było tylko czyszczenie. - Wtrąciła się w końcu Azjatka, która bardziej niż rozmowie z komendantem przysłuchiwała się temu, co działo się w pokoju przesłuchań. - Ten andriod z pewnością nie jest zwykłym produktem zatwierdzonym przez prawo. Ktoś w nim naprawdę dobrze zamieszał i nie zapominajmy, że dwie osoby z rodziny w której przebywał zginęły w tajemniczych okolicznościach.
- Ja rozumiem, że mogę być zmuszony tłumaczyć takie rzeczy cywilom, ale tobie, Wierzbovsky?! - jakoś złość nieszczególnie chciała mu przejść, chociaż zerkał w stronę lustra weneckiego, za którym dwóch mężczyzn coś kombinowało przy androidzie. - Cokolwiek to jest i ktokolwiek mieszał w tym palce, wszystko musi być tip-top! Firma prawnicza żywo interesuje się majątkiem Tomkinsów i każdy nasz zły ruch i złamanie procedury obróci się przeciw nam. A ja tu widzę złamanie jakichś stu procedur!
- Dlatego szefie, może najlepiej jakby pan stąd wyszedł? Właściwie nic pan nie widział. A jak android stąd teraz wyjdzie, śledztwo może znowu utknąć w miejscu.
- Pan Remo został wynajęty przez Tomkinsa do sprawy wyjaśnienia okoliczności śmierci jego córki, a później umowa została zweryfikowana i rozszerzona o okoliczności jego śmierci przez Alexa. - Dodała Azjatka. - W zasadzie działa obecnie zgodnie z ostatnim życzeniem Tomkinsa i mamy na to silne podstawy prawne.
- Leah, ile razy mam ci powtarzać, że nie żyjemy już w wieku, gdzie można bezkarnie kłamać w sądzie… - przerwał nagle, kierując spojrzenie na Ann. Zmarszczył brwi, aż zaprzestając swojej tyrady względem Wierzbovsky. - Czy ja pani skądeś nie kojarzę? Wynajęty czy nie, obecnie ten cały Alex figuruje jako osoba fizyczna. Z prawami gwarantowanymi przez konstytucję.
- Leah, jesteś tam? - usłyszeli podniesiony głos Ferro. - Potrzebujemy tu trochę papierologii.
- Spotkaliśmy się dzisiaj nad trupem uciekiniera z waszego więzienia. - Odpowiedziała Ann z nieprzeniknioną miną.
- Tak, pamiętam teraz - skinął głową, patrząc pytająco na podwładną. - Teraz chcecie papierologię? I jak ja mam to uzasadnić? - zapytał. Kierował to do Leah, bo mężczyźni w pokoju przesłuchań nie mogli go słyszeć kiedy nie używał mikrofonu.
- Tym, że android jest podejrzanym i że utrudnia pracę policji? To niebezpieczne dla ogółu społeczeństwa jeśli androidy mają luki, dzięki którym ktoś może uwarunkować ich działania. Właściwie to chodzące maszynki do zabijania a my ich mamy traktować jak ofiary prześladowań. Pamięta pan sprawę Novej? Tamte androidy miały wadliwe protokoły a ten tutaj to podobny model. Nie dowiemy się czy coś z nim jest nie tak, dopóki nie zajrzymy do środka.
Leah wskazała na pokój, gdzie działali technicy i dodała.
- Muszę iść, szefie. Proszę nam pozwolić działać.
I zniknęła za drzwiami.
- Coś przejmuje kontrolę nad ludźmi, którzy mają wszczepy w mózgu. Jak ci dwaj, którzy próbowali porwać córkę burmistrza. - Odezwała się Azjatka, gdy policjantka zamknęła drzwi pomieszczenia. - Proszę pomyśleć jaką może mieć władzę nad umysłem istoty mechanicznej.
- Ja to wszystko rozumiem - westchnął z frustracją. - Ale ostatnio panuje wyjątkowe przewrażliwienie na punkcie androidów. Ten tu na dodatek jest wyjątkowy, nie znam innych przypadków o przejęciu majątku przez robota. Poszukam ich. Każdy fałszywy ruch, jeśli ktokolwiek się o nim dowie, to mamy na głowie wszystkich obrońców elektroniki na świecie.
- Musimy więc zrobić wszystko, by uniknąć fałszywych ruchów. - Dziewczyna popatrzyła na pracujących za szybą hakerów. - Z drugiej strony mamy podstawy by sądzić, że ktoś tworzy maszyny, które nie tylko myślą samodzielnie, ale potrafią kłamać i oszukiwać, a nawet zabić swojego właściciela, a to przecież poważne naruszenie nie tylko naszego prawa. Może to też znacznie ochłodzić przyjazne nastawienie do maszyn. Aleks miał możliwości, by zabić Tomkinsa. Jest też solidny motyw, bo zyskał na tym pieniądze i możliwość samostanowienia. Rzeczywiście jest wyjątkowy, ale zgodnie z prawem nigdy nie powinien mieć możliwości, by stać się istotą w pełni niezależną i samoświadomą. Samo jego istnienie jest naruszeniem kilku paragrafów. Jest… - wykonała w powietrzu wirowy ruch dłonią - obrzydliwą, przerażającą anomalią. - Zakończyła z wyraźnym zniesmaczeniem.
- To tylko android - komendant patrzył na nią z pewnym niepokojem, kiedy skończyła swoją wypowiedź. - Seryjny model. Rozumiem obawy, ale właśnie te naruszone paragrafy sprawią, że ludzie rzucą się go bronić, a obrona podważy każdy dowód. Sądy nie mają w tym doświadczenia i jeśli silne środowisko będzie miało w tym interes, wyrok będzie na korzyść androida, jakkolwiek irracjonalne by się to nam nie wydawało. Dla ludzi jakieś tam komputerowe dowody, to żadne dowody.
- To nie jest po prostu seryjny model. - Azjatka pokręciła głową przecząco. - Może kiedyś nim był, ale to się zmieniło. Zabezpieczenie, które stawia zapory mimo wyłączenia zasilania, zdecydowanie nie jest w standardowej specyfikacji. Wiem, bo właśnie zdążyłam się z nią szczegółowo zapoznać. - Wskazała mu pliki wyświetlone na holofonie.
- Co nie znaczy, że jest nielegalne i może się wyłączać, kiedy zostanie przedstawiony nakaz takiego… - szukał słowa - ...przesłuchania.
Podszedł do weneckiego lustra, przysłuchując się i przyglądając temu co się tam działo. Był człowiekiem w konflikcie. A tam najwyraźniej facet Ann radził sobie całkiem nieźle pomimo trudności, zrezygnowali też z rozkręcania.
- Mają jakiś plan chociaż? - westchnął komendant, pocierając brodę z kilkudniowym zarostem. - Dowody elektroniczne to prawdziwa zmora.

Nagle w pokoju przesłuchań z decku Remo został wyświetlony holoekran. Zobaczyli Scotta Tomkinsa. Wyglądał staro i ledwo się poruszał, wysiadając z taksówki. Zorientowali się bardzo szybko, że patrzyli teraz oczami Alexa, który pomagał mężczyźnie wejść do salonu, zamykając za nimi drzwi.
- Musisz iść do apteki - odezwał się do swojego androida. Brzmiał słabo. Zaczął kasłać i dokończył dopiero po chwili, kiedy atak przeszedł. - Mam nowe leki, może trochę pomogą…
- Jesteś zbyt zmęczony - głos Alexa jak zawsze pozbawiony był emocji. - Musisz już odpocząć - android odsunął się o pół kroku od patrzącego w okno Scotta. - Obiecuję, że dokończę wszystkie sprawy i jak najlepiej wychowam dziecko Amandy.
Zanim te słowa dotarły do już zaczynającego się odwracać Tomkinsa, ręka androida trzymająca strzykawkę wbiła ją w kark mężczyzny, który praktycznie od razu upadł na podłogę.
Dalej obserwowali już tylko jak Alex sprząta, utylizuje strzykawkę i ukrywa się w schowku, gdzie przeszedł w stan oczekiwania. Tam ten fragment się kończył.

- No, no - gwizdnęła Azjatka gdy projekcja się zakończyła. - To chyba można uznać za wystarczające dowody winy?
Komendant patrzył na to w lekkim szoku, kręcąc głową. Westchnął, kiedy się odezwała.
- W normalnym świecie, pewnie tak. Tutaj? Ja widzę niejednoznaczną winę. Mamy oskarżyć robota o świadome morderstwo? To byłby ewenement i cholernie trudna sprawa. Obrona w stylu "ktoś go przejął" wygląda na bardzo solidną. No i czy jesteśmy pewni, że to on, z własnej… woli? To brzmi cholernie przerażająco. Impakt tego… - aż urywał zdania, zaczynając sobie wyobrażać skalę, na jaką to może się rozprzestrzenić.
- Taa… przerażające. - Dziewczyna popatrzyła na komendanta poważnie - Niestety ostatnio widziałam zbyt wiele i wiem, że ucząca się inteligencja nie jest już tylko kwestią spekulacji. Nawet jeśli uznają, że ktoś nim sterował i tak nie może się już wykręcić od popełnienia zbrodniczego czynu. To maszyna. Jeśli raz została przejęta może się to stać ponownie, a to oznacza, że powinna być raz na zawsze powstrzymana, a już z całą pewnością nie powinna zajmować się opieką nad wnukiem Tomkinsa i zarządzać jego majątkiem.
Od strony pomieszczenia do przesłuchań usłyszeli podniesiony głos Remo.
- Ann, jesteś tam? Ta dziennikarka mówiła o wielu podobnych przypadkach, zgadza się? To by wyjaśniało dlaczego nie złapali sprawców.
Komendant westchnął, pocierając twarz. Słysząc dodatkowo słowa hakera, wskazał dziewczynie wejście do pokoju przesłuchań i sam podążył w tamtym kierunku.

Widz 04-06-2019 21:08

- Podpinasz się do niego, a ja do twojego decku? Mogę zacierać ślady, gdy będziesz szukał dziury. Nie wiem jak długo Leah zatrzyma komendanta.
- Dobra, lecimy - Remo był już wpięty do androida, już dawno miał obcykaną budowę tej kupy złomu. Przygotował się na włamanie, bez brania zakładników. Byle ten cały Ferro dobrze sprzątał.
Zabezpieczenia także miał obcykane i wystarczyło kilka chwil, aby te standardowe dla modelu pokonać. I wtedy okazało się, że to nie był tak po prostu jeden lód. Warstwa za warstwą pojawiały się kolejne. Nie były czymś nie do pokonania, Remo nie odniósł wrażenia, że to coś pokroju studenta je stawiało. Ale były tam. Zabierały czas. Podłączając się do androida w ten sposób nie było też szansy na ominięcie ich. Drugim sposobem byłoby rozkręcenie robota, wyjęcie wszystkiego i użycie decków do bezpośredniego skanu plików.
- Mam tu całą antarktydę, nie wierzę, że Tomkins coś takiego zamawiał. Założę się, że to nawet nie jest legalne. Rozbijam lód, zobaczymy gdzie się kończy - relacjonował Ferro swoje działania. - Sprzątania tu niewiele, rozkręcanie tej puszki pewnie niezgodne z jakimś protokołem, co? Inaczej możemy spędzić tu resztę dnia - warknął, bo po pokonanej właśnie zaporze pojawiła się następna.
- Rozkręcania nie zatuszujemy - potwierdził te przypuszczenia Ferro. Nawet nie próbował iść w tym kierunku, zamiast tego skupiając się na pomaganiu murzynowi w przełamywanie lodów. Dopiero wtedy, z dodatkową pomocą, Remo odkrył coś niepokojącego: otóż to nie była z góry postawiona zapora. Ktoś, albo raczej coś, stale i aktywnie dokładało barier. Taki mechanizm nie był naturalny, nie mógł być też zwykłym skryptem.
- Może jestem trochę nie na czasie z prawem, ale czy stawianie sztucznej inteligencji wewnątrz sztucznej inteligencji jest legalne?! - Głos Remo zaczynał zdradzać irytację tym niespodziewanym problemem. - To żelastwo replikuje kolejne bariery, założę się, że podręcznik użytkownika o tym nie wspomina. Możemy już go rozkręcać, Ferro?
- Androidy to kurewsko delikatna sprawa - mruknął cicho Scott po chwili zastanowienia. - Z jednej strony prawo nakazuje mieć pewny wyłącznik do tego sprzętu oraz udostępniać je policji do pełnego wglądu, z drugiej strony tu nie ma obecnie właściciela. Kiedy go rozkręcimy, to nawet jak coś znajdziemy, to w sądzie wykorzystają to przeciwko nam i oskarżą o podłożenie dowodów. Gdyby to jeszcze była mała sprawa, ale tu mamy morderstwo. Wszystkie sygnały są blokowane w tym momencie, to on sam albo coś postawionego na boku musi dokładać barier. To nie moja decyzja, tu powinien szef decydować jeśli nie uda się nam tego obejść.
- To niech decyduje, byle szybko - warknął Remo, skupiony na przełamywaniu lodów. - Spróbuję odizolować ten stawiający bariery proces, nie wiemy czy nie zaimplementowano mu też funkcji czyszczących. Jak to dzieło mordercy to lepiej nie usuwać, w kodzie może być ślad.
- Leah, jesteś tam? - nieco podniósł głos Ferro. - Potrzebujemy tu trochę papierologii.
Kye zdał sobie już sprawę z tego, że to walka z wiatrakami. Na tym porcie przez który byli wpięci, każdy pokonany lód zastępowany był następnym. Trzeba było więcej niż dwóch ludzi, aby przebić coś takiego. Odniósł jednakże wrażenie, że pomimo wyłączenia Alexa, nie wszystkie jego podsystemy się wyłączyły. Z zewnątrz android wydawał się nieaktywny, ale nic w jego systemie operacyjnym o tym nie świadczyło. Remo nie był tym zaskoczony, to co stawiało lód musiało korzystać z zasobów androida, samo też zajmowało miejsce. Pytanie dlaczego ktoś zostawił tu coś takiego, zamiast wyczyścić wszystkie dane, co byłoby o wiele, wiele skuteczniejsze. Haker zdawał sobie sprawę, że zwykły skrypt dawno już by obszedł, skupił się więc na walce z tym nieludzkim przeciwnikiem podpinając się bezpośrednio do swojego decku i zanurzając w cyberprzestrzeń.
- Jestem. Co mam robić? - Leah zamknęła za sobą drzwi i podeszła do Ferra.
- Potrzebujemy mocnego nakazu na rozkręcenie tego blaszaka - powiedział od razu, nie odrywając się od ekranu. W przeciwieństwie do Remo, tylko jego deck był podłączony, aby mógł w pełni odbierać sygnały realnego świata. Murzyn za to zaczynał rozumieć coraz więcej. Skupiał się na swoim przeciwniku, widział powtarzające się schematy. AI czy SI? Był prawie pewien, że potrafi to obejść, tylko jaki będzie skutek? Utrata danych? Cokolwiek stawiało lód, robiło to najprostszą metodą i choć bariery były solidne, to każdy schemat dało się przełamać.
Remo odciął się całkiem od rozmów, włączając tryb akceleracji. Bardzo umowny dopalacz, coś co pozwalało mu sięgać dalej niż większość ludzi podłączonych do sieci. Skoro była szansa, sięgał po nią. Wzorzec wydawał się najprostszym z możliwych, lecz jednocześnie taki nie do ruszenia metodą brutal force. Haker zaczął wrzucać więc swoje lody, mające imitować te, co jeszcze nie zostały postawione. Po czymś to SI musiało poznawać, że to jego, Kye zaczął poszukiwać tej sygnatury i próbował oszukać przeciwnika, podstawiając mu swoje bariery.
- Mamy jakieś mocne przesłanki by to zrobić? Hicks jest za drzwiami i chce mi urwać łeb za ten bajzel więc jeśli macie jakieś asy w rękawie to pora je wyciągnąć - poprosiła Leah.
- Pomimo wyłączenia, działają aktywne zabezpieczenia, potencjalnie działa ciągle cała SI - wyjaśniał Ferro ich podejrzenia. - Kill switch powinien nie dopuszczać do takiej sytuacji, zwłaszcza że to coś ciągle próbuje wysyłać komunikaty. Nie wpuszcza nas do środka…
Ledwie to powiedział, a tylko częściowo rejestrujący otoczenie haker poczuł, że jego plan zaczyna działać. Jeden, drugi, potem trzeci lód jego produkcji zastąpiły ścianę tworzoną przez oponenta. I nagle luka była na tyle duża, że dostał się do środka, szybko orientując się, że stawiający lód byt to rzeczywiście rozbudowany rodzaj prostej sztucznej inteligencji, który ze swojej pozycji mógł teraz wyłączyć. Równie szybko odkrył, że nie podłączył się do standardowego systemu operacyjnego dla tego rodzaju androida. To coś tutaj zostało zmodyfikowane.
- Ferro, kurwa, mów do mnie po ludzku. - Leah zgrzytnęła zębami. Nie cierpiała tej jego kompo-mowy. - Sugerujesz, że ten blaszak to jakieś AI, które postanowiło się nie wyłączać i stawia opór?
- Zmiana zeznań, wbiłem się - odezwał się Remo, nie poświęcając im więcej uwagi. W pierwszej kolejności wyłączył przeszkadzajkę, w drugiej spróbował sprawdzić jakie ma uprawnienia i zabrać się jak najszybciej za rozeznanie w systemie. Zgodnie ze specyfikacją, miał to być standard w nie w pełni zaktualizowanej wersji. - W Alexie nie ma nic ze standardu - powiedział na użytek glin. Standard czy nie, zamierzał zdobyć pełnię praw dostępu i poszperać w poszukiwaniu najpierw tych utraconych danych z sensorów androida i sygnatur mogących ujawnić kto w tym złomie grzebał.
To nie była korpomowa tylko słowa zawierały odrobinę technicznego słownictwa. Leah czasami przypominano, że powinna odrobinę nadrobić, bo bez tego już ani rusz.
- Nie wiem co sugeruję - mruknął Ferro, już przełączając się na zupełnie inny tryb, kiedy usłyszał słowa Remo. Zaczął coś szybko stukać po holoklawiaturze. - Mam nadzieję, że zaraz się okaże.
Wyłączenie procesu stawiającego lód okazało się proste i wkrótce także Scott bez przeszkód mógł dostać się do środka Alexa po wytyczonej przez murzyna ścieżce. Kye w tym czasie zdążył już przyjrzeć się zawartości, która z jednej strony bardzo przypominała standardowy system operacyjny, z drugiej natomiast miała duże naleciałości z tego, co widział na dyskach SI z Pace University. Kod, którego zwykły człowiek nie pisze, pełen niezrozumiałości i zbitków niezrozumiałych na ludzkiego mózgu. Nie było to ani trochę tak skomplikowane jak tamte petabajty danych, ale i tak wpływało na mnóstwo funkcji Alexa. Musiało wpływać. Tylko jak? Nie znalazł nic mogącego świadczyć o włamaniu do tego androida i modyfikacji jego danych przez kogoś obcego. To jeszcze nic nie znaczyło, ślady dawało się ukryć. Remo to umiał. Odnalazł potem dane z kamer, mikrofonów i innych czujników, umieszczone w osobnych folderach, specjalnie przystosowanych do wydzielania ich komuś podłączającemu się kablem. Dogrzebał się do czasowej dziury, a potem tym śladem… do brakujących danych. Załadował je do swojego decku i wyświetlił obraz.

Nagle zobaczyli Scotta Tomkinsa. Wyglądał staro i ledwo się poruszał, wysiadając z taksówki. Zorientowali się bardzo szybko, że patrzyli teraz oczami Alexa, który pomagał mężczyźnie wejść do salonu, zamykając za nimi drzwi.
- Musisz iść do apteki - odezwał się do swojego androida. Brzmiał słabo. Zaczął kasłać i dokończył dopiero po chwili, kiedy atak przeszedł. - Mam nowe leki, może trochę pomogą…
- Jesteś zbyt zmęczony - głos Alexa jak zawsze pozbawiony był emocji. - Musisz już odpocząć - android odsunął się o pół kroku od patrzącego w okno Scotta. - Obiecuję, że dokończę wszystkie sprawy i jak najlepiej wychowam dziecko Amandy.
Zanim te słowa dotarły do już zaczynającego się odwracać Tomkinsa, ręka androida trzymająca strzykawkę wbiła ją w kark mężczyzny, który praktycznie od razu upadł na podłogę.
Dalej obserwowali już tylko jak Alex sprząta, utylizuje strzykawkę i ukrywa się w schowku, gdzie przeszedł w stan oczekiwania. Tam ten fragment się kończył.

Remo zgrał to na deck i odpiął się od niego. Spojrzał po gliniarzach, krzywiąc się.
- Nie znalazłem śladów obcej ingerencji, a kod wygląda zbieżnie do tego co oglądałem na uczelni. Wygląda na to, że z dużym prawdopodobieństwem musimy głośno powiedzieć, że maszyny zaczynają ewoluować.
Wrócił do swojego sprzętu, próbując teraz zlokalizować i wyłączyć sygnały alarmowe Alexa. Uniósł głos.
- Ann, jesteś tam? Ta dziennikarka mówiła o wielu podobnych przypadkach, zgadza się? To by wyjaśniało dlaczego nie złapali sprawców.
Zamiast odpowiedzi, zobaczyli komendanta i Ann wchodzących do pomieszczenia.
- Nie podała szczegółów, czy w tamtych przypadkach pojawiły się na horyzoncie jakieś roboty - Odpowiedziała dziewczyna - Niestety teraz będzie trudno zdobyć te informacje, bo Jessica walczy w szpitalu o życie. Zatruta w podejrzanych okolicznościach.
- Za dużo tych przypadków - warknął Ferro.
Remo znowu odciął się częściowo od reszty, odnajdując coraz to więcej ukrytych, ale aktywnych procesów. Jedne gasły, inne wybudzały się z uśpienia. Wyłączenie tego wszystkiego wydawało się karkołomnym zadaniem. O wiele prościej byłoby wyjąć baterię, bowiem haker zorientował się, że za diabła nie umie wywołać pełnego wyłączenia działającego tu systemu.
- Dobra, lepiej punk po punkcie wyjaśnijcie mi co tu się dzieje i z czym mamy do czynienia. Bez tych komputerowych zwrotów - Hicks zerkał na deck murzyna, ale było jasne, że nic z tego co tam się działo nie rozumie. Zresztą może jedynie Scott byłby w stanie coś wywnioskować z błyskawicznie zmieniających się ekranów. - Z uwzględnieniem dowodów, które moglibyśmy pokazać w sądzie. Wierzbovsky, w tej sprawie nie było wcześniej żadnego dziecka, tak?
- Nie, kapitanie. Nic nam nie wiadomo o dziecku. To znaczy tyle, że podobno Amanda jakieś ma, co wnioskuję z holofilmu błaszaka - skonstatowała ponuro Leah. I patrzyła bardzo podobnym wzrokiem jak ten Hicksa na Ferra i Remo. Też by chciała usłyszeć jakieś normalne wyjaśnienia w stylu: androidowi odpierdoliło i ewoluował w AI. Albo: AI z dysku z uniwerku, pieprzony mistrz marionetek, przejął blaszaka i pewnie inne jemu podobne. Oto czego Leah pragnęła w tej chwili. Jakiegoś konkretu.
Kye powstrzymał się przed złośliwym komentarzem, który mocno cisnął się na usta. Zamiast tego oderwał się od tego co robił, pokazując kciukiem na Alexa.
- Nie tu. Ten blaszak ciągle nadaje, nie umiem go wyłączyć w ten sposób. Albo stąd wyjdziemy albo wyjmujemy mu baterie.
Hicks pokazał na drzwi.
- Jeśli bezpiecznie go tu zostawić, to przejdźmy tam, gdzie nas nie słyszy - wyglądał jakby miał już naprawdę wszystkiego dość. Kiedy znaleźli się ponownie po drugiej stronie weneckiego lustra, splótł ramiona na piersi. - Więc, usłyszę jakieś wyjaśnienia?
Ann przesłała spojrzenie w kierunku Kye. To on najlepiej nadawał się do tłumaczenia co znalazł w androidzie, więc powinien zacząć. Musiała mieć chwilę, by zastanowić się, ile właściwie ma ochotę powiedzieć policji na temat tego, czego zdołali się dowiedzieć.
Remo zastanawiał się co powiedzieć, dając sobie kilka chwil na zebranie myśli. Mówił patrząc na siedzącego w bezruchu Alexa.
- Pierwsze co zalecam, to zebrać ekipę fachowców i te żelastwo dokładnie przeskanować, obejrzeć i na milion sposobów zweryfikować każdy fragment kodu. Corp Tech będzie mógł w tym pomóc, jeśli zgodzicie się udostępnić materiał. To co widziałem nie musi być stanem faktycznym, jest zawsze możliwość, że ktoś naprawdę dobry wprowadził tu duży zamęt. Jeśli jednak mam rację, to ten android nie jest zwyczajną SI. Zaczął się modyfikować, ewoluować. Nie da się go już normalnie wyłączyć, zawsze jest aktywny, zawsze działają jego podprogramy, których nie rozumiem, bo nie są napisane i stworzone ludzkim językiem. Bardzo to przypomina tę SI, która dziś uciekła z komisariatu, ale na szczęście na poziomie raczkującym. Wciąż można mu wyjąć baterię i prawdopodobnie nie będzie się fizycznie bronił. Z tego co widzieliśmy mogę wysnuć wniosek, że zabił Tomkinsa uważając, że to dobry czyn, Scott według jego rozumowania nie nadawał się do zarządzania domem i prowadzenia sprawy. To straszne przypuszczenie, bo nie mam pojęcia jak naprawdę "myśli" - podkreślił to słowo - maszyna. Jakimś sposobem dowiedział się o dziecku Amandy, co jak wszyscy się domyślamy, było chronioną tajemnicą. Nie wierzę, że zwierzyła się z niej androidowi sama Amanda, sugerując, że ten mógłby się dzieckiem zająć. Wracając jeszcze do wyciągniętego materiału, możecie to wciąż uzyskać z Alexa, o ile on nie usunie tego teraz. Nie znam się na zbieraniu dowodów elektronicznych, nie wiem jak należy zabezpieczać i dokumentować ich pozyskanie. Tu nie pomogę. Wygląda na to, że jego ewolucja przyspieszyła po morderstwie, zaczął ukrywać dowody i kłamać. Wiemy, że jego alibi jest fałszywe, jaki więc android był w tym czasie w aptece? - zadał pytanie, trochę bojąc się odpowiedzi na nie.
- Myślisz, że w jakiś sposób może się porozumiewać z tą SI, która sterowała ludźmi? - Zadała pytanie Ann gdy skończył.
- Jest taka możliwość - przyznał haker, krzywiąc się. - Lecz wątpię. Ten byt nie próbuje się z nią skomunikować, moja opinia jest taka, że ewoluował samodzielnie. Zakładam, że nie on jeden, skoro inny robot zapewniał mu alibi. Jestem przekonany, że logi ich komunikacji dałoby się znaleźć w Alexie, te wszystkie inteligencje mają jeszcze problem z usuwaniem danych z samych siebie. Na szczęście.
- A jest szansa, że to wszystko SI czy też już AI, z uniwersytetu? Może po prostu przejmuje wszystko co działa na prąd i potrafi tym sterować? Android czy odkurzacz, to dla niego żadna różnica. To on je modyfikuje czy jeśli wolisz, sprawia że ewoluują, zachowując nad nimi pełną kontrolę? To by na przykład wyjaśniało synchronizację, Alex zostaje w domu ale inny identyczny model daje mu alibi - teoretyzowała Leah.
- Według tej teorii Alex przestałby być sterowany kiedy go odcieliśmy - zauważył Ferro. - Chętnie go dokładnie obejrzę, szefie - zwrócił się do Hicksa, którego kwaśna mina mogłaby rywalizować z całym kontenerem niedojrzałych cytryn.
- Domyślam się, jak również domyślam się, co zrobią z nami obrońcy uciśnionych kiedy się dowiedzą co tu robimy za zamkniętymi drzwiami.
- Może jak mu wyczyścimy pamięć po tym oglądaniu to nikt się nie dowie? - zaproponował Mota, nagle odzyskując głos, pierwszy raz od momentu wejścia komendanta.
- A przy okazji wszystkie dowody? - upomniała go Wierzbovsky. - I może nie przestałby być sterowany po odcięciu jeśli AI w tych wszystkich androidach replikowałby siebie samego. To chyba nie jest niemożliwe? Wtedy miałby pełną kontrolę nad wszystkim, czego się tknął?
- Myślę, że nie będzie tak źle. - Azjatka poklepała komendanta po ramieniu. - Z jednej strony rzeczywiście są walnięci obrońcy uciśnionych, ale z drugiej strony przepisy prawa. które zabraniają istnienia samouczącym się istotom pozaludzkim i skrajni przeciwnicy wszystkich technologii. Pewnie przy takiej sprawie skoczą sobie do gardeł. Ważne, by wykluczyć błąd systemu, który doprowadził do takiego przełomu, zwłaszcza jeśli zdarzyło się to samoistnie. To oznacza, że Alex może zostać przeznaczony do badań i już nigdy nie wydostać się ze szponów naukowców. Jak dla mnie byłaby to idealna kara, dla maszyny, która próbuje sobie uzurpować prawa ludzkie.
- Nie nazwałbym tego uzurpowaniem, algorytmy takiej SI nie są wystarczająco rozumne. To zwykłe naśladowanie. Znów, na szczęście - Remo powiedział to do Ann, zaraz jednak zwrócił się do Leah. - To nie może być ten sam byt. To na ile go zbadałem nie ujawniło istnienia nawet kopii zapasowej, nie mówiąc już o klonach. No i to z uniwersytetu zajmowało całą serwerową szafę, Alex jest jedynie drobną cząstką w tym porównaniu. Prawdę mówiąc wolałbym, żeby to była tamta SI. Wtedy mielibyśmy przynajmniej jeden przypadek. Wracając do tego blaszaka tutaj, sugeruję go nie włączać, a na wypadek dodatkowych utrudnień wyjąć mu baterię. Ludzi też możecie aresztować na dobę, a to takie jego aresztowanie, co nie? - zamilkł na chwilę. Skąd on przywłaszczył tę odzywkę? - Zróbcie mu dokładny skan, namierzcie tego drugiego i poszukajcie informacji o tajemniczych śmierciach. Mam nadzieję, że nasza dziennikarka dojdzie do siebie i będzie mogła pomóc. To co tu odkryliśmy to może być ogromny problem na skalę światową.

Hicks potarł twarz. Zmęczenie coraz bardziej odbijało się na jego obliczu, takiego dnia prawdopodobnie nie miał jeszcze nigdy.
- Ferro, skoro w tym siedzisz, to załatwiasz papier na ukrywanie i zatajanie dowodów przez Alexa oraz utrudnianie ich pozyskania. Z papierami rozkręcasz go, wyłączasz i kurwa mam mieć pełen raport. Leah, to absolutnie nie kończy tej sprawy. Mamy tu zabitych detektywów i martwą dziewczynę. Za tym też ktoś stoi i nie wywnioskowałem z tego co tu mówiliście, że odpowiedzialny jest ten android. Mota, znajdziesz mi sprawy podobne do tej Tomkinsa zamiast rzucać te debilne pomysły. Coś jeszcze?
Skierował spojrzenie na Ferrick i Remo.
- Dziękuję wam za pomoc, będziemy w kontakcie. To znaczy Leah będzie. Jak rozumiem, współpracujemy także przy tym drugim problemie. Gdyby wasza dziennikarka doszła do siebie, powiadomcie detektyw. Ja muszę wracać do innych spraw, o ile nie ma dalszych pytań i kwestii?
- No właśnie w kwestii tej dziennikarki.. - Ann postanowiła wykorzystać nadarzającą się okazję. - Płace za jej leczenie, ale szpital i tak nie chce udostępnić mi pełnych informacji o wynikach testów jej badań, choć to mogłoby pomóc w samym leczeniu. Dali mi natomiast do zrozumienia, że z kimś z policji rozmawialiby zupełnie inaczej… - Zawiesiła głos spoglądając wyczekująco na komisarza i Leah. - To jest walka o jej życie, a oni bawią się w biurokratów i zasłaniają tajemnicą lekarską. - Dodała jeszcze przewracając sugestywnie oczami. - Nie wiadomo co znaleźli, ale może to być powiązane z naszymi śledztwami.
- Wierzbovsky, zajmiesz się tym? - komendant zapytał tonem, który raczej wskazywał na polecenie niż pytanie. - Warto pójść śladem jej nagłej niedyspozycji, skoro podążała za takimi przypadkami, a ktoś próbował się jej pozbyć. Tylko na boga nie zdradzajcie jej tego co tu widzieliśmy.
- Tak jest, sir - odparła Leah. - Zajmę się tym niezwłocznie.
- W takim razie podam ci wszystkie informacje. - Odezwała się Azjatka.
- Ja w takim razie nie mam pytań - Remo skinął komendantowi głową. - Prosiłbym o informację o jakiejś decyzji względem Alexa, jestem z rodziną Tomkinsów ciągle związany kontraktem. Mogę pomóc w sprawie sekty, na ile pozwalają mi możliwości - zwrócił się bezpośrednio do Wierzbovsky.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:09.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169