Przypomnę panujące zasady:
- opisowo piszemy posty (nie jest to wielki wysiłek),
- nie sprzeczamy się z MG, chyba że popełni poważny błąd
- gramy drużynowo, nie zabijając się nawzajem i zapewniając sobie miłą zabawę,
- posty nie muszą być długie, ważne by były treściwe
- jeden post na 48 h zupełnie wystarczy zwłaszcza że ja momentami również będę mieć chwilowe przestoje
- piszemy w trzeciej osobie liczby pojedynczej zwracając uwagę na pisownię i błędy ortograficzne
Chyba wszystko. Reszta wyjdzie „w praniu”. Życzę wszystkim graczom udanej zabawy i zaczynamy...
W Nuln byłaś przejazdem, właściwie udawałaś się do Altdorfu w celu znalezienia jakiegoś ciekawszego zajęcia. Dzisiaj rano, przechadzając się głównymi ulicami miasta zostałaś zaczepiona przez dziwnego elfa. Z tego co zrozumiałaś, twierdził, że jesteś mu potrzebna do jakiegoś zadania i że ktoś będzie będzie czekał tutaj na ciebie po zapadnięciu zmroku. Rozmyślałaś o tym zdarzeniu przez cały dzień, jednak ciekawość zwyciężyła i postanowiłaś udać się na spotkanie. Tak jak było umówione, wieczorem przyszedł po ciebie, żeby cię zaprowadzić na spotkanie. Przewodnik był milczący i nie chciał się wdawać z tobą w rozmowę, zdawało ci się nawet, że się bał. Przez chwilę kluczyliście mniejszymi i rzadziej uczęszczanymi uliczkami Nuln, gdy mężczyzna wskazał na jeden z rozpadających się budynków.
- Dalej nie idę - stwierdził i nim zdążyłaś zareagować, już go nie było.
No cóż, raz się żyje. Zniknęłaś w budynku i po chwili błądzenia trafiłeś na mały, nieoświetlony pokoik. Stał tam elf, którego spotkałaś rano. W ręku dzierżył coś ciężkiego, lecz nie widziałaś dokładnie co. Po chwili usłyszałaś za sobą kroki, gdy się odwróciłeś, jakiś mężczyzna stanął za tobą.
- Witam was - powiedział elf. - Jeszcze nie jesteśmy w komplecie.
Aldric
W Nuln zatrzymałeś się w poszukiwaniu jakiejś pracy, lecz ostatnio panowała tutaj posucha na zajęcia dla ludzi o twoim fachu. Siedząc w karczmie i żłopiąc piwo za ostatnie pieniądze, podszedł do ciebie elf, który powiedział że potrzebuje twoich usług i żebyś spotkał się z kimś w karczmie po zmroku. Przyjąłeś te słowa jako dar losu i tak jak było umówione, wieczorem przyszedł ktoś po ciebie, żeby cię zaprowadzić na spotkanie. Przewodnik był milczący i nie chciał się wdawać z tobą w rozmowę, zdawało ci się nawet, że się bał. Przez chwilę kluczyliście mniejszymi i rzadziej uczęszczanymi uliczkami Nuln, gdy mężczyzna wskazał na jeden z rozpadających się budynków.
- Dalej nie idę - stwierdził i nim zdążyłeś zareagować, już go nie było.
No cóż, raz się żyje. Wszedłeś do budynku i po chwili błądzenia trafiłeś na mały, nieoświetlony pokoik. W drzwiach stała jakaś kobieta, a w pokoiku elf, którego spotkałeś w karczmie. W ręku dzierżył coś ciężkiego, lecz nie widziałeś dokładnie co. Po chwili usłyszałeś za sobą kroki, gdy się odwróciłeś, kolejna osoba stanęła za tobą.
Rudgar Fehr
Do Nuln przyjechałeś wczoraj, właściwie bez jakiegoś konkretnego celu. Wynająłeś pokój w małej karczmie na obrzeżach miasta i gdy po długim spacerze wróciłeś do niego, na łóżku zobaczyłeś wiadomość:
„Potrzebujemy kogoś takiego jak Ty. Sowicie płacimy. Czekaj na naszego przewodnika do zachodu słońca”.
Wiadomość wydała ci się dziwna, jednak brak zajęcia spowodował że zacząłeś mocno zastanawiać się nad tym krótkim listem i coraz mocniej cię on intrygował. Poczekałeś do zachodu słońca i rzeczywiście, zjawił się starszy mężczyzna, który nakazał ci byś z nim poszedł. Przewodnik był milczący i nie chciał się wdawać z tobą w rozmowę, zdawało ci się nawet, że się bał. Przez chwilę kluczyliście mniejszymi i rzadziej uczęszczanymi uliczkami Nuln, gdy mężczyzna wskazał na jeden z rozpadających się budynków.
- Dalej nie idę - stwierdził i nim zdążyłeś zareagować, już go nie było.
No cóż, raz się żyje. Wszedłeś do budynku i po chwili błądzenia trafiłeś na mały, nieoświetlony pokoik. W drzwiach stały jakieś dwie osoby, a w pokoiku czarnoskóry elf, którego ujrzałeś po raz pierwszy w życiu. W ręku dzierżył coś ciężkiego, lecz nie widziałeś dokładnie co. Chwilę potem za tobą pojawiła się kolejna osoba.
Dwarfen Longbread
Dawno już nie miałeś żadnego dobrego zajęcia, więc gdy tylko spotkałeś w karczmie pewnego mężczyznę, który zaproponował ci wynajęcie twego topora zgodziłeś sie bez wahania. Miałeś zaczekać do zmroku na przewodnika apotem udać się z nim we wskazane miejsce. Istotnie, tuż po zachodzie słońca zjawił się starszy mężczyzna, który nakazał ci byś z nim poszedł. Przewodnik był milczący i nie chciał się wdawać z tobą w rozmowę, zdawało ci się nawet, że się bał. Przez chwilę kluczyliście mniejszymi i rzadziej uczęszczanymi uliczkami Nuln, gdy mężczyzna wskazał na jeden z rozpadających się budynków.
- Dalej nie idę - stwierdził i nim zdążyłeś zareagować, już go nie było.
No cóż, raz się żyje. Wszedłeś do budynku i po chwili błądzenia trafiłeś na mały, nieoświetlony pokoik. W drzwiach stały jakieś dwie osoby, a w pokoiku czarnoskóry elf, którego ujrzałeś po raz pierwszy w życiu. W ręku dzierżył coś ciężkiego, lecz nie widziałeś dokładnie co.
- To już wszyscy, więc możemy zaczynać...Rozgośćcie się - powiedział elf. - Mam dla was bardzo proste zadanie. Musicie pozbyć się niewygodnej osoby, która stanowi zagrożenie nie tylko dla nas ale i dla egzystencji całego Imperium. Dwieście koron płatne po wykonaniu zlecenia, teraz pięćdziesiąt i w razie potrzeby pomoc. Macie jakieś pytania? Aha... Mahnagor jestem.
W pierwszym poście opiszcie swoich bohaterów i ewentualne działania.
Na piwo dla autora powyższego posta dotychczas zrzucili się:
ie wysoki lecz dobrze zbudowany mężczyzna zdecydowanym krokiem wszedł w głąb pokoju. Rozejrzał się po nim badając wszystko swymi niewielkimi oczkami gubiącymi się w masywnej twarzy. Powagi jego osobie dodawała blizna ciągnąca się wzdłuż jego dokładnie ogolonej czaszki.
Jego krokowi towarzyszył lekki szelest szaty. Była ona czarna z czerwonymi obszyciami i lekko zdobiona symbolami Sigmara. Nosił także kamizelę skórzaną lekko przykrytą górną częścią szaty z wysokim kołnierzem. Na jego plecach wisiał masywny młot.
Mężczyzna uniósł do ust medalion który wisiał mu na szyi i pocałował go. Następnie spojrzał na inne osoby stojące w drzwiach badając ich swym spokojnym wzrokiem a później na elfa.
-Prosta robota? A więc kim jest ten nieszczęśnik? I jak bardzo zagraża on Imperium? Na Sigmara! Jeśli to dla dobra Imperium to biorę tę robotę! – jego głos był donośny i zdecydowany.
Na piwo dla autora powyższego posta dotychczas zrzucili się:
dziana w czarny płaszcz kobieta właśnie miała zrzucić kaptur, aby ukazać elfowi kogo tak naprawdę wybrał. A może był tego świadomy? Zanim jednak zdobyła się na jakieś działanie, usłyszała za sobą kroki. Czarodziejka przelotnie spojrzała na przybysza, usuwając się jednocześnie w kąt pomieszczenia. Z każdym nowoprzybyłym starała się jak najbardziej schować w cieniu. Gdy zobaczyła, iż szaty jednego z mężczyzn połyskują symbolami Sigmara odruchowo zacisnęła dłoń na czymś, co znajdowało się w kieszeni płaszcza. Kobieta dyskretnie przyglądała się przybyszom, dbając jednocześnie o to, by obszerny kaptur skrywał jej oblicze.
···················· Nie szukaj u innych zrozumienia. Ludzie zawsze jakoś starają się wzajemnie zrozumieć, ale pamietaj... Całkowite zrozumienie się człowieka z człowiekiem jest absolutnie niemożliwe. Jesteśmy takimi żałosnymi stworzeniami...
Na piwo dla autora powyższego posta dotychczas zrzucili się:
warfen Longbread nie jest wysoki jak na krasnoluda, odziany w zbroje twardą jak skała, na której widniały wykute w metalu sceny z najważniejszych wojen krasnoludzkich. Śmiało podszedł podpierając się swoim toporem do osób stojący w drzwiach . Podniósł swą łysiejącą głowę do góry (nie było to łatwe gdyż jego długa broda ograniczała mu ruchy głowy) z pewnością chciał się przyjrzeć osobą stojącym teraz koło niego. Następnie podszedł do elfa i rzekł "
Cytat:
Potrzebuje koron! Więc przjmuje te robote.
Na piwo dla autora powyższego posta dotychczas zrzucili się:
ldric był sporych rozmiarów mężczyzną, człowiekiem, urodą nie grzeszył chociaż paskudą też nie był, niedbał o ubiór, nosił stare brązowe spodnie, długie czarne buty skórzane z ostrogami, znoszoną koszulę oraz brązowy kaftan obszyty u góry wilczym futrem, głowe zdobił kapelusz z piórkiem, jego twarz różniła się od twarzy zwykłego chłopa jedynie dużą blizną na prawym oku. Po wejsciu do pokoju spojrzał wnikliwie na elfa, zaraz jednak jego wzrok przykuło dziwne zachowanie kobiety znajdującej się tam nie wiadomo z jakich przyczyn, wraz z przybyciem innych osób usunął się pod ścianę, oparłszy się o nią plecami, splótł ręce na piersiach i patrzył nie mówiąc nic, nasłuchiwał, postanowił iż poczeka ze swoim komentarzem na rozwój sytuacji, intrygowała go jednak postac kobiety skrywającej się w cieniu, a szczególnie niechęc jaką okazała na widok służbisty imperium, bo tak nazwał w swoich myślach niskiego lecz dobrze zbudowanego mężczyznę, który zdecydowanym krokiem wszedł w głąb pokoju i zaczął wykrzykiwac imie Sigmara. Starał się określic kim lub czym jest owa niewiasta, wszakże tropił przez lata nie tylko zwierzynę ale też ludzi i inne rasy tych ziem, zaczął rozmyślac czy któreś z jej cech nie pasują do czegoś co spotkał na swej drodze łowcy nagród.
···················· "Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
Na piwo dla autora powyższego posta dotychczas zrzucili się:
Pora wprowadzić kolejnego gracza do gry - McQusownik, witam w grze
Nagle zza ciemnofioletowej kotary pozostającej w mroku pokoju wyszła niepostrzeżenie postać która dołączyła do zebranych w pokoju. Mężczyzna ten stał w cieniu toteż nie mogliście dokładnie zobaczyć jak wygląda.
- To jest Dal'Kazzar, będzie z wami pracował... - rzucił oschle Mahnagor wskazując na mężczyznę. - A tak w ogóle to moglibyście się przedstawić, lubię wiedzieć komu zlecam poważne zadania...
Spojrzał po zebranych, jego oczy na chwilę zmrużyły się dość nieprzyjemnie. Nastała chwila ciszy, kiedy to mężczyzna analizował i układał spostrzeżenia. Zapalił świecę, jasny promień oświetlił jego szczupłą twarz ukazując zebranym pokaźną bliznę ciągnącą się po skosie od policzka aż po usta. Taki ślad mógł zostawić tylko bat.
Pokój teraz wydawał się jeszcze mniej przyjemny niż wcześniej, mężczyźni dostrzegli sterty gruzu, tynk odpadający ze ścian i wszechobecne pajęczyny. Coś się niespokojnie poruszyło w kącie, chwilę później dało się słyszeć przeciągłe miauczenie. Światło oświeciło także przedmiot, który do tej pory trzymał Mahnagor. Długi na półtora metra trzonek z czarnego metalu zakończony był kulą o sporej średnicy, naszpikowaną ostrymi kolcami. Choć elf wyglądał niepozornie, musiał mieć wiele siły, by czymś takim walczyć.
Teraz także wszyscy mogli się mu lepiej przyjrzeć. Odziany był w czarną, krótką kamizelkę, która nie zakrywała jego nagiego, umięśnionego brzucha. Nosił też czarne obcisłe spodnie i wysokie do połowy łydki buty z czarnej skóry. Razem z jego czarnymi włosami swobodnie puszczonymi na ramiona, aż za łopatki, Mahnagor mógł być niemal niewidoczny w nocy dla niewprawnego oka..
- Dwieście koron na głowę, jeśli któryś z was nie przeżyje, jego nagroda będzie do podziału między pozostałych. Przeciwnik może się okazać wyzwaniem. Podejrzewam, że większość z was może zostać co najmniej ranna - powiedział z dziwnym uśmiechem na ustach. - Co do tego nieszczęśnika, nazywa się Livrian. To jeden ze strażników lasu Loren, który teraz jest w drodze do Nuln. Od pewnego czasu podejrzewamy go o paranie się mrocznymi dziedzinami. Doszły nas wieści że tutaj ma się spotkać z najważniejszymi przedstawicielami Kultu Slaneesha. Znajduje się jakieś dwa dni od nas na trakcie koło rzeki, zapewne podróżuje z ochroną. Macie zabić wszystkich. Jak to będzie wyglądać, wasza sprawa. Nie może dotrzeć na to spotkanie, gdyż mamy informacje, że może to zagrażać nie tylko Nuln ale i całemu Imperium. Ma zginąć. Nie musi to być na trakcie, tam będzie miał przewagę, gdyż posługuje się łukiem. W mieście rzadko bywał.
Odczekał chwilę, aż wszyscy się oswoją z nowymi informacjami i dla świętego spokoju rzucił:
- Jeszcze jakieś pytania? - zdawał się być lekko znudzony tym wszystkim.
McQusownik, opisz wygląd swojej postaci w pierwszym poście.
warfen Longbread odwrócił się i poszedł w stronę swoich współpracowników. Zatrzymał się przed nimi i rzekł "Skoro mamy razem pracować to ja Dwarfen Longbread jestem
ldrick spojrzał na elfa, chwile analizował suche informacje, wreszcie rzekł
-hmpf co za dureń wzywa 4 ludzi w środku nocy do zlecenia-tutaj nastąpiła chwila zawieszenia jakby szukał odpowiedniej frazy-godnego mistrzów zakonu, bracie posluchaj no, los nieraz płatał mi figle i wiem z doświadczenia, że zanim komuś powierzysz państwowe zlecenie ku chwale imperatora, powinienes przynajmniej poznac jego imie o profesji już nie wspominając-odbił się plecami od ściany i przespacerował po pokoju, zerkając na chowającego się kota-tak tak tak hmm miewałem już takie zlecenia, powiem szczerze, że 200 koron to bardzo umiarkowana cena, informacji niepodałeś nam praktycznie żadnych, bardzo miło, że Livrian jedzie na spotkanie w Nuln, aleeee-przeciągnoł żeby miec chwile do namysłu-wolał bym wiedziec jaki szyk ma karawa, ilu pieszych ilu konnych, ile wozów, ilu żołnierzy jak uzbrojonych, jacyś znający się na magii też mu towarzyszą ? Powiedz no coś więcej zacny Mahnagorze- po krotkim spacerze po pokoju stanął na przeciw Mahnagora-słuchajcie ludzie zadanie będzie trudne-położył nacisk wymowy na będzie jakby to miało coś zmienic-trzeba obmyślic plan działania, jakieś pomysły albo propozycje ? Wolał bym zaatakowac go poza miastem, nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale nielubie jak osoby postronne obrywają bo banda obdartusów zwanych przez sie poszukiwaczami przygód urządza jatke w mieście.-odwrocił się w kierunku reszty drużyny-A imie me to Aldric- wystrzeżył zęby w uśmiechu.
···················· "Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
yszedł z mroku i spojrzał po zebranych. Jego długie, jasne włosy odznaczały się na fioletowo czarnym płaszczu, na który nałożona była jasno szara zbroja z czerwonym kamieniem (zapewne szlachetnym). Naramienniki tworzyły czaszki nieszczęsnych śmiertelników. Olbrzymie buty sięgające do kolan były posrebrzane w miejscach zagięć. Za każdym razem kiedy stawiał nogę ( chociaż bardziej szurał niż chodził) z pod butów wydobywał się pisk (jakby się postarał, to może nie byłoby tego słychać). U pasa wisiał duży miecz. Ogólnie strój był zadbany, ale nie można było tego powiedzieć o samym ciele.
-Na wstępie, JA NIKOMU NIE PODLEGAM! Nikogo nie muszę się również słuchać! Mam nadzieję, że się rozumiemy....- powiedział głosem tak oschłym, że już bardziej się nie dało.
Ale czemóż się dziwić. BYŁ NIEUMARŁYM.
a te słowa Aldric przechylił głowe i popatrzył na Dal'Kazzara z lekkim zdziwieniem
-Fiuu fiuu no ładnie mamy truposza do pomocy, ahhh coraz więcej niespodzianek, coraz mniej odpowiedzi a liczba pytań wzrasta. Niema co Mahnagorze wiesz jak zadziwic poszukiwaczy przygód- dodał nie odrywając wzroku od truposza -Hmmm, jeżeli mamy przeżyc tą misje to proponuje działac grupowo a nie na własną ręke, to tyczy się równierz ciebie- wskazał palcem na Dal'Kazzara -Ehh truposzu możesz próbowac szczęscia sam ale z tego co mówi nasz zleceniodawca, Livrian i jego przydupasy posłali by cię do krainy umarłych poraz...- zawachał się, wreszcie dokończył z uśmiechem -enty bez większych problemów. Podlegac nikomu nie musisz, to nie wojsko, ale jakbyś zechciał działac drużynowo i wykonywał polecenia bez większych ociągnięc było by bardzo miło, to jak będzie ?
···················· "Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
-No może masz trochę racji.... Dobra będę się was trzymał i ie będę działał na własną rękę. Ale to... wbrew mojemu dotychczasowemu życiu więc możecie się szykować na różne sprzeciwy w sprawie niektórych działań - Oferta wydawała się interesująca. Chociaż oznaczało to zmianę stylu życia. Zawsze to on był górą. Coś wewnątrz jego duszy kłóciłoby się. Gdyby ją miał.- Aha, i nazywam się, jak już było powiedziane, Dal' Kazzar.-
osły mężczyzna jeszcze raz spojrzał na resztę. Widać teraz dostrzegł dopiero gdzie jest. Gdy zauwarzył, że jedna z osób ukrywa się przed jego wzrokiem jak by mocniej zacisną szczękę. "Nie takie paliłem na stosie" pomyślał. Lecz jego zainteresowanie kobietą szybko umknęło gdy jego wzrok do wędrował do nowo przybyłego. "Na Sigmara!" powiedział to tylko w myślach gdyż był zbyt zdziwiony aby coś powiedzieć. Jego twarz przybrała wyraz rozwścieczonej burzy. Na jego rękach zaczęły lekko świecić wytatuowane inskrypcje. Odruchowo sięgnął po młot...
Lecz jego ręce zatrzymały się w połowie drogi. Lekko się uspokoił a tatuaże przygasły.
-Poważna to musi być sprawa iż to tej roboty i umarłych wzywasz Mahnagorze.
Widać dużo zajęło mu uspokajanie się. "To dla dobra Imperium" powtarzał sobie w myślach. Wysłuchał co do powiedzenia ma mężczyzna który widocznie już czuje się liderem drużyny. Jak mu tam było... Aldric.
-Masz rację Aldricu. Musimy mieć plan. Wiele lat podróżuje zwalczając Chaos i z doświadczenia wiem iż najgorszym pomiotem tej plugawej wiary jest człowiek. - Sigmaryta delikatnie przejechał dłonią po swej bliźnie na głowie
-Jeśli to prawda iż wyznają Slaneesha, tfuu, to wytropić ich nie będzie ciężko. Jest to bóg, heh jeśli w ogóle można go zwać bogiem, rozkoszy i szaleństwa zmysłów. Na pewno pozostawili po sobie wyraźne zniszczenia w wioskach na ich szlaku. Szczególnie u dziewek wiejskich - po tym ostatnim zdaniu uśmiechnął się lekko co na jego twarzy wyglądało jak dziwny grymas.
-A moje imie to Rudgar
kąta pokoju dotarł młody jeszcze, choć silny głos kobiety.
- Zostaw go waści Aldricu. Niech chodzi gdzie chce, niech nawet chodzi pierwszy. Jemu śmierć już nie straszna przecie.
Kobieta wyszła z cienia i szybkim krokiem podeszła do elfa. Stanęła naprzeciw Mahnagora tak, że musiał spojrzeć jej w oczy.
- Powiedz szczerze elfie, dlaczego my? Zbytnio nasze profesje są charakterystyczne, by uznać to za przypadek. Patrzysz na mnie i nie krzywisz się, wiedziałeś kim jestem, nieprawdaż? Poznałeś historię każdego z nas, a teraz tylko udajesz, jakoby wybór miał być przypadkowy, żeby nie straszyć nas zadaniem, które zlecasz jakoby z łaski płacąc taką sumę. Czy sie mylę?
Kobieta chwile jeszcze wpatrywała się w oczy elfa, po czym nie czekając na odpowiedź odwróciła się gwałtownie do zgromadzonych. Teraz już wiedzieli co kobieta skrywała. teraz odrzucając kaptór na plecy z miną wyzywającą ukazała im swoje oblicze - młode jeszcze i wciąż urodziwe, choć zeszpecone krzywą blizną na lewym policzku. To jednak nie ranę czarodziejka zwykła skrywać, lecz przedziwne, połyskujące oczy koloru czystego złota.
- Jestem Lorinale. - rzekła twardo. - Pierwsza uczennica Janndera Wędrowca, a teraz samodzielna czarodziejka. Moc moja w ogniu się zawiera. Ten, kto chciałby mnie tknąć, spłonie w męczarniach.
To powiedziawszy uśmiechnęła się krzywo i odwróciła z powrotem do elfa.
- Jeśli mam brać w tym udział, radzę zacząć śpiewać ptaszyno.
···················· Nie szukaj u innych zrozumienia. Ludzie zawsze jakoś starają się wzajemnie zrozumieć, ale pamietaj... Całkowite zrozumienie się człowieka z człowiekiem jest absolutnie niemożliwe. Jesteśmy takimi żałosnymi stworzeniami...
ldric rozłożył ręce w geście obojętności
-Hola czarodziejko, może nasz pan Mahnagor niechce zdradzac wszystkiego, przywykłem do takich sytuacji, ja mam tajemnice Ty masz tajemnice to czemu on miałby ich nie miec ? Robota to robota, jeśli nasz cel źle życzy imperium i zapłata za jego głowe jest wysoka to nie będzie się to zbytnio różniło od moich poprzednich zleceń, tylko niech nam powie czego możemy się spodziewac i może jeszcze się potargujemy, bo 200 koron za mój kawałek tyłka, który jak sądze może porządnie oberwac, to za mało- jak widac Aldricowi zalerzało na zapłacie, a kogo i dla kogo będzie zabijał mało go interesowało. Lecz były to pozory, wiedział, że czarodziejka jest sprytna i zauważła to co on, drużyna była wybrana z pozoru chaotycznie jednak w głowie Aldrica wyłaniały się domysły czym może ich uraczyc zleceniodawca... Narazie jednak sprawiał wrażenie podekscytowanego i chętnego "niech myśli, że mnie wciągnął" pomyślał "najlepiej grac naiwnego głupca" uśmiechnął się sam do siebie. Rozejrzał się po pozostałych gościach w pokoju, "hmm niezłe ziółka tu zebrał, pomyślmy jest umarlak nekromanta, twardy orzech do zgryzienia, służbista imperium, można go omamic wszystkim byle by było za imperium i ku chwale Sigmara, hehehe, małomówny, prosty i chętny do współpracy za pieniadze wojownik i ta mała wiedźma, hmmm sprytna mała wiedźma z niczego sobie ciałem, rozebrał Lorinale wzrokiem, ahhh oszukac ich przecież niechce, kto przeżyje to przeżyje ja tylko zadbam o swoją skóre i dostac sakiewke chce" Aldric nie był złym człowiekiem, jedynie chyba tylko w oczach jego matki, ale winic za to można jedynie los...
···················· "Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
Elf mrocznego rodu siedział w zacienionym miejscu podpierając głowę o przeguby. Tak jak przewidywał zasypali go pytaniami. Coraz mniej podobała się mu ta ich wścibskość. Może jednak to był zły pomysł otwierania się na zapytania ?
Zmrużył lekko oczy po czym beznamiętnie zaczął cedzić.
- Ma zginąć i tylko to powinno was obchodzić. Płacę, wymagam. A 200 koron za twój tyłek to wystarczająca cena, Aldricu, byś mógł go dla mnie narażać...I nie targuj się ze mną, bo nie dostaniesz choćby srebrnika więcej – jego głos był oschły i jakby nieobecny...
Spojrzał podejrzliwie na łowcę nagród. Przyjrzał mu się chwilę po czym zaczął ciagnąć dalej.
- Po Livrianie można spodziewać się wszystkiego. Podróżuje w licznej grupie. Mam tu na myśli około 6 świetnie wyszkolonych najemników stanowiących jego prywatną ochronę i kilkunastu łuczników. Możliwe że będzie to elitarny oddział strażników Loren. Tego dokładnie nie wiem. Postaram się jednak dostarczać wam informacji na bieżąco poprzez jednego z moich zaufanych ludzi. Przydzielę wam również jednego członka mojej gildii.
Wtórnie omiótł beznamiętnym wzrokiem zebranych i prychnął.
- Jeśli z nim jako sojusznikiem sobie nie poradzicie to będzie to jedynie dla mnie strata czasu, pieniędzy i okazji na pozbycie się Livriana. Uda się, zostaniecie ozłoceni. Nie uda się, zginiecie...Chyba prosta kalkulacja?
Spojrzał na dziewczynę beznamiętnym wzrokiem i rzucił do niej:
- To chyba oczywiste, dlaczego was wybrałem...Jesteście tymi, którzy mogą wykonać dla mnie to zadanie, nadajecie się jak nikt inny. Zanim was tutaj ściągnąłem, moi ludzie przez wiele miesięcy za wami chodzili, poznawali wasze przyzwyczajenia, charaktery, nawyki...Jesteście dla mnie jak otwarta księga...Wiem co jest waszym słabym punktem, co mocnym...I wiem, że taką grupą powinniście sobie poradzić z wyznawcą Slaanesha i jego ludźmi..
Kończąc zdanie wykrzywił usta ukazując szereg białych zębów i oparł swoja broń o ramię.
- Chyba wszystko jasne? - rzucił dla pewności.
Mahnagor spojrzał na was uśmiechając się pojednawczo..
- Kompleks kowalski i płatnerski znajdziecie w samym centrum Nuln. Pytajcie się o Dwie Długie Brody. Na pewno Was ktoś zaprowadzi. W momencie znalezienia ich, powołajcie się na moje imię.
Odetchnął w końcu z ulgą mając nadzieję, że to wszystko co chcieli wiedzieć. Zlustrował pomieszczenie i coś przyciągnęło jego uwagę. Wtórnie zmrużył oczy. Uśmiechnął się i obrócił głowę z powrotem w stronę ludzi których wynajął.
- To był chyba cały czas, który mogłem wam poświęcić w obecnej chwili, więc bierzcie się do roboty.. Płacę więc wymagam - powtórzył znudzony i przekrzywił głowę opierając ją skronią o trzonek hebanowego siewcy.
Świece na chwilę przygasły pod wpływem lekkiego wiatru, który wpadł do pomieszczenia.
udgar przemyślał to co usłyszał jeszcze raz. „6 doskonałych najemników i kilku strzelców – to z pewnością prosta robota nie będzie.” Spojrzał jeszcze raz na swych przyszłych towarzyszy podróży. „Szkoda, że nie wszyscy przeżyją tą wyprawę. Choć niektórzy mogli by wrócić do grobu...”
-Nie wiem ilu z was miało w swym życiu do czynienia z kultystami, ale mogę was zapewnić, że robota ta nie będzie spacerkiem. Jeśli to prawdziwi kultyści musicie się przygotować na najgorsze od postradania zmysłu po wieczną klątwę – dla nich śmierć nie jest karą. Lubią jak ofiary się męczą. A na dodatek Slaanesh darzy swych wiernych siłą magiczną więc przypuszczam, że sam Livriani będzie magiem. Ale tą opinię pozostawię Lorinale. Ty jesteś magiem i z pewnością wiesz o tym więcej. Ja jako wysłannik zakonny mogę wam służyć swą wiedzą o Chaosie i mą Bahnrose – ruchem dłoni zasugerował iż chodzi mu o jego młot.
-Nie wiem dlaczego macie lub nie macie zamiaru wziąć udziału w tej misji. Nie bardzo mnie to interesuje. 200 złotych koron to nie mało. Chłop w rok zarabia 9... Ja i tak ruszam, Sigmar przykazał nam zwalczać Chaos. Ale jedno jest pewne jeśli chcemy przeżyć lepiej trzymać się razem a kłótnie zostawić na potem.
Rudgar spojrzał na resztę. „Nigdy nie byłem dobry w przemowach, wolę przemawiać młotem”.
-Kto więc idzie?
warfen spojrzeł na Rudgara który skończył przemawiać i rzekł zgadzam się z tobą Rudgar to nielada wzwanie, kiedyś też miałem doczynienia z kultstami, ledwo co uszłem z życiem, ale ja lubie wyzwania więc ide z tobą.
-Mnie tam śmierć nie straszna. Ginąłem z 3 razy i zawsze wracałem. A tak pozatym, to nie musisz mnie nienawidzić za to, że ja, twoim zdanie, jestem wyznawcą zła. Chcę odpokutować swoje grzech, a to jest doskonała okazja.- Chociaż chciał odpokutować, to jednak nie zabardzo lubił Sigmara.
orinale spojrzała ze znużeniem na ludzi, z którymi przyszło jej pracować. Wiedziała, że choć będą jej działać na nerwy, są oni profesjonalistami. Moga jej się przydać.
- Miałam już do czynienia z magią chaosu, potrafię ją zatem rozpoznać. Dodatkowo specjalizuję się w otwieraniu zamków, a wygląda mi na to, że nie ma wśród nas zawodowego złodzieja, więc i to się przyda. Słowem: jestem wam potrzebna, a co za tym idzie mogę sobie pozwolić na stawianie warunków. To zresztą może być wam na rękę. Jeśli znajdziemy tam jakieś księgi, będą one moje. Żeby Was zachęcić dodam, że jeżeli tak się stanie, oddam wam moją część zapłaty. Zgoda panowie?
Oblicze Lorinale rozpromieniło sie w uśmiechu zachęty i choć był on z pewnością udany, zmienił ogromnie posępne oblicze. Na moment bowiem zamiast oziębłej czarownicy, można było dostrzec po prostu młoda dziewczynę.
···················· Nie szukaj u innych zrozumienia. Ludzie zawsze jakoś starają się wzajemnie zrozumieć, ale pamietaj... Całkowite zrozumienie się człowieka z człowiekiem jest absolutnie niemożliwe. Jesteśmy takimi żałosnymi stworzeniami...
-Tak Rudgardzie- zaczął Aldric - widzimy, że znasz się na kultach, bardzo dobrze ale zapominasz o najważniejszym, nasz cel dopiero zaczyna z kultem, to po pierwsze, po drugie jest tylko strażnikiem lasu, po trzecie obawiam się, że ci łucznicy i wojacy to zwykli ludzie, ewentualnie inne rasy i z kultem mają mało wspólnego więc nie będzie kłatw i deszczu żab, o ile się nie mylę kultyści są tutaj w mieście a on zmierza do nich na spotkanie, wychodzę więc z założenia iż jedynie Livrian para się magią i z nim będzie największy problem jeśli dojdzie do bezpośredniego starcia. Hmmm obstawe jednak można by wziąśc na sposób, dobrze zorganizowana zasadzka powinna nam pomóc. Mam pomysł ale dośc na ten temat tutaj- westchnął z rezygnacją -Jakoś to miejsce nie odpowiada mi zbytnio- rozejrzał się do okoła -pójdźmy może, o ile wchodzicie w tą robotę, do karczmy, chętnie bym coś przekąsił i wychylił kufel czegoś mocniejszego, aaaa tak w ogóle elfie, można prosic o tą zaliczkę ? przyda się do przygotowań na ten wypad za miasto- usmiechnął się szyderczo -tylko co my zrobimy z tym trupem ? - zdjął kapelusz i podrapał się po głowie, przyjrzał się Dal'Kazzarowi -wywalą nas z każdej karczmy a jak wyjdziemy na ulice zaraz się jakiś strażnik służbista przyczepi, ehhhh jakieś pomysły ?- ogólnie Aldric zdawał się byc beztroski, jednak to było tylko na pokaz, w rzeczywistości był rozdrażniony tym co powiedzial Mohangor, "przebrzydły szpiczastouchy, śledził mnie! zna każdy mój ruch i zachowanie! to się zdziwi wielce! a narazie dorwe tego kultyste, poźniej policzę się z elfem, taaak" pomyślał...
···················· "Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
Chwilę potem do pokoju wszedł mężczyzna w czarnym płaszczu i kapturze tego samego koloru. W dłoni dzierżył osobliwie wykuty kostur z jakiegoś dziwnego, nieznanego pochodzenia metalu. Lorinale od razu wiedziała, ze mężczyzna ma coś wspólnego z magią, nie potrafiła jednak odgadnąć jaką dziedzinę uprawia. Nie sposób było również dojrzeć jego twarzy. Podszedł do okna i wyjrzał przez nie na ulice Nuln. Nuln wydawało się mu piękne o tej porze. Jego małe, wciśnięte jakby do środka oczy spojrzały raz w lewo, to poźniej w prawo.
Po chwili zdjął kaptur. Waszym oczom ukazała się pociągła twarz elfa o białych niczym mleko, długich włosach. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Czarnymi, głęboko osadzonymi oczyma wpatrywał się w każdego z was. Zapalił świecę. Lubił blask świec i cieni rzucanych przez nie na ściane. Cienie postaci. Niekiedy więcej mówiły mu o osobie, niż spojrzenie na niego bezpośrednio.
Elf odwrócił się i rzucił spojrzenie w stronę Mahnagora. Po chwili pokazał białe zęby w uśmiechu, który rzucał zawsze, kiedy to miało się coś zaraz stać.
- Jestem Ethel i będę waszym kontaktem. Zadanie musi się udać - powiedział nagle grubym, basowym głosem. Odwrócił się w stronę Mahnagora powtarzając - Klęska nie wchodzi w grę....
Mahnagor i Ethel przez chwilę szeptali sobie coś do ucha po czym elf w czerni skinął głową i stanął przy drzwiach wyjściowych. Mahnagor popatrzył na niego po czym zaczął mówić powoli i władczym tonem, kierując słowa do zebranych w sali.
- Jeśli chodzi o dalsze szczegóły - nie kontaktujecie się ze mną...Znajdziecie mnie tylkko wtedy jeśli będę tego chciał. Będę dobrze wiedział czy wykonaliście zadanie czy nie. W każdym innym przypadku kontaktujcie się ze mną poprzez Ethela, którego właśnie mieliście zaszczyt poznać.
Skinął głową w kierunku swojego człowieka.
Za jego poświatą w pokoju było jeszcze ciemniej niż przedtem. Cienie rzucane to na ścianę, to na podłogę zdawały się rozmywać. Światło świecy co chwilę rozwiane i zamazane, przygasało.
- Najlepszym sposobem będzie złapanie waszego celu w mieście. Macie do dyspozycji dużo uliczek, dachy, noc. Wykorzystajcie to. Co do Livriana, to tak jak powiedziałeś Aldricu, nie można wykluczyć że para się magią... Postaram się by nic wam nie przeszkodziło. Będę również przekazywał wam to czego się dowiem i co wam zapewne pomoże.
Zrobił chwilową pauzę.
- Jeżeli to wszystko o co chcieliście zapytać to kończymy nasze spotkanie, które trwało i tak za długo.
Sięgnął pod stół chwile grzebiąc w jakiejś torbie. Monety zadzwoniły.
Położywszy sobie sakiewki na kolanach począł rzucać je kolejno każdemu z was.
- Tu macie obiecane pięćdziesiąt koron na głowę, na start i jak mówiłem, po zakończeniu zadania dostaniecie kolejne dwieście... Ktoś nie przeżyje, trudno, jego działka zostanie podzielona po równo dla reszty.
Nim zdążyliście zauważyć, drzwi otworzyły się i elf w czarnym płaszczu zniknął za nimi niepostrzeżenie.
- Spotkanie uznaję za skończone. Możecie odejść. Sugeruję zakwaterować się, uzbroić i wymyślić plan działania. Będę was informował na bieżąco o postępach. Ethel wyruszył już by zbadać sytuację.
Popatrzył groźnie po zebranych, dodając krótkie i treściwe, wręcz nakazujące.
- Żegnam.
No to panie i panowie, do roboty. Zadanie zlecone, więc macie nad czym się zastanowić