Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Rycerze w micie, prawdzie i powieści, Cz. 6 - Zakony<!-- google_ad_section_end -->
Rycerze w micie, prawdzie i powieści, Cz. 6 - Zakony
Autor artykułu: Kelly
23-02-2008
Rycerze w micie, prawdzie i powieści, Cz. 6 - Zakony

Pierwsze poematy rycerskie nie ujmowały religii, jako czegoś najważniejszego dla bycia rycerzem. Pojawiający się w "Pieśni o Rolandzie" arcybiskup Turpin w niczym nie przypomina męża niosącego pokój, lecz wprost przeciwnie - sam walczy i to mieczem! Jednakże już w "Percevalu" Chretiena de Troyes rady, które przed wyruszeniem w świat daje matka tytułowemu bohaterowi w znacznej części odnoszą się do religijności. Oto Perceval ma pomagać słabym, modlić się i brać udział w Mszy Świętej. Również inni herosi Okrągłego Stołu wyróżniają się religijnością. Najwspanialszą przygodę rycerzy arturiańskich, czyli poszukiwanie Świętego Graala, kończy z sukcesem tylko ten, kto oprócz zalet fizycznych jest też całkowicie prawy duchem: czysty, dobry i oddany Bogu. Dlatego też Lancelot dostrzega Świętego Graala jedynie z daleka. Owszem, jest wielki i wspaniały, ale jego duszę plami miłość do królowej Ginewry, znacznie silniejsza niżby wypadało rycerzowi w stosunku do jego damy.

Kościół dość późno zainteresował się sprawami wojny. Na wojowników wpływał o tyle, że starał się cywilizować ich postępowanie. W Poitiers w roku 1000 podjęto na przykład deklaracje, że spory powinny rozstrzygać się nie poprzez walki, ale w sądach. Zabraniano zabijania tych, którzy sami bronić się nie mogli, czyli duchownych, ale także chłopów i handlarzy. Również od niszczenia majątków tych osób należało się powstrzymywać. Kolejnym ewenementem była instytucja pokoju Bożego, czyli dni, w których walka jest zakazana. Rzecz jasna, były to piękne ustalenia, ale niestety rzadko je przestrzegano, choć za łamanie groziła ekskomunika. Wpływ Kościoła na instytucję rycerstwa był jednak olbrzymi. Rycerz powoli stawał się nie tylko ramieniem zbrojnym swego suzerena, ale również był obowiązany do przestrzegania określonych zasad religijnych, a później wręcz stawał się zbrojną ręką Kościoła. De Charny podkreśla w swoim podręczniku, że miłość ku Bogu jest najważniejszą cechą rycerza. Również Llull zaznacza mocno aspekty religijne służby rycerskiej. W poematach arturiańskich Pani Jeziora wypuszczająca Lancelota ze swego wodnego królestwa także daje mu rady związane z religią (podobnie jak matka Percevalowi). Rycerz ma bowiem nie tylko wierzyć, ale i praktycznie realizować zalecenia wiary.



Cesarz Karol V z orderem Złotego Runa

W 1095 roku w Clermont Urban II wezwał do krucjaty. Wezwanie to było skierowane tylko i wyłącznie do rycerzy. A jego podstawową przyczyną stało się to, iż Europie zaczęło grozić przeludnienie. Wyższe warstwy lepiej odżywiały się, a to oznaczało dłuższe życie i większą płodność. Szlachty więc przybywało szybko, a przyrost mogących wykarmić ich chłopów był niestety niewielki. Stąd wielu młodszych synów szlacheckich stawało przed wyborem: albo bieda, albo wywalczone własną ręką ziemie. I właśnie to rodziło ciągłe wewnętrzne konflikty. Taki obraz sytuacji widzimy w pierwszej części przemówienia papieża Urbana II. Dlatego też, wołał papież, stwórzcie armię, która wyzwoli Jerozolimę spod tureckiego panowania.

Jednocześnie należy pamiętać, że krucjata nie miała charakteru czystej agresji. Niestety rzadko kto wie, że jej istotnym celem miała być obrona kościoła prawosławnego i Cesarstwa Bizantyjskiego. Po klęsce w 1071 roku pod Manzikert Bizantyjczycy utracili znaczną część Azji Mniejszej i rozpaczliwie potrzebowali pomocy. Prośbę taką przed papieskim tronem składali kolejni cesarze: Michał VII i Aleksy Komnen. Również Ziemia Święta była w tureckich rękach od stosunkowo niezbyt dawna. Zdobyli ją oni pokonując Arabów, a z kolei ci odebrali ją tamtejszym chrześcijanom. W żaden więc sposób nie można pojmować krucjat jako barbarzyńskiego najazdu Europejczyków na biednych wyznawców islamu. Była to normalna wojna, która, jak każda wojna, przyniosła również ból i cierpienie.

Historia wypraw krzyżowych nie jest jednak tematem tego eseju, natomiast istotne jest to, że w tym czasie wykształciła się instytucja niezwykle charakterystyczna dla idei rycerstwa, a mianowicie zakony. Największe powstały w Ziemi Świętej i każdy czytelnik może znaleźć ich opis w dowolnym podręczniku do historii. Chcąc zaś, by tekst ten służył ku wzbogaceniu wiedzy czytelnika, który może nie słyszał o innych zakonach, poza najważniejszymi, w niniejszej pracy będę odwoływał się do przykładów mniej znanych. Szczególnie interesujący był tutaj zakon hiszpański Santiago, czyli świętego Jakuba z Composteli. Należy pamiętać bowiem, że jeszcze pod koniec XII wieku kraje muzułmańskie obejmowały znaczną część Półwyspu Iberyjskiego, a ostatnia islamska twierdza Alhambra w Grenadzie padła dopiero 2 stycznia 1492 roku. Toteż rycerze walczący w Hiszpanii mieli podobne przywileje papieskie, jak ci z Bliskiego Wschodu. Ciekawostkę w zakonie Santiago stanowiło to, że jego członek mógł się ożenić. Mieszkał wtedy w swoim domu poza zamkiem klasztornym. Mógł również mieć własny majątek i był tylko zobowiązany do posłuszeństwa, udziału w walkach i postach. Na ten czas małżonka takiego zakonnika udawała się do żeńskiego klasztoru. W Hiszpanii działały, rzecz jasna, również inne zakony np. Montjoie, Calatrava i jeszcze kilka mniejszych.

Podobnie działo się w Europie wschodniej. Na tym terenie najstarszym religijnym zakonem rycerskim byli Kawalerowie Mieczowi. Ich istnienie wiązało się z bullą papieża Aleksandra II z 1171 roku, który uznał nawracanie pogan w Europie wschodniej za cel równie szczytny, co walki w Ziemi Świętej. Na przełomie XII i XIII wieku biskup Buxtehude zgromadził grupę rycerzy i ruszył z nimi na Inflanty chrzcząc i zakładając ośrodki kultu, które stały się z czasem miastami (na przykład w 1201 roku powstała Ryga). Z owych rycerzy powoli wykształcił się zakon, który stopniowo opanował całe Inflanty i ustanowił samodzielne państwo. Zupełnie inaczej potoczyły się dzieje Braci Dobrzyńskich, których zaistnienie było dziełem biskupa Christiana. Zakonowi nie udało się odnieść spektakularnych sukcesów w Prusach i z czasem został on przyłączony do Krzyżaków.



Álvaro de Luna y Jarana, Wielki Mistrz Zakonu Santiago

Hiszpański Zakon Santiago był czymś pośrednim pomiędzy stowarzyszeniami religijnymi a świeckimi. Zakonów świeckich bowiem również zanotowano bardzo wiele w historii Europy. Władca tworząc świecki zakon gromadził wokół siebie ludzi zaufanych, którzy mieli stać się jego podporą. Większość z nich nie przetrwała próby czasu, a okres ich działania mierzyć było można przez lat kilka, czy kilkanaście. Do takich zakonów należało towarzystwo im. świętego Jerzego założone na Węgrzech w 1325 roku i francuski zakon Gwiazdy z 1344 roku. Również Zakon Złotej Tarczy Ludwika II de Bourbon okazał się efemerydą. Dłużej znacznie przetrwał hiszpański Zakon Szarfy założony prawdopodobnie w 1330 roku i znany jeszcze w wieku XVI. Z innych stowarzyszeń rycerskich: krótko funkcjonował Zakon Wstęgi Amadeusza Sabaudzkiego, Zakon Jeżozwierza Ludwika Orleańskiego był niezwykle popularny we Francji pod koniec wojny stuletniej, a Zakon Gronostaja Jana IV z Bretanii istniał jeszcze w XVI wieku. Wśród zakonów świeckich ciekawostkę stanowił Ordre de la dame blanche a l'escu verd, czyli Zakon Białej Damy na Zielonej Tarczy. Założył go znamienity rycerz Baucicaut i w swym założeniu miał skupić się na obronie bezdomnych i wydziedziczonych szlachcianek.

Statuty wszystkich świeckich zakonów tworzyli możni założyciele, choć zdarzało się, że wpływ miał na nie również Kościół, a regułę Zakonu Gwiazdy zatwierdził osobiście sam papież Klemens VI w 1344 roku. Ponadto w owych statutach zakonnych również znajdowały się zalecenia związane z religią. Jeden z rozdziałów reguły Zakonu Szarfy brzmi na przykład: "Jak rycerz Zakonu Szarfy powinien próbować każdego ranka brać udział we Mszy świętej." Celem burgundzkiego Zakonu Złotego Runa było: "Czcić imię Boże i wspierać świętą wiarę chrześcijańską."

W 1347 roku powstało jedno z najsłynniejszych stowarzyszeń rycerskich, a mianowicie Zakon Podwiązki. Jego założenie związane jest z romantyczną legendą. Na jednym z balów Joan Catherine of Kent zgubiła jedwabną podwiązkę. Jeden z rycerzy w lekko drwiący sposób zwrócił jej na to uwagę. Słysząc słowa rycerza Edward III polecił innemu rycerzowi, by przypiął jemu samemu ową podwiązkę i powiedział głośno: „Biada temu, kto źle o tym pomyśli." A później przysiągł, że na pamiątkę całego zdarzenia ustanowi zakon rycerski. Zakon ten przetrwał wiele lat a Ordery Podwiązki są do dziś nadawane przez monarchię brytyjską. Bardzo długo istniał również Zakon Złotego Runa ustanowiony przez księcia Burgundii Filipa Dobrego. Po przejęciu pełnej kontroli nad Burgundią przez Francję rolę instytucji mistrzów zakonnych zostali Habsburgowie. Do dziś w ich wiedeńskim skarbcu można oglądać wykonane ze złota i wysadzane szlachetnymi kamieniami Ordery Złotego Runa.

Idea zakonów rycerskich nie jest obca powieściom fantasy. Bohaterami "Elenium" Eddingsa są właśnie rycerze zakonni. Struktura organizacji, do których należą, jest dość podobna do tej z rzeczywistego świata. Na czele zakonu stoi wielki mistrz, lecz jeszcze nad nim znajduje się arcyprałat - głowa hierarchii kościoła eleńskiego, acz w "Tamuli" istnieje też funkcja koordynatora zakonów, którą pełni patriarcha Thalezji. Wielki mistrz posiada również godność patriarchy, czyli czegoś na kształt naszego arcybiskupa, a rządząc opiera się na radzie doświadczonych rycerzy. Istotną funkcję spełniają również mistrzowie poszczególnych siedzib zakonu. Rycerze mogą się żenić, w czym przypominają hiszpański Zakon Santiago, i posiadać swoje majątki. Natomiast charakteryzuje ich podległość władzy duchowej, a zwłaszcza władzy arcyprałata.

Ciekawe szczególnie są jednak sylwetki głównych postaci powieści Eddingsa, ponieważ żadna z nich nie należy do fanatyków religijnych. Być może wynika to z przedziwnego połączenia monoteizmu z politeizmem w oficjalnej religii. Kosciół eleński teoretycznie wierzył bowiem w jedno bóstwo, lecz jednocześnie ignorował fakt istnienia tysięcy różnych innych bogów i bogiń nawet wtedy, jeżeli rycerze zakonni korzystali z ich mocy przy rzucaniu czarów. Lud miał więc prosta religię, natomiast wykształceni rycerze znakomicie zdawali sobie sprawę z faktu, że eleńska wiara jest tylko jedną z wielu prawdziwych. Stąd i ich łagodniejszy stosunek do wyznawców innych bogów. Ten przeciwny dualizm eleńskiej religii jest wprawdzie dla niektórych trudny do zaakceptowania, gdy zaczną wnikać w szczegóły doktryny i porównywać ją z akceptowaną praktyką (co widać szczególnie u Beviera), nie mniej, całość funkcjonuje dość sprawnie. Bóg eleński sprawuje nadzór ogólny, a bogowie styriccy dostarczają magicznych mocy. I nikomu nie przeszkadza, że obydwie strony oficjalnie za sobą nie przepadają tzn. eleńska hierarchia w ogóle nie uznaje innych bogów niż ich własny, a Styricy, mają o bogu Elenów bardzo złe mniemanie.



Insygnia Orderu Podwiązki

Zakon rycerski został doceniony również w "Żywiole ognia". W powieści tej Albonici pełnią najważniejszą rolę w królestwie, a mianowicie tworzą przyboczną straż władcy. Sir Renier - ich dowódca, jest jednocześnie jednym z największych dostojników w państwie, nie tyle dzięki swojemu pochodzeniu (gdyż stępując do Zakonu Albonu szlachcic wyrzeka się w praktyce przynależności rodzinnej), ale poprzez sprawowane stanowisko. Mistrz zakonu bowiem otrzymuje we władanie olbrzymie dobra pozwalające mu na niemal królewskie życie, lecz są to dobra przechodnie, które pozostają tylko w zarządzie kolejnych dowódców gwardii. Ewentualne ich dziedziczenie uznano za zbyt niebezpieczne dla korony, bowiem tworzyłoby chęć spiskowania przeciwko władzy, a to dla utrzymania owych ziem dla potomków. W związku z tym Mistrz Albonitów nie mógł być mężczyzną żonatym i posiadającym dzieci. Dość zbliżone zasady dotyczące ożenku obowiązywały dowódcę gwardii królowej, stąd, gdy Thomas i Kade postanowili pobrać się, on musiał odejść ze stanowiska.

Wielkie znaczenie posiadają również Rycerze Solamnijscy na Krynnie. Są opoką porządku i prawości, walczą o dobro i sprawiedliwość. Jednym z nich jest Sturm Brightblade, który o niczym innym nie marzy, jak wcielać te ideały w praktyczne życie. Zakon założony przez Solamnusa około 2000 lat przed wydarzeniami dziejącymi się w trylogii duetu pisarzy Weiss - Hickman dzielił się na trzy odłamy: Rycerzy Róży, Rycerzy Miecza i Rycerzy Korony, przy czym każda część miała inne zadania. Rycerze Korony stanowili o militarnej potędze bractwa. Było ich zdecydowanie najwięcej i istniały tu stosunkowo najniższe wymagania stawiane kandydatom. Rycerze Miecza tworzyli bractwo paladynów żywiących szczególną cześć dla Kiri Jolitha, boga chwały, honoru, sprawiedliwości i dobrej wojny. Są oni często tym narzędziem, które eliminuje szczególne mocne objawy zła na Krynnie. Wreszcie, Rycerze Róży tworzyli elitę. Najwyższe wymagania i wielka odpowiedzialność - to dewiza tej części zakonu. Nie był to liczny odłam, ale niezwykle szanowany i w związku z tym to właśnie spośród Rycerzy Róży wywodzili się dowódcy zakonu. Wprawdzie wysokie stanowisko w tym odłamie teoretycznie miało taką samą wartość, jak i w innych częściach zakonu, to jednak pierwszeństwo zawsze oddawało się Rycerzom Róży. Nieszczęsnym starciem pod Palanthas dowodził Derek Crownquard, właśnie Rycerz Róży.



Sturm Brightblade, grafika Dona Alejandre Matthewsa

Postać Dereka, wojownika mężnego, lecz z objawami paranoi, megalomanii i jeszcze kilku chorób psychicznych przypomina nam, że nie wszyscy członkowie zakonów byli bez skazy. Należał do nich chociażby były pandionita Martel w powieściach Eddingsa. Najbardziej jednak chyba znanym upadłym rycerzem zakonnym wszystkich światów fantasy jest lord Soth, niegdyś znakomity Rycerz Róży. Był on człowiekiem prawym, szlachetnym i odważnym, lecz w jego sercu płonął nieujarzmiony, dumny, gwałtowny ogień, podobny do tego, który przenikał wspomnianego wcześniej Raula z Cambrai. Najpierw był to ogień miłości do poznanej przypadkowo elfki z narodu Silvanesti. Soth jednak zdążył się wcześniej ożenić. Nie stanowiło to przeszkody i wkrótce po tajemniczej śmierci żony, nowa pani rozgościła się na jego zamku. Bogowie jednak nie wybaczyli mu zbrodni (podobnie jak i jego bracia, którzy wykluczyli go z zakonu) i zażądali, by za udział w zabójstwie małżonki przyjął na siebie misję ratowania świata przed kataklizmem. Posłuszny im Soth ruszył w drogę, lecz w czasie wyprawy nabrał przekonania, że nowa żona zdradza go, co zresztą nie było prawdą. Z nowym ogniem w sercu, tym razem zazdrości i nienawiści powrócił do siebie, a potem zabił elfinę i ich malutkie dziecko. Kataklizm nastąpił, a bogowie zesłali magiczny płomień, który zniszczył śmiertelne ciało Sotha przeobrażając go w potężnego nieumarłego, nazywanego rycerzem śmierci. Później Soth wspierał swą mocą i radą Kitiarę w wojnach o Krynn, a jego los dopełnił się w jednej z enklaw, stworzonych przez bogów dla najpotężniejszych złych istot. Enklawa ta, pod postacią niewielkiej krainy, była dla niego tyleż władztwem, co więzieniem. W jej obrębie decydował o niemal wszystkim, ale odejść stąd nie mógł.



Lord Soth na okładce powieści Jamesa Lowdera

W powieści "Jedno królestwo" Russela głównym czarnym charakterem jest również były zakonny rycerz sir Hafyd. Kiedyś jego bracia stanowili wielką siłę, lecz wplątali się w zatarg między dwoma rodzinami możnowładczymi i jedna z nich, Renne, zniszczyła ich potęgę. Kiedy padła ostatnia twierdza zakonu wydawało się, że nikt z członków nie ocalał. Sir Hafyd jednak przetrwał i odtąd zaczął mącić w polityce wywołując wojny, zrywając sojusze, niszcząc przymierza. Dla głównych bohaterów powieści już sam jego wygląd przyprawia o drżenie. Wprawdzie nie jest jakimś potworem, ale samo złowrogie spojrzenie wypływające z zimnych jak stal oczu, nieruchoma twarz i metaliczny głos, a także niezwykła sprawność w walce i okrucieństwo powodują paniczny strach u jego przeciwników.

Również w warhammerowym Starym Świecie istnieją zakony rycerskie. Najbardziej znanym jest Zakon Płonącego Serca, poświęcony Sigmarowi - opiekuńczemu bóstwu imperium. Przedstawiciela tej właśnie organizacji spotykają Gotrek i Feliks w twierdzy Karak Osiem Szczytów. Rycerz - zakonnik Alfred Keppler jest mężny, opanowany, gorliwie wierzący i przestrzegający etykiety - jednym słowem wzór paladyna. Z kolei Zakon Białego Wilka poświęcony Ulrykowi słynie z gwałtowności i męstwa swych wojowników, którzy, nim staną się jego członkami, muszą samodzielnie zabić wilka przy pomocy tylko tych narzędzi, które stworzyła natura. Miecze Sprawiedliwości to zakon Verenny, przeznaczony do walki z przestępczością. Również Myrmidia posiada swój Zakon Świecącego Słońca o ściśle militarystycznym charakterze. Myrmidia jest zresztą staroświatową odpowiedniczką greckiej Ateny, nic więc dziwnego, że jej rycerze są znakomitymi wojownikami, skupiając się głównie na taktyce i strategii walki. Była to zresztą podstawowa różnica pomiędzy zakonem Murmidii, a wojownikami Białego Wilka. Ci ostatni bardziej niż na umiejętnościach dowódczych polegali na sile pojedynczego rycerza. To zupełnie odmienne postrzeganie wojny powodowało, że rycerze obydwu zakonów nie żywili do siebie przyjaźniejszych uczuć.

Ciekawostką raczej, niż konkretną siłą, są w Warhammerze zakony bóstw prawości: Zakon Świętej Wyprawy Arianki i Zakon Oczyszczającego Płomienia Solkana. Pierwszy z owych zakonów był podobno również pierwszym rycerskim stowarzyszeniem Starego Świata. Wszakże po uwięzieniu Arianki powoli rozpadał się i obecnie pozostało w nim już tylko kilkunastu członków rozpaczliwie usiłujących odnaleźć i uwolnić swoją boginię. Pomagają im w tym dziele niekiedy rycerze Oczyszczającego Płomienia (Solkan jest bowiem bratem i mężem Arianki), jednak jego dwudziestu paru rycerzy zakonnych głównie specjalizuje się w zwalczaniu stworów chaosu. Obydwa zakony są obecnie tak małe, że mało kto wierzy w ich istnienie. Stwory chaosu jednak doskonale pamiętają o rycerzach służących prawości i drżą, gdy ktoś taki pojawi się w okolicy.



Rycerze zakonni na okładce powieści Davida Eddingsa

Zakony warhammerowe są stworzone na wzór rzeczywistych. By zostać członkiem któregokolwiek z nich kandydat musi spełniać określone wymagania i przejść rozmaite testy.
W Zakonie Płonącego Serca żądano, by kandydat był urodzony w Imperium. Natomiast nie stawiano, jako wymogu, pochodzenia z wysokiego rodu, ponieważ sam Sigmar nie wywodził się z szlachty. Każdy kandydat przed ostatecznym przyjęciem wygłaszał przysięgę:
"Ja (imię) przysięgam przed Sigmarem, Wojownikiem i Wybawicielem, służyć starożytnemu i szlachetnemu Zakonowi Płonących Serc, szczerze i oddanie do końca mych dni, przestrzegając następujących zasad:
1. Służyć Imperium i jego dobru.
2. Bez zastrzeżeń wypełniać polecenia dowódcy.
3. Szukać i niszczyć goblinoidy w całym Imperium.
4. Zawsze uhonorować pomoc krasnoludów.
5. Niszczyć chaos, gdziekolwiek go spotkam.
6. Służyć Imperatorowi i jego rodzinie do końca mego życia.
7. Chronić wiernych, świątynie i miejsca kultu.
Przyrzekam wypełniać wszystkie twe przykazania Sigmarze, przyrzekam przed Heldenhammerem. Lepiej abym poległ, niż miałbym się zawieść."

Jak więc widać, zakon miał charakter tyleż religijny, co państwowy i Imperator mógł teoretycznie go zawsze użyć do realizacji swych celów, jeżeli tylko zdołał dowieść, że są one pożyteczne dla kraju.
Ciekawe jest to, że w całej przysiędze nie ma podkreślonych jakichś szczególnych zasad moralnych, ważnych dla charakteru zakonnej społeczności. Natomiast są one sprecyzowane w ślubowaniach innych zakonów. Rycerze Ulrica przyrzekali na przykład:
1. "Nigdy nie uciekać się do sztuczek, kłamstw i oszustw.
2. Nigdy nie używać broni dla tchórzy takiej jak: broń palna, strzelecka i bomby."
Akurat te dwa elementy są bardzo charakterystyczne dla rycerskiego rozumienia wojny. Z kolei zakonnicy Myrmidii byli mniej walczącymi o chwałę rycerzami, ale zbliżali się nieco do zawodowych żołnierzy dążących po prostu do zwycięstwa. Tym niemniej też posiadali kodeks, w którym odnajdujemy rycerskie przesłania, na przykład litość i obowiązek pomocy.
Przysięgali oni między innymi:

1. "Służyć zawsze wyższemu rangą, mając na względzie iż Mirmidia jest najwyższa ze wszystkich.
2. Zaplanować wszystkie walki z jak najmniejszą ilością strat w ludziach.
3. Oszczędzić otoczonego wroga, jeśli nie dopuści się największego dyshonoru.
4. Bronić wiernych i wspierać ich."



Figurka rycerza Zakonu Myrmidii

Pomysłodawcy zakonów Starego Świata czerpali pełnymi garściami z prawdziwej historii i widać, że ich dziełom wyszło to na dobre. Zakony Warhamerra i dobrze wpasowują się w koncepcję świata, a swoją różnorodnością zdecydowanie dodają mu kolorytu.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 662
Reputacja: 5590
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166