Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Felietony
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Prawem i lewem<!-- google_ad_section_end -->
Prawem i lewem
Autor artykułu: Kelly
05-05-2008
Prawem i lewem

W jednym z numerów miesięcznika „Magia i Miecz” przeczytałem artykuł na temat szlachty w Starym Świecie. Ponieważ wyższe warstwy ludności mają pewne przywileje, także rozpoczynający swoją zabawę w Warhammera gracz, który wylosuje dobrze urodzoną postać, będzie się nimi cieszył. Ze względu na to, że początkujący GM może sobie z owymi przywilejami nie radzić, autor owego tekstu zaproponował kilka sposobów na uprzykrzenie życia takiemu panu, który myśli, że skoro dobrze rzucił kostką podczas losowania, cały świat powinien padać mu do nóg. Jedną z propozycji autora było wplatanie zbyt napuszonego szlachcica w proces sądowy, zarówno w charakterze strony, jak i arbitra. Proces zaś to sprzeczne interesy, często namiętności, duże ilości różnych praw, obyczajów, precedensów oraz możliwość ośmieszenia się. Przy czym, jak sugerował autor tekstu, od przeciętnego podróżnika nikt nie spodziewa się jakiejś specjalnej znajomości prawa, ale od szlachcica, szczególnie w jakiejś odległej od Altdorfu pipidówce, gdzie zawodowych jurystów nigdy nie było ...

Kiedy przeczytałem artykuł i przemyślałem sprawę, stwierdziłem, że to może być całkiem niezły pomysł nie tylko do Warhammera i nie tylko do postaci szlachcica. Szczególnie, jeżeli okaże się, że w danej okolicy istnieją specyficzne prawa i zwyczaje, które należy uwzględniać podczas rozwiązywania wszystkich sporów. Oto mamy potężną drużynę, mającą na koncie kilka smoków, nie mówiąc już o drobnicy, która nagle dostaje zadanie rozstrzygnięcia jakiejś spornej kwestii. Zobaczymy, jak sobie poradzą nie mogąc posługiwać się mieczem i oszczepem, ale inteligencją i wiedzą prawniczą? Albo, co się stanie, jeżeli nagle gracze okażą się stroną i naprzeciwko siebie będą mieli nie straszną potworę, ale doświadczonego znawcę prawa?

Rzecz jasna, konstruując takie sytuacje można posłużyć się intuicją oraz potoczną wiedzą, jednak o ileż ciekawiej byłoby, gdyby dało się zaskoczyć graczy jakimiś zupełnie innymi regułami. Coś poza standardem oraz rutyną pozwoliłoby: po pierwsze – wybić graczy ze sztampowego podejścia, po drugie – sprowokować całą masę sytuacji stanowiących świetne epizody, albo wręcz dających możliwości tworzenia na ich podstawie kolejnych przygód. Wprawdzie motyw to dość oklepany, występujący chociażby w cyklach fantasy Burroughsa, ale stosunkowo w role playing rzadko wykorzystywany. Przypuszczam, że powodem takiej sytuacji jest nieznajomość przez GMów innych systemów prawnych, niż nasz, zakorzeniony w starożytnym Rzymie. Wymyślić zaś coś samemu tak, żeby miało to ręce i nogi, stanowi spory kłopot dla nieorientującego się w tej dziedzinie laika. Dlatego właśnie powstał ten tekst opowiadający o celtyckim prawie brehon. Rzecz jasna, to tylko drobny fragment obowiązujących przepisów, ale na tej bazie można już coś sprokurować. Zapraszam więc do czytania i do wykorzystywania tej wiedzy na swoich sesjach.



Sąd Parysa, obraz Petera Paula Rubensa przedstawiający jeden z najsłynniejszych sporów wszechczasów. Parys rozstrzygając, której bogini przyznać złote jabłko zażądał od Hery, Ateny i Afrodyty, ażeby ukazały mu się w pełnej krasie. Rzecz jasne, w grach role playing graczom także można dać możliwość tworzenia precedensów dotyczących postępowania i wyroków, choć niekoniecznie w stylu Parysa


Kilka słów na początek


Według legend, pierwsze irlandzkie prawa ustanowił arcykról Ollav Fodhla w VIII wieku przed n.e. Biorąc pod uwagę obecny stan wiedzy, celtycka migracja na ziemię Irlandii miała miejsce paręset lat później. Ollav Fodhla na pewno wiec nie żył w wieku VIII p.n.e., natomiast możliwe, iż legendy o nim zawierają jakieś elementy prawdy. Może faktycznie u zarania cywilizacji celtyckiej na Zielonej Wyspie istniał władca, który zasłużył się w dziedzinie ujednolicenia i spisania prawa. Podobno właśnie od Ollava Fodhli, co trzy lata lud z całej Irlandii zbierał się w Tarze na wielkim zjeździe zwanym Feis Teamhrach. Rozsądzano tam wszystkie najważniejsze spory, tudzież stanowiono nowe prawa. Taki sposób tworzenia przepisów utrzymał się zresztą do czasów historycznych. W Druim Cett (574 lub 575 rok) odbyło się na przykład zgromadzenie, na którym dokonano sądu nad bardami. Wtedy to między innymi zniesiono dekrety wypędzające bardów z Zielonej wyspy i nakazano im, jednocześnie, stworzyć ujednolicony system szkolnictwa w całym kraju.

Ponad sto lat później, bo w roku 697 n.e. zjazd (wiemy, o co najmniej pięćdziesięciu jeden królach i czterdziestu dostojnikach kościelnych w nim uczestniczących) uchwalił tzw. "lex innocentium", czyli "prawo niewinnych", obowiązujące nie tylko w Irlandii, ale również w Szkocji. Chroniło ono osoby nie mogące się bronić podczas działań wojennych, czyli przede wszystkim kobiety, dzieci, starców, ludzi kościoła. Pierwsze teksty prawnicze pisane były zazwyczaj siedmiosylabową linijką kończącą się daktylem - specjalnym zestawieniem trzysylabowym o ustalonej kadencji, czyli końcówce. Według historyków literatury, świadczy to o ich pochodzeniu z tradycji ustnej. Najstarsze znane irlandzkie teksty prawnicze pochodzą z VI lub VII wieku naszej ery. Jednak, niewątpliwie, przedstawiają one stan prawny, który kształtował się przez setki lat.

Prawnicy

Z pewnością w całym społeczeństwie celtyckim rola pierwszych prawników przypadła druidom. Nie na próżno Strabon pisał, iż "uważa się ich za najsprawiedliwszych ludzi." Osądzali oni rozmaite sprawy stojąc u boku królów, im przedstawiano spory na wielkich zjazdach i jarmarkach, oni wreszcie dokonywali, nieraz, rozstrzygnięć nawet na polu bitwy. Strabon pisał: "sprawowali oni arbitraż w czasie wojny i nieraz doprowadzali do pojednania przeciwników już mających się rozwinąć w szyk bojowy." A Diodor Sycylijczyk podaje między innymi: "Nieraz się bowiem zdarza, że gdy armie idą naprzeciw sobie w szyku bojowym z dobytymi mieczami i włóczniami podniesionymi do ataku, oto ludzie ci wychodząc przed szeregi i stając między nimi zażegnują konflikt, jak gdyby zaklęciami spętali jakieś dzikie bestie." Nie zawsze jednak konieczne było przerywanie bitwy. Druidzi - prawnicy wykorzystywani byli również jako mediatorzy w sporach między poszczególnymi fine i tuath. Wspominają o tym zarówno Diodor, jak i Strabon. Z kolei z innych tekstów dowiadujemy się, że na przykład Finnchaemh, druid króla Connachtu Dahti, został wysłany do króla Feredacha do Alby, aby wystąpić w roli arbitra pomiędzy skłóconymi monarchami.



Używany przez druidów celtycki alfabet Ogham.

Obok druidów zaistniała jednak jeszcze jedna warstwa społeczna, która dokonywała interpretacji prawa. Byli to bardowie. Może wynikało to stąd, iż od wieków zajmowali się oni gromadzeniem wiedzy genealogicznej. Ponieważ irlandzkie prawo w znacznej mierze opierało się na prawach i obowiązkach pokrewieństwa, tak naprawdę, wyroki mógł ferować jedynie osobnik, który owe stosunki znakomicie znał. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa, klasa druidów zaniknęła, natomiast warstwa bardów rozwijała się coraz mocniej. Po kilkuset latach ludzie już zupełnie nie pamiętali o roli druidów, natomiast znakomicie zdawali sobie sprawę o znaczeniu bardów w prawodawstwie. Prokurator Irlandii z XVII wieku John Davies pisał: "Od czasów gdy Amairgain o białym kolanie, poeta, ogłosił pierwszy wyrok w Erinie, jedynie files, czyli poeci, posiadają prawo ogłaszania wyroków." Tak więc mieliśmy tu poetów, ale nie zwykłych bardów, jakich mnóstwo wałęsało się po Zielonej Wyspie, ale filidów, czyli osobników wybitnie wykształconych. Można przypuszczać, iż wykształcenie prawnicze, znajomość genealogii i precedensów okazała się tak absorbująca, że część filidów musiała się skupić na prawodawstwie, rezygnując z innych dziedzin wiedzy bardów. Tak powstali sędziowie prawa brehon. Nazywano ich brehonami lub aignesa. To ostatnie słowo prawdopodobnie pochodzi od "aigness", czyli "bronić, przekonywać". Znamy nawet imiona niektórych brehonów. Na przykład druid Cennfael, za czasów króla Cormaca mac Arta (III wiek n.e.), uznawany był za niekwestionowany autorytet prawny. Wiemy również o znakomitej prawniczce Brigh, bowiem wśród brehonów zdarzały się także kobiety. Innym wybitnym jurystą był Aonghus mac Airt, główny sędzia szczepu Desi.

Prawo małżeńskie

Prawo irlandzkie miało za zadanie "naprawiać krzywdy oraz chronić słabych i biednych." Swoim zasięgiem obejmowało niemal wszystkie dziedziny życia. Między innymi wiele uwagi poświęcało małżeństwu i życiu rodzinnemu. Co szczególnie interesujące, wielu autorów zwraca uwagę na podobieństwo tej sfery prawnej Celtów i Hindusów. Ponieważ są to dwa ludy tak odległe od siebie, wydaje się nieprawdopodobne, by obydwa systemy miały wspólne korzenie. Jednak niektóre podobieństwa są zaiste zadziwiające. Przykładem identycznego wspólnego rozwiązania danej kwestii było prawo wyznaczonej córki. Chodzi tu o sytuację, kiedy rodzina nie posiadała synów i w związku z tym nie miał kto dziedziczyć majątku. Ojciec - głowa domu wyznaczał wtedy jedną ze swych córek, która poślubiała krewnego. Spadkobiercami byli wtedy jej synowie, a ona dożywotnio zarządzała majątkiem. W Indiach taką dziewczynę nazywano "putrika", czyli "podobna synowi" (putra - syn), natomiast w Irlandii "ban - chomarba" - "żeńska dziedziczka".



Para szlachecka w Brytanii ok. 200 r. p. n. e., ilustracja Petera Conolly

W naszym społeczeństwie istnieje tylko jeden rodzaj małżeństwa. Albo jest się mężem i żoną, albo nie. Co najwyżej możemy mówić o ślubie kościelnym lub cywilnym. Jednak bez względu na to, czy ślubowaliśmy w obliczu Boga, czy też wyłącznie przed urzędnikiem państwowym, istnieją tylko dwa stany: albo jest się w związku, albo nie. Zupełnie inaczej było w Irlandii. Jeden z traktatów wyróżnia aż dziesięć rodzajów małżeństwa. Ponieważ prawdopodobnie dwa rodzaje małżeństw były pewnymi rozwinięciami form zwyczajowych i zostały dodane później, mamy osiem podstawowych opcji zawierania związku. Co ciekawe, sama liczba ośmiu małżeństw jest zgodna hinduskim Prawem Manu. Nie wiemy, na czym polegały wszystkie istniejące w Irlandii formy zawierania małżeństw, przytoczmy jednak najważniejsze ich rodzaje. Najpierw wymieńmy związki stałe, różniące się bogactwem wnoszonym przez strony. Zamożniejszy mógł być mężczyzna, kobieta, bądź zasoby obydwu małżonków mogły być porównywalne. Prawo opisywało nie tylko, na czym polega dany związek, ale również, jakie uprawnienia w takim związku mają małżonkowie. Decydujący głos w związkach stałych posiadała strona, która wniosła do małżeństwa więcej, nie mniej prawo broniło również osobę z mniejszym udziałem. Bogatszemu małżonkowi nie wolno było na przykład podjąć decyzji naruszającej podstawy istnienia majątku danej pary, a jeszcze większe obostrzenia towarzyszyły dysponowaniu majątkiem małżonka biedniejszego. Pozostałe rodzaje, to związki czasowe. Między innymi wyróżniano tu "lanamnas ecne" - "małżeństwo przez uprowadzenie siłą", "lanamnas tothla" - "uprowadzenie podstępem" oraz "związek przyjęty na prośbę mężczyzny".

Oprócz związków małżeńskich, irlandzkie prawo dopuszczało konkubinat w następującym rozumieniu tego słowa: oto mężczyzna mógł, oprócz żony głównej, zawrzeć związek z jeszcze inną kobietą. Traktaty nie formułują szczegółowo sytuacji, w której konkubinat byłby dopuszczalny. Należy więc przypuszczać, że była to decyzja męża, choć być może na całą rzecz musiała wyrazić zgodę dotychczasowa małżonka. Małżonek decydujący się na konkubinat był obowiązany wręczyć głównej żonie specjalne odszkodowanie, ponieważ w jego sercu nie była już tą jedyną. Mimo, iż druga żona miała wszelkie prawa małżeńskie, a mąż był zobowiązany wręczyć jej zwyczajową opłatę przedślubną, to jednak stała na gorszej pozycji niż żona główna. Już samo jej miano "adaltrach" oznaczało także "cudzołożnicę". Prawo bardzo szczegółowo wkraczało w życie rodzinne regulując stosunki pomiędzy główną małżonką, a żoną drugą - konkubiną. O tym, jak owe regulacje wyglądały nich świadczy fakt, iż zabicie jej przez żonę główną, o ile wynikało to z zazdrości, nie było w ogóle karane. Jest to jeden z siedmiu przypadków niekaralnego zabójstwa w irlandzkim prawie.



Opowieść bardki
, rycina Petry „Rilyn” Rudolf

Kobieta w swoim arsenale miała jeszcze jedna broń przeciwko niewłaściwemu zachowaniu męża: mianowicie rozwód. Oczywiście zabierała wtedy przysługującą jej część majątku. Posługując się tą groźbą żony zapewne mogły w poważnym stopniu zabezpieczyć się przed wyskokami męża. Inna rzecz, że one same były ograniczone w identyczny sposób. Rozwieść się było można zawsze, jeżeli solidarnie chciały tego obydwie strony lub z wielu powodów, które dziś uznalibyśmy za dość kontrowersyjne np. zbyt głośne chrapanie lub otyłość. Innymi powodami mogły być np. bezpłodność, nieokazywanie szacunku, homoseksualizm, impotencja, czy tez niemożność utrzymania małżonki. Powiedzieć adieu żona mogła także, gdy mężczyzna wyjawił któryś z sekretów małżeńskiego łoża, albo po prostu, gdy stał się dla niej odrażający. Dzieci, które narodziły się z takiego związku, były wychowywane przez matkę, natomiast ojciec miał łożyć na utrzymanie ich.

Prawo brehon zawierało również konieczność wyrażenia zgody obydwu partnerów na odbycie aktu seksualnego. Każda inna sytuacja, zresztą słusznie, uznawana była za gwałt. Dotyczyło to zarówno małżeństwa, jak i osób stanu wolnego. Czyli żona nie musiała się panu domu tłumaczyć bólem głowy. Wystarczyło jej nie i sprawa była zamknięta. Przy czym, żeby było ciekawiej, jako gwałt określano nawet pocałunek bez aprobaty drugiej strony, czy uniesienie sukni kobiety.

Procedury prawne


Na Zielonej Wyspie miast nie było, nie było również gmachów sądów i w ogóle odpowiedzialności prawnej, o którą dba państwo. Sprawy, które toczyły się pomiędzy poszczególnymi osobami miały zawsze charakter prywatny. Z jednej strony stał oskarżyciel, z drugiej - oskarżony. Wszystko opierało się na zgodzie obydwu stron na stanięcie przed neutralnym sędzią opłacanym za rozstrzyganie sprawy. Zazwyczaj taka opłata wynosiła jedną dwunastą sumy, która podlegała zaskarżeniu.

Sędzia był biegły w prawie brehon, ale nie mniejszymi znawcami musieli być adwokaci, którymi posługiwały się obydwie strony. Ich pierwszym posunięciem było ustalenie niezwykle skomplikowanej procedury. Na Zielonej Wyspie istniało bowiem aż pięć jej rodzajów tzw. "Pięć Ścieżek Sądu", stosowanych odpowiednio przy różnych rodzajach spraw. Biegły adwokat musiał na samym początku procesu ustalić właściwą ścieżkę, gdyż w przeciwnym wypadku, jeżeli konieczna była zmiana procedury w trakcie procesu, musiał zapłacić grzywnę. Lecz i na sędzim spoczywał niemały obowiązek. Prawo irlandzkie, oprócz określonych reguł, opierało się bowiem na precedensach. Arbiter wydając wyrok musiał przytoczyć "fasach", czyli właśnie maksymę prawną lub oprzeć się na wydanym niegdyś wyroku. Ten ostatni wypadek zachodził, gdy prawo nie wystarczająco precyzowało obowiązki stron w zaistniałej sytuacji. A to oznaczało przyswojenie sobie olbrzymiej wiedzy prawniczo - historycznej. Ten typ prawa zresztą w dalszym ciągu obowiązuje w krajach anglosaskich. Oprócz szczegółowych procedur traktaty opisywały również system rękojmi, który zagwarantować miał realizację wydanego wyroku. Przykładowo, istniały trzy rodzaje poręczycieli:
- naidm, który przyrzekał na honor, iż będzie pomagał wierzycielowi domagać się stosownego zadośćuczynienia. Przy czym wielkość zadośćuczynienia stanowiła wypadkową dwóch wielkości: doznanej krzywdy oraz honoru ofiary. Im wyższa była pozycja pokrzywdzonego, im miał wyższy majątek i więcej klientów, tym większy był jego honor, a więc i wyższa "dire", czyli "grzywna",
- aitire gwarantował własną osobą i wolnością realizację należności przez dłużnika,
- rath przyrzekał, że albo zmusi dłużnika do zapłaty odszkodowania, albo zapłaci sam.



Druid, obraz Timothy Kou

Prawo podawało przypadki, w których wystarczała jedna forma poręki, ale bywały przypadki, w których konieczna była konkretna, określona z góry forma, a niekiedy nawet wszystkie jednocześnie. A jak zmusić kogoś do poddania się osądowi? Prawodawstwo przewidywało i takie wypadki. Jednym z ciekawszych sposobów przymuszenia kogoś do zadośćuczynienia lub poddania się arbitrażowi był post. Wyobraźmy sobie, iż jakiś wielki wojownik i mąż sławny wyrządził nam krzywdę, za którą możemy żądać odszkodowania. W takim przypadku powinniśmy się udać przed jego dom, tam usiąść przy progu i głodować przez całą noc. Nasz post zobowiązywał oskarżonego, by również nic nie jadł. Złamanie tego prawo oznaczało, iż będziemy mogli zażądać dwukrotnie więcej niż to się pierwotnie należało. Oskarżony mógł wprawdzie coś przekąsić, ale wcześniej musiał nakarmić osobę poszczącą przy bramie. Jednocześnie ofiarując tej osobie posiłek powinien obiecać, że albo zapłaci odpowiednią kwotę, albo zgodzi się stanąć przed sądem. Gdy nie uczynił tego przez trzy dni mogliśmy po prostu wejść mu na majątek.

Reguła trzech dni dotyczyła jedynie warstw wyższych. W przypadku pospólstwa możliwe było natychmiastowe zajmowanie majątku. Jeżeli jednak, ktoś miał po prostu w nosie nasz post i lekceważył związane z tym prawa, a był na tyle silny, że nie mogliśmy zająć jego majątku? W takim przypadku automatycznie tracił honor, a dla Irlandczyka była to straszna zmaza na życiorysie. Dodatkowo tracił wszelkie uprawnienia legislacyjne wynikające z własnej pozycji i nie mógł na przykład sam zakładać spraw przeciwko innym. A to był dopiero początek, gdyż oprócz utraty praw poddawano go ostracyzmowi, określanego słowem "dibirt". Człowiek wyostracyzmowany był nikim, powietrzem. Nie istniał dla ludzi. Zresztą ten rodzaj kary charakteryzował również prawodawstwo Celtów kontynentalnych. W VI księdze bowiem "Wojny galijskiej" Cezar pisał "Ci, których takie wykluczenie obejmuje, są stawiani na równi z bezbożnikami i zbrodniarzami, wszyscy od nich stronią, unikają zetknięcia i rozmowy z nimi, aby przez te kontakty sami nie narazili się na nieszczęście. Nie maja oni prawa dochodzić sprawiedliwości, nie powierza się im żadnych godności." Co interesujące, ten element dawnego prawa przetrwał stulecia. Jeszcze na przełomie XVII i XVIII stulecia bowiem zdarzały się przypadki ostracyzmu w Szkocji. Po środek ten, jako ostateczną broń w walce z okupantem sięgnęła Irlandzka Liga Ziemska w połowie XIX wieku. Był to okres Wielkiego Głodu podczas którego Irlandia straciła dwa i pół miliona osób na skutek śmierci i emigracji. Niedobór żywności wywołany był przez rabunkową eksploatację gleby przez angielskich obszarników, absolutnie nie dbających o odnawianie upraw. Synonimem takiego bezwzględnego wyzyskiwacza stał się Charles Cunningham Boycott, administrator ziem hrabiego Erne w hrabstwie Mayo. Boycott został poddany ostracyzmowi społecznemu i w ten sposób przeszedł do historii dając językom europejskim zupełnie nowy wyraz. Od jego bowiem nazwiska pochodzi słowo "bojkot", które nieraz słyszymy w radiu, czy telewizji.


Karykatura Charlesa Cunninghama Boycotta
zamieszczona w magazynie Vanity Fair

Prawo medyczne

Prawo brehon to morze szczegółowych przepisów dotyczących wszystkich dziedzin życia. Między innymi dotyka kwestii medycyny. Przepisy dotyczące tej sfery zawarte są w dwóch traktatach znajdujących się obecnie w zbiorach National Library. Noszą one nazwy "Wyroki w sprawach o krew" oraz "Wyroki Diana Cecht". Wprawdzie sam manuskrypt, w którym odkryto owe traktaty pochodzi z wieku XV, ale pisma prawnicze są co najmniej 600 lat starsze. Najpóźniejsza data ich stworzenia to wiek VIII, ale przynajmniej niektóre fragmenty mogą pochodzić z wieku VI. Mamy więc do czynienia z bardzo starym materiałem źródłowym, który bez jakichkolwiek przeinaczeń pokazuje nam zasady prawa w medycynie wczesnego średniowiecza.

Trzeba przyznać, że prawodawstwo to uderza współczesnego czytelnika nowoczesnością rozwiązań oraz zdroworozsądkowym podejściem. Przede wszystkim, osobnik, który zranił drugiego, musiał nie tylko zapłacić grzywnę, ale odpowiadał również za wyleczenie ofiary. Gdy mijało dziewięć dni od zranienia lekarz określał stan pacjenta. Jeżeli umierał, to cóż ... była sprawa o zabójstwo, ale jeżeli można było liczyć na wyzdrowienie, to osoba, która skrzywdziła rannego miała obowiązek wziąć go do swojego domu, opiekować się nim i utrzymywać go. Traktaty dokładnie określają, jak należy traktować pacjenta i jakie przysługuje mu wyżywienie. Zależało ono przede wszystkim od pozycji społecznej. Każdemu przysługiwały dwa bochenki chleba dziennie, selery (uznawane za mające szczególnie duże właściwości lecznicze) i nieznana nam ilość świeżego mięsiwa. Klasy wyższe dodatkowo należało raczyć dodatkowo miodem, czosnkiem, oraz solonym mięsem. Solone mięso podawano codziennie od wigilii do środy popielcowej, a od Wielkiej nocy do końca lata dwa razy na tydzień. Klasy niższe otrzymywały solone mięso raz w tygodniu - w niedzielę i tylko od wigilii do środy popielcowej.

Z innych wymagań prawo żądało na przykład by:
- do pacjenta nie dopuszczać ludzi głupich, szalonych, tudzież wrogów chorego,
- w kwaterze pacjenta nie można było się bić, jak również karcić dzieci,
- do łoża pacjenta nie mogło dochodzić szczekanie psów i chrząkanie świń,
- nie wolno było budzić pacjenta gwałtownie, nagle,
- nie wolno było podnosić przy pacjencie głosu, kłócić się, krzyczeć.
Ale opieka nad rannym to była jedna sprawa. Drugim obowiązkiem krzywdziciela było utrzymanie świty pacjenta. Każdy bowiem wolny człowiek miał prawo, by stosownie do swej pozycji posiadać grupę towarzyszy. Oznaczało to dla winowajcy dodatkowe kilka gęb do wyżywienia. Wiadomo bowiem o orszakach liczących cztery, czy nawet osiem osób. Wreszcie jeszcze jeden drobiazg - osoba, która skrzywdziła rannego była zobowiązana znaleźć kogoś, kto będzie wykonywał za pacjenta jego pracę w czasie rekonwalescencji.



Druidka, obraz Liezl A. Buenaventury

Wszystkie te wyżej wymienione warunki zostały opisane w "Wyrokach w sprawach o krew", czyli w "Bretha Crólige". Można przypuszczać, iż wywodzą się one z archaicznych praw celtyckich, ponieważ już w VIII wieku nie obowiązywały. Potwierdza to "Crith Gablach" pochodzące prawdopodobnie z tego wieku, które ten sposób opieki nad pacjentem nazywa "już niestosowanym".

Inny charakter mają "Wyroki Diana Cecht". Jest to traktat poświęcony przede wszystkim prawnym szczegółom stosunku lekarz - pacjent. Ustala on na przykład wysokość zapłaty dla lekarza, która zależała od wielkości rany i pozycji poszkodowanego. Tekst poświęca wiele uwagi również samym ranom. Opisuje części ciała, których okaleczenia bywają szczególnie niebezpieczne (tzw. dwanaście wrót duszy) i podaje sposób mierzenia wielkości ran przy pomocy ziarenek zboża.

Kim był ów Dian Cecht, iż jego imieniem nazwano prawniczy traktat o medycynie? Należał do Tuatha De Danann i był wspaniałym lekarzem. Dawne teksty przypisują mu między innymi, iż potrafił dokonywać międzygatunkowej transplantacji organów. Zdarzyło się bowiem kiedyś, iż jeden z wojowników stracił oko. Dian Cecht na to miejsce wprawił mu oko kota. Lecz jak podają mity, nie było to ze zbyt wielką korzyścią dla owego męża. Bowiem odtąd w dzień stale spał, a w nocy budził go najmniejszy pisk myszy. Prawdziwie wielkim wyczynem boskiego lekarza było stworzenie srebrnej ręki dla Nuady, króla Tuatha De Danann. Jak mówi o tym "Księga najazdów", Nuada dzielnie prowadził swój lud do zwycięstw nad zamieszkującymi w tym czasie Irlandię Fomorianami. Niestety, podczas największej z bitew stracił rękę. A ponieważ celtycki król musiał być doskonały, by w prawidłowy sposób realizować funkcje pośrednika pomiędzy światem realnym a duchowym, jednoręki Nuada musiał ustąpić z tronu. Zastąpił go Bres, pół Fomorianin zresztą, a Tuatha De Danan mieli nadzieję, że dzięki temu uda się położyć kres wojnie pomiędzy dwoma narodami. Jakoż i faktycznie - wojna się skończyła, ale Bres okazał się bardzo złym władcą. Dlatego też Lud bogini Danu pragnął powrotu Nuady na tron. Dian Cecht, przy pomocy kowala Creidne, wykonał wspaniałą rękę z czystego srebra, która niczym nie różniła się od pierwowzoru. Przytwierdzona do ciała władcy poruszała się niczym normalna kończyna. Nuada, nie mając już skaz cielesnych, na powrót został królem, (zaczęto do jego imienia dodawać przydomek "Argentlam", czyli "Srebrnoręki") i poprowadził swych rodaków do decydującego zwycięstwa nad Fomorianami pod Mag Tuired. Niestety, zginął w tej bitwie, a jego następcą został młody Lug.



Dian Cecht na hiszpańskiej karcie

Również sam Dian Cecht odgrywał ważną rolę w bojach, bowiem ożywiał śmiertelnie rannych wojowników podczas kąpieli w studni Slane. Był też osobnikiem dbającym o równowagę w przyrodzie. Jeden z mitów mówi, iż Meiche, syn bogini Morrigan, w sercu miał trzy węże. Przepowiednia orzekła, że jeżeli owe gady dorosną, to pożrą wszystkie zwierzęta na Zielonej Wyspie. By do tego nie dopuścić Meiche został zabity właśnie przez Dian Cechta. Jednak, ten ówczesny Judym, pomagający rannym na lewo i prawo, miał swoją ambicję. Otóż pragnął być najlepszym doktorem, jaki istnieje na Ziemi. Ambicja ta pchnęła go nawet do zamordowania własnego syna Miacha. Chłopak był podobno wspaniałym lekarzem, nawet lepszym niż Dian Cecht. Zazdrosny o rosnącą sławę syna, ojciec zabił go. Jak powiada mit, Dian Cecht chcąc udowodnić swoją wyższość trzykrotnie ciężko ranił Miacha i trzykrotnie uleczył go. Czwarty cios jednak dotarł do mózgu i Dian Cecht, który posunął się za daleko w swoim gniewie, nie mógł już nic zrobić. Gdy zaś na mogile Miacha wyrosło 365 gatunków ziół leczniczych, które cierpliwie wyzbierała jego siostra Airmed, wielki lekarz pomieszał je, by nikt nie mógł odkryć ich pełnej tajemnicy. Jak widać, Dian Cecht łączył w sobie dobrotliwą chęć pomocy z wielką pychą i nie zawsze ta pierwsza kierowała jego działaniami.

Prawo dawnej Irlandii jest dla nas tworem dość dziwnym. Sama istota prawa - obrona słabych - jest całkowicie zgodna z założeniami naszego prawodawstwa, jednak realizacja owej istoty następowała niekiedy w sposób nas zdumiewający. Jednak, choć może to się wydać dziwne, owa maszyneria prawa brehon działała i to całkiem sprawnie regulując życie społeczne i niedopuszczając do anarchii.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 681
Reputacja: 6995
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
96%96%96%
4.8
Przekaz
60%60%60%
3
Wrażenie Ogólne
60%60%60%
3
Głosów: 5, średnia: 83%

Narzędzia artykułu

  #1  
Latilen on 26-10-2008, 10:35
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:100%


Bez Twoich artykułów Li byłoby takie puste ;]
Aż mnie natchnąłeś na dodanie kilku podpunktów do Cyrku. Kłaniam się w pas ;]
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166