Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Niespodzianka ;)<!-- google_ad_section_end -->
Niespodzianka ;)
Autor artykułu: Midnight
04-09-2007
Niespodzianka ;)


Masz szluga?


Zapity glos przerwal jej czytanie. Zdziwiona uniosla glowe napotykajac przekrwione oczy lumpa spod mostu.

- Przykro mi ale nie pale.

Mezczyzna wzruszyl ramionami i oddalil sie chwiejnym krokiem w strone nocnego. Przez chwile sledzila jego poczynania, lecz dosc szybko dala sobie spokoj. Ta noc byla juz dostatecznie spartaczona, zeby sobie jeszcze glowe zawracac spolecznymi zerami. Z westchnieniem powrocila do lektury gazety. Ksiezyc swiecil dzis na tyle jasno, ze nawet bez brudnego swiatla latarni litery byly doskonale widoczne. Nagle ktos, po raz kolejny stanal nad nia, a ona majac juz dosc ciaglego pytania o fajki wybuchnela.

- Nie, nie mam fajek, skretow, drobnych ani tez nie pojde z toba w krzaki za piec zlotych.


- Najmocniej pania przepraszam. Chcialem jedynie zapytac o droge do najblizszego w miare przyzwoitego hotelu. Naprawde nie mialem nic z tych rzeczy na mysli. Pani raczy wybaczyc.

Zdziwiona uniosla glowe. Przez chwile miala wrazenie iz przeniosla sie o dobre kilka stuleci wstecz. Mezczyzna, ktory przed nia stal ubrany byl w dlugi czarny plasz i wygladajacy na dosc drogi czarny garnitur. Jego zadbana dlon spoczywala na srebnej galce laski, ktora delikatnie sie podpieral. Twarz nieznajomego sprawiala wrazenie starej, wrecz wiekowej. Wlasciwie nie wiedziala dlaczego, gdyz z wygladu mogl miec najwyzej trzydziestke, jednak jego oczy... Tak, zdecydowanie to wlasnie te oczy byly przyczyna dla jakiej przykleila mu latke "wiekowego".

- To ja przepraszam. Ta okolica nie nalezy do najprzyjemniejszych, a ja mialam zly dzien. Nie powinnam sie wyladowywac na obcych.

Usmiechnela sie przyjaznie po czym wstala z lawki, na ktorej spedzila ostatnie dwie godziny oczekujac na swgo ksiecia z bajki.

- Pozwoli pan, ze go zaprowadze. Wynajmuje pokoj niedaleko stad w calkiem przyjemnym hotelu prowadzonym przez mlode malzenstwo. Naturalnie o ile moje towarzystwo panu odpowiada
.

Nie widziala dlaczego zachowuje tak wzniosly i patetyczny ton. Ten mezczyzna dzialal na nia wlasnie w ten sposob sprawiajac, iz nie mogla sie powstrzymac.

- Alez prosze wybaczyc moje maniery. Luis DeVero do uslug. Z przyjemnoscia udam sie z pania w owo czarowne miejsce.

Nie, no teraz to jednak przesadzil. Przemknelo jej przez mysl lecz nie wypowiedziala tego glosno. Usmiechnela sie jedynie po raz kolejny i ruszyla przodem.

- Weronika Karska. Milo mi pana poznac...

- Luisie, jezeli moge prosic. Pan brzmi tak... staro.

Omal nie parsknela glosnym smiechem... Naprawde skad ten facet sie urwal?! Moze to zbieg z wariatkowa, albo szaleniec, ktory jeszcze tam nie trafil... Normalny to on napewno nie jest.





Gawedzac o litelaturze i sztuce (gdy zaproponowal ten temat wybuchnela gwaltownym kaszlem) dotarli wreszcie do hoteliku Pod Karmazynowym Lwem. Sliczny, maly budynek pamietajacy jeszcze czasy sprzed wojny otoczony byl wspaniale utrzymanym ogrodem. Weronika lubila sie tu zatrzymywac ilekroc wypadl jej wyjazd sluzbowy do Krakowa. Ceny byly przystepne, jedzenie znakomite i przede wszystkim bylo czysto. Tylko okolica nie najlepsza ale to mozna jakos wybaczyc. Pan Stefan wciaz jeszcze nie spal wiec Luisowi szybko zostal przydzielony pokoj, jak sie okazalo sasiadujacy z jej wlasnym. Rzuciwszy krotkie „Dobranoc” ruszyla po schodach i juz po chwili rozkoszowala sie strumieniem cieplej wody padajacym na jej zgrabne cialo. Weronika miala dwadziescia szesc lat. Od trzech lat pracowala w firmie swojego ojca zajmujacej sie projektowaniem i wykanczaniem domkow jednorodzinnych. Lubila swoja prace i czeste wyjazdy z nia zwiazane. Ten jednak byl wyjatkowy. Dzisiejszej nocy miala sie spotkac z kims bardzo dla niej waznym. Marka poznala rok temu na jednym z targow. Mily chlopak w jej wieku z burza blad wlosow i zawadiackim usmiechem bez trudu zdobyl jej serce. Dzisiejszej nocy byla rocznica ich spotkania, a on sie nie zjawil. Slone lzy naplynely jej do oczu lecz szybko otarla je wierzchem dloni. Jeszcze tego brakowalo zeby plakala przez jakiegos faceta.
Nagly halas w pokoju przerwal jej rozmyslania. Kto to moze byc do diabla?! Zaniepokojona wyszla szybko z kabiny i otuliwszy sie miekkim recznikiem ostroznie uchylila drzwi. Cios spadl znienacka, nawet nie zdazyla sie oslonic. Zapadla w ciemnosc.



Budzila sie powoli. Bol glowy i potezny odruch wymiotny sprawialy iz niechetnie otwierala oczy. Bylo jej zimno, straszliwie zimno. Odruchowo otulila cialo rekami aby ofiarowac mu choc odrobine ciepla. Zaplacila za to dlugimi torsjami po ktorych ustapieniu dlugo siedziala bez ruchu. Pomieszczenie do ktorego ktos ja wrzucil mialo gladkie, szare sciany bez okien i potezne stalowe drzwi. Miala wrazenie iz jest w jakims wiezieniu choc nie wiedziala jak sie tu znalazla. Jej ubranie gdzie wyparowalo pozostawiajac ja bezbronna wobec chlodu i szczorow, ktore jakims cudem znalazy sobie droge do tej celi. Zaczela wolac. Jej krzyki odbijaly sie od scian powodujac kolejne fale bolu. Wreszcie przestala. Zchrypnieta, wykonczona wymiotami, zalamana....

Kilka godzin pozniej drzwi nagle sie otwarly. Zdziwiona nie ruszlala sie z koca, ktory sluzyl jej za poslanie. Tam tez uderzyl w nia strumien lodowatej wody wypuszczony z weza strazackiego trzymanego przez roslego mezczyzne. Stalo sie to tak niespodziewanie, ze nie zdazywszy zlapac na czas powietrza. Zaczela sie krztusic. Gdy byla juz bliska smierci poprzez utopienie ktos zakrecil wode. Nad soba uslyszala meski glos.

- Zabierzcie ja na gore... Szef chce sie zabawic.

Nie majac sily protestowac pozwolila im postawic sie na nogi i zawlec do jakiegos pokoju gdzie niezdarnie ubrano jej biala sukienke, a mokre blad wlosy spieto wyszukana spinka. Znosila te zabiegi ze spokojem czlowieka pogodzonego ze swoim losem. Coz bowiem mogla zrobic? Slaba, wymeczona, smiertelnie przerazona. Nie miala pojecia gdzie sie znajduja ani tez kim jest ow "szef". Nie wiedziala nawet ktora moze byc godzina.... Wreszcie zaprowadzono ja do obszernej sypialni. Glownym elementem wystroju tego pomieszczenia bylo stare loze z baldachimem zaslane wygladajaca na jedwabna, posciela. Goryle ustawili ja na srodku pomieszczenia po czym szybko sie oddalili. "Szef chce sie zabawic". Slowa te brzmialy w jej uszch pelne nieprzyjemnego posmaku. W naglym odruchu buntu rzucila sie w strone okna szarpnieciem odsuwajac ciezka zaslone. Zamarla. Rzad czerwonych cegielek powiotal ja zamiast tak upragnionego widoku wolnosci.

-Gdzie ja jestem? Gdzie ja do diabla jestem?

Szeptala przerazona krazac po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiejkolwiek drogi ucieczki lub chociazby czegos co moglo by jej posluzyc jako bron. Niczego jednak nie znalazla.Gwaltowny, bezsilny szloch wstrzasnal jej cialem gdy osunela sie na miekki dywan obok lozka.
W takiej oto pozycji zastal ja "Szef". Z poczatku nie zauwazyla jego wejscia. Dopiero gdy brutalnym pociagnieciem za wlosy poderwal ja na nogi odkryla iz nie jest juz dluzej sama.

- Marek?

Spytala zdezorientowana patrzac w oczy swojego kochanka. On jednak nie odpowiedzial. Usmiechnal sie jedynie ukazujac rzad lsniacych zebow. W rzedzie owym dominowaly dwa, ostre jak szpilki kly. To nie byl dobry usmiech powitania.

- Witaj moja droga. Teskinilas?
Autor artykułu
Midnight's Avatar
Konto usunięte
Zarejestrowany: Feb 2007
Posty: 1 881
Reputacja: 289
Midnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skałMidnight jest jak klejnot wśród skał

Komentarz Autora
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%

Oceny użytkowników
Język
84.4%84.4%84.4%
4.22
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
73.4%73.4%73.4%
3.67
Głosów: 9, średnia: 79%

Narzędzia artykułu

  #1  
Midnight on 04-09-2007, 15:24
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Średnia:100%
Gwoli wyjasnienia dodam, iz brak polskich znakow spowodowany jest ich nieposiadaniem. Mam nadzieje iz nie utrudni wam to zbytnio czytania.

Pozdrawiam
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
MrYasiuPL on 07-09-2007, 17:38
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
Średnia:80%
Fajne tylko trochę krótkie...
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Lukadepailuka on 09-09-2007, 15:50
Midnight Ty wampirzyco...

Opowiadanie niezłe, czekam na kontynuacje. Ma być, bo jak nie <odgraża palcem>.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
traveller on 25-10-2007, 10:17
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
Średnia:87%
Mid powiedziałem już trochę o tym opowiadaniu, ale powiem coś znowu. Fajnie że zwracasz uwagę na szczegóły. Tworzysz iluzję czegoś, żeby w ciągu paru słów rozbić jej wyobrażenie w oczach czytelnika. Mimo, że czasem można się spodziewać właśnie takiego zakończenia to i tak czyta się z przyjemnością. Fakt mogło być trochę dłuższe, ale bez wątpienia takie opowiadania mogą stanowić za wzór dla osób które chciałyby spróbować swoich sił w tej dziedzinie. Maksymalnej oceny nie daje bo wiem, że Ciebie zawsze stać na więcej jak się odpowiednio zmotywujesz.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166