Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


Zobacz wyniki ankiety: Co myślisz o Tej opowieści?
Beznadzieja 0 0%
Słabe 3 100.00%
Nawet nawet 0 0%
Dość Dobre 0 0%
Dobre 0 0%
Bardzo Dobre 0 0%
Super!! 0 0%
Głosujących: 3. Nie możesz głosować w tej sondzie

komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Naszyjnik dziewięciu smoków<!-- google_ad_section_end -->
Naszyjnik dziewięciu smoków
Autor artykułu: Erthon
29-09-2009
Naszyjnik dziewięciu smoków

Naszyjnik Dziewieciu smokow

Rozdzial 1 ''Poczatek''

"Zaczeło się od stworzenia naszyjnika ze smoczych łusek o poteżnej mocy...Noszący naszyjnik mógł przywołać armie błękitnych rycerzy pod swe rozkazy...Naszyjnik zabrali elfowie ponieważ oni jako jedyni w Meredset mogli panować nad jego mocą."

Głeboko pod ziemią gdzie nie dociera swiatło zrodziło sie plemie smoków...Owe smoki miały jaden cel ,zdobyć naszyjnik Dziewięciu smoków. Przed wieloma laty cala armia przekroczyła próg swej czeluści i przypuściła atak na najwiekszy z zakonów Wysokich elfów.Mędrcy z zakonu przeczówali atak ale nie wiedzieli kto za tym stoi, i wraz z Alferodem wybudowali fortece i wysłali doń wszystkie siły jakie posiadali w tym rzesze magów i carowników jakich tylko zdolali znaleźć. Walka rozpoczęła się w Mrocznych Górach i zakończyła się w Nizinach Eleksanskich. Alferod spodkał przywódce smoków, Vermona Smoczą Luskę ,który ten wyzwał go na osobny pojedynek.Walka była piekielnie trudna i nie było widać końca ,w tem Alferod chcąc zadać ostateczny cios Vermonowi nie trafil ,wtedy Vermon uderzył go i Alferod stracił równowage ,w skutek tego się przewrócił padając na plecy tóż obok włoczni pożuconej przez smoki .Vermon był pewien ,że walka już zakończona i popelnił błąd ,który przyplacił życiem. Podszedł do Alferoda i chcąc wbić mu miecz w brzuch, Alferod zwinnym ruchem złapał włócznie i odskoczył w bok wbijając jednocześnie włócznie w serce Vermona ,tym samym kończąc walke ,która zakonczyła sie zwycięsko dla Elfów oraz ludzi któży także walczyli u ich boku...Smoki ,które zostały jeszcze na polu bitwy, zostały zabite przez oddział elfów przeszukujących ocalałych.

Opowieść zaczyna sie w małym choć zamieszkiwanym przez elfy Księstwie.Jest to siedziba Alferoda i jego rodziny.To małe Księstwo na pozór wydaje się spokojne, ale gdyby spojrzeć na nie z innei strony dzieją się tu dziwne rzeczy, jak naprzykład wielkie uczty, dość nietypowe jak na elfów, bowiem co jakiś czas według kaledarza elfow ma miejsce wielka uroczystość zwiazana ze śmiercia wielkiego smoka Vermona Smoczej Luski.Ludzi do obrony Księstwa przysyłał sam król Eorion(Wielki władca części Meredset wielkiego kontynętu na którym się znajdujemy).Dowodzone przez Alferoda, (elfa przybylego z Mrocznych Gor) Ksiestwo jest nieustannie atakowane przez gobliny (odwiecznych wrogow elfow).W miejscu w którym stał zniszczony posąg Vermona co noc sączył się kwas który wypalał ziemię, zostawiając nagie pustkowia.Teraz te pustkowia opanowaly gobliny pod dowództwem czarnego smoka, który ma wiele imion,a przez gobliny nazywany Endor.Jego prawdziwe imie to Weriadorn w jezyku smoków znaczy to ''Zabojca Niewiernych'' Endor zabijał wszystkich ,któży nie wierzyli w powstanie Andemona wielkiego władce smoków i błękitnych rycerzy ,którzy maja zabic wszystkie elfy z Maredsed ,teraz jednak wróćmy do opowiadania.
Pewnego dnia Alferod wraz ze swym synem Malwanem i z myśliwym wyruszyli na polowanie
do Lasu Magów.Mimo nie wielkich nadzieji na zbobycie czegokolwiek, upolowali cztery dziki i wielkiego jelenia.Po przybyciu z polowania urządzono uczte(bowiem elfy uwielbiały zajadać się dziczyzną popijając je najzacniejszym trunkiem w mieście).Po uczcie Alferod poszedł do zamku ludzi na narade w sprawie Weriadorna i hord goblinow.Malwan wraz ze swym przyjcielem Galwonemem włożyli na siebie zbroje i zaczeli trening dzięki ,któremu podnosili swe umiejetnosci.Nagle zobaczyli swego przyjaciela z dawnych lat Vatara, który szwędał się po mieście w poszukiwaniu ich w jakiejś ważnej sprawie.Vatar poszukiwał także map ,które były świetne ponieważ elfowie z tego miasta wyróżniali się niesamowita wiedzą w zakresie geografii ,a także tworzyli wyśmienicie wygodne buty.I tak zaczeli rozprawiac o dawnych czasach jak to toczyli walki z goblinami i wielkimi wilkami, rozmawialiby tak wiecznie gdyby nie noc która była wyjątkowo zimna tego lata.Więc zjedli troche dziczyzny upolowanej na uczte, i poszli do domku Malwana ukrytego tuż przed brama Lasu Magow.I tam wznowili rozmwe o walkach z goblinami i wilkami które przerwała im mroźna noc. Alferod ze swa żona Elmirą poszli do własnego domu w samym sercu miasta.
Nazajutrz z samego rana zabrzmiały bębny i pozłacane trabki z zamku.
Każdy elf wiedział co to oznacza, bowiem nadciągały gobliny ze wschodu których nikt ale to nikt się niespodziewał. Mieli niewiele czasu do namyslu wiec postanowiono ,ze zbiora kazdego elfa
ktory bedzie zdolny dziwigac bron i zbroje w tym Malwana ,Galwonema i Vatara. Alferod wraz ze swym wojskiem i z sojuszniczymi Ludzmi w skupieniu oczekiwali natarcia ze strony goblinow.Elfy stanely przed Wielka brama i w spokoju oczekaiwali natarcia ,przez przypadek jeden z elfow wyposcil strzale w strone Goblinow i trafil w glowe zbrojnego.Gobliny wrecz kipialy ze zlosci i rozpoczely natarcie.Walka trwala i trwala wszedzie lataly chelmy,roztrzaskane glowy ,porabane ciala elfow i goblinow oraz odnurza i odwloki wielkich pajakow uzbrojonych po zeby w zbroje i kolczaste nakolanniki ktore byly mocowane tuz za kolanem.Grupa goblinow otoczyla zamek i wywazyly drzwi wielkim taranem z kolcami na przedzie.Na czwarte uderzenie drzwi ugiely sie przed niszczycielska sila goblinow.Wtedy zbrojni zatorowaly przejscie wlasnymi cialami a co silniejsi zabierali piki i nabijaly na nie goblinow ,lecz nie wytrzymali tak dlugo ,lucznicy goblinow pozabijaly wszystkich pikinierow i w ten sposob wdarly sie do zamku niszczac i zabijajac wszystko co stanelo im na drodze.Elfy walczyly przed brama ale tylko mala grupa skladajaca sie ze zbrojnych i lucznikow ,lecz i oni nie wytrzymali dlugo ,zostali zmiazdzeni przez pajaki ,w ten sposob zburzyli brame elfow i zepchneli Malwana ,Galwonema i Vatara do domu starego Eliona gdzie natychmiast jeden z goblinow zatrzasna drzwi chcac zatrzymac ich aby nie wlaczali sie do walki poniewaz byli silni i poza tym mieli miecze ktorych gobliny baly sie smiertelnie.Elfom zaczynalo brakowac ludzi i przedewszystkim sil.Nie bylo widac konca tej krwawej walki gdyby nie nadlecial Endor.Lecac wystrzelil z pyska wielka kule ognia w strone Alferoda i zawrocil w strone zamku ,Alferod chcac uniknac smierci odskoczyl w bok prosto w lapy goblinow ktore odebraly mu miecz i zabily go a zwloki zostawili pod drzewem wbijajac mu miecz prosto w serce.Endor zalal wszystko fala ognia i tym sposobem zabijajac wszystkich w polu razenia nawet goblinow.W ten przerazajacy sposob gobliny ,a wlasciwie Endor wygrali walke z elfami i ludzmi.Malwan ,Galwonem i Vatar zamknieci nagle zorientowali sie, ze bitwa juz przegrana, a gobliny zaczely
chodzic po domach i rabowac je ze wszystkich cennych rzeczy. Wiedzieli, ze przyjdzie tez czas na dom, w którym oni sie znajdowali, wiec szybko sie pochowali. Rygiel w dzwiach zakrzypial ,drzwi pucily i przez nie weszlo trzech goblinskich wojowników i dwaj lucznicy. Zaczeli wszystko przeszukiwac, gdy jeden z nich podszedl do szafy, w której znajdowal sie Malwan, nagle z pod sufitu zeskoczyl mezczyzna ubrany caly na czarno i jednym ruchem wyrzucil trzy sztylety zabijajac trzech goblinów, owe gobliny padly trupem i caly dywan znajdujacy sie na podlodze zalazy zostal zplugawiona krwia ,mezczyzna nastepnie wyjal nieco dluzszy sztylet o ciemnozielonym ostrzu i owiniety czarna szmata rekojesc. Od razu ruszyl na pozostalych dwoch goblinów i wykonujac salto nad glowa jednego z nich wbil mu sztylet w kark szybko przecinajac go w góre. Cios ten spowodowal natychmiastowa smierc wroga. Nastepnie zaczal biec w strone ostatniego przeciwnika i wbil mu swoja bron prosto w oko i szybko wyciagnal zabijajac go.Vatar w spokoju przygladal sie calej tej sytulacji a gdy mezczyzna skonczyl ,Vatar wyszedl z kata i przywital sie z nim.
-Elion moj drogi przyjacielu.-Przywital sie klepiac go po plecach- Nie wiedzialem ze tu mieszkasz.
-Mieszkam tu od dluzszego czasu drogi Vatarze probowalem sie z toba skontaktowac ale nigdzie nie moglem Cie znalesc-Powiedzial Elion
-Niesamowicie to zrobiles-Powiedzial z szacunkiem Galwonem wychodzac za szafy
-Jestem Skrytobujca.-Powiedzial
-Dobrze juz musimy wyjsc przeszukac miasto i sprawdzic czy ktos przezyl-Powiedzial Vatar.Gdy wyszli z domu zobaczyli cos czego nikt z was nie mogl wczesniej ogladac ,pociete ciala elfow i goblinow z ktorych zlewala sie zlota krew elfow i czarna jak noc krew goblinow w dolinke przed zmiarzdzonymi wrotami lesnego masta,a na spopielonych nadrzewnych domkach elfow widnialy znaki,ktore wygladaly jak lancuch z dymem u gory
-Wszyscy zgineli? -Zapytal Galwonem,ale zauwarzyl ze pytanie tracilo o pustke.-Mam nadzieje ze ktos ocalal...
-Chocmy wiec poszukac szczescia-Powiedzial Malwan z nadzieja ,ze ktos przezyl.
-Te wstretne gobliny ,mam nadzieje ze nie zabrali nikogo do niewoli.-orzekl Vatar.-Nie rozumiem tylko tych znakow na domach jak bym to juz gdzies widzial...
Cala trojka poszla szukac zywych posrod trupow,gdy Vatar natkna sie na zabitego ojca Malwana.
-Malwan!Choc tu szybko!-Wyjakal Vatar.
-O nie moj ojciec! Vatar nie da mu sie pomoc? Powiedz ,ze bedziesz mogl mu jakos pomoc!-wykrzykiwal Malwan.
-Postaram sie-To powiedziawszy uklakl nad nim i wyja miecz z jego piersi ,nastepnie rozkruszyl cos nad rana i wymowil zaklecie ktore brzmialo tak: Elimonus Altermia Esteriona Wekrasmina.To zalecie zmartwychwstania ,Vatar nauczyl sie w Zakonach Wysokich Alfow ,w dziecinstwie.To powiedziawszy ojciec Malwana jakby odetchnal po ciezkiej pracy.
-Co sie stalo?Vatar czy to ty?-Zapytal ze zdziweniem
-Tak to ja. Niestety przegralismy walke z goblinami ,a cale miasto jest zniszczone ,to sprawka Endora.
-A zamek ludzi? Takze zostal zniszczony?
-Z daleka wyglada na niewzruszony ,ale nie mam pewnosci czy ktos przezyl-Odpowiedzial Vatar
-Wiec chocmy poszukac kogos kto zyje.Pomozcie mi wstac.-Poprosil
-Vatar ,Malwan tam ktos jest! Szybko musimy mu pomoc.-I poszli do niego i ujrzeli malego gnoma ,ktory uslyszal szczek metalu podczas walki wiec wybral sie zobaczyc co tam sie dzieje.Ledwo wyszedl za drzwi i spadlo na niego porombane cielsko goblina. Pod cialem goblina przeczekal cala bitwe ,takim sposobem przetrwal ,ale niestety pajaki porwaly mu cala rodzine i najprawdopodobniej je porzarly.
-Moze bedziemy mogli ci jakos pomoc?-Zapytal Galwonem.
-Nie,wszystko wporzatku,bede wam bardzo wdzieczny jesli mi pomorzecie sie stad wydostac.-Powiedzial maly zielony gnom.
-Witaj gnomie jestem Vatar ,a to sa Galwonem ,Elion ,a Malwana i Alferoda znasz-Powiedzial
-Dziekuje za pomoc ja takze wam pomoge jesli chcecie?-Zapytal gnom
-Tak mogl bys nam pomoc szukac zywych i rannych-Powiedzial Alferod
-Oczywiscie ze wam pomoge.
Wiec sie rozdzielili i karzdy poszedl w wyznaczonal droge.Vatar poszedl obejzec wszystkie domy ,Malwan poszedl sprawdzac trupy ,Galwonem i Eloin weszli do zamku ,a Alferod z malym gnomem sprawdzali tuz obok bramy Lasu Magow.Vatar odnalazl i uleczyl osmiu ludzi ,Alferod i maly gnom znalezli kilkoro dzieci ukrytych w drzewach Elion i Galwonem w zamku znalezli piecioro rannych ludzi i trzy elfy ,a Malwan pietnascie elfow w tym swoja matke Elmire.Wszyscy zabrali sie za pochowanie wszystkich trupow poza scierwem goblinskim ,Vatar wraz z Malwanem ulorzyli je w stos i spalili przed brama.
Gdy skonczyli zaczeli od nowa odbudowywac domy ,a takze wyslali gonca z prosba o pomoc do Krola Eriona.
Budowali piec dni.Po tygodniu Krol Erion wyslal im dwa bataliony zolniezy do obrony i grupe budowniczych dzieki ktorym mogli szybciej skonczyc odbudowe miasta ,i rzeczywiscie skonczyli migiem.
W niecale trzy dni skonczyli odbudowywac wszystkie zniszczone i spalone domy ,a takze wzmocnili mury i zbudowali silniejsza brame do zamku oraz wzmocnili mury od strony Lasu Magow.Po ciezkiej pracy w koncu wszyscy mogli odpoczac w swoich nowych domach.Malwan ,Galwonem ,Alferod ,Vatar i Elion poszli do domu Najwyzszej rady w Ksiestwie.
-Musze wam cos powiedziec-Rzekl Vatar-Wojna wielkimi krokami zbliza sie do elfow i ludzi.Slyszalem ze Weriadorn ma zamiar zdobyc naszyjnik Dziewieciu Smokow dzieki ktoremu wraz z armia bialych rycerz wywola do zycia Andemona.A gdy to zrobi bedziemy mieli jeszcze mniejsze szanse ,ze przezyjemy.Sa tez pewne "plusy" otoz jako pierwszy znalazlem mape i klucz do lochow Vermona.
Tam znajduje sie naszyjnik Dziewieciu smokow.Drzwi sa w gorach Warownych za oceanem Ghuli.Droga wiedzie przez Las Magow ,a nastepnie przez wyzyny Pajeczakow gdy wyjdziecie z Lasu Magow powinniscie zobaczyc wielki zamek na wzgorzu.-powiedzial Vatar.
-Niestety ja musze zostac z moim ludem i prowadzic go przez te zle czasy ,ja bede strzegl Lesnego Ksiestwa-Orzekl ze smutkiem Alferod.
-Dobrze ty zostan tu ,a ja wyrusze z Elionem na polnoc w poszukiwaniu artefaktu.-Powiedzial Vatar
-O jakim artefakcie mowisz?-Zapytal Galwonem
-O Boskim Luku dzieki ,ktoremu bedziemy mogli zgladzic Endora tylko ten luk moze przebic jego silna luske.-Rzekl Vatar-Przez Las Magow pojdziecie wy-zwracajac sie do Malwana i Galwonema-Wezcie ten klucz i dobrze ukryjcie oraz te mape ,macie za zadanie odnalezdz i zniszczyc naszyjnik Dziewieciu Smokow zanim dostanie go Endor.
-Dobrze wyruszymy jutro z samego rana-Rzekl Malwan
-Tylko nie zabierajcie z tad koni bo zaraz za brama rosna klujace zarosla ,ale za tymi zaroslami bedziecie juz mogli swobodnie jechac.-Rzekl Elion
-Mysle ze damy rade-Rzekl Malwan-A czy dodasz nam jeszcze jednego towazysza?Slyszalem ,ze w tym lesie jest duzo Magicznych Wilkow i Orogow
-Tak dodam wam jeszcze kilku towarzyszy dam wam takze mape bezpiecznych drog przez Las Magow i mape gdzie sa rozrysowane domy moich przyjaciol oni tylko czekaja ,az przygoda zapuka do ich drzwi.-To powiedziawszy dal im obydwie mapy.
-Dostaniecie takze zloto na kupno koni i jedzenia bo napewno bedzie wam potrzebne-to powiedziawszy
Alferod zawolal skarbnika i poprosil o cztery sakiewki pelne zlota.Alferod wlozyl je do plecaka i dal je Galwonemowi oraz Malwanowi.
-Teraz ja i Elion musimy ruszac szukac tego artefaktu spodkamy sie na koncu lasu magow-Rzekl zwracajac sie do Malwana i Galwonema.Wychodzac z domu porzegnali wszystkich i ruszyli w droge.
Obydwoje Galwonem i Malwan po odejsciu Vatara polorzyli sie spac.Nazajutrz obudzili sie i zaczeli pakowac to co bylo niezbedne(ubrania ,jedzenie i mapy ,ktore dostali od Vatara i oczywiscie zloto na konie).
-Zbieraj sie Malwan musimy ruszac.
Po jakims czasie juz w pelni spakowani udali sie w strone bramy Lasu magow ,ktora lerzala jakies 100 stop od lesnego miasta ktora rzez tysiace lat strzegla ich od niebezpieczenstw.
-Tylko uwarzajcie na siebie-Powiedzial Alferod wraz ze swa zona-Wezcie tez ten chleb on pokrzepi was gdy zabraknie wam sil ma uzdrowicielskie wlasciwosci.
-Dziekujemy-Powiedzieli oboje i otworzyli brame Lasu Magow wchodzac w nia.
Brama chronila ich przed niebezpiecznymi stworzeniami ktore tam mieszkaly ,a teraz oni musza ja otworzyc i wejsc do niej.Po otwarciu bramy ukazal sie wielki Las Magow nigdy elfowie z tych stron nie wychodzily poza granice Lesnego Ksiestwa a zwlaszcza za brame Lasu Mgow (las magow nazywa sie tak poniewaz kilka tysiecy lat temu na tej bujnej i rozkwitajacej krainie stoczylo walke pieciu najpoterzniejszych czarodzieij dwoch z nich slurzylo dobru i pokojowi ,a ci drudzy byli zachlanni i wielce oddani zlu bowiem chcieli zawladnac ta przepiekna kraina czyniac z niej swoje krolestwo i tak w krwawej walce zli czarodzieje zabili wszelkie dobro z tego lasu zamieniajac go w niedbale zarosnieta puszcze opanowana przez zle moce i ciemnosc tylko nieliczni zostali przystosowujac sie do ciemnych mocy mysle,ze warto tez wspomniec o magicznej wodzie ,ktora zostawil jeden z dobrych czarodzieji ,woda ta uzdrawiala i co dziwniejsze wedrowala tam i z powrotem ale o tym pozniej).
Bowiem w tych lasach mieszkaly olbrzymie wilki i orogi ,ktore slurzyly samemu Endorowi.
-Ten las to mjejsce w ktorym caly czas trzeba miec sie na bacznosci-wyszeptal Galwonem.W tym momecie cos przebieglo im za plecami.Obydwoje spojrzeli po sobie i czym predzej ruszyli przed siebie czujac na sobie wrogie spojrzenie ,a przy tym zlowrogi nastruj wisial w powietrzu.
Szli przedzierajac sie przez zarosla ,ktore przecinaly im droge(oczywiscie nie obeszlo sie bez podrapanych nog i rak)wijac sie pomiedzy drzewami.Meczyli sie tak juz jeden dzien i mieli juz serdecznie dosc tego lasu.
-Nie mam juz sily chodzic po tym lesie mam go dosc-Wyjakal z bolem Malwan.
Wtem Galwonem wyja mape i spojrzal na nia.
-Z tego co widze na tej mapie jeszcze tylko jakies piecdziesiat stop i koniec tych przekletych zarosli.-Mowiac to wlorzyl mape do plecaka i dalej przedzieral sie za Malwanem.
-Malwan ,a moze bys tak sprzawdzil jak tam jedzenie?
-Myslalem ,ze ty patrzales...Dobrze zaraz sprawdze.-Odpowiedzial Malwan zabierajac sie za juki-Jest w dobrym stanie
-Moze napijemy sie piwa od Vatara?-Rzekl Galwonem.
-Moge nalac po kufelku-Powiedzial Malwan-
momecik tylko znajde te kufelki.-Odparl
Gdy skonczyl szukac nalal trunku.
Po mniej wiecej godzinie skonczyli saczyc trunek oraz wydostali sie z zarosli i zobaczyli male pastwisko z ktorego emanowalo czysta dobra magia-To jest jedno z tych pastwisk ktore sa na mapie-powiedzial Galwonem-sprawdzmy to bo ten plecak mnie uwiera.
-powiedziawszy to oboje ruszyli w strone pastwiska.
Weszli w brame lsniacej od blasku rosy na trawie i ujrzeli piekna nimfe na bialym koniu ,ktory potracal lekko trawe swymi doskonele wypielegnowanymi kopytami.
-Witajcie nieznajomi , czego elfy szukaja tak dalego od lesnego miasta ?
-Witaj jestem Malwan ,a to jest Galwonem-Odpowiedzial klaniajac sie- Mozesz nam sprzedac trzy konie?-Zapytal Malwan w nadzieji ,ze sie zgodzi.-Jestesmy przyjaciolmi Vatara.-Rzekl
-Moge wam sprzedac tylko dwa konie i kuca ,chodzcie do mojego domu najecie sie ,a zaraz opatrze wasze nogi bo widze ze niezle macie je pocharatane-Powiedziala-A pozniej sie umyjecie.a poweidzcie mi czego tu szukacie? Nigdy was tu nie widzialam.
-Szukamy wyjscia z tego lasu.-Powiedzial Malwan
-Wyjscia powiadasz... Moge wam powiedziec w ktora droga jest najbezpieczniejsza-Powiedziala nieznajoma nimfa
Obydwoje zgodzili sie na nocleg i poszli za nieznajoma.
Nimfa nie zdradzila swego imienia ,ale gawedzila z Malwanem i Galwonemem opowiadajac im o tym lesie ,a przy tym opatrujac im nogi.
Po niezwyklym wieczorze opowiadan ,obydwoje polorzyli sie spac ,snily im sie niesamowite sny.
Na zajutrz po wyspaniu sie obaj wstali i zauwarzyli ,ze nimfy nie bylo w domu.Zobaczyli przez okno dwa konie i kuca spetane na tarasie.Obaj sie ubrali i obeszli caly dom ,lecz po nimfie ani sladu.Galwonem odwiazal konie ,i zawiesil plecaki na kucu ,po wyjsciu za brame pastwiska wsiedli na konie i odjechali sciezka ,przy tym
opowiadajac sobie rozne chistorie o nimfach i ich magii.
Zapomnieli juz o tym co ich tak przestraszylo zaraz po wejsciu do lasu. Poruszali sie dosc szybko robiac przerwy na posilki i odpoczynki.Podczas marszu przez Las Magow Galwonem i Malwan byli caly czas sledzeni przez jedna osobe ,ale zaden nie spostrzegl tego bo owa osobe byla ptakiem.
Oboje byli przekonani ,ze jeszcze dzien marszu i dojada do pierwszego przyjaciela Vatara. I rzeczywiscie po dniu drogi przed ich oczami ukazal sie maly domek na drzewie do ,ktorego mozna bylo sie dostac jedynie po drabinie ,ktora byla zrobiona z galezi i sznurkow.Widac bylo ,ze niezwykle zwinne i sprawne rece ja zrobily.
Malwan wspial sie po drabinie ,i zapukal do drzwi ,ale nikt nie otwieral ,wtedy byli troche zdziwieni .
-Poczekamy jeszcze chwile-Powiedzial gniewnie Malwan.
Nagle ku ich zdziwieniu male drzwi sie otworzyly ,a zza nich wyszedl maly lesny elf w zielonkawym plaszczu i z dlugimi zakolczykowanymi uszami
-Czego tu szukacie nieznajomi?-Zapytal-Pierwszy raz was tu widze.
-Jestem Galwonem ,a to jest Malwan-Przedctawili sie oboje z uklonem-Jestes moze przyjacielem Vatara?
-Tak ,a o co chodzi?
-Chialbys pojsc z nami do lochow Vermona Smoczej Luski?-zapytal go Malwan
-Hmmm...? Musze sie nad tym zastanowic.
-Dobrze ,wiec odpowiesz nam gdy bedziesz pewny swej odpowiedzi-powiedzial Malwan
-Ah... Wybaczcie za moje maniery ,nie przectawilem sie ,Jestem Armon lesny elf do uslug.-Przectawil sie zapraszajac ich do srodka.
-Hmm... do uslug powiadasz....Twe uslugi przydadza sie nam na wyprawie-Powiedzial Malwan ,wszyscy sie usmieli i z wesolymi minami weszli do malego domku na drzewie.
Armon zaparzyl herbate.Wszyscy usiedli na stoleczkach i wypili w bardzo milej rozmowie.Tak zlecialo im popoludnie i nastal wieczor ,wszyscy polorzyli sie spac.
Rano po zjedzeniu sniadania przygotowanego przez Armona porozmawiali jeszcze troche o lochach i o Vermonie oraz o trasie jaka obrali i pokazali mape ,wiec wkoncu Armon zdecydowal sie isc z nimi na te wyprawe.
Po rozmowie przy sniadaniu wyszli na zewnatrz Armon byl troche smutny gdy opuszczal dom ,ale po kilu godzinach gawedzenia z Malwanem i Galwonemem stracil smutek a zyskal radosc ze spodkania nowych przyjaciol.Teraz moze opowiem cos o Armonie ,bowiem jest to nie zwykle sprytny zlodziej ,to troche dziwna profesja jak na lesnego elfa ,ze jest zlodziejem odziedziczyl po swoim ojcu ,bowiem jego ojciec takze byl bardzo madrym i rozwaznym zlodziejem ,pod koniec swego zycia przekazal swojemu synowi cala swoja wiedze ,a Armon doskonalil wszystko czego nauczyl go ojciec.
Malwan i Galwonem jadac opowiedzieli Armonowi co wydarzylo sie w Lesnym Ksiestwie ,i ze szczegolami opowiedzial jak przebiegalo odbudowywanie domow i murow oraz o tym jak spodkali nimfe.
-Aaa... znam ja jest bardzo madra i tajemnicza zarazem ,nie raz mi pomogla w chorobie-Oznajmil Armon
-Tak nagle wpuscila nas do domu oraz zaoferowala pomoc i na dodatek o wszystko sie dopytywala jakby ktos jej kazal sie dowiedziec ...-rzekl tajemniczo Galwonem.
-Chyba nie sadzisz ,ze ona jest na rozkazy Endora?-Zapytal Malwan
-Nie ,tylko byla jakas podejzana ,bo najpierw zaprosila nas do domu ,a rano zostawila jedzenie i zniknela.-powiedzial Galwonem
Armon smiejac sie powiedzial-Ona poszla do lasu pomagac zwierzetom zawsze to robi
-Aha to sprawa znikniecia jest juz zamknieta?-rzekl smiejac sie Malwan
-No powiecmy..-powiedzial Galwonem lekko zawiedziony
Jadac tak i gawedzac czas zlecial im szybciej i zaszlo slonce wtedy postanowili rozbic maly oboz ,Malwan poszedl po chrust na ognisko ,a Armon wyja troche wina z ktorym nie mogl sie rozstac.
Galwonem wyjmujac kufle obejzal dokadnie mape Lasu Magow i spostrzegl ,ze jest skrot na polnoc.
-Moze przejdziemy skrotem na polnoc?-zapytal
-Pomyslimy o tym rano teraz choc cos zjesc bo pewnie jestes troche glodny-stwierdzil Armon ,w tem z chrustem wyszedl Malwan mowiac-Mam! Moze nie jest tego wiele ,ale zawsze cos-rzekl-Armon ty jestes zlodziejem moze rozpalil bys to?
-Moge sprobowac-powiedzial biorac do reki dwa kawalki drewienka.Galwonem po wyjeciu kufelkow przywiazal konie do pobliskiego drzewa.Po niespelna pietnastu minutach Armonowi udalo sie rozpalic ognisko i w malym garnuszku ugotowali Elfia Zatrapke(popularna zupa posrod elfow przyzadzana z suszonego miesa i specjalnego korzenia ,ktory rosl tylko w Lesnym Ksiestwie) po rozdaniu przyzwoitych porcji wszyscy ze smakiem zjedli Zatrapke i polorzyli sie spac.Gdy juz usneli Malwan poczul wilgoc na swej twarzy ,wstal wystraszony lecz ulzylo mu gdz zobaczyl zblakanego malego wilczka.Wytarl twarz i obudzil Armona i Galwonema pokazujac im zwierze.
-Malwan dlaczego nas budzisz jest srodek nocy ,a my jestesmy zme...-zamarl w przerazeniu ,gdyz zobaczyl za Malwanem wilka jego wielkosci ,Galwonem zlapal za miecz lecz za pozno ,wilk chwycil Malwana i porwal gdzies w glab lasu.Malwan czul przeszywajacy bol w kolo klati piersiowej ,wiec wyjal maly sztylecik i wbil go w oko bestii.Gdy wilk dostal w oko wypuscil Malwana z paszczy i zwyl tak ,ze krew marzla w zylach.
-Malwan!-krzykneli oboje-Jest tam predko..-wykrzyknal Galwonem i jeszcze predzej biegli w jego kierunku.
Gdy go w koncu dogonili ujzeli wilka ze zranionym okiem i Malwana calego w krwi.Wokol przywodcy zaczelo zbierac sie wiecej wilkow bylo juz ich piec ,gdy wilk zaciagal Malwana do lasu ujzal na jego szyji maly przedmiot wygladajacy jak klucz ,taki sam ktorego szuka jego pan ,Endor.
-Uciekajcie z tad!!!-wrzeszczal Malwan-Zostawcie mnie!!!
To powiedziawszy zerwal klucz i rzucil go Galwonemowi
-Nie zostawimy cie tu!!!-rzekl Galwonem i wyciagna dwa miecze ,ktore znow zablyszczaly blaskiem ognia.W tem Armon zauwarzyl szesc pajakow pedzacych w strone kompanij.
-Galwonem kogo najpierw atakujemy? Wilki czy pajaki?-zapytal Armon
-Co? jakie pajaki?-odwrucil sie do Armona i ujrzal piec ogromnych pajakow pedzocych prosto na nich.
-Malwan padnij!-rozkazal Galwonem ,gdy Malwan padl na ziemie Armon wyrzucil dwa noze ,ktore wbily sie wilkom w gardla.
-Swietnie!-wykrzyknal Galwonem-Jeszcze tylko dwa i przywodca ,musimy sie spieszyc pajaki nadchodza.
Gdy wilki padly na ziemie martwe ,pozostale byly rozwscieczone i zucily sie na Malwana ,lecz zostaly odepchniete poteznym zakleciem ,wilki wlecialy na na drzewa nabijajac sie na galezie i lamiac sobie kregoslupy poza przywodca ,ktory rozplynal sie w powietrzu na oczach Malwana.
-Za mna!-krzyknal niezanjomy glos-Pajaki zaraz tu bedal.
-Wstawaj Malwan pajaki nadchodzal-powiedzial Galwonem podnoszac omdlalego Malwana z ziemi ,i wraz z Armonem zaczeli uciekac na zachod(na prawa strone z punktu widzenia pajakow).Pajaki na szczescie nie zauwazyly ich ,lecz odrazu zaczely zjadac martwe wilki.
Kompania miala durzo czasu na ucieczke wiec zanim pajaki skonczyly ,oni juz byli znow na drodze ,ktora obrali za trase.
-Malwan!-krzyknal Galwonem-Armon mozesz mu pomoc?
-Ja mu pomoge-powiedziala nieznajoma-Znam sie na leczeniu.
Mowiac to wyjela z torby jakies ziola i sciagnela poszarpana zbroje z Malwana.Ziola wtarla w rany i owinela bandarzem.-Teraz powinien dojsc do siebie ,ale bedzie mial blizny teraz jednak musimy go zabrac do mojego domu ,wsadzcie go na konia-zarzadala , podazali za nia godzine drogi.
-Zdradzisz nam swoje imie?-zapytal Galwonem
-Nazywam sie Elenor pochodze zza morza jestem z rasy wysokich elfow-powiedziala
-Witaj to jest Malwan-skina palcem na Malwana ,jadacego na koniu-To jest Armon ,a ja jestem Galwonem jestesmy przyjaciolmi Vatara ,znasz go?-zapytal Galwonem
-Vatara? znamy sie z nim od wiekow-usmiechnela sie Elenor- i jeszcze jedno ,sledzilam was chcac poznac jakie macie zamiary ,bylam pod postacia czarnego ptaka ,ale gdy Armon wposcil was do domu poznalam ze nie macie zlych mysli.My z tego lasu nikogo nie wpuszczamy do domy chyba ,ze jest to Vatar lub jego znajomi.










Rozdzial 2"Wielka strata"

Minelo osiem dni nim Malwan wrocil do zdrowia.W domu Elenor Galwonem opowiedzial jej co sie stalo w Lesnym Ksiestwie i po co wyruszyli przez Lasu Magow.Elenor powiedzia im ,ze jest druidem i wraz z Nimfa dba aby wszystko w tym lesie mialo swoje miejsce ,opowiedziala im tez kim byl ten Wlik ,ktory ich zaatakowal.Nazywa sie Derion i jest on ostatnim poteznym magicznym wilkiem z rasy Karmahnow na tym kontynecie.W ostatni dzien przebywania w domu Elenor ,Malwan poprosil ja o to aby wyruszula z nimi na poszukiwania Naszyjniku Dziewieciu Smokow lecz Elenor sie nie zgodzila.
-Do zobaczenia droga Elenor-powiedzieli chorem
-Do zobaczenia bede miala nadzieje ,ze znajdziecie ten naszyjnik-powiedziala zamykajac drzwi
-Szkoda ,ze sie z nami nie wybrala-powiedzial Galwonem ze smutna mina
-Malwan spojrz na mape i sprawdz ile jeszcze mil musimy przebyc-poprosil Armon ,Malwan oczywiscie wyjal mape i zaczal kalkulowac kiedy beda na miejscu.
-Z tego co obliczylem wynika ,ze jeszcze tydzien marszu ,a z postojami jakies pietnascie dni do konca tego lasu
-Strasznie dlugo-rzekl Galwonem wyciagajac cos z juki
-Czego tam szukasz?-zapytal Malwan
-Mialem gdzies tutaj chleb od Alferoda i Elmiry...o jest! Chcecie kawalek?-zapytal
-Pewnie ze tak!-powiedzieli
Galwonem rozdal po kawalku a reszte schowal do juki. Jedzac i przy tym gawedzac natkneli sie na rozszarpane ubranie ,lecz omineli je nie zwracajac na nie wiekszej uwagi.Jechali tak dosc dlugo gdy dolaczyla do nich Elenor.
-A jednak sie zdecydowalas z nami jechac?-zapytal Malwan
-Tak moze sie wam na cos przydam-odpowiedziala
-O to mozesz sie nie martwic napewno bedziesz potrzebna.-rzekl Galwonem
Rozmawiajac z Elenor natkneli sie na scieszke ,ktora mieli obrac jako skrot.Pojechali tamtedy majac nadzieje ,ze bedzie szybciej i latwiej ,ale nie wiedzieli ,ze ten pomysl moze ich kosztowac zycie ,bowiem gdy jechali przez zarosnieta knieje wpadli do wielkiego dola wykopanego przez pajaki gdzie byly wielkie tunele i przerozne korytarze.Spadali dlugo w przyblizeniu dwiescie metrow ,gdyby nie czar zucony przez Elenor zabiliby sie ,roztrzaskujac sie o ziemie.Elenor byla zszokowana ,ze pajaki zajely ten teren ,zawsze tedy przechodzila i nigdy nic jej nie atakowalo ,az do dzisiaj...Korytarze pajakow wygladaly strasznie i rozciagaly sie na wiele mil ,dlugie i przerazajace dziury ,tylko wielka brama na koncu tuneli mogla by ich uratowac lecz musieli by pokonac straznice ,koszary i wylegarnie co nie jest latwe mozna by zec ,ze wydostanie sie graniczy z cudem.
-Musimy sie jakos z tad wydostac-rzekl Armon-Tylko jak?
-Mam pomysl ale on wymaga dzialania nas wszystkich-rzekl Malwan
-A dokladniej?-zapytali
-Dojdziemy pokryjomu do bramy (bo wlasciwie nie mieli innego wyboru) i przy okazji zniszczymy legowisko pajakow jak je napodkamy tylko nie mozemy dopuscic do wszczecia alarmu.Zgadzacie sie?-powiedzial wyciagajac reke na srodek drurzyny.
-Skoro ty idziesz to pojde i ja-powiedzial Galwonem kladac reke na reke Malwana
-Przeciez nie zostawie was samych!-powiedzial Armon rowniez kladac reke.
-Skoro wszyscy idziecie nie zostane tu sama-dodala Elenor
-Dobrze wiec ,konie musimy tu zostawic bo wzbudza za wiele uwagi i zmyla pajaki ,a juki i plecaki wezmiemy na plecy.Wezmiemy tylko to co jest niezbedne ,jedzenie i mapy-powiedzial Malawn puszczajac konie w glab tuneli-My pojdziemy tedy-wskazal na tunel gdzie bylo mniej pajeczyn.
Poruszali sie najostrozniej jak to mozliwe przeszli w ten sposob pol mili nie wiedzieli jednak ,ze wchodza w wylegarnie pajakow ,gdzie pracowaly gobliny.
-Slyszycie to co ja?-zapytal Malwan.Slyszal on rozmowy goblinow ,ktore narzekaly na cos , oto co uslyszal:
-Slyszalem od Zelgrada ,ze Wielki Endor ma zamiar zniszczyc Lesne Ksiestwo-Zasmial sie goblin-Niech wreszcie te paskudne elfy znikna z powieszchni ziemi
-Dobrze mowisz ,te elfy nas popamietaja!-rzekl drogi goblin sciskajac pochwe miecza
-Chcial bym zabic jakiegos nawet tutaj az mnie lapy swiezbial ,porombal bym go na drobne plasterki-powiedzial ten pierwszy.Cala grupa poruszala w cieniu tunelu lecz gdy chcieli przemknac obok goblinow Galwonem nadepna na kamien i zauwarzyl go jeden z goblinow.
-No w koncu cos sie dzieje w tej przekletej dziurze-powiedzial goblin wyciagajac miecz-Zarzne was jak wiepsze!
-Na twoim miejscu nie byl bym taki pewien -powiedzial Armon wyrzucajac noz z reki ,ktory wbil sie w gardlo goblina
Malwan i Galwonem zaciagneli goblina w cien i czekali na nadchodzacego dowodce strazy.Gdy ukazal im sie dowodca strazy Elenor przywolala korzenie ,ktore zatkaly mu usta i unieruchomily goblina ,a Malwan wbil mu miecz w brzuch tym sposobem zabijajac go.Cala drurzyna zaczela podozac w strone z gdzie bilo troche blasku od slonca lecz zgubili sie.Weszli do jakiejs opuszczonej komnaty i tam znalezli jakies male drzwi w ,ktore sie z ledwoscial zmiescili.Okazalo sie ze sa to schody prowadzace w dol ,wiec weszli w nie bo nie mogli zaryzykowac walki z przeciwnikiem o wiele liczniejszym od nich ,gdy schody sie skonczyly ujzeli wielki skarbiec pajeczakow gdzie znajdowaly sie wszelkiego rodzaju kamienie szlachetne oraz przerozne zbroje: pozlacane ,srebrne skozane i inne.Zaopatrzyli sie w o wiele lepsze zroje ,Elenor postanowila wziasc Energie ziemi(dawala ona wieksza moc magiczna) magiczna skurzana zbroje ze zlotymi i srebrnymi cwiekami ,Malwan wzial Ilasterene magiczna zlota zbroje z wysadzanym w drogie kamienia pasem ,Galwonem postanowil przymierzyc Alanara blizniaczego brata Ilastereny plytowa zbroja ze zlota i ze szlifowanymi naramiennikami ze srebra ,Armon zalozyl Aure zrecznosci magiczna zbroje dla zlodziejow i skrytobojcow.Po zabraniu zbroi weszli w maly tunel z nadzieja ,ze nie spodkaja tam nikogo.
Tak tez sie stalo ,bezpiecznie wyszli z tunelu lecz trafili do straznic gdzie bylo mnostwo uzbrojonych i opacerzonych po zeby goblinow i pajakow .Nasi bohaterowie podazali cieniem tuz przy scianach opierajac sie o pajeczyny.
Podarzali w ukryciu az do Bramy zrobionej z pretow dlugosci dwokrotnie przekraczajacej czlowieka przebyli te droge niezauwarzeni ,tuz przy brame niemal zostali zgnieceni przez straznika ktory na ich szczescie spal na krzesle.
-Dobrze jeszcze tylko musimy otworzyc te brame-wyszeptal Malwan
-To juz zostawcie mnie-rzekl stanowczo Armon skradajac sie do spiacego straznika ,postanowil on ukrasc klucze z kieszeni goblina.Ledwo mu sie udalo lecz mial je w reku i podarzal do kompanii gdy goblin przewrucil sie na niego i wszczal alarm Armon wbil sztylet w gardlo goblina i pobiegl do drurzyny ,szybko wyja klucze i otworzyl brame. Wszyscy wydostali sie na powierzchnie i z ulga odetchneli lecz to nie byl koniec cala straz zaczela ich gonic ,byli tuz przy bramie Armon i reszta byli gotowi do walki wrecz poza jedyna Elenor ,ona bowiem postanowila przywolac korzenie ,i udalo sie jes w ostatnim momecie ,korzenie zamknely sie wyrastajac z gory i z dolu tworzac w ten sposob mala bariere pomiedzy goblinami ,a nasza drurzyna.Po wyjsciu z pajeczych grot postanowili odpoczac lecz nie tuz obok groty.
-Malwan zobacz czy niema gdzies tutaj jakiegos przesmyku lub dolinki gdzie moglibysmy przespac w spokoju noc.-powiedzial Galwonem
-Juz sprawdzam tylko wyciagne z plecaka-rzekl Malwan zabierac sie za obliczenia.Po chwili namyslu powiedzial-Tak!Jest maly przesmyk tuz przy Goze Scietej Glowy na skraju Lasu Magow.
-Swietnie!Wiec nie ma czasu do stracenia!-ucieszyl sie Galwonem
-Mowicie o przesmyku Krysztalowej Skaly?-zapytala Elenor
-Tak ,a dlaczego pytasz?-spojrzal na nia Armon
-Bo to siedziba Troli gorskich ,maja tam wielkie jaskinie i potezne groty z kad wychodza.Sa na Meredset od tysiecy lat lecz nawet po tak dlugim okresie nikt nie poznal ich zmiennej natury .Sa one grozne i wielkie maja lapy wielkosci ludzkiej glowy ,moga miarzdzyc skale z latwoscia ,nie znaja litosci.
-Nie wierzysz chyba w te Bajki o Trolach ,ktorymi staruszki straszyly male dzieci?-zapytal Galwonem-Co tam moze nam sie stac?Zaloze sie ze nie spodkamy ani jednego trola-zapewnil ja.
-Miejmy nadzieje ze stanie sie tak jak myslisz-rzekla Elenor
Postanowili ,ze wejda w przesmyk i zbadaja jakas pusta jaskinie lub grote by w spokoju przenocowac.Poruszali sie wolno ,ale dotarli do Gory Scietej Glowy i wszedlwszy w przesmyk szczegolowo zbadali teren lecz ani jednego trola nie znalezli.
Znalezli jedna z mniejszych jaskin i weszli w nia z pochodniami wczesniej zrobionymi przez Armona ,czym glebiej sie poruszali tym mocniejszy byl odur pochodzacy z cial goblinow i lepiej bylo slychac jakies dziwne odglosy ,gdy w koncu dotarli do kranca jaskin ujzeli cos czego sie nie spodziewali.Dwa trole miotaly sie wszedzie i rozdraznione przewracaly ciala goblinow w poszukiwaniu czegos...
-Deluroneg!Sendalow meniknes alfadob-powiedzial jeden z troli na wspolny jezyk znaczy to:Gredar! Gdzies ty to zgubil?Miales to w lapach ostatni!
-Gerdilon ekdas minekwa elmioa Grkinma utwogr fergsu-odpowiedzial drugi:Nie mialem!Ty ja miales ostatni ,nie oszukasz mnie!-powiedziawszy to zucil sie na trola i wszczela sie bujka ,wszedzie lataly oderwane czesci cial goblinow oraz roznego rodzaju kamienie.Wtedy Malwan postanowil wraz z drurzyna wyjsc po cichu z jaskini ,lecz Galwonem wpadl na kamyk i potknal sie.
-Gemnar edkimne?-zapytal trolo to bylo?
-Degnimar de skobena!-postanowil drugi:Jak chcesz sie dowiedziec to zabieraj ze mnie ten tlusty zad i idz to sprawdz!Gdy zeszedl z niego zobaczyl czworo intruzow na ich teretorium ,podszedl do nich i zlapal ich za rece i podniusl do gory ,wtedy Malwan zapytal go -Umiesz mowic wspolnym jezykiem?
-Ja nie umiec Gwardar umiec dobrze-powiedzial
-De mona jaoksiwo elbira de turanos?-zapytal ten drugio to za jedni? podnoszac sie z ziemi i podchodzi do tego pierwszego tuz przy skale.Ten z nasz drurzna wyjasnil mu ze wtargneli na ich teren i muwia wspulnym jezykiem
-Aaa skoro to tak pomorzecie nam w poszukiwaniach naszej blyskotki-zarzadal trol muwiac to pokazal na spustoszona sale z kamienia a do okola niej wszedzie byly zmartretowane ciala goblinow-Bo jesli nie zezremy was na kolacje!
-Dobrze pomozemy ale gdzie mniej wiecej ja zgubiliscie?-zapytal Malwan
-Gdy bysmy wiedzieli to nie kazali bysmy wam jej szukac!-wrzasnal trol opluwajac Malwana i Armona
-Dobrze poszukamy ale powiedzcie jak ona wyglada-rzekl Malwan ocierajac sie ze sliny
-Wyglada jak durzy mlot ze zlota-powiedzial trol-jesli jej nie znajdziecie to zginiecie w naszych zoloadkach!-oznajmil z nerwami trol
Malwan zgodzil sie na poszukiwanie(bo wlasciwie niemial innego wyjscia)i weszli po kolana w scierwa Goblinow.Po godzinie poszukiwan drurzyna stracila nadzieje ,ze ja kiedykolwiek znajda byli gotowi nawet walczyc z trolami lecz w ostatnim momecie od blasku pochodni Armonowi zablyslo cos w sasiedniej jaskini morzna powiedziec ,ze byla to jakby slepa uliczka.
Tylko Armon byl w stanie sie przeslizgnac prze te mala dziure w skale wiec postanowili wyslac go tam.
Gdy byl juz w srodku podniusl durzy(jak dla niego)zloty mlot ,a na nim byly wukute male figurki walczace ze smokiem.
Armon Wyslizgnal sie z powrotem z jaskinki i dal mlot dla trola z pytaniem-Czy teraz gdy znalezlismy wasz mlot mozemy w spokoju odejsc i cos zjesc jestesmy wykonczeni-w te slowo trol mu przerwal i powiedzial
-Dlaczego wy tyle gadacie odejdzcie i zostawcie nas w spokoju ,a i jeszcze jedno nie przychodszcie tu nigdy wiecej bo nasze nastepne spodkanie nie bedzie takie mile jak te przed chwila...
-Mozesz byc pewien ,ze nie spodkasz nas tu wiecej.-oznajmil Galwonem i cala kompania wyszedwszy z jaskini skierowala sie na odpoczynek
,poza trolami ,ktore zostaly i zabawialy sie ich "blyskotka"
-A nie mowilam?-zapytala z satysfakcja Elenor
-Dobrze przyznaje Ci racje to byl zly pomysl a teraz wejdzmy pod te skale i zjedzmy cos bo az mi sie nie dobrze robi gdy przypomne sobie te goblinskie scierwo-przyznal Galwonem
-Dobrze ja rozpale ogien i przyzadze zupe.-powiedzial Armon
-Masz wez te drewno-wskazal Malwan na pobliska kupke chrustu.
Armon rozpalil ogien i przyradzil zupe a Galwonem przyszykowal poslania pod skala ,aby nie zmokli gdyby spadl deszcz.Wszyscy zciagneli zbroje ,by nie utrudniala im spania i jedzenia ,i wtem zabrali sie do zjedzenia przepysznej zupy.Po jedzeniu wszyscy poszli spac ,poza Malwanem ,ktory pelnil warte.Byla juz polnoc Malwan troche przysypial ,az w koncu zasnal ,w krzakach cos pogrechotalo i obudzil sie podchodzac do krzakow ,lecz cos go uspokoilo i powrucil do obozu po chwili znow cos zagrechotalo ,i teraz juz troche zdenerwowany podszedl do krzaczka i znow cos go uspokoilo ,byl to piekny cichy spiew niesamowity i wrecz hipnotyzujacy.Malwan znow powrucil do obozu i zasnal na dobre ,Galwonem poczul jakies drapanie w lydce wiec wstal i spojzal na spiacego Malwana
-Mysle ,ze przyda Ci sie troche snu...-powiedzial siadajac na odlamku skalnym nucac sobie cos.
Po chwili przestal i uslyszal ten spiew co Malwan i wstal podchodzac do pobliskiego krzaczka spojzal w niebo ,zrobilo mu sie slabo i zemdlal upadajac na ziemie w tem zza krzaka wyskoczylo dziesiecioro malych hohlikow skalnych i zaciagnelo Galwonema do malej jaskini lezacej tuz obok obozowiska naszej drurzyny.W tej malej jaskini zwiazaly Galwonema sznurkiem ich wlasnej roboty ,ktory okaleczal jego cialo przy najdrobniejszym ruchu.Usta mial zaklebnowane jakas szmata ,i w ten sposob przyszykowaly go do jakiegos rytulalu poswiecenia i zaczely tanczyc wokolo niego rozsypujac na nim jakies ziola i skruszone czaszki goblinow.Gdy Galwonem sie ockna poczol wielki bul na calym ciele i swat smierdzacych kosci oraz zapach Elerionu Skalnego(popularnego ziela wsrod elfow urzywanego glownie do fajerwerkow)na swoim ciele oraz poczul wilgoc na swoich plecach ,gdy udalo mu sie obrucic zabaczyl wielka kalurze krwi wolol siebie i tanczace dziwnie wygladajace stworki.Pierwszy raz widzial tak dziwne stworzenia z laskami w rekach ,ktore wymachiwaly nimi gdzie popadnie zdarzalo sie ,ze inny hochlik dostal po twarzy i upadl niezywy na ziemie.
-Co tu sie dzieje!?Kim wy jestescie?I co ja tu robie?-wrzeszczal Galwonem ,mimo szmaty w ustach hohliki go zrozumialy i okrzyczaly go oraz obsypaly ich "swietym piaskiem" ,ktory zbieraly przy ich jaskini i oblewaly go jakims winem oraz dodawaly jakies zmielone kosci.
-Zostaniesz tu na zawsze!Nikt cie nie znajdzie tu zywego
zostaniesz tu ,boze Smierci i Nikczemstwa!-wykrzyjiwali
-Ale o co wam chodzi?Jakim bostwem jestem elfem z Lesnego Ksiestwa!Wypuscue mnie z tej przekletej jaskini!-wykrzykiwal Galwonem miotajac sie w sznurze.
-Hahaha mozesz sie miotac ,ale nigdy z tad nie wyjdziesz!Ty elfickie scierwo!-powiedziel jeden z hochlikow szamanow.
-Do czego wam jestem potrzebny?-zapytal Galwonem
-Nasz bog potrzebuje ofiary zlozonej z elfa i czterech hohlikow-powiedzial szaman
Gdy Galwonem uslyszal to wystraszyl sie troche i miotal sie coraz bardziej rozcinajac sobie skore.
W naszym obozie Malwan wstal pierwszy i rozejzal sie za Galwonemem gdyz nigdzie go nie bylo widac.
Uslyszal jakies piski i zobaczyl wielka chmare kurzu wiec postanowil sprawdzic co sie tam dzieje ,gdy doszedl do malej jaskini ujzal Galwonem calego w krwi i wokolo niego chmare tanczacych hohlikow.
-Galwonem!-krzyknal i rzucil sie na hohlikow.
Szamani rzucali jakies zaklecia lecz nie skutkowaly na elfia magie ,Malwan powybijal wszystkich szamanow i powypedzal hohlickie hordy z jaskini.Gdy jaskinia juz byla pusta Malwan przecial sznurki z ciala Galwonema tym sposobem uwalniajac go.
-Dzieki za pomoc-powiedzial Galwonem podajac zakrwawiona reke Malwanowi-Jestem twoim dlurznikiem
-Zrobilem co musialem ,teraz jednak chodz do obozu moze Elenor uleczy cie z ran-powiedzial Malwan pomagajac Galwonemowi wstac ,i prowadzac go do obozu.
-Elenor pomoz Galwonemowi jest caly w krwi i ma rany na calym ciele!-krzyknal Malwan kladac Galwonema na ziemie
-Co mu sie stalo?-zapytala Elenor
-Hohliki mnie pojmaly i chcialy zabic w choldzie dla jakiegos boga...-powiedzial Galwonem
Elenor sie zasmiala i powiedziala-Dobrze juz usiadz. Galwonem usiadl na skale ,Elenor podeszla do niego i wymowila zaklecie wyleczenia:Elkasus Minekwa Elmoinjia
Powiedziawszy to Galwonem wstal ze skaly i usciskal Elenor w podziece
-Dobra juz ,nie dziekuj tylko ubierz zbroje i pakujmy sie w droge nie mozemy czekac dlurzej ,byc moze hohliki tu wruca ze zdwojona sila ,a im nie damy rady beda mieli szamanow i berserkerow-powiedziala ,i wziela sie za pakowanie zeczy do plecaka ,wszyscy inni poszli jej sladem i w mig sie uporali ze skladaniem.Po zlorzeniu wszystkiego w plecaki wyruszyli w dalsza droge.

Vatar i Elion przemierzali Mokradla Zapomnienia co jakis czas spogladajac na mape w nadzieji ,ze niedlugo sie skoncza.
-Vatar ,ktora to juz przygoda na ,ktora mnie wyciagneles?-zasmial sie Elion
-A wiez ,ze sie nad tym nie zastanawialem?-rownie przyjaznie zasmial sie Vatar
Po przejsciu jakiejs mili postanowili zatrzymac sie w niedaleko polozonej jaskini.
Elion zabral sie za rozpalenie ogniska a Vatar postanowil rozscielic na skale dwie durze peleryny na ktorych beda spac tej nocy.
Elion przyzadzil mieso z domu na wolnym ogniu i wraz z Vatarem zjedli to kladac sie spac.Podczas snu Vatar wyczol poruszajace sie krzaki oraz czul ,ze cos przeskoczylo przez niego wpadajac w dziure wukopana przez dzikie psy.
-Elion! Elion! Obudz sie!-wyszeptal Vatar
-Co sie stalo ze mnie budzisz o tej porze?-zapytal przerazony Elion
-Nie wiem ,cos przeskoczylo nade mna nie jestem pewny co to ,ale mysle ze jest to goblin ,wpadl do tej dziury!Choc sprawdzimy!-oznajmil Vatar i czym predzej podeszli do dziury.Tuz przy dziurze Elion spostrzegl maly sztylecik na ,ktorym az blyszczalo od wysadzanej drogimi kamieniami rekojesci.
-Vatar spojz!-powiedzial Elion pokazujac Vatarowi maly sztylecik
-Poznaje ten sztylet! To jest Enwalil sztylecik szczescia-powiedzial Vatar ale przerwal mu jezdziec ,ktory wyskoczyl zza skaly i potracil Vatara.
Jezdziec przystal na chwile spogladajac na niego lecz Vatar go nie widzial gdyz byl zakapturzony ,mial przy sobe uniesony w gore miecz lekko ztepialy i niewielka tarcze zalozona na reke.Po budowie ciala jezdzca widac bylo na piewrszy zut oka ,ze byl potezny i niezwylke umiesniony.
-Widzieliscie niewielkiego stworka o szpetnym wygladzie?-zapytal jezdziec ucichlym glosem ,a zarazem chrypkim syczeniem
-Nie! A moglibysmy poznac twoje imie nieznajomy?-zapytal stanowczo Vatar
-Moje imie jest niewazne ,jesli mi nie powiecie gdzie jest stworek to zadzgam was jak jego gdy go znajde!-burknal jezdziec sciskajac miecz
-Wpadl do tej dziury ,a dalej nie wiemy co sie stalo ,prawdopodobnie zostal tam do tej pory-rzekl Vatar-teraz powiesz nam swoje imie?
-Nie! Wystarczy ,ze sostawie was tu zywych! Moje imie nie bedzie wam potrzebne-krzyknal wsciekly jezdziec-Nie macie dosc wlasnych problemow?
-Dobrze juz uspokuj sie my tylko zapytalismy o twoje imie nie chcemy klopotow-powiedzial Vatar-powiedz nam dlaczego szukasz tego stworka?
-Te sprawy nie powinny was interesowac ma cos mojego i chce mu to zabrac ,jest to maly sztylecik tylko tyle mozecie sie odemnie dowiedziec-powiedzial jezdziec zsiadajac z konia lecz nie sciagnal kaptura ,podszedl w strone krzaczkow ,a co dziwniejsze nie zostawial sladow na piasku ,obszukal male krzaczki znajdujac w niewielkim dole trzepocacego sie ze strachu stworka.
-Wstawaj ty przeklete stworzenie! Gdzie jest moj sztylet?-krzyknal na stworka
-Tego szukasz?-zapytal Elion zucajac pod nogi sztylecik
-Tak ,a teraz zejdzcie mi z drogi bo was zetre z powieszchni ziemi!-krzyknal jezdziec
Vatar natychmiast wyciagnal miecz wypowiadajac jakies zaklecie ,Elion z rekawa wyciagnal trzy sztyleciki i byl przyszykowany do zabicia jezdzca.
-A jesli my cie pokonamy?-zapytal Elion
-To sie okarze!-krzyknal i zucil sie na Eliona zas ten natychmiast wyzucil sztyleciki trafiajac w brzuch ,lecz nie wyzadzil mu wielkiej krzywdy ,gdyz sztylety tylko przebily sie przez peleryne okrywajaca cale cialo jezdzca.
Nie zabilo go to gdyz byl on duchem ,przykrytym pod peleryna wydawaloby sie ,ze nie maja szans w starciu z takim przeciwnikiem ,lecz Vatar jeszcze nie powiedzial nic w tym starciu ,gdy duch podchodzil pomalu do Eliona Vatar wypowiedzial zaklecie Oswiecenia mistyczynego i duch przybral postac namacalna normalnego czlowieka z niewielkim garbem.Oboje pomysleli ,ze nie beda mieli wiekszego problemu z zabiciem go.Jezdziec wrecz przestraszony magia Vatara ,zucil sie na niego lecz w jednej chwili padl martwy na ziemie i wyzionol przerazajacego demona wygladajacego jak ognisty ptak z rogami skierowanymi ku dolowi ,pod dziub tuz przy gardle.Demon opanowal jego cialo i opuscil je zabijajac natychmiastowo jego powiernika ,po wyjsciu z ciala natychmiast zucil sie na Vatara lecz ten utworzyl bariere wokol siebie i Eliona ,ale nie powstrzymalo to demona ,opanowal on cialo stworka lezacego tuz przy skale.
Gdy pryzbral nowa postac ,natychmiastowo zaszly mutacje w jego ciele to znaczy ,zmienila sie jego postura teraz byla bardziej potazna ,umiesniona i urosl na oczach Vatara i Eliona ,welkoscia przekraczal dwa metry ,ze slabego i niewielkiego mikrusa stal sie poteznym niesamowicie wielkim wojownikiem ale nie tylko sila sie zmienila dostal on skrzydla nietoperza oraz rogi skierowane w dol i plonace oczy z niesamowicie czarnymi zrenicami.Elion i Vatar patrzac na to byli wrecz przerazeni lecz demon nie mogl im nic zrobic poniewaz dalej byli w barierze gdy postanowil zaatakowac zostal porazony magicznym piorunem ,ktory odrzucil go na dwanascie stop.
Demon wsciekly rzucil jakies zaklecie ,ktore zniszczylo bariere i odrzucilo Vatara na sklale gdzie stracil przytomnosc ,Elion wrecz kipial z wscieklosci i rzucil sie na demona podchodzacego do Vatara.Demon nie spodziewal sie tak szybkiego ataku lecz nie mial wiekszego problemu z odparciem go ,Elion zostal odrzucony poprzez zaklecie demona na ziemie ,demon podszedl do nieprzytomnego Eliona i zlapal go jedna reka za szyje ,skrecajac mu kark oraz poteznym ciosem w brzuch ,rzucil na ziemie zaczynal porzerac zwloki Eliona.
-No w koncu cos porzadnego do zjedzenia!-krzyknal demon wydzierajac wnetrznosci z jego brzucha i rozrzucajac wokolo siebie.Vatar ocknol sie i zobaczyl jak demon na jego oczach podnosi na wpol zjedzone cialo Eliona i zmiarzdzyl jego glowe wycierajac krew w jego kamizelke ,po tym rzucil je pod nogi Vatara i odlecial z piskiem powietrza ,a Vatar natychmiast sie rozplakal trzymajac w rekach zwloki swojego najblizszego przyjaciela
-Jeszcze cie dopadne ty przekleta kreaturo! Zniszcze cie!-wykrzykiwal zakrwawiony i zaplakany Vatar
-Jesli mnie dopadniesz to ty zginiesz jak twoj przyjaciel!-krzyknal demon smiejac sie w twarz Vatara i odlatujac gdzies na polnoc
-Prosze tylko nie ty!-rozplakal sie Vatar wymiawiajac zaklecia zmartwychwstania lecz na prozno ,na wpol zjedzone cialo nie dzialaly juz czary.
Vatar jeszcze dluga chwile sleczal nad swoim przyjacielem oplakujac go lecz w koncu zebral sie w sobie i odszedl na bok wymawiajac zaklecie Zniszczenia :Wargena Dilostia En ,ktore doszczetnie spalilo jego cialo ,popiol zebral do zakrwawionej kamizelki i zakopal wcinajac w skale imie i profesje oraz w jaki sposob zostal zabity.Zajelo mu to niespelna godzine i uklekl nad nim jeszcze raz w uczczeniu jego smierci.
-Rozpacz na nic sie nie zda-powiedzial do siebie Vatar i przeszedl odpoczac z dala od miejsca smierci jego przyjaciela ,ulozyl sie do snu z glowa przepelniona gniewem i rozpacza.
Po nocy nieustannego koszmaru obudzil sie i podszedl do grobu Eliona jeszcze raz klekajac na oddanie czci jego duchowi ,cos jednak przykulo jego uwage ,byly to strzepy peleryny ducha ,podszedl do niej i podniosl dwa rzutne sztyleciki Eliona wielkosci srodkowego palca ,zachowal je na pamiatke jego czci ,rozpali on ognisko i rozgrzal do czerwonowci poczatek miecza i wtopil w nia z obu stron po jednym z ostrzy Eliona.Po zchlodzeniu miecza i zgaszeniu ogniska Vatar wyruszyl dalej na poszukiwanie Boskiego luku.
Napodkal on wielu wedrowcow na swojej drodze do wielkiego wodospadu Elergas spodkal on miedzy innymi gnomow i goblinow ,ktore o dziwo nie byly w zmowie z Endorem ,a mieszkaly na poludniu niedaleko postkowi.
Vatar udal sie do karczmy na zachodzie ,do miasta Goldinset gdzie kupil on jedzenie i po ciezkich przerzyciach ostatnich nocy odpoczal.Rano po wyspaniu sie i zjedzeniu przyzwoitego sniadania ulozyl on plan w jaki sposob dotrzec do wodospadu i zaznaczyl na mapie jaka droge obrac na spodkanie z Malwanem i Galwonemem obliczyl ,ze powienien zmiescic sie w trzech tygodniach.Wyruszyl natychmiast po sniadaniu nie rozmawiajac z nikim w karczmie gdzie nocowal ,od wielu dni nie jadl takiego dobrego sniadania i nie spal tak dobrze jak tej nocy lecz jego glowy nie zaprzataly takie drobiazgi jak sniadanie lub dobre luzko ,jego glowa byla pochlonieta planem zdobycia Boskiego luku i obrania wyznaczonej trasy do wodospadu Elegras ,ktora prowadzila poprzez dwa zlaczone miasta duchow ,opustoszale cytadele wielkiego krola dawnych czasow o imieniu Skelnan ,jego historia toczyla by sie do dzisiejszego dnia gdyby nie jego podla zona Malega ,ktora zabila go podczas snu wbijajac mu sztylet w plecy.Po smierci Skelnana ,Malega obiela dowodzenie nad cytadelami lecz po niespelna roku zostaly one zniszczone poprzez gobliny ,ktore pojawialy sie to tu to tam zabijajac najblizszych Malegi i niszczac doszczetnie wojska z cytadel.Malega zostala sama w wielkiej cytadeli nie mogla ona zniesc tej samotnosci wiec popelnila samobujstwo ,skoczyla z najwyrzszej wierzy wprost do fosy gdzie jej zwloki pozarly ryby.Przed smiecia Malega zucila klatwe na skarbiec i na cytadele zamieniajac je z wspanialych budowli w zniszczone i opustoszale wielkie wierze gdzie straszyly Lisze i inne nieumarle istoty.Vatar przechodzac przez miasto spostrzegl handlarza ,ktory jak gdyby wolal go do swojego stoiska lecz Vatar nie zareagowal tylko podazal przed siebie.Vatar podarzal bocznymi alejami malego miasteczka ,wypelnionymi domkami ,mniejszymi karczmami wyglodajacymi jak zwykle domy z wielkim bembnem na scianach ,ten bemben slurzyl ludziom do tworzenia wysmienitego wina oraz innych trunkow.
Podarzajac wzdluz aleji trafil do bramy wyjsciowej tuz przy wierzy lecz droge zagrodzil mu ten sam merzczyzna ,ktory wolal go przed kretymi alejami.
-Czego odemnie chcesz?-zapytal wsciekly Vatar-Dlaczego mnie sledzisz?
-Nawet mnie nie poznajesz...-powiedzial nieznajomy
-Sciagnij ten kaptur i ukaz sie!-rzekl Vatar
,merzczyzna sciagnal oczywiscie kaptur i przed Vatarem stanal Gnom ,ktory pomagal przy znajdowaniu zywych w Lesnym Ksiestwie.
-Ah to ty!-ucieszyl sie Vatar-Co ty tu robisz ?
-Moglbym Cie o to samo zapytac.Narazie mieszkam tu ,mam knajpke moze bys wpadl do mnie na jednego mocniejszego?
-Jesli pozwolisz...-rzekl Vatar klepiac gnoma po ramieniu
-Alez oczywiscie! Pokaze Ci cos.-powiedzial i ryszyl ,a Vatar wraz z nim.
Gnom znow zaprowadzil Vatara do kretych aleji ,do swojej knajpki.
Knajpka wygladala jak kazda inna ale Vatar wyczuwal cos dziwnego w jej wnetrzu ,cos magicznego...


Rozdzial 3 "Cos ciekawego"

Po wyjsciu z Przesmyku ,nasza kompania udala sie w dalasz podroz do Lasu Magow.
Podrozowali przez lekko zalesiony teren zaraz za Przesmykiem.
Dotarli do Bramy wprowadzajacej do Lasu Magow ,wygladajacej strasznie ,brama wygladala staro ,byla zardzewiela i skrzypiala przy najdrobniejszym nawet ruchu ,do okola niej byl zywoplot a zaraz za nim stal maly domek ,wiec nasza drurzyna postanowila to sparwdzic ,nie wiedzieli ze to moze kosztowac ich zycie...
Malwan otwierajac brame jakby zastygl ,ujzal on twarz tak strasznie blada ,z wycietymi powiekami i wargami.
Malwanowi zrobilo sie slabo i zemdlal osuwajac sie z wolna na ziemie.Drurzyna podeszla do niego ,budzac go i kladac na kocu wczesniej uszykowanym przez Armona.W tem przejal nieprzyjemny chlod i nasza drurzyna (z obudzonym juz Malwanem) wszedli w brame do zdawaloby sie opuszczonego domku
,nie dlugo po tym jak weszli d domku z Malwanem zaczynalo dziac sie cos dziwnego.
Galwonem z Armonem obszukali caly dom ,lecz nie znalezli nikogo poza szkieletem w piwnicy ,przykutym do sciany.
Malwan gdy to zobaczyl podszedl do tego ,stanol nad tym i oparl glowe o prawy bark.
-Malwan co ci jest?-zapytala Elenor.
-To bardzo ciekawe...Myslalem ze juz nie zobacze czegos takiego...Mialem sny o tym domu ,to miejsce jest ,a raczej bylo domem wielkiej tragedii.-powiedzial Malwan
-Malwan o czym ty mowisz?-zapytala Elenor
-Mowie o tym ze w tym miejscu ,pewnien czlowiek zamordowal kobiete ,stala dokladnie tam gdzie ty teraz.
Reszta kompanii poruszala sie po gornych pokojach poszukujac miejsca na sen.
Malwan wznowil po krotkim namysle opowiesc przy tym mial taki przerazajacy blysk ,a raczej plomyk w oczach.
-Podszedl do niej ,wziol niewielki mlot ,ktory lezal oparty o scianie ,ona byla przykuta tak samo jak ten szkielet ,na oprawce jej wrzaski nie robily zadnego wrazenia ,poprostu sie zamachnol i zabil ja jednym uderzeniem w glowe...-powiedzial Malwan chwytajac za pekniety mlotek ,i z wolna podchodzac do Elenor.
-Malwan co ty robisz?!-powiedziala juz zdenerwowana Elenor
Malwan ,bez slowa wyjasnienia ,podszedl do Elenor i zlapal ja za ramie ,dosc mocno pchnal ja i Elenor upadla na ziemie.Gdyby Galwonem nie wszedl do pomieszczenia Malwan zapewne zabilby Elenor ,gdyz juz zamachnal sie do uderzenia.
Autor artykułu
Erthon's Avatar
Zarejestrowany: Sep 2009
Posty: 65
Reputacja: 19
Erthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znanyErthon nie jest za bardzo znany

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

  #1  
Erthon on 30-09-2009, 00:55
Proszę wybaczyć Błędy Ortograficzne i nie tylko lecz pisałem to w wieku 12 lat i nie zabardzo się tym przejmowałem ;p Zdaje sobię sprawe że jest wiele nie do mówień w tej opowieści jak np kim jest Alferod lub z kąd Malwan i Galwonem znają Vatara i różne takie ale nie maiłem ostatnio czasu tego poprawiać więc wrzuciłem to na szybkiego ;]
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Milly on 30-09-2009, 10:21
Zasada numer jeden, gdy zabierasz się za jakiekolwiek pisanie - szanuj swojego czytelnika. Jeśli chcesz sobie pisać do szuflady, dla własnej przyjemności, to świetnie! Ale nie pokazuj tego nikomu. Jeśli już zdecydowałeś się na upublicznienie swojego tekstu i poddanie go komentarzom, to powinieneś choć w minimalnym stopniu uszanować czytelnika i poprawić tekst. Piszesz, że stworzyłeś to w wieku lat 12, co sugeruje, że było to już jakiś czas temu. Następnie dodajesz, że nie miałeś czasu tego poprawić. To przeczy samo sobie. Nie zadałeś sobie żadnego trudu, by choć przejrzeć zapisany tekst, a to w moich oczach stawia Cię na z góry straconej pozycji. Dlaczego ja mam uszanować Ciebie, przedzierać się przez setki źle napisanych słów i dziesiątki koślawych zdań, skoro Tobie nawet nie chciało się wrzucić tego do worda, który wyłapie mnóstwo błędów, przynajmniej tych ortograficznych? Przeczytałam pierwsze dwa akapity i odpuściłam, ale Twój usprawiedliwiający komentarz zmusił mnie do reakcji. Błędy ortograficzne, interpunkcyjne (nawet zły zapis kropek i przecinków, braki spacji, przyklejanie znaków tam, gdzie nie mają prawa być), zła składnia zdania, bezpłciowe opisy, zwłaszcza walki, ogromna masa powtórzeń. Tyle w dwóch akapitach. Nie miałam nawet ochoty doczytać dalej.

Zasada numer dwa - wymyślenie historii to nie wszystko, zwłaszcza, jeśli chcesz dzielić się swoimi dokonaniami z innymi. Nawet jeśli stworzysz wspaniałą, epicką opowieść, która jest nowatorska i twórcza, a napiszesz ją w ten sposób, nikt nie zechce tego przeczytać. Zadaj sobie trochę trudu i dowiedz się czegoś na temat poprawnego pisania - dzielenia tekstu na akapity, sposobu zapisywania dialogów, nawet sposobu zapisywania znaków interpunkcyjnych! Poczytaj też coś na temat powtórzeń i wyrażeń synonimicznych. Już nie wspomnę o poprawności ortograficznej, stylistycznej i interpunkcyjnej, bo to powinien znać każdy, kto chce cokolwiek napisać, zwłaszcza jeśli skończył podstawówkę. Niestety, Twojego tworu nie da się czytać nie tylko ze względu na poprawność, ale i na sam zapis - masa zbitego tekstu nie tylko bez akapitów, ale wręcz bez spacji.

Skoro jesteś teraz starszy i bardziej doświadczony, przeczytaj to opowiadanie, zrób korektę na tyle, na ile potrafisz, popraw wszystkie opisy, które wyłapiesz jako błędne. Jeśli Ty włożysz w to trochę serca i wysiłku, wtedy i ja się wysilę i ocenię opowiadanie, powiem Ci nad czym jeszcze popracować i czego nie wyłapałeś we własnej korekcie.

Pozdrawiam i życzę weny oraz więcej samozaparcia w poprawianiu własnych tekstów
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Matyjasz on 30-09-2009, 14:26
Ja polecę
Warsztaty pisarskie lastinn
Oraz popracuj nad ortografią! Błędów tego typu przy pisaniu na komputerze niemal nic nie usprawiedliwia. Nawet głupi word czy openoffice je wyłapie.
Rozumiem gdybyś nie miał dostępu do swojego komputera, ale najwyraźniej masz skoro to przeleżało na dysku ileś tam lat. (Co sugerujesz)

Niestety co do reszty tekstu się nie odniosę. Zarys fabuły na początku nie był dość dobry bym został zmotywowany do przebicia się przez błędy nawet mnie rażące, a to już uznaje za duże osiągnięcie.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166