Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - ogólnie > Kufer skarbów > Porzucone projekty > Cerulean Tomcat > Untouchables: Transformation
Zarejestruj się Użytkownicy

Untouchables: Transformation Forum przeznaczone na teksty i materiały związane z autorskim systemem do starego Świata Mroku.


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 15-08-2006, 22:39   #1
 
Solfelin's Avatar
 
Reputacja: 105 Solfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znanySolfelin wkrótce będzie znany
Pieśń Walki

[center:6ce2393757]Pieśń Walki[/center:6ce2393757]

Przechodził jedną z uliczek rynku, rozglądając się po straganach, wdychając głęboko powietrze, radując się każdym momentem z ojcem, jednym ze starych uliczek dawnego, klasycznego miasta, budynków kruszących się przez swój wiek, wybudowanych na ziemi.
Tlen dawał poznać, że tutaj jeszcze nie było tyle spalin. Wolne powietrze, trochę upał. Dość dużo ludzi. Przechodzili, szli w swoją stronę, własną drogą w nieznane. Każdy w innym kierunku. W większości turyści miasta.
Byli tu także turyści kosmosu, niezauważeni przez nikogo w postaci gołębic i gołębi. Dziecko podeszło do takiego zbiorowiska i rzuciło okruchami chleba, które ptaki wkrótce zjadły. I rzuciło jeszcze następne. Tak raz za razem.
Weszli do kościoła, pozwiedzać, a także uczestniczyć w Eucharystii, Ofierze Syna Jedynego Boga oraz darów Aniołów Stróżów ludzi.

[center:6ce2393757]* * *[/center:6ce2393757]

Boskie istoty żyją i mieszkają wśród nas. Maskują się pod ciałami, gubiąc się w społeczeństwie, którym nawet rodowitym mieszkańcom Ziemi trudno się odnaleźć. Ukrywają się pod postaciami zwierząt, gołębi i wron.

[center:6ce2393757]* * *[/center:6ce2393757]

- Stań do walki! - Krzyknął przenikliwie nocny upiór z kantu dachu kamienicy. Bielsza niż śnieg istota stała na brukowanym chodniku, spojrzała w górę i skoczyła.
Owijając swoim blaskiem całun mroku wytworzyła w swych dłoniach podłużną linię światła. Po kilku sekundach w jej rękach pojawił się słup światła przypominający średniowieczny miecz. Jednak świetlista istota zamiast mieć go wyciągniętego do góry, odwróciła go do dołu, stwarzając z miecza krzyż.
Upiór począł uciekać, po drodze rzucając w jej stronę smoliste pociski. Chroniła się przed nim krzyżem, który mielił jak młynek każdy pocisk tak, że nie splamiła swojego kokonu światła.
Cienisty stwór zaczął wołać donośnym głosem, którego jednak nikt nie słyszał, bo oni istnieli i walczyli w innym wymiarze, niż ludzie. Swą głowę skierował ku dole, a po chwili stanął przed nim jęzor magmy, lawy i krwistego ognia. Pojawiła się w nim twarz posiadająca dwa rogi, dwa płomienne oczy i niszczący odór wydobywający się z nosa.
Świetlana poczuła gorący dotyk siarki oraz rtęci, gdy próbowała się do nich przybliżyć. Teraz ona wzywała pomocy, modląc i kontaktując się z bliską jej Świadomością.
Cień zawrócił kierując się w stronę świetlistej istoty, tworząc większą kulę. Zaśmiał się, a dźwięk jego śmiechu był jak stal włóczni próbującej przebić Niewinnego. Mur ognia za nim dmuchnął odorem spalenizny i ogniste ramiona straszliwego stwora wydłużyły się. Miał zamiar złapać płomiennymi szponami bielistą istotę. W powietrzu było czuć nie do wytrzymania gorąc i skwar.
Gwiazdy na moment rozświetliły się tak, że przebiły smog wytworzony przez mroczne istoty. Zatrzymało je to na chwilę i uważnie przyglądnęły się gwiazdom, które ponownie mrugnęły złowieszczo do nich.
W świetlistej istocie zapaliła się znowu iskierka nadziei. Zrobiła obrót na bok, by stanąć nim na przeciwko biegnącemu upiorowi i zamachnęła się błyszczącym krzyżem. Rzuciła go z całą siłą, zamachem z boku o 180 stopni.
Podczas gdy Świetlana robiła manewr, jej bliski Niebiański wysłał na pomoc wiatr. Nabrał on prędkości, zimna oraz mocy i uderzył prosto w łapska Piekielnego. Ten, jakby był poparzony zimnem, odciągnął szpony do siebie. Równocześnie cały smród spalin został zdmuchnięty poza obszar walki i świetlista istota mogła odetchnąć i nabrać kolejnych sił.
Rzucony krzyż przeszył bok nadbiegającego mrocznego stworzenia. Cios wypalił tej martwej istocie część, straciła ramię. Wywołało to u niej panikę. Rozpoczęła przerażająco szybki upiorny bieg przez dachy kamienic. Świetlana pobiegła w pościg za nią, chwytając po drodze leżący na środku dachu krzyż.
Walka przed oczyma śmiertelników była skryta. Oni widzieli tylko burzę bez opadów, rażącą piorunami i błyskami, dym wydobywający się z kominów, nieprzyjemne powietrze oraz przestrach dziwnej nocy.
Bielista istota biegła za upiorem, uciekającym coraz szybciej, próbującym zgubić ogon. Świetlana w międzyczasie obracała w rękach krzyż, modląc się. Upiór w pewnym momencie zatrzymał się, odwrócił, popatrzył złowrogo. Wystrzeżył kły spod swojego kaptura, mówiąc twardym oraz chłodnym głosem.
- Czego ode mnie chcesz? - Grał na czas, chociaż nie wiadomo było świetlistej istocie, z jakiego powodu. Także zatrzymała swoją pogoń i popatrzyła dziwnie na upiora.
- Nie pytaj - Odpowiedziała przenikliwym i błogim głosem, który zdawał się dla mrocznego stworzenia przekleństwem - Sami wiemy dobrze, dlaczego tu jesteśmy.
- Nie! - Wybuchnął - Właśnie, że nie wiemy! - Zawtórował mu bulgoczący głos wydobywający się ze środka straszliwej i tragicznej istoty. W powietrzu uniósł się smród podstępu. Świetlista istota w tym momencie wypuściła swój krzyż z rąk rzucając z całej swej siły w cień.
Ten odwrócił się, zrobił wielki, nurkujący skok na następną kamienicę, ale... w połowie przeszyło go coś miękkiego, łagodnego i pustego w sobie. Rozpadał się. Zatrzymany w połowie lotu zaczął spadać na dół, aż rozbił się na drobne kawałki jak szkło.
Tymczasem wiatr owijał się wokół Piekielnego, dmuchając mu między głową, a szponami, wyniszczając go swoim chłodem. Niebiański wysłał kolejny wiatr, wraz z potężnym strumieniem wody.
Śmiertelni widzieli tylko tyle, że choć burza ustała, to zaczęła się ulewa. Atmosfera i klimat stał się zimniejszy, ale noc jaśniejsza. Powietrze stało się przyjaźniejsze, triumfujące i dające ukojenie oraz przekonanie do zwycięstwa, mimo senności przynoszonej przez deszcz.
Wał wody wraz z podmuchem uderzył ostatecznie w piekielną istotę, znikająca w otchłani swojego wirującego w dół wrzasku oraz woni zawijającej i zabieranej przez wir głęboko przez chwilowo utworzony portal w ziemi.
Ustały wichry i deszcze. Nastał błogi spokój, zapach nadziei oraz dotyk wiary.

[center:6ce2393757]* * *[/center:6ce2393757]

Chłopiec ze swoim ojcem wyszedł z pięknie zdobionego kościółka. Usłyszał śpiew ptaka, śliczny, długi, wydobyty jednym tchem. Spojrzał na krystalicznie czyste niebo, bez śladu chmur. Było jasne, oświetlone przez słońce w górze.
Miasto zamieniło się w raj na Ziemi. Przyszło do niego Królestwo Niebieskie. Oświetlone i ogrzane przez słońce, ochłodzone i owiane przez wiatr, użyźnione i odświeżone przez deszcz, odnowione przez walkę nadającą sens życiu istot, które nie posiadły wolnego wyboru.

Gołębie pofrunęły w górę. Poszybowały zostawiając ziemię, zanosząc jego marzenia do Boga.
 
Solfelin jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 13:10.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166